wiadomości

stat

Bałtyckie legendy: zemsta Purtka i tabacznicy w raju

artykuł historyczny
Bałtyckich legend jest tak wiele, że opowiadać je można godzinami.
Bałtyckich legend jest tak wiele, że opowiadać je można godzinami.

Bałtyckie legendy już parokrotnie opisywaliśmy w Trojmiasto.pl, ale nigdy nie udało się wyczerpać tego - nomen omen - niezgłębionego tematu. Dziś opowieści o Purtku, bałtyckiej królowej i św. Piotrze.



Zobacz także: Legenda bałtyckiej Atlantydy

Legenda o zemście Purtka i historii latarni morskiej w Rozewiu



Opowiadaliśmy kiedyś historię rybaka Fabisza, który dzięki swojemu sprytowi uwięził w morskich odmętach diablika Purtka, który mocno uprzykrzał mu życie. Ten sam bohater pojawia się również i w innej legendzie.

Piękna Kriste była oczkiem w głowie swojego ojca, bogatego gdańskiego kupca imieniem Frank. Jak tylko mógł rozpieszczał on swą ukochaną córkę, często zabierając ją w długie rejsy. Wierzył bowiem, że jej obecność na pokładzie przyniesie mu szczęście. Podczas wypraw Kriste uprzyjemniała czas załodze swym śpiewem, a trzeba przyznać, że jej głos śmiało dorównywał jej urodzie.

Przed jedną z wypraw, podczas której Frank miał płynąć do Kołobrzegu, żeglarze ostrzegali gdańskiego kupca przed szybko zbliżającym się silnym sztormem. On jednak wierzył, że obecność Kriste na pokładzie przyniesie mu szczęście.

Przestrogi się sprawdziły: gdy tylko opuścili gdański port, ich statek wpadł w oko cyklonu. Frank poprosił więc córkę, by dodała otuchy marynarzom swoim śpiewem.

Tym razem jednak szczęście miało szybko opuścić naszych bohaterów. Nie wiadomo, czy sternik był nowy w załodze, czy tak wsłuchiwał się w głos kupieckiej córki, że przestał kontrolować statek, ale ten skierował się do miejsca, gdzie Fabisz uwięził niegdyś wspomnianego wcześniej Purtka.

W tym samym miejscu, gdzie Fabisz zatopił Purtka przywiązanego do kotwicy, z morza wystawała skała. Statek Franka wpadł na nią i również zatonął. Do brzegu dotarła tylko Kriste. Wdrapała się na pobliskie urwisko i rozpaliła ogień, by wskazać pozostałym rozbitkom bezpieczną drogę do lądu.

Płacz zrozpaczonej dziewczyny usłyszał Fabisz, który szybko przybiegł nad brzeg morza. Postanowił zaopiekować się piękną Kriste, w której niebawem się zakochał. Zamieszkali razem w miejscu, gdzie się spotkali - czyli na Kępie Rozewskiej.

Latarnia morska w Rozewiu. Czy stoi tam, gdzie piękna Kriste paliła ogniska dla żeglarzy?
Latarnia morska w Rozewiu. Czy stoi tam, gdzie piękna Kriste paliła ogniska dla żeglarzy? fot. Krzysztof Kochanowicz/trojmiasto.pl
Kriste nigdy nie zapomniała o tragedii, która ją spotkała. By pomóc statkom w omijaniu zdradzieckiej skały i by pomóc rozbitkom, aż do końca swych dni rozpalała duże ognisko.

Kto wie, może to właśnie w miejscu, gdzie kiedyś płonęły ostrzegawcze ogniska, dziś stoi latarnia morska w Rozewiu?

Zobacz także: Legendy gdyńskie i sopockie. Te poważne i te z przymrużeniem oka

Legenda o królowej Juracie i pochodzeniu bursztynu



Dawno dawno temu Bałtykiem rządziła piękna królowa - Jurata. Rezydowała ona we wspaniałym podwodnym pałacu, który w całości wykonany był z bursztynu. Jurata była dobrym i sprawiedliwym władcą - dbała o wszystkich swych poddanych i nikomu z nich nie dała zrobić krzywdy.

Sielanka skończyła się jednak, gdy do królowej dotarła wiadomość o rybaku, który codziennie wyruszając na połów w swych sieciach wyciągał znaczne ilości jej poddanych. Oj, wzburzył się mocno Bałtyk od gniewu swej królowej. Jurata długo zastanawiała się, jak ukarać niegodziwca. Wreszcie rusałki podsunęły jej pewną myśl: za zgodą Juraty chciałyby swym śpiewem zwabić rybaka w głąb Bałtyku i tam utopić.

Rzeźba bogini Juraty, stojąca - gdzie by indziej - w Juracie.
Rzeźba bogini Juraty, stojąca - gdzie by indziej - w Juracie. fot. Przemysław Jahr/Wikimedia/
Z podwodnego pałacu wyruszył królewski orszak z Juratą i rusałkami. Przy brzegu faktycznie spostrzegła rybaka, który zarzucał swe sieci. Gdy rusałki zaczęły swój uwodzicielski śpiew, zdumiony rybak podniósł głowę i w tym momencie jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Juraty. Czyż trzeba tu dodawać, że w jednej chwili oboje zakochali się w sobie? Od tej chwili codziennie spotykali się na bałtyckiej plaży.

Nowe uczucie królowej mało komu w podwodnym królestwie przypadło do gustu. No bo jak to, podwodna królowa, niemalże bóstwo, ot tak, ze zwykłym człowiekiem?

Najbardziej nie mógł tej sytuacji przeboleć Perkun, władca piorunów. Pewnego dnia, gdy jego gniew sięgnął zenitu, wypuścił piorun w kierunku podwodnego pałacu, całkowicie go niszcząc. Ruiny pogrzebały znajdującą się w środku Juratę.

Nie poprzestając na tym, wściekły Perkun porwał również ukochanego królowej, którego łańcuchami uwięził po wsze czasu na dnie morza.

Od tego czasu, gdy na Bałtyku szaleje sztorm, możemy usłyszeć pełne boleści jęki uwięzionego rybaka, a fale wyrzucają na brzeg kawałki bursztynu - pozostałości po okazałym pałacu Juraty.

Według innych przekazów, Perkun swym piorunem zabił rybaka, a wyrzucane po dziś dzień na plaże kawałki bursztynu to łzy królowej, którymi opłakuje swojego ukochanego.

Zobacz także: Legendy gdańskie cz. ILegendy gdańskie cz. II

Legenda o rybakach-rabusiach, co na złą drogę aniołów sprowadzili



Nie wszystkich rybaków zamieszkujących wybrzeże Bałtyku możemy zaliczyć do dobrych ludzi. Zdarzali się bowiem i tacy, którzy nad połowy ryb przedkładali rabunek. Rozpalali oni ogniska na plaży, które żeglarze w nocnych ciemnościach brali za znaki wejścia do portu. Gdy statek osiadał na mieliźnie, wpadali na pokład, mordowali załogę i grabili ładownie.

I takich właśnie siedmiu gałganów, mieszkańców Łeby, podczas jednego ze sztormów porwało morze. Dziwnym zrządzeniem losu, zamiast do piekielnych czeluści trafili pod niebiańskie wrota. Co prawda rabusie zlękli się niebiańskiego sądu, ale przecież nie z takich opresji już wychodzili.

Tradycję zażywania tabaki Kaszubi pielęgnują do dziś i stanowczo zaprzeczają, by jej używanie zamykało drzwi do raju.
Tradycję zażywania tabaki Kaszubi pielęgnują do dziś i stanowczo zaprzeczają, by jej używanie zamykało drzwi do raju. fot. Maciej Kosycarz/KFP
Gdy niebiańskie wrota się otworzyły i wyjrzał z nich św. Piotr, cała siódemka poczęła bić się w pierś, głośno wyrażając żal za popełnione wcześniej przewinienia. Niebiański klucznik dał się nabrać na tę skruchę i wpuścił ich wszystkich do raju. A tam - jak wiadomo - uczynni aniołowie, zbawione dusze, wszechobecna dobroć i życzliwość. To wszystko zaczęło zmieniać zatwardziałe grzeszne dusze łebian.

I gdy już wydawało się, że grzesznicy nawrócili się i przeżyli duchową przemianę, podczas wędrówek po rajskim ogrodzie rybacy natrafili na znane im liście. Początkowo nie mogli uwierzyć, ale tak - to był tytoń, z którego od lat robili w swoich domach tabakę. Niedługo po tym odkryciu po niebie zaczęła roznosić się woń tytoniu, a że jeden z druhów w kieszeni odkrył dawno zapomniane karty, niebawem zabawa zaczęła się na całego. Co gorsza, do łebian dołączyli niektórzy z aniołów!

Świętego Piotra wezwał do siebie sam Bóg i kazał mu rozwiązać zaistniały problem. Powstało jednak pytanie, jak to zrobić. Wiadomo, że każdy, kto raz zostanie wpuszczony do raju, wyrzucony z niego już być nie może - chyba że sam zechce.

Biedził się nad tym św. Piotr, gdy z zamyślenia wyrwało go pukanie do bram. Gdy zrezygnowany poszedł je otworzyć, ujrzał osobnika niemalże identycznego jak ci, którzy byli źródłem jego kłopotów. Oj, zdenerwował się św. Piotr i wykrzyczał, że kolejnego łebianina już do nieba nie wpuści! Zdziwił się mocno niedoszły zbawiony i spytał, skąd klucznik wie, że on z Łeby pochodzi. Na to usłyszał odpowiedź, że wygląda identycznie jak ci, którzy w niebie zgorszenie sieją i opowiedział o sytuacji. Rozjaśniła się twarz gościa, który powiedział, że wie, jak rozwiązać powstały problem, ale w zamian oczekuje wpuszczenia do raju. Klucznik się zgodził.

Nowy niebianin stanął więc przed bramą raju i głośno zawołał po kaszubsku: "Okręt na plaży!". Na ziemi oznaczało to, że statek osiadł na mieliźnie, więc jego ładownie i inne skarby należą do tych, którzy na miejsce przybędą jako pierwsi, stąd też pośpiech był wskazany. Gdy tylko usłyszeli to rybacy-rabusie, od razu rzucili się w stronę, skąd dobiegło ich wołanie. Jak tylko przekroczyli bramę raju, św. Piotr zatrzasnął ją za nimi, wciągając za sobą nowo przybyłego.

Wtedy to cała siódemka zrozumiała, że padłą ofiarą podstępu. Na próżno jednak ponownie pukali do bram, obiecywali poprawę i przepraszali za swoje występki. Tym razem jednak już św. Piotr nie dał się nabrać.

...to nie wszystkie bałtyckie legendy. Ciąg dalszy na pewno nastąpi...

Opinie (13) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1911 Konsekracja kościoła we Wrzeszczu Biskup chełmiński Jakob Klunder dokonał konsekracji katolickiego kościoła parafialnego pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. ks. Zatora-Przytockiego we Wrzeszczu. Teraz świątynia jest kolegiatą.

Sprawdź się

Która gdyńska ulica była w czasie II wojny światowej ulicą Gotów?

 

Najczęściej czytane