wiadomości

Pierwsza książka o historii Czarnych Huzarów

artykuł historyczny
Parada Czarnych Huzarów na ul. Długi Targ w Gdańsku. Zdjęcie z początku XX wieku.
Parada Czarnych Huzarów na ul. Długi Targ w Gdańsku. Zdjęcie z początku XX wieku. mat. pras.

Liczy 400 stron, została zilustrowana nierzadko unikatowymi zdjęciami a zebranie materiałów do jej napisania zabrało autorowi bez mała 10 lat. Na księgarskie półki trafiła właśnie książka "Leibhusaren. Historia Czarnych Huzarów" pióra Wojciecha Gruszczyńskiego. To pierwsza w Polsce monografia poświęcona historii słynnych gdańskich żołnierzy. Jej oficjalna premiera z udziałem autora odbędzie się w sobotę o godz. 17 w kawiarniogalerii Sztuka Wyboru przy ul. Słowackiego 19 zobacz na mapie Gdańska we Wrzeszczu. Dla naszych czytelników mamy trzy egzemplarze tej niezwykłej publikacji.



Czy słyszałeś o historii Czarnych Huzarów?

tak, i wiem o niej naprawdę sporo 15%
tak, ale moja wiedza jest szczątkowa 52%
nie, muszę nadrobić zaległości 25%
nie, nie leży to w kręgu moich zainteresowań 8%
zakończona Łącznie głosów: 420
W czerwcu ubiegłego roku informowaliśmy o wydaniu kompendium wiedzy na temat historii dawnych koszar, położonych w kwartale ulic Słowackiego, Chrzanowskiego, Szymanowskiego i Grunwaldzkiej we Wrzeszczu. Do trójmiejskich księgarni trafiła właśnie kolejna książka o zbliżonej tematyce, która z pewnością powinna znaleźć się w biblioteczce każdego miłośnika historii Gdańska.

Sprawdź listę księgarń w Trójmieście

Pachnąca jeszcze farbą drukarską publikacja została poświęcona dziejom pierwotnych lokatorów wrzeszczańskich koszar. Chodzi oczywiście o żołnierzy Przybocznej Brygady Huzarów Cesarstwa Niemieckiego, zwanych potocznie Czarnymi Huzarami.

Wieloletnie poszukiwania materiałów źródłowych



Książka "Leibhusaren. Historia Czarnych Huzarów" jest owocem wieloletnich i - warto podkreślić - niezwykle żmudnych badań Wojciecha Gruszczyńskiego, wielkiego pasjonata lokalnej historii. Zgłębienie blisko dwóch stuleci dziejów tej jednostki - od decyzji o jej utworzeniu przez króla Prus Fryderyka II w 1741 roku do rozwiązania wkrótce po zakończeniu I wojny światowej, tj. w 1920 roku roku - zajęło mu blisko dekadę i opierało się przede wszystkim na kwerendzie w zasobach niemieckich.

- Napisanie książki o historii Czarnych Huzarów było prawdziwym wyzwaniem i gdybym wiedział, z czym będę miał do czynienia, nie wiem, czy drugi raz porwałbym się na opracowanie takiego tematu. Sam pomysł pojawił się u mnie już dawno, ale największą barierą było zdobycie materiałów źródłowych. Jedyną dostępną monografią jest trzytomowa historia huzarów autorstwa dowódcy tej jednostki, Augusta von Mackensena. To książka trudno dostępna w bibliotekach, nie jest wypożyczana i jest piekielnie droga w antykwariatach, cena kompletu to minimum 2,5 tys. euro. Leibhuzarzy pojawią się w wielu innych książkach, głównie w języku niemieckim, niestety, podobnie jak dzieło von Mackensena, większość z nich jest trudno dostępna. Podobnie jest z niektórymi gazetami. Zdobycie np. czasopisma "Der Leibhusar", wydawanego przez stowarzyszenie byłych huzarów graniczy z cudem - podsumowuje Gruszczyński.

Pierwsza monografia w Polsce



O jej wyjątkowości świadczy przede wszystkim fakt, że to pierwsza na polskim rynku wydawniczym popularnonaukowa monografia - czyli praca opisująca wybrane zagadnienie w sposób wyczerpujący - poświęcona historii pruskich, a następnie niemieckich żołnierzy z wielkimi trupimi główkami na czapkach.

- Publikacji książkowych o historii XIX-wiecznego Gdańska wciąż jest stosunkowo niewiele. Tych dotyczących wojskowej historii miasta, aż do czasów I wojny światowej mocno zmilitaryzowanego, nie ma prawie w ogóle. "Leibhusaren" Wojciecha Gruszczyńskiego w znacznym stopniu wypełnia tę lukę. Bogato ilustrowana, kilkusetstronicowa publikacja, oparta na bardzo rzadkich i mało znanych publikacjach źródłowych, uzupełnia naszą wiedzę o dziejach formacji, która zapisała się nie tylko w historii Gdańska - zachęca Krzysztof Grynder z wydawnictwa Gdański Kantor Wydawniczy.

400 stron objętości



Objętość książki Wojciecha Gruszczyńskiego wynosi 400 stron, podzielonych na 12 rozdziałów. Jak już wcześniej wspomniano, ma ona charakter popularnonaukowy. W praktyce oznacza to, że choć jej treść została naszpikowana fachową terminologią wojskową, została napisana przystępnym językiem, a jej lektura nie powinna nastręczać trudności osobom zupełnie nieobeznanym z tematyką.

Zgłębiając zawartość publikacji mamy okazję prześledzić nie tylko szlak bojowy Czarnych Huzarów, wiodący od wojen śląskich w połowie XVIII wieku po Wielką Wojnę (tak niegdyś określano I wojnę światową), ale również szereg innych, równie przydatnych informacji. Od ich zmieniającego się umundurowania i uzbrojenia poprzez opisy miejsca stacjonowania na życiorysach dowódców kończąc. Nie zabrakło również zaskakujących ciekawostek, dzięki którym huzarzy na trwale zapisali się w świadomości dawnych gdańszczan. I bynajmniej nie chodzi tu o ich dokonania na polach bitewnych.

- Dla czytelników z Pomorza z pewnością najciekawszy okres to czasy, gdy huzarskie jednostki stacjonowały w koszarach przy dzisiejszej ulicy Słowackiego we Wrzeszczu. Huzarzy to jednak nie tylko Gdańsk czy Sopot, bo i w tym mieście zaznaczyli swoją obecność. Losy formacji związane są także ze Starogardem Gdańskim czy Słupskiem. Huzarzy to także barwna część obyczajowości XIX-wiecznego Gdańska. Do historii przeszły chociażby wystawne zabawy, jakie odbywały się we Wrzeszczu podczas częstych wizyt cesarza Wilhelma II u dowódcy huzarów - generała Augusta von Mackensena - uzupełnia Grynder.

Spora liczba unikatowych ilustracji



Kolejnym walorem publikacji jest spora liczba materiałów ikonograficznych: reprodukcji obrazów i historycznych fotografii, a także pamiątek zachowanych po Czarnych Huzarach do czasów współczesnych. Podobnie jak sama monografia, wiele z tychże materiałów nie było nigdy publikowanych na polskim rynku wydawniczym.

Na pochwałę zasługuje również fakt, że autor konsekwentnie używa w książce oryginalnego nazewnictwa. Obok polskiej nazwy opisywanej jednostki wojskowej czy miejsca, w nawiasie zawsze znajduje się jej pierwotny, niemiecki odpowiednik. To chociażby duże ułatwienie dla osób, które znają język Goethego i będą miały ochotę zgłębiać historię Czarnych Huzarów w bibliografii źródłowej.

Książka "Leibhusaren. Historia Czarnych Huzarów" to pozycja obowiązkowa dla zapalonych miłośników historii Gdańska, szczególnie tych interesujących się jej wojskowym obliczem. Z czystym sumieniem można ją również polecić osobom okazjonalnie czytającym książki o dziejach nadmotławskiego miasta, z jednym wszakże zastrzeżeniem. Jej lektura z całą pewnością potrwa dłużej niż jeden wieczór.

Zwiedź z nami wnętrza dawnego Klubu Garnizonowego. Film został nagrany w czerwcu 2016 roku.


W sobotę spotkanie z autorem



Książka Wojciecha Gruszczyńskiego "Leibhusaren. Historia Czarnych Huzarów" została wydana w połowie stycznia nakładem Gdańskiego Kantora Wydawniczego oraz Wydawnictwa Region. Została wydrukowana na kredowym papierze i w twardej obwolucie. Sugerowana cena w stacjonarnych księgarniach wynosi 79 zł, zaś w księgarniach internetowych - np. www.maszoperia.org czy www.czec.pl - 74,90 zł.

Już w najbliższą sobotę, 26 stycznia, w kawiarniogalerii Sztuka Wyboru, która znajduje się na terenie dawnych koszar przy ul. Słowackiego 19 we Wrzeszczu, odbędzie się oficjalna premiera publikacji z udziałem jej autora. Początek spotkania o godz. 17. Po jego zakończeniu uczestnicy będą mieli możliwość zakupienia książki w promocyjnej cenie. Więcej szczegółów w ramce "Wydarzenie" pod artykułem.

Kilka słów o autorze niezwykłej książki

Wojciech Gruszczyński urodził się w Gdańsku w 1969 roku. Dosyć wcześnie zainteresował się historią miasta, ale nie znalazło to odzwierciedlenia w jego edukacji. Uczył się w słynnym Conradinum i ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Gdańskim. W 2001 roku wyjechał do Szwecji na studia doktoranckie i tam mieszka do dzisiaj.

Jest kolekcjonerem gdańskich pamiątek, w szczególności zdjęć i pocztówek, także tych związanych ze sławnymi, gdańskimi huzarami śmierci. Część zbiorów Wojciecha Gruszczyńskiego można zobaczyć na prowadzonej przez niego od 1997 roku stronie internetowej o Wolnym Mieście Gdańsku: www.danzig- -online.pl.

W latach 2007-2014 wydał cztery, bogato ilustrowane zdjęciami z jego zbiorów, przewodniki po przedwojennym Gdańsku. Od 2015 roku zajmuje się rekonstrukcją historyczną związaną z regimentami huzarów śmierci i prowadzi na Facebooku stronę poświęconą historii obu regimentów.

źródło: mat. pras.

Opinie (130) ponad 20 zablokowanych

  • Znakomita książka. ważna część historii Gdańska (4)

    Czy się komuś podoba, czy nie, to część historii tego miejsca.
    Państwa narodowe powstały nie tak dawno.
    Tak, jak Rzeczpospolita Obojga Narodów była wieloetniczna. tak Gdańsk był przez wiele wieków zróznicowany, a bywało, że tyle tu było nacji, że trzeba było władać kilkoma językami, aby się porozumieć.
    Miasto obroniło się przez Królem Batorym, który ani słowa nie mówił po polsku. itd.

    • 44 28

    • Już posiadam...popieram...

      • 0 0

    • ale w czasach pruskich to już wielokulturowość była tępiona

      • 6 0

    • 100% racji dlatego jestesmy miastem wolnosci a nie ksenofobi

      • 1 8

    • Przed Prusakami się nie obronił.

      niestety

      • 7 3

  • Stutthof (5)

    Zachowaly sie w calosci archiwa niemieckiego obozu koncentracyjnego w Stutthof. To jest material na wiele ksiazek o Gdansku i mieszkancach.

    • 30 12

    • To proszę o udostępnienie materiałów o obozie Stutthof..

      • 1 0

    • ale to takie niemodne ... (1)

      ... nieeuropejskie

      • 2 2

      • O Stutthofie napisano mnóstwo, i wciąż się pisze.

        • 2 1

    • Ludobojstwo w Namibii kolonii niemieckiej w Afryce

      Niemcy dokonali w latach 1904 - 1907 ludobojstwo stu tysiecy murzynow w swojej kolonii Namibii w Afryce. Naukowcy uwazaja, ze to bylo przykladem dla niemieckich nazistow.

      • 4 1

    • Bardzo dobry pomysł

      Kiedy zaczynasz pisać?

      • 9 2

  • Tak. Pani Danielewicz wspominała o nich w swojej ostatej książce..Pan promował wówczas czwartą część Wolnego Miasta i zrobiliście to niemal równocześnie w galerii Manhattan we Wrzeszczu. Popieram..

    • 0 0

  • Nie powiem, że książka jest zła...

    Jest w niej wiele ciekawych informacji. Jednak, gdy się ją czyta ma się wrażenie, że jest to w lwiej części po prostu przepisana kronika pułkowa. Patetyczny XIX-wieczny styl, cały czas powtarzanie "nasz pułk", zdania jak u Haszka typu "Idący w paradzie przez całe miasto husarzy witani byli przez tłumy uradowanych i wiwatujących na cześć cesarza gdańszczan" i wiele innych szczegółów o tym świadczy. To tak, jakby pomiędzy linijki tłumaczenia (czasami trochę bezrefleksyjnego) autor/redaktor wsadził uzupełnienia i wyjaśnienia. Sprawia to zabawne wrażenie. Chciałoby się zapytać, czy podzielił się honorarium z A. von Macknesenem i C. von Bredowem, którzy co rusz są w przypisach. Poza tym, książka jest OK

    • 0 2

  • Zapewne byli to protoplaści SS-manow sądząc nawet po barwach mundurów (2)

    • 2 8

    • Równie dobrze protoplstami SS może być kler. (1)

      Czarne mundury są? Ludzi mordowali? Wszystko się zgadza.

      • 1 1

      • Opinia została zablokowana przez moderatora

  • (6)

    O rocznicy powstania styczniowego w Gdańsku nikt nie wspomina. Książki powinny być pisane o Westerplatte, obronie Poczty Polskiej, obozie Stutthof. To jest historia Polski!

    • 15 32

    • To pisz.

      • 0 0

    • Na te tematy jest wiele książek.

      Radzę poczytać zamiast mądrzyć się

      • 2 0

    • a kto ci broni czytać? im większa nasza wiedza historyczna tym mniejszy dostęp mają do mózgów naszych kretyni

      • 2 0

    • od 1945 jest Polski dzieki Jałcie ktora wam zabrala wilno

      • 3 6

    • Mnie interesuje historia z czasów i terenów na których urodzili się moi pradziadkowie przed pierwszą wojną. Wszyscy oni urodzili się w Cesarstwie Niemieckim, w Królestwie Prus, w prowincji Prusy Zachodnie. Urodzili się między Gdynią, a Kartuzami jako obywatele niemieccy (polski wtedy nie było) z niemieckimi imionami w pruskich aktach urodzenia i po niemiecku mówili w urzędach czy szkołach. Zmarli jako obywatele polscy z polskimi imionami na nagrobkach.

      • 9 3

    • A nie ma książek na ten temat?

      • 9 2

  • Generał J. Wybicki twórca Hymnu Narodowego dalej nie ma Pomnika w Gdańsku (9)

    Generał uczył się w Kolegium Jezuickim przy Kościele św. Ignacego na Oruni a urodził się parę kroków dalej

    • 59 7

    • Ale Jankoś ma (1)

      więc o co Ci chodzi?

      • 7 5

      • Już niedługo

        • 1 0

    • a co ma Wybicki do tysiacletniej histori Gdanska? (1)

      to tworca hymnu polski a nie Gdańska

      • 10 7

      • Ma pomnik (a przynajmniej miał) w VII LO w Gdańsku- dość ładne popiersie.

        • 2 0

    • Józef Wybicki urodził się w Będominie, (1)

      około 50km od Gdańska. Tam ma pomnik, jest też Muzeum Hymnu Państwowego.

      • 12 3

      • a zmarł w Manieczkach

        To nie żart - przykra zbieżność historii - nieprawdaż ?

        • 0 0

    • Józef Wybicki ma plac swojego imienia w Dolnym Wrzeszczu.

      Tam powinien stanąć jego pomnik.

      • 10 0

    • nikt też w Gdańsku nie pamięta o układzie Mściwoja z królem Przemysławem,

      Kazimierz Jagiellończyk też powinien mieć swój pomnik.
      Ręce i nogi się uginają gdy się obserwuje tę regermanizację i depolonizację pamięci.

      • 11 11

    • Te parę kroków dalej to w "butach siedmiomilowych"

      • 8 5

  • gloryfikacja zbrodniarza wojennego (2)

    przypominam ż ten cały August Mackcośtam został uznany za zbrodniarza wojennego. a szczególną datą jest tu 2 maja 1915 roku i zbombardowanie az do zniszczenia miasta cywilnego Gorlic. Proszę nie zakładać różowych okularów i zaniechać tej gloryfikacji.

    • 11 6

    • Nic nie wiadomo na ten temat. Chyba czytales artykul w wyborczej? Otoz wyobraz sobie ze czlowiek ktorego oczerniasz wystapil z ostym sprzeciwem przrzeciwko wehrmachtowi w 1939r mowiac ze walka z ludnoscia cywilną jest sprzeczna z honorem niemieckiego zolnierza za co zostal ukarany.

      • 3 0

    • dla przypomnienia

      to zmarł w alianckim więzieniu

      • 0 1

  • Bylem na spotkaniu z autorem. Jestem zadowolony. Ksiazka wydana bardzo ladnie. Teraz tylko wygodny fotel i do lektury.

    • 4 0

  • Taka niemiecka tradycja... (13)

    noszenia na czapkach trupich czaszek...

    • 58 44

    • Poczytaj troszeczke na te tematy a potem sie rozpisuj. Te trupie glowki zaczerpniete sa z wojsk francuskich. W Wielkiej Brytani z niekktorych wojskowych czapek trupie glowki zniknely dopiero w 2003 roku. Poczytaj ksiazki historyczne! Warto!

      • 1 0

    • Nie tylko Niemiecka, Francuzi, Anglicy, Hiszpanie, Szwedzi i Rosjanie, a później, już w XX w. także Polacy używali tego uniwersalnego symbolu.

      • 6 0

    • W polskich formacjach symbol czaszki nie byl rzadkoscią (8)

      Szczególnie w latach 1918-1921

      • 29 7

      • To co w Polsce jest wybrykiem (1)

        u Niemców jest normą.

        • 4 6

        • Ani wybryk, ani norma

          • 6 1

      • Podaj przykład (3)

        • 3 12

        • 3 Eskadra Wywiadowcza

          miała na stateczniku wymalowanego kościotrupa grającego na skrzypcach. Strzelcy Podhalańscy mieli swastykę z gałązką jedliny. Czaszkę mieli Poznański Ochotniczy Batalion Śmierci, powstańcy śląscy, obrońcy Lwowa - oraz okręty podwodne wywieszały Jolly Rogera po zatopieniu wroga.

          • 16 2

        • W 1920 roku w Białymstoku został sformowany Ochotniczy Dywizjon Jazdy 1. Armii, który zasłynął jako „Huzarzy Śmierci" (1)

          "Porucznik Siła-Nowicki samowolnie ochrzcił swój oddział „Huzarami Śmierci”, aby zachęcić młodych ludzi do wstępowania w jego szeregi. O wiele lepiej brzmiało, gdy kawalerzysta mówił, że jest Huzarem Śmierci, niż że jest członkiem Brygady Ochotniczej. Niedługo później zarządzono, że każdy żołnierz powinien nosić przy czapce kawałek blaszki wycięty na kształt czaszki."

          • 24 3

          • W dodatku ewidentnie nasz porucznik był fanem formacji Mackensena.

            I oczywiście to nie Mackensen wzorował się na SS, ale SS na Mackensenie.

            • 16 0

      • Nie wiem (1)

        Skąd ten minus. Chyba z nieznajomości historii. Polacy też nosili trupie czaszki, ale wyglądały inaczej niż te niemieckie, a zwłaszcza różniły się od tych z SS. Symbol ten oznaczał bój na smierć i życie oraz honor żołnierza. Niestety poprzez drugą wojnę, źle się kojarzy.

        • 28 0

        • trupia czaszka na uniformie/czapce/hełmie oznaczała pogardę dla śmierci, tak mówiąc w skrócie.
          To był prosty przekaz dla przeciwnika : "uważaj, ja nie boję się śmierci i dlatego trudny ze mnie będzie przeciwnik". Efekt psychologiczny stosowany od zarania dziejów.
          Kiedyś odcięte głowy na włóczniach, później same czaszki na włóczniach, tatuaże czaszek, a obecnie naszywki i malunki z wizerunkiem czaszki.

          • 22 0

    • Hussards de la Mort

      Oddział został utworzony 12 czerwca 1792 przez Zgromadzene Narodowe, składał się z 200 ochotników z Paryża. Trupią czaszkę nosili na czapce, ale i na końskiej uprzęży

      • 11 0

    • nieprawda. czaszki nosili Francuzi, Niemcy (w tym Sasi i Prusacy), chyba także Szwedzi, a także Polacy

      • 17 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1929 Powstaje Związek Zawodowy Marynarzy opis W Gdyni stworzono pierwszy w historii Związek Zawodowy Marynarzy Wybrzeża Polskiego.

1697 Zmarł Jakob Breyne opis W Gdańsku zmarł Jakob Breyne wybitny przyrodnik, założyciel ogrodu botanicznego i muzeum przyrodniczego.

Sprawdź się

Charakterystyczny gdański napitek alkoholowy, to: