wiadomości

Okiem angielskiego dżentelmena #8. O katolikach i fake newsach

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Czarnoskóry marynarz szukał wolności w Gdańsku

Podczas ósmego spaceru po XVIII-wiecznym Gdańsku angielskiego dżentelmena sprawdzimy, czy aby nasz nobliwy gość nie posunął się w swoich zapiskach do powtarzania nieprawdziwych i nieżyczliwych plotek o przedstawicielach obcego mu odłamu chrześcijaństwa.



W 1734 roku w Londynie ukazała się niewielka książka, której pełny tytuł brzmiał: "Szczegółowe opisanie miasta Gdańska: jego fortyfikacji, zasięgu, handlu, spichrzów, ulic, publicznych i prywatnych budynków, rzeki, nabrzeża, władzy, kar, sił zbrojnych, religii i kościołów, z wieloma innymi osobliwościami wartymi uwagi".

"Szczegółowe opisanie miasta Gdańska..." jest nie tylko dziełkiem z pogranicza geografii, historii i prasy - jego forma i treść przypominają coś, co moglibyśmy nazwać przewodnikiem turystycznym. Opis miasta i jego zabytków jest plastyczny; Anglik umieszcza w nim nawet praktyczne wskazówki dla swoich rodaków, takie jak wymienienie gospód czy angielskich instytucji funkcjonujących w Gdańsku.

Cykl artykułów pt. Okiem angielskiego dżentelmena:

  1. Droga Królewska w XVIII w.
  2. Długi Targ w XVIII w.
  3. Wyjątkowa Wyspa Spichrzów
  4. Bogactwa wielkiego emporium
  5. Najwspanialsza kawiarnia w Gdańsku
  6. Tajemnniczy anabaptyści, czyli o naszych mennonitach
  7. Celując do Herkulesa, czyli o gdańskim Ogrodzie Strzeleckim


W dzisiejszym artykule wraz z autorem relacji przyjrzymy się bliżej nieco wykrzywionemu spojrzeniu turysty na mniejszość katolicką.

W cieniu Świętego Mikołaja oraz prawo azylu



Pierwszym katolickim obiektem, o którym wspomina Anglik, jest klasztor dominikanów:

"Na końcu ulicy, przy której znajduje się wspaniała luterańska świątynia św. Jana, rzymscy katolicy mają przestronny klasztor dominikanów, który służy jako kościół parafialny dla wszystkich wiernych mieszkających w mieście. W środku znajduje się pulpit wyżłobiony w drzewie orzechowym, piękny, który nie ma sobie równych w całym Gdańsku. Klasztor ma pewne specyficzne przywileje, jak choćby prawo azylu".
Kościół św. Mikołaja i klasztor dominikanów na rycinie z 1687 r.
Kościół św. Mikołaja i klasztor dominikanów na rycinie z 1687 r.
Siedziba gdańskich dominikanów rzeczywiście była bardzo ważna nie tylko dla gdańskich, ale i pomorskich katolików. Często to właśnie tutaj byli grzebani szlachcice z regionu; tutaj też uczęszczała duża część katolickich gdańszczan. To właśnie u dominikanów zatrzymywał się biskup włocławski podczas swoich wizyt w mieście.

W 1718 roku (a więc pięć lat przed pobytem Anglika w Gdańsku) kościół św. Mikołaja został wyznaczony do sprawowania opieki duszpasterskiej nad częścią Głównego Miasta (od Podwala do Szerokiej), Długimi Ogrodami, Dolnym Miastem, Osiekiem, Targiem Rybnym i Ołowianką.

Jednak najciekawszą wzmianką jest ta o prawie azylu. Wywodzące się jeszcze ze starożytności prawo to było reliktem średniowiecza: zakładało możliwość szukania w kościele (świętym miejscu, które nie może być zbezczeszczone) bezpiecznego schronienia przed niebezpieczeństwem bądź niesprawiedliwością.

Chociaż po reformacji przypadki odwołania się do prawa azylu były sporadyczne, nigdy nie zostało ono zniesione, co mogło prowadzić do sensacyjnych epizodów.

Profesor Sławomir Kościelak opisał jeden z takich incydentów, który wydarzył się w 1700 roku. W październiku z Domu Poprawy zbiegło sześciu więźniów. Trzech z nich spróbowało schronić się w klasztorze karmelitów, co im się udało. Musiały się rozpocząć negocjacje pomiędzy przeorem a władzami miasta, które reprezentował sekretarz Abraham Groddeck. Zakonnicy zwrócili się z prośbą o poradę do oficjała gdańskiego (o którym będzie jeszcze mowa). Ten, licząc na współpracę z gdańszczanami, zgodził się na wydanie zbiegów pod jednym tylko warunkiem - nie mieli zostać skazani na karę śmierci. Żadna decyzja nie została jednak wykonana, bowiem zbiegowie zdołali uciec z klasztoru, a później z miasta - a niektórzy mówili, że stało się tak za milczącą zgodą przeora, który nie chciał pogwałcić prastarego prawa azylu...

W cieniu Kaplicy Królewskiej



"Na ulicy Świętego Ducha znajduje się ładna i stosunkowo nowa papistowska kaplica, przeznaczona dla nabożeństw odprawianych dla Polaków, z piękną kopułą, zewnątrz pokrytą ołowiem, w środku zaś pięknie wymalowaną. Jezuici mają z kolei swoje kolegium na przedmieściach, gdzie również znajduje się klasztor. Dwóch jezuitów codziennie przybywa odprawić nabożeństwo w tej Polskiej Kaplicy, ale nie mogą zostać w mieście na noc".
Kaplica Królewska zwana wówczas "nową" na rysunku z 1687 roku.
Kaplica Królewska zwana wówczas "nową" na rysunku z 1687 roku. za Gedanopedią
W momencie kiedy Anglik przebywał w Gdańsku, Kaplica Królewska rzeczywiście mogła wydawać się "stosunkowo" nowa - miała zaledwie 40 lat.

Została wzniesiona jako główna świątynia, mająca służyć gdańskim katolikom, którzy bezskutecznie wysuwali co jakiś czas nierealne roszczenia w stosunku do kościoła Mariackiego.

Ciekawa jest wzmianka o jezuitach. Rzeczywiście, okazjonalnie członkowie Towarzystwa Jezusowego korzystali z Kaplicy Królewskiej, jednak byli oni wyjątkowo niechętnie widziani w Gdańsku, nawet przez niektórych katolików.

Po zwycięstwie reformacji niektórzy biskupi włocławscy próbowali wprowadzać jezuitów do miasta, gdzie korzystali oni z gościny dominikanów i brygidek. Jednak mniszkom w ogóle nie była w smak współpraca z zakonnikami i brygidki skutecznie dążyły do usunięcia jezuitów ze swojego klasztoru.

Władze gdańskie kategorycznie nie zgadzały się na powstanie jezuickiej siedziby w obrębie murów miejskich, stąd ich próby osadzenia się przy Kaplicy Królewskiej.

Jezuitów już w XVII wieku otaczała atmosfera kontrowersji. Wielu ludzi oskarżało ich o konspiracje, spiski i dążenie do uzyskania jak największej władzy. Według plotek jezuici mieli prowadzić zakulisowe gierki i mieszać się w polityczne intrygi.

Ostatecznie Towarzystwo Jezusowe wzniosło swoje kolegium w Starych Szkotach, czyli dobrach należących do biskupów. W miejscu kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny (który ucierpiał podczas wojny ze Szwedami) jezuici wznieśli kościół św. Ignacego, który zachował się do dzisiaj. Jego barokowa fasada wyraźnie nawiązuje do "matki jezuickich świątyń" - słynnego rzymskiego Il Gesù.

Kościół jezuitów pw. św. Igancego w Starych Szkotach, rysunek z połowy XIX w.
Kościół jezuitów pw. św. Igancego w Starych Szkotach, rysunek z połowy XIX w. za Gedanopedią
Do kolegium uczęszczało wielu synów wpływowej szlachty pomorskiej, takiej jak ród Przebendowskich. Tutaj również uczył się Józef Wybicki, autor polskiego hymnu, który czas spędzony w szkole wspominał jak najgorzej - narzekał między innymi na używanie przemocy wobec uczniów.

Czy oficjał gdański współpracował z paniami lekkich obyczajów?



"Papież ma tu swojego nuncjusza bądź kapłana, którego tutaj nazywa się oficjałem. Co jest niezwykłe, luteranie uznają jego jurysdykcję w kilku duchownych kwestiach, takich jak udzielanie małżeństw w świetle prawa kanonicznego. Jednak to, co przynosi mu niezłą sumkę, to sprawowanie funkcji sędziego w sprawach dotyczących rozpusty szerzącej się wśród dziewcząt. Nałożone przez oficjała kary na oskarżoną stronę w dużej części trafiają do jego kieszeni, dlatego przyzwala grupie "Filles de Joie" na uprawianie niecnego procederu, ponieważ będzie mógł ponownie je oskarżyć i zgarnąć pieniądze".
Najciekawszy fragment relacji poświęconej katolikom poświęcony jest urzędowi oficjała gdańskiego. Wielu zagranicznych podróżników ze zdziwieniem zauważało działanie w mieście stosunkowo istotnego katolickiego urzędu.

Rzeczywiście, nawet po okresie reformacji w gestii jurysdykcji oficjała gdańskiego zostało wiele spraw, przede wszystkim obyczajowych, w których współpracował z nominalnym przedstawicielem króla w mieście - burgrabią. Istnienie i funkcjonowanie oficjała było wypadkową wielu czynników - kompromisu pomiędzy protestanckimi władzami a katolickimi królami, wymogu współpracowania przedstawicieli wielu religii, ale również ustępstwem natury politycznej.

Rzeczywiście, w tamtym okresie normą było nakładanie kar pieniężnych. Jednak czy można wierzyć angielskiej relacji, według której oficjał posuwał się do cynicznej współpracy z gdańskimi prostytutkami tylko po to, aby zarobić?

Zapytałem o tę kwestię największy autorytet w sprawach religii w nowożytnym Gdańsku - profesora Sławomira Kościelaka.

- Mamy do czynienia z typowym innowierczym przekrzywianiem rzeczywistości . W sprawach o prostytucję (czyli naruszenie dobrych obyczajów i współżycie pozamałżeńskie) oficjał sądził katoliczki, nakładał karę, jednak wyrok realizował burgrabia. To do burgrabiego (i innych służb miejskich) należało też utrzymanie porządku w mieście. Oficjał nie miał na to najmniejszego wpływu. Nie miał żadnych możliwości zlikwidowania prostytucji. Dodajmy, że najczęstszymi klientkami jego sądu były służące z nieślubnymi dziećmi - ofiary swoich panów, zatem najczęściej - zamożnych protestantów. Mamy zatem przykład XVIII-wiecznego fake newsa. Gdyby to było prawdą, byłoby to we wszystkich monografiach XIX-wiecznych (protestanckich) historyków.
W roku publikacji wspomnień angielskiego dżentelmena z Gdańska burgrabią w mieście był Karl Adolf Ferber (5 III 1663 - 24 VII 1737), ławnik (1708), rajca (1728), burgrabia gdański (1734).
W roku publikacji wspomnień angielskiego dżentelmena z Gdańska burgrabią w mieście był Karl Adolf Ferber (5 III 1663 - 24 VII 1737), ławnik (1708), rajca (1728), burgrabia gdański (1734). za Gedanopedią
Skąd to negatywne nastawienie Anglika to oficjała? Najprawdopodobniej był zagorzałym kalwinistą, który nie darzył sympatią rzymskich katolików. Niewykluczone również, że gdańscy informatorzy autora relacji przekazali mu złośliwe pogłoski. Niezależnie od powodu możemy wyciągnąć z tego znaną lekcję - zawsze warto zweryfikować źródło informacji.

Dla chcących wiedzieć więcej:

Jeżeli chodzi o zagadnienia religijne w nowożytnym Gdańsku (ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji katolików), bezsprzecznie należy sięgnąć do prac profesora Sławomira Kościelaka:
  • S. Kościelak, "Jezuici w Gdańsku: od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku", Gdańsk 2003
  • S. Kościelak, "Katolicy w protestanckim Gdańsku: od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku", Gdańsk 2012
  • S. Kościelak, "1000 lat gdańskiego Kościoła", Gdańsk 1999
  • S. Kościelak, "Azyl kościelny w protestanckim Gdańsku w świetle incydentu z 1700 roku, opisanego w diariuszu syndyka miejskiego Johanna Ernesta von der Lindego", [w:] Studia z Dziejów Państwa i Prawa, t. 19, Kraków 2016

Opinie (8) 1 zablokowana

  • Gdańsk kiedyś vs. dziś... (2)

    Wdziałem kiedyś "mem" który można przetłumaczyć następująco: "Boże, oddaj nam Freddiego Mercurego, a zabierz Justina Bibera". Przypomniał mi się, gdy przeglądałem ryciny przedstawiające obydwa ratusze, kaplice królewską, czy najpiękniejsze dzieło Antoniego van Obberghena- czyli wielką zbrojownię, gdy jednocześnie porównałem to z "perełkami" które zostawią po sobie dzisiejsze pracownie architektoniczne(koniecznie z angielsko-brzmiącą nazwą oraz kontem na instagramie). Gdy patrzę na "wykwintne" dzieła jak forum radunia, bastion wałowa, czy inne kloce pasujące do otoczenia jak pięśc do nosa, myślę sobie, Boże zabierz te pracownie, oddaj nam starą ekipę architektów..

    • 60 5

    • to władze miasta kształtują przestrzeń w mieście (1)

      • 2 9

      • Czy kształtowanie przestrzeni, to

        to samo, co kształtowanie budowli ?

        • 11 1

  • Szkoda (1)

    Że dzisiejsze budowle są takie biedne i nie okazałe.Ze włodarze miasta godzą się beton

    • 26 8

    • to wina Bauhausu - przedwojennej niemieckiej ideologi architektonicznej

      1. Architekt nie może szukać ucieczki w przeszłości
      2. Ornament to zbrodnia
      3. Less is more
      (*but less is a bore!)
      W tym duchu są kształceni architekci po dziś dzień.

      • 3 4

  • Typowa dla katolickich oficjeli podwójna moralność

    Darujcie sobie próbyb ich wybielania. Znając ich podejście, typu "złoty, a skromny" to pewnie było coś na rzeczy

    • 21 20

  • anglik i dżentelmen to się wyklucza...

    • 10 5

  • Pięknie napisane. Dziękuję.

    • 17 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1867 Ignacy Kraszewski przybył do Gdańska opis Z dwudniową wizytą do Gdańska przybył znany pisarz Ignacy Kraszewski. W warszawskim czasopiśmie Kłosy opublikowano reportaż z odwiedzin.

Polecane wydarzenia

Sprawdź się

Św. Wojciech odwiedził Gdańsk w 997 roku: