wiadomości

stat

Życie i ostatnia droga Johanna von Sinclaira

artykuł historyczny
W XVIII w. miejski garnizon musiał wielokrotnie interweniować na terenach leżących na południe i wschód od Gdańska, by odganiać spod miasta maruderów lub regularne oddziały. Mapa z 1753 r.
W XVIII w. miejski garnizon musiał wielokrotnie interweniować na terenach leżących na południe i wschód od Gdańska, by odganiać spod miasta maruderów lub regularne oddziały. Mapa z 1753 r. żródło: Bibliotheque National de France

W XVIII wieku gdańskie oddziały wielokrotnie musiały stawiać czoło zagrożeniom, które coraz częściej spędzały sen z powiek mieszczanom. Szczególnie pierwsza połowa stulecia obfitowała w przemarsze, kontrybucje i agresywne poczynania wojsk obcych i koronnych. Zwłaszcza podczas wielkiej wojny północnej w latach 1700-1721. Swoją rolę odegrał wówczas szkocki wojskowy na gdańskich usługach - Johann von Sinclair.



Gdańsk posiadał stały garnizon w sile jednego regimentu piechoty, szwadronu kawalerii, kompanii artylerii oraz załogi Twierdzy Wisłoujście. Łącznie było to od 1500 do 4500 wojaków w różnych okresach historii. Oddziały te otrzymywały stały żołd (wypłacany co miesiąc), umundurowanie i wyposażenie na koszt miasta.

Oprócz regularnych jednostek istniały: cztery regimenty składające się z mieszczan zobowiązanych do służby wojskowej, artyleria mieszczańska, szwadron cechu rzeźników, dwa bractwa strzeleckie i "Młoda Drużyna". Razem od 6 do 8 tysięcy ludzi.

Jakby tego było mało, mieszkańcy okolic miasta formowali milicję krajową i wystawiali wolnych strzelców, których zadaniem było polowanie na maruderów i oficerów wroga. Gdańsk dysponował więc pokaźnym potencjałem militarnym.

Do oddziałów regularnych zaciągali się nie tylko gdańszczanie. Bardzo często byli to awanturnicy, zawodowi żołnierze i fachowcy z całej Europy. Wśród nich w roku 1698 pojawił się Johann von Sinclair, pochodzący ze szkockiej rodziny oficer zawodowy. Doświadczenie wojskowe zdobywał miedzy innymi podczas wojny Francji z Ligą Augsburską. W 1704 r. otrzymał awans na pułkownika i ostatecznie został wojskowym komendantem Gdańska. Wśród jego zasług wymienia się dbałość o umocnienia Gdańska. To właśnie dzięki jego (oraz rajcy Ferbera) staraniom powstał ogród Błędnik (Irrgarten).

Król August II Mocny wciągnął Polskę do fatalnej dla niej w skutkach wojny północnej. Gdańsk musiał opłacać się armiom Szwecji i Rosji, które w jej ramach walczyły ze sobą na terenie Polski. Portret króla autorstwa Louisa de Silvestre
Król August II Mocny wciągnął Polskę do fatalnej dla niej w skutkach wojny północnej. Gdańsk musiał opłacać się armiom Szwecji i Rosji, które w jej ramach walczyły ze sobą na terenie Polski. Portret króla autorstwa Louisa de Silvestre
Podczas wielkiej wojny północnej wielokrotnie wysyłano gdańskie oddziały do działań na terenach należących do miasta. Najczęściej przeciwko polskim wojskom koronnym, które próbowały zdobyć zaopatrzenie lub wymusić pieniądze. Co ciekawe, gdy pod Gdańsk podchodziły oddziały szwedzkie lub rosyjskie, miasto najczęściej po prostu płaciło haracz. Dlaczego tak było? Odpowiedź jest dość prosta. Koronni pojawiali się najczęściej w sile kilkuset ludzi, maksymalnie 3500, czyli bez problemu było można im przeciwstawić kilkutysięczne oddziały miejskie. W przypadku pozostałych armii były to zwykle oddziały liczące powyżej 10 tys. żołnierzy, za którymi podążały jeszcze potężniejsze siły, którym oprzeć się było nie sposób.

Zachował się rozkaz, jaki otrzymał komendant miasta Johann von Sinclair od Rady Wojennej miasta 1 listopada 1712 r. Natychmiast po jego otrzymaniu generał miał udać się z oddziałem piechoty i artylerii na Żuławy. Sinclair miał zabezpieczyć przeprawy i powstrzymać oddziały koronne przed wkroczeniem na terytorium gdańskie. Otrzymał polecenie wykorzystania do tego celu broni ręcznej i dział oraz obsadzenia przeprawy w okolicach Mokrego Dworu i Przejazdowa. Co ciekawe, w rozkazie Rada Wojenna skrupulatnie podkreśla, że przed nocą żołnierze mają znaleźć kwatery pod dachem.

Do takich starć dochodziło kilkakrotnie. Prowokatorem starć był wojewoda chełmiński, generał Jakub Zygmunt Rybiński, który próbował wymusić na mieście zobowiązania finansowe. Najczęściej bez pokrycia i często bez wiedzy osób, w imieniu których próbował występować. W czasie walk padali zabici i ranni. Gdańsk wysyłał skargi do Augusta II Mocnego i król był zmuszony interweniować.

Jak widać Sinclair pełnił funkcję miejskiego komendanta w trudnych czasach. Jego żoną została córka burmistrza Gabriela von Bömelna - Agatha Justina von Bömeln, co może świadczyć o zaufaniu ze strony władz miasta do oficera. Szczególnie że von Bömeln starał się wydawać swoje córki za ważne persony i odpowiadał za wojskowe sprawy miasta.

Johann von Sinclair służył Gdańskowi przez ponad 30 lat. Gdy zmarł zimą 1731 r., przygotowano mu niezwykły pogrzeb. W Gdańsku zarówno chrzty, śluby jak i pogrzeby regulowane były przez specjalne ordynacje, których celem było ograniczenie zbytniej rozrzutności i dbałość o moralność mieszczan. Określały liczbę żałobników, wystrój domu zmarłego, czas trwania i godzinę rozpoczęcia uroczystości. Nasz bohater był wojskowym, więc jego pogrzeb miał wyjątkową, militarną oprawę.

Zgodnie z ordynacją pogrzebową z roku 1705 rozpoczął się o godzinie 14.

Szczegółowy opis pogrzebu znalazł się w dzienniku Salomona Mellenthinsa. Dziennik obejmuje krótkie notatki o wydarzeniach od końca XVII stulecia po końcówkę XVIII w. Starsze wpisy autor opierał na relacjach rodzinnych, są dość ogólnikowe, wspominają o warunkach pogodowych, wydarzeniach politycznych, wizytach władców, ale także o zmianach cen towarów. Pośród nich odnajdujemy opis pogrzebu komendanta. Jego szczegółowość może nam podpowiadać, że autor sam był świadkiem tego wydarzenia lub miał dostęp do dokładnej relacji.

Przyjrzyjmy się więc opisowi Mallenthinsa:

1731, 8 marca O godzinie drugiej po południu szanowany generał gdański Johann von Sinclair został odprowadzony do grobu w kościele farnym. Pierwszy jechał konno trębacz i grał pogrzebowy marsz. Następnie 36 żołnierzy jechało konno, pod dowództwem siedmiu oficerów. Po nich szło 64 grenadierów, za nimi 90 muszkieterów. Następnie szedł żołnierz z białą "flagą pokoju". Za nim "koń pokoju" z siodłem przyozdobionym złotem, prowadzony przez dwóch ludzi. Kolejnych było dziewięciu oboistów grających głośną muzykę. Dalej szło 12 oficerów w niebieskich mundurach z białymi piórami na kapeluszach. Następnie 60 grenadierów i 60 muszkieterów. Potem niesiono czarną flagę żałobną, za którą szedł "koń żałobny", prowadzony przez dwóch ludzi. Koń był całkowicie pokryty czernią, na jego lewym boku zamocowano broń generała. Na zadzie konia zamocowano czarny długi kir, który ciągnął się na ziemi. Za nim następował powóz, który ciągnęło sześć ubranych na czarno koni, każdy prowadzony za uzdę przez jednego człowieka. Na powozie stała trumna, przybrana w karmazynowo-kwiecisty aksamit. Brzegi były osłonięte złotą taśmą szerokości jednej dłoni. U głowy trumny ułożona była broń i złote ozdoby wokół portretu generała. Na dole umieszczono osiem złotych lwów. Trumna miała po trzy uchwyty z każdej strony, które wyglądały jak wykonane ze złota. Zwłoki ubrane były w niebieski strój, bogato wyszywany srebrem. Wnętrze wyłożono karmazynowym aksamitem i złotą taśmą. Na szczycie trumny leżała generalska szpada. Srebrne ostrogi leżały u stóp wraz z resztą wyposażenia. Po każdej stronie i za zwłokami szli służący. Następnie podążały powozy pogrzebowe. W pierwszym powozie był pan burmistrz Gabriel von Bömeln, teść generała. W drugim powozie jechał wojewoda, itd. W sumie było 48 powozów z żałobnikami. W procesji nie było żadnych kobiet. Gdy zabrano zwłoki z domu na ulicy Ogarnej, od strony Bramy Wysokiej odpalono 10 dział, gdy procesja dojechała na ulicę Długą ponownie odpalono 10 armat. Ostatnia salwa honorowa z dział padła, gdy kawalkada dotarła do kościoła farnego. Cały czas biły dzwony kościelne. Chór śpiewał pieśń: "Kto wie, jak blisko jest mojego końca".
Nagrobek Johanna Sinclaira zachował się do dziś i można go podziwiać w kościele Mariackim w Gdańsku. Warto odwiedzić grób pułkownika. Gdy wejdziemy do kościoła skierujmy się w kierunku ołtarza. Po jego prawej stronie znajduje się jedna z wielu kaplic. Wzrok przykuwa wysoki, czarny, wykonany z drewna obelisk z łacińskim tekstem. U jego podstawy stoją trzy figury. Na postumencie widnieje płyta, na której ukazano sceny z walk wokół oblężonego miasta. Przy armatach krzątają się artylerzyści, kilku kawalerzystów celuje do wroga z pistoletów, doliną maszeruje piechota. Czy to nawiązanie do młodości komendanta, czy do walk w obronie Gdańska? Trudno dopowiedzieć na to pytanie. Można jedynie przypuszczać, że to alegoria życia człowieka, który parał się wojskowym rzemiosłem - jednego z ostatnich świadków osiemnastowiecznej, gdańskiej wojskowości.

Opinie (26) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1975 Początek budowy akademika Wyższej Szkoły Morskiej Uroczyste położenie kamienia węgielnego pod budowę pierwszego akademika Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni. Dom dla studentów powstał przy ul. Beniowskiego.

1940 Działacze Polonii rozstrzelani W Wielki Piątek obok obozu Stutthof rozstrzelano 67 czołowych działaczy Polonii Gdańskiej. Ekshumacji dokonano w 1947 roku, co pozwoliło na pochówek na Cmentarzu Ofiar Faszyzmu przy ul. Chrobrego na Zaspie.

Czy wiesz że...?

Na jaką nazwę Niemcy zmienili nazwę Gdyni w 1939 roku?

 

Najczęściej czytane