• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Z "nierozumu gdańszczan" Gdynia zrodzona

Osobliwą atrakcją przedwojennej Gdyni był w pełni oswojony bocian, pieszczotliwie nazywany przez mieszkańców Wojtusiem.
Osobliwą atrakcją przedwojennej Gdyni był w pełni oswojony bocian, pieszczotliwie nazywany przez mieszkańców Wojtusiem. źródło: Pomorska Biblioteka Cyfrowa

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do stycznia roku 1937. Tym razem przeczytamy m.in. o wystawie higienicznej i nowych inwestycjach w Gdyni czy o oswojonym bocianie Wojtusiu. Przeczytamy również o tym, jak do powstania polskiego okna na świat - jak dumnie nazywano przed wojną Gdynię - walnie przyczynili się... gdańszczanie.



Odwiedzając Wybrzeże w styczniu roku 1937, możemy dostrzec pewne uspokojenie zimowej pogody, raczej rzadkie o tej porze roku. "Morze po minionej burzy" wciąż "wyrzuca w większej ilości drzewa, krzaki i krzewy z podmytych lasów nadbrzeżnych i wydm".

Jednak aura dość szybko powraca "do normalnego stanu", przynosząc zaledwie "nieznaczną obniżkę temperatury (...) po 4 tygodniach ciepłej pogody".

Ponieważ jednak w międzyczasie zdążyliśmy się przyzwyczaić "świetnie do klimatu i przykrej zimy, jaka jest nad morzem", biorąc przykład z - dobrze znanego już naszym czytelnikom - bociana, udajmy się w krótką wycieczkę do Gdyni.


Najmłodszy nasz port świętuje właśnie siedemnastą rocznicę "oswobodzenia". "Nie każdemu jest wiadomem, że dziejowe podstawy założenia [Gdyni - dop. red.] łączą się w dużej mierze z pamiętną w naszej historii datą 10 stycznia 1920 roku", czyli dniem, "w którym Gdańsk przestał należeć do Niemiec".

Do Polski jednak nie wrócił, na mocy postanowień traktatu wersalskiego stając się wolnym miastem. Ale od samego początku, mimo traktatowych zapewnień, Rzeczpospolita z gdańskiego portu swobodnie korzystać nie mogła, o czym boleśnie Polacy mogli przekonać się chociażby w czasie wojny z Sowietami w roku 1920*.

Lecz w sumie może dobrze się stało, bo gdyby nie taki bieg wypadków, to "w miejscu, gdzie leży dziś imponujący port gdyński, jeden z największych portów Bałtyku, szumiałyby może nadal fale morskie około kilku skromnych chat rybackich"...


I w ten oto sposób, w styczniu roku 1937, fale szumią wśród portowych dźwigów, rosnących pod niebo wysokościowców i coraz to nowych inwestycji. Najnowsza to chociażby budowana właśnie "fabryka mąki" rybnej. Ale to niejedyna gdyńska nowość.

Z nowym rokiem zmienia bowiem swą siedzibę "gdyńska placówka polskiego biura podróży Orbis, przenosząc się do centrum miasta". Niewątpliwie "centralne to położenie (...) stworzy dużą dogodność dla publiczności gdyńskiej, pragnącej korzystać z usług Orbisu", więc "krocząc po tej drodze Orbis, na pewno zdobędzie sobie w Gdyni coraz większe uznanie i popularność".

Lecz miasto troszczy się nie tylko o czas wolny mieszkańców, z jeszcze większym staraniem dbając o ich zdrowie, z wielkim zaangażowaniem przystępując do walki z "chorobami społecznymi", takimi jak: gruźlica, choroby weneryczne oraz... "zwyrodnienie rasy"!**


Jednak życie uczy, że jeśli już dbać o czystość, to raczej szyb niż rasy... A brudnych szyb w Gdyni, tym polskim oknie na świat, nie brakuje. Miasto zmaga się z "kryzysem socjalnym", więc gdyńskie władze... apelują, by do miasta "nikt nie przyjeżdżał za zarobkiem, bo go nie znajdzie"!

Problemów jest znacznie więcej. Wystarczy wspomnieć o "potrzebach szkolnictwa", "problemie mieszkaniowym" czy zagadnieniu... "rozbudowy psychiki Gdyni jako miasta portowego". "Skazanie defraudantów z komisariatu rządu m. Gdyni", do którego dochodzi w tych dniach, jest niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku. Pytanie tylko, czy na pewno wystarczającym...?


Tymczasem w Gdańsku również noworoczne porządki, choć zupełnie innego rodzaju. Jednak słuchając orędzia noworocznego gaulaitera Alberta Forstera, nikt nie powinien być nimi zaskoczony. Jednak o zaskoczeniu - i to raczej pozytywnym - mogą mówić Polacy, a to za sprawą nowego porozumienia "w sprawie wykorzystania portu gdańskiego przez Rząd polski".

Cieszyć się można również z faktu, że w gdańskim porcie pracę podejmują pierwsi polscy piloci. A że jest taka potrzeba, nie trzeba chyba nikomu specjalnie udowadniać. Właśnie "polski transportowiec najechał na bulwar portowy". Może to zwiastun lepszych czasów dla Polaków chcących uczciwie zarabiać w Gdańsku?

Może więc i polscy maszyniści doczekają się spełnienia swych postulatów? Bo przecież podobno zatrudnia ich polski pracodawca... Pokrzepieni tą myślą, wysłuchawszy jeszcze koncertu Szpinalskiego***, szybko wracamy do Gdyni. Dochodzimy do wniosku, że chyba nie powinniśmy z niej wyjeżdżać...


* Gdy gdańscy robotnicy portowi odmówili rozładunku transportów broni dla walczącej o przetrwanie Polski.
** To ostatnie, czyli troska o czystość rasy, nie była w tych czasach czymś wyjątkowym i kojarzonym wyłącznie z hitlerowskimi Niemcami. "Selektywne rozmnażanie ludzi w celu ulepszenia rasy" staje się szczególnie "modne" również w Stanach Zjednoczonych i Szwecji. Amerykański "eksperyment" trwał do roku 1963, szwedzki - do roku 1975. Z kolei polscy eugenicy w latach 1934-1938 próbowali przeforsować ustawy, wprowadzające przymusową sterylizację, m.in. alkoholików i epileptyków.
*** Stanisław Leopold Szpinalski (1901-1957): polski pianista i pedagog, laureat drugiej nagrody na I Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w roku 1927.


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 13 z 16-17 stycznia 1937 r., "Dziennik Bydgoski" nr 9 z 13 stycznia 1937 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 13 z 13 stycznia 1937 r., "Słowo Pomorskie" nr 9 z 13 stycznia 1937 r. oraz "Ilustracja Polska" nr 2 z 10 stycznia 1937 r. i nr 3 z 17 stycznia 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (26)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaka waluta obowiązywała w Gdańsku w 1924 roku?