wiadomości

stat

XVII-wieczna ucieczka na wieś, czyli jak gdańszczanie zostawali szlachtą

artykuł historyczny
Gdańsk pod koniec XVII wieku na panoramie autorstwa Petera Willera z 1687 r.
Gdańsk pod koniec XVII wieku na panoramie autorstwa Petera Willera z 1687 r.

Dawny Gdańsk nie były środowiskiem przyjaznym dla człowieka. Wąskie uliczki, zaduch, brak słońca, śmieci, mało roślinności. A wystarczyło parę kroków, żeby dostać się do zielonej arkadii, pełnej pagórków, łąk, gajów, lasów, rzek i strumyków. Owszem, co bogatsi patrycjusze pozwalali sobie na mikroskopijne ogródki niemalże w centrum miasta, ale to była tylko namiastka przyrody. W upalne i parne dni, kto tylko mógł uciekał do prawdziwej zieleni.



Dwór Młyniska powstał na początku XVIII wieku. Jest jedną z pamiątek po eksodusie bogatych gdańszczan na przedmieścia miasta.
Dwór Młyniska powstał na początku XVIII wieku. Jest jedną z pamiątek po eksodusie bogatych gdańszczan na przedmieścia miasta. fot. Krzysztof Kochanowicz/trojmiasto.pl
Tak też zrobił przebywający w Gdańsku sekretarz poselstwa francuskiego Charles Ogier. Przedmieścia wprawiły Francuza w zachwyt. Jadąc w stronę Malborka pisał:

" (...) po drodze bujne i urodzajne pola. Wokół domy wiejskie, rozproszone, chociaż w niewielkich od siebie odległościach, wygodne, porządne, zbudowane z cegły. Rozkoszne ogrody, pieczołowicie uprawione, zamknięte i ogrodzone siecią kanałów. Na łąkach wprost nieprzebrana ilość bydła, a wsie bardzo liczne. Przyjemnie jest tam oglądać bociany jak budują swe gniazda na dachach domów (...)

Nie da się dokładnie ustalić daty początku ucieczki, a właściwie ekspansji gdańszczan na wieś, było to zjawisko trwałe i postępujące.

Powody tej migracji były różne: nie tylko miłość do przyrody i chęć odpoczynku od miejskiego gwaru, ale też chęć zainwestowania w ziemię. Dwór podmiejski był doskonałą lokatą kapitału.

Piekło się więc dwie pieczenie na jednym ogniu. Przyjemność obcowania z naturą połączona była z dobrym biznesem. Równanie wyglądało więc tak: zyski z renty gruntowej plus produkcja zboża i innych płodów plus pożyczanie chłopom na wysoki procent (lichwa) równa się relaks i dostatek.

Majątek na wsi wypadało także posiadać ze względów towarzyskich. Już w XV-wiecznych źródłach jako posiadacze i dzierżawcy różnych dóbr ziemskich na Pomorzu figurują takie tuzy jak: von der Becke, Bischof, Bock, Falke, Feldstete, Niederhoff.

W XVII wieku dochodzi do tego, że gdański patrycjat woli kupować i inwestować w ziemię, niż zajmować się niepewnym i ryzykownym handlem morskim. Faktem jest, że w tym czasie handel zdominowali bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy Niderlandów, a flota gdańska z dwustu statków stopniała do pięćdziesięciu.

W XVII wieku na 62 rodziny patrycjuszowskie, połowa miała znaczne inwestycje w majątkach ziemskich.

Co z tego wynikało? Jak się okazało bardzo wiele. Patrycjat nie tylko inwestował w ziemię, nie tylko jeździł na wieś, nie tylko budował tam dworki. Patrycjat zaczął wyglądać, zachowywać się i myśleć jak szlachta.

Nie tylko w kwestii ubiorów, zachowań, czy zmian w mentalności. Patrycjusze gdańscy, tacy jak von Werben, Feldstete, Feber otrzymali nobilitacje z rąk królów i stali się pełnoprawnymi szlachcicami.

Skutki były dalekosiężne. Na przykład takie, że szlachcic mieszkający w swoim majątku, z daleka od Gdańska, ciągle był radnym miejskim. Tym samym decydował o sprawach, które - tak naprawdę - niewiele go już obchodziły.

Przykład szedł z góry na dół. Po najbogatszych patrycjuszach, także średniozamożni mieszczanie, drobni rzemieślnicy postanowili lokować oszczędności poza miastem.

Dopiero gdy kapitał uciekł z miasta, ktoś wreszcie przejrzał na oczy. W 1622 roku sprawa nabywania majątków ziemskich stanęła na porządku obrad rady. Zrodził się ostry konflikt, między tymi, którzy żądali wolności kupowania i tymi, którzy widzieli skutki takiej wolności.

Ponieważ o równości wobec prawa wtedy jeszcze nie słyszano, pojawiła się propozycja, żeby ograniczyć prawo zakupu ziemi tylko niektórym: tym biedniejszym, rzecz jasna. Zagrożona czuła się stara szlachta, która w ekspansji gdańskich patrycjuszy widziała (i słusznie) zagrożenie dla swoich interesów.

Doszło do eskalacji napięcia, zdarzały się wypadki pobicia, morderstwa, rabunków, podpaleń i niszczenia. Na czoło oburzonej szlachty pomorskiej wysunęła się rodzina Działyńskich.

W 1633 roku zdesperowani miejscy rajcy napisali listy do króla, prymasa i kanclerza. Gdańsk wprowadził też bojkot produktów i towarów wytwarzanych przez rodzinę Działyńskich i ich zwolenników.

Zostawmy w spokoju obie strony konfliktu. Najważniejszym efektem całego zamieszania były zmiany w wyglądzie (i to na lepsze) okolic Gdańska. Osuszono bagna, pojawiły się drogi, a przede wszystkim coraz liczniejsze drewniane i murowane dwory, letnie rezydencje i domostwa całoroczne.

Wokół dworów rozrosły się sady owocowe, a że klimat był łagodny, nie brakło w nich drzewek tak egzotycznych jak figowce, powszechna była też uprawa winnych latorośli. W stawach pływały łabędzie, po ogrodach przechadzały się pawie mające świadczyć o statusie i zamożności właściciela.

W upalne, wiosenne i letnie dni niezwykle popularne stały się wypady za miasto, kolasą, z winem i śpiewem, do siebie, albo na zaproszenie znajomych. Można sobie wyobrazić, że po takiej wyprawie nikomu nie chciało się szybko wracać do miasta.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (34)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1980 Odsłonięto Pomnik Trzech Krzyży Odsłonięto Pomnik Poległych Stoczniowców znany też jako Pomnik Trzech Krzyży, w rocznicę tragicznych wydarzeń grudniowych 1970.

Polecane wydarzenia

Najczęściej czytane