wiadomości

stat

Jak dyrektor Klein przegrywał forsę w kasynie

artykuł historyczny

Gazety sprzed 80 lat zajmowały się nie tylko końcem wakacji, ale i kilkoma skandalami, które zaprzątały uwagę mieszkańców Gdyni i Gdańska pod koniec sezonu letniego.



Rok 1937 letnie wakacje pożegnał niezbyt ładną pogodą: częściowo tylko "rozjaśnione" pochmurne niebo, "ranna mgła" i niosące chłód "słabe wiatry północne i północno-zachodnie" zapowiadały, że lato nieuchronnie zmierza w stronę nadchodzącej jesieni.

Bolesne przypomnienie o końcu letniej kanikuły znalazło się również na pierwszej stronie "Gazety Gdańskiej" z 28 sierpnia, która - z okazji nadchodzącego nowego roku szkolnego - przypomniała, że nadal "dla jednego miliona dzieci w wieku szkolnym nie ma miejsc w lokalach szkolnych", co "mówi samo za siebie i smutnie świadczy o naszej rzeczywistości oświatowej".

Podkreślono również, że "zagadnienie powszechnego nauczania" powinno być stawiane "na czele naszych najpilniejszych potrzeb i zadań narówni z obronnością kraju", ponieważ "uświadomiony i kulturalny obywatel stanowi najmocniejszy puklerz przeciwko wszelkim zakusom i podszeptom sił wrogich naszemu państwu". A choć "region pomorski wraz z poznańskim" znajdował się w "sytuacji niewymownie lepszej" niż reszta kraju, to "z tego właśnie względu Pomorze" w "dziedzinie nauczania powszechnego" powinno dążyć do "zajęcia pierwszego, przodującego miejsca", dając "piękny przykład całej Polsce".

Budynek szkoły powszechnej w Małym Kacku. Zdjęcie z 1937 r.
Budynek szkoły powszechnej w Małym Kacku. Zdjęcie z 1937 r. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
W pośpiechu wakacyjnych powrotów nie było trudno o nieszczęśliwy wypadek, na przykład kolejowy - w sierpniowy dzień roku 1937 naprawdę niewiele brakowało, by wskutek nieuwagi doszło do tragedii "na przejeździe kolejowym przy szosie Reda-Wejherowo".

Gdy na tor kolejowy, wprost pod nadjeżdżający pociąg, "wybiegł spod zamkniętej zapory 2-letni chłopiec jednego z wieśniaków", rozegrała się scena "mrożąca krew w żyłach i jakby żywcem wyjęta z filmu amerykańskiego". Znajdujący się w pobliżu dróżnik, "nie bacząc na zagrażające mu niebezpieczeństwo przejechania, wyskoczył na szyny" i malca "wyciągnął (...) stamtąd w ostatniej sekundzie". I choć dróżnik ryzykował własnym życiem, pędzący parowóz potrącił go tylko "lekko w rękę, rozrywając mu mundur".

Kolej przyciągała nie tylko bohaterskich dróżników, ale również zwykłych rzezimieszków: jednego z nich schwytała gdyńska policja - aresztowany robotnik parał się kradzieżą złomu z wagonów kolejowych.

Nie zawsze jednak kradzieże na kolei kończyły się jedynie schwytaniem sprawcy przez stróżów porządku, o czym - niestety - przekonał się "młodociany węglokrad" z Grabówka.

W mieście grasowali i drobniejsi złodzieje, zajmujący się "innymi branżami", tacy jak osobnik, który przez otwarte okno dostał się do mieszkania p. Władysława Mateiskiego, kradnąc mu: zegarek, teczkę skórzaną i... bieliznę.

Ofiarą innego najwyraźniej nieogolonego złodzieja, padł mieszkaniec Orłowa, któremu skradziono przygotowane do użycia przybory do golenia.

Na wybrzeżu Bałtyku panoszyli się również złodzieje "większego kalibru", tacy jak ów dyrektor "pewnej gdańskiej spółki użyteczności publicznej".

Oskarżonemu udowodniono, że "brał pieniądze z kasy na własny użytek, które następnie przegrywał". "Gazeta" nie podała wprawdzie, czy pan Klein w sopockim kasynie coś wygrał, jednak - w ostatecznym rozrachunku - okazało się, że z całej tej sprawy wyszedł jednak zdecydowanie na minusie: musiał bowiem zapłacić dotkliwą grzywnę i odsiedzieć w więzieniu dwadzieścia jeden miesięcy.

Kasyno w Domu Zdrojowym w Sopocie otwarto w 1919 roku, ale później systematycznie je powiększano.
Kasyno w Domu Zdrojowym w Sopocie otwarto w 1919 roku, ale później systematycznie je powiększano.
Pozostając w tematyce pieniężnej, nie sposób nie wspomnieć o "słynnym" posiedzeniu Rady Miejskiej Wielkiej Gdyni, w trakcie którego radni mieli, między innymi, zająć się sprawami budżetowymi i finansowymi, takimi jak umorzenie "nieściągalnej pretensji na rzecz gminy".

Rzecz w tym, że wspomniana "pretensja" opiewała na kwotę... 2 złotych i 10 groszy! Nie była to w tych czasach suma "rekordowa", jako że palmę pierwszeństwa w dziedzinie nakładanych na obywateli zobowiązań finansowych dzierżył pewien urzędnik skarbowy z Warszawy, "który wsławił się wystawieniem tytułu wykonawczego za zaległość w sumie 0,03 zł (trzech groszy)". Ostatecznie Gdynianie sprawy nie rozpatrzyli, ponieważ posiedzenie Rady z powodu braku quorum odwołano, co jednak nie przeszkodziło niektórym gazetom zdać już z niego relacji: w wielu dziennikach "ukazały się przezornie przez korespondentów pism zamiejscowych a priori sfabrykowane "sprawozdania", "wychwalające ożywioną dyskusję ojców miasta i ich troskę o sprawy finansów, Chwarzna itp. bzdury"!

Tak oto Gdynia zapisała się na kartach kreatywnego dziennikarstwa.

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 198 z 28 i 29 sierpnia 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

kalendarz historyczny

1927 Otwarcie synagogi Przy ulicy Partyzantów we Wrzeszczu otwarta została nowo zbudowana synagoga. W 1938 roku zlikwidowana została przez hitlerowców. Od 1953 budynek był siedzibą szkoły muzycznej. Część pomieszczeń od kilku lat ponownie użytkuje gmina żydowska.

Najczęściej czytane