wiadomości

stat

Czerwony kur i 'Strzała Bałtyku'

artykuł historyczny
Pociąg na trasie Gdynia - Hel stoi przy peronie stacji. Widoczny parowóz OKl 27.
Pociąg na trasie Gdynia - Hel stoi przy peronie stacji. Widoczny parowóz OKl 27. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dzisiejsza walka o nieużywanie terminu "polskie obozy śmierci", miała swój przedwojenny odpowiednik. Wtedy walczono, by zagraniczna prasa nie pisała o polskim Pomorzu jako "korytarzu".



Z początkiem czerwca roku 1933 atmosfera w Gdańsku zrobiła się naprawdę gorąca. Temperaturę podnosiły pojawiające się w różnych miejscach pożary, będące jednak plagą nie tylko Wolnego Miasta: "czerwony kur" strawił np. 17 gospodarstw w powiecie chojnickim.

Z kolei w Gdańsku spłonął całkowicie "największy teatr rewjowy "Scala" mieszczący się przy Langgarten (obecnie Długie Ogrody).

Chociaż "zaalarmowane oddziały straży pożarnej czyniły wysiłki aby budynek uratować", to jednak "mimo energicznej akcji cały (...) spłonął doszczętnie", zaś "zgliszcze" dogaszano jeszcze nazajutrz, w godzinach przedpołudniowych. Przyczyną pożaru było zapewne "krótkie spięcie" w instalacji elektrycznej, choć chyba nikt by się nie zdziwił, gdyby podpalaczem był... kot.

W ten oto sposób z gdańskiego krajobrazu zniknął budynek, w którym 20 października 1896 r. (jeszcze przed jego modernizacją i gdy nosił nazwę "Variete") odbył się pierwszy w tym mieście pokaz filmowy.

Wzrost temperatury politycznej Gdańsk zawdzięczał z kolei ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów do Sejmu Wolnego Miasta, które odbyły się 28 maja. Wybory z olbrzymią przewagą wygrali narodowi socjaliści z NSDAP, poprawiając tym samym swój wynik wyborczy sprzed trzech lat.

W rezultacie, do gdańskiego parlamentu weszli kandydaci startujący z 7 list, wśród nich dwaj przedstawiciele miejscowej Polonii (co było - w kontekście obowiązującej w Gdańsku konstytucji - niewątpliwym sukcesem). "Organ hitlerowców", czyli niemiecki dziennik "Danziger Vorposten", nie kryjąc radości ze zwycięstwa zauważał, że nowy senat będzie miał "wyraźne oblicze hitlerowskie". Termin pierwszego posiedzenia nowego Sejmu w momencie druku "Gazety Gdańskiej" wciąż jeszcze nie był znany.

Gorąco zrobiło się też w polityce europejskiej: w marcu Benito Mussolini - pod pretekstem utrzymania w Europie pokoju - zaproponował Francji, Niemcom i Wielkiej Brytanii zawarcie układu o współpracy.

Porozumienie zawierało sześć artykułów dotyczących wspólnego rozwiązywania problemów międzynarodowych i kolonialnych, co w praktyce sprowadzało się do tego, że sygnatariusze paktu dawali sobie prawo do decydowania o losie innych krajów. Układ podpisany w Rzymie 7 czerwca 1933 r. nie został entuzjastycznie przyjęty przez pozostałe państwa europejskie; o pakcie czterech krytycznie wypowiadała się też światowa opinia publiczna.

Polska dostrzegała w zawartym porozumieniu legitymizację niemieckich działań zmierzających do rewizji granic i - mimo francuskich i brytyjskich zapewnień, że tak nie jest - obawiała się m.in. o Pomorze.

Sprzeciw strony polskiej budziło również powszechne nazywanie naszego Pomorza "korytarzem". Wydawcy prasy krajowej w dniu 30 maja wydali nawet specjalne oświadczenie, skierowane do "Zarządów Związków wydawców z Europy i Ameryki", domagając się zaprzestania stosowania tego określenia.

Wydawcy wykazali również absurdalność niemieckich zarzutów o to, że "polski korytarz", oddzielając Prusy Wschodnie od Niemiec, przynosi gospodarce niemieckiej same straty. Jako wyjaśnienie, dodajmy tylko, że "w roku 1929 ładunki towarowe tranzytowane poprzez korytarz wynosiły dwa razy tyle, co przed wojną w roku 1913, gdy cały ten obszar należał do Niemiec"! A tak na marginesie: Polska nie czyniła Niemcom żadnych przeszkód w "tranzycie", nawet takich "towarów" jak... prezydent Hindenburg!

Polskie obawy znajdowały potwierdzenie w antypolskiej polityce władz Wolnego Miasta, której przejawem był m.in. przypadek dwóch polskich dziennikarzy, skazanych na karę więzienia "za obronę polskości w Gdańsku", czyli "rzekomą obrazę nauczyciela Niemca".

Jednym z aresztowanych był Władysław Cieszyński (1891-1939), znany działacz wielu organizacji polonijnych i jeden z pierwszych skautów na Pomorzu, za patriotyczną działalność rozstrzelany przez Niemców w Piaśnicy w listopadzie 1939 r. Najwyraźniej niemieckie więzienie go nie "wyprostowało"...

Jednym ze skutków niepewnej sytuacji w Gdańsku była decyzja władz polskich o przeniesieniu Gdańskiej Dyrekcji Kolejowej do Torunia: w Gdańsku pozostawiono jedynie, podlegające bezpośrednio centrali w Warszawie, Biuro Gdańskie PKP.

Gdańska Dyrekcja Kolejowa zarządzała ruchem pociągów nie tylko na obszarze Wolnego Miasta, lecz także na całym Pomorzu, co - zdaniem strony niemieckiej - było naruszeniem postanowień wersalskich. Wśród zarządzanych pociągów znalazła się też "Strzała Bałtycka", czyli właśnie uruchomiony pociąg ekspresowy, łączący Warszawę z Helem. Pociąg kursował przez Działdowo, Grudziądz, Laskowice Pomorskie i Gdańsk (bez odprawy granicznej i postoju na terenie Wolnego Miasta Gdańska), po czym docierał do Helu, co zajmowało mu sześć godzin i pięć minut. Na odcinku Warszawa-Laskowice pociąg składał się tylko z trzech wagonów: bagażowego i dwóch wagonów osobowych. W Laskowicach jeden z wagonów osobowych przełączano do drugiego pociągu pospiesznego, kursującego na trasie Warszawa - Gdynia (lecz jadącego przez Bydgoszcz, z postojem w Gdańsku i z odprawą graniczną na terenie Wolnego Miasta Gdańska), zaś do "Strzały" doczepiano kilka wagonów do Gdyni (w pewnym okresie wymianę wagonów przeprowadzano w Tczewie).

Pod tą samą nazwą pociąg kursował również po II Wojnie Światowej, pokonując wówczas trasę w 4 godziny 18 minut: wtedy jednak nie jechał już przez Laskowice, lecz znacznie krótszą trasą, przez Iławę. W roku 1963 "Strzałę Bałtyku" przemianowano na "Kaszuba": pociąg pod tą nazwą kursuje do dnia dzisiejszego jako Express Inter City relacji Kraków - Gdynia (oczywiście przez Warszawę).

I tylko nikt już nie serwuje, w wagonie restauracyjnym, kawy z Pierwszej Gdyńskiej Palarni Kawy...



Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 129 z 9 czerwca 1933 r., nr 130 z 10 czerwca 1933 r. i nr 131 z 11 czerwca 1933 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika