• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Czaszka z Sarniego Wzgórza

Tomasz Kot
3 listopada 2014 (artykuł sprzed 9 lat) 

27 lat temu w sopockich lasach znaleziono szczątki kobiety. Kiedy wydawało się, że śledczy ustalili już, kim była zmarła i wytypowali podejrzanego o zabójstwo, okazało się, że to fałszywy trop, a potencjalna denatka cieszy się doskonałym zdrowiem. Do dziś nie wiadomo kim była osoba, której zwłoki odkopano.



Czaszka leżała tuż obok ścieżki, wśród leśnego poszycia i zeszłorocznych liści. Pan Stanisław jak co dzień przemierzał sopockie lasy dla zdrowia i - przy okazji - w poszukiwaniu kurek. Kilka dni wcześniej przeszedł już przez zbocza Doliny Świemirowskiej zobacz na mapie Sopotu, ale żadnej czaszki w tym miejscu nie widział. Szczególnie tak blisko drogi gruntowej, którą w kilka minut dochodzi się do ulicy Smolnej zobacz na mapie Sopotu.

W gorączce szukania grzybów pewnie poszedłby dalej, ograniczając się do przysypania znaleziska liśćmi, żeby nie znalazły tego dzieci. Zaniepokoiło go jednak to, że czaszka miała włosy, długie, kobiece, teraz przetłuszczone, pozlepiane z liśćmi, ziemią i resztkami skóry. Kościane oblicze pokryte było żółto - brunatną masą przypominającą maź. Znak, że zwłoki przebywały w ziemi raptem kilka lat, bo choć zaczęła się przemiana woskowo - tłuszczowa, to szczątki na pewno nie pochodziły z czasów wojny.

Panu Stanisławowi zrobiło się zimno, chociaż było lato - dokładnie 12 sierpnia 1987 r.

Mimo popołudniowo-wieczornej pory w sopockiej komendzie miejskiej Milicji Obywatelskiej panował spory ruch. W budynku przy al. Niepodległości tego dnia pozostali niemal wszyscy śledczy, choć większość była już po godzinach pracy. Szykowała się imprezka. Właśnie przypadały urodziny kapitana Antoniego Furczaka. Milicjanci nie zdążyli jeszcze otworzyć flaszek z wódką, kiedy zostali wezwani do komendanta. Po odprawie zapakowali się do nyski i pojechali na miejsce zdarzenia, gdzie czekał na nich grzybiarz.

Po krótkich oględzinach szybko uprzątnięto resztę szczątków, które leżały zawinięte w grube foliowe worki pod pokrywą z ziemi i liści. Następnie milicjanci okopali zwłoki saperkami i podnieśli razem z fragmentem podłoża, na których spoczywały. Znalezisko pojechało do Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku, a funkcjonariusze wrócili do komendy. Na urodziny.

Trupi zapach

Następnego dnia, w czwartek, kapitan Furczak wchodząc do sali sekcyjnej nie był w najlepszym nastroju. Męczył go kac. W sekcjach uczestniczył czasami nawet kilka razy w miesiącu, wiedział więc, czego się spodziewać. Mimo to, po wejściu na salę, gdzie na stole sekcyjnym leżały zwłoki, uderzyła go fala potwornego smrodu. Poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła. Nagle zobaczył w powietrzu szpilki i pończochy nowej asystentki prokuratora rejonowego, która dziś po raz pierwszy miała uczestniczyć w sekcji. Po wyniesieniu zemdlonej dziewczyny, patolodzy przystąpili do pracy.

Znalezione szczątki okazały się zwłokami kobiety wieku lat 40-50, ubranej jedynie w resztki spódnicy. Denatka spoczywała w ziemi od roku do 25 lat - jak stwierdzi potem biegły. Zgon, wedle medyków, nastąpił z przyczyn naturalnych.

W pochwie ofiary znaleziono gadżet nazywany kulką rozkoszy. Kobieta musiała często wyjeżdżać za granicę albo mieć kontakt z ludźmi, którzy jeździli na Zachód, bo w PRL czegoś takiego kupić nie było można.

Zmaltretowany śledczy po wielogodzinnej sekcji pomyślał, że potrzebuje świeżego powietrza i pojedzie do domu SKM-ką. Kiedy wszedł na peron kolejki na stacji Politechnika od razu tego pożałował. Było gorąco. Zdecydowanie za gorąco. W stoczni musiała skończyć się pierwsza zmiana bo składy były skrajnie zapchane. Do Rumi, gdzie mieszkał, czekała go podróż na stojąco, a raczej na szprota w puszce. Pociąg ruszył. Po chwili Furczak ze zdziwieniem stwierdził, że nie jest tak źle. Nie ma takiego tłoku jak przypuszczał. Znalazło się nawet miejsce siedzące. Usiadł i pogrążył się w myślach. Po powrocie żona nie wpuściła go do domu. Jak stwierdziła - waliło od niego trupem na kilometr. Śledczy musiał przebierać się na klatce schodowej.

Martwy punkt

- Mamy od kilku miesięcy zwłoki NN i żadnego punktu zaczepienia. Nawet nie wiadomo, jak i kiedy tam się znalazły. Co na to powiecie, kolego? - komendant popatrzył z zainteresowaniem na kapitana, czekając aż ten zreferuje mu postępy śledztwa.

- Spódnica, w którą były ubrane zwłoki, pochodzi z początku lat 80. Zwłoki leżały więc w ziemi kilka lat. Jest zatem szansa na pozytywny finał - przekonywał Furczak.

Komendant spojrzał wyczekująco. Śledczy podjął wątek: - Czaszkę posłałem do Warszawy, do centralnego laboratorium, żeby odtworzyli wygląd denatki. Informacja ilustrowana zrekonstruowaną twarzą zmarłej ukazała się w trójmiejskich gazetach w marcu 1988 r. Potem sprawa utknęła w martwym punkcie. Nie potwierdzały się żadne tropy, nic do sprawy nie wnosili ludzie, którzy twierdzili, że znali kobietę.

Zwłoki zyskują tożsamość, a potem ożywają

W połowie 1989 r. na milicję zgłosiła się sopocianka Ludmiła Paratzka. Przeglądając stare gazety zauważyła rekonstrukcję twarzy ofiary i apel śledczych. Teraz siedziała przed Furczakiem i twierdziła, że osoba z portretu to jej koleżanka szkolna i serdeczna przyjaciółka - Paulina Kazaczek. Nie widziała jej już od kilku lat, a przedtem spotykały się dość regularnie. Nie wie, gdzie teraz przebywa i jest pełna złych przeczuć. Wiedziała za to, że Paulina miała brata - Gustawa, muzyka z filharmonii, który mieszka w Sopocie.

Po przesłuchaniu Gustawa Kazaczka Furczak poczuł przypływ adrenaliny. Muzyk nie grał już w filharmonii. Wyrzucili go jakiś czas wcześniej za pijaństwo. Mieszkanie zamienione w melinę. Podejrzane towarzystwo, libacje alkoholowe, nieprzewidywalne zachowania, ciągły brak pieniędzy i podejrzane działania podejmowane dla ich zdobycia. Alkohol, gwałtowna kłótnia, bójka rodzeństwa zakończona niespodziewanym zgonem siostry - kapitan stworzył w myślach ciąg wydarzeń, który prowadził go do zwłok kobiety w lesie.

Brata wzięto pod stałą obserwację. Paratzka dostarczyła zdjęcie Pauliny. Śledczy wysłał je do Warszawy. Teraz siedział podekscytowany nad kopertą, która przyszła ze stołecznego laboratorium. Biegły nakładając na siebie obraz czaszki znalezionej w lesie i zdjęcia, które dostarczyła Paratzka ze stuprocentową pewnością stwierdził, że to jedna i ta sama osoba. Furczak pomyślał, że wystarczy brata pijaka przycisnąć, żeby się przyznał.

Przyparty do muru podejrzany, stwierdził, że owszem, siostra nie mieszka w kraju od lat kilku, ale to dlatego, że wyemigrowała do Danii. Na dowód tego miał przynieść pocztówkę z życzeniami przysłaną przez siostrę. To nie przekonało kapitana. Kazaczkowi powiedział jedynie, że najlepiej byłoby, gdyby mógł przesłuchać osobiście siostrę. To dopiero ostatecznie zamknęłoby kwestię podejrzeń wobec jego osoby. Póki co jest i pozostaje głównym podejrzanym.

To nie była dobra wiadomość dla Kazaczka, zwłaszcza że wkrótce okazało się, że jego siostra już w Danii nie mieszka. Zatrzymanie wydawało się kwestią czasu.

Wszystko jednak odmieniło się 28 września 1989 r., kiedy to w hotelu na Mazurach odbyło się przesłuchanie. Siedząca przed kapitanem Furczakiem kobieta stwierdziła, że jest Pauliną z domu Kazaczek, obecnie Nkrumah, zamieszkałą w jednym z państw afrykańskich, żoną obywatela tego kraju. Wątpliwości śledczego i podejrzenia, że to może być podstawiona osoba rozwiało ostatecznie spotkanie dwóch przyjaciółek. Paulina i Ludmiła po latach rozłąki rzuciły się sobie ze szlochem w objęcia. To zamknęło sprawę.

Szczątki kobiety NN znalezione nieopodal Nowego Sarniego Wzgórza pochowano na cmentarzu komunalnym w Sopocie, na szczycie cmentarnego wzgórza, po północnej stronie nekropolii, gdzie chowa się niezidentyfikowanych zmarłych.

Przez kolejne lata milicja, a potem policja badała wiele wątków związanych ze sprawą. Pojawiały się różne poszlaki, żadna z nich nie doprowadziła jednak do wyjaśnienia sprawy. Zdaniem śledczych, śmierć kobiety była przypadkowa. Denatka brała udział w jakimś erotycznym party, coś jednak poszło nie tak, albo przesadziła z używkami lub afrodyzjakami i serce nie wytrzymało. Uczestnicy imprezy nie chcąc mieć kłopotów z milicją zawinęli ciało w folię i wywieźli samochodem do lasu. Było ich co najmniej dwóch, bo jednej osobie ciężko byłoby przetransportować ciało. Pytanie skąd przyjechali i kim byli? No i kim była zmarła?

Wszystkie personalia zostały zmienione

Opinie (24) 2 zablokowane

  • Niezła historia!

    • 61 0

  • "Milicjanci nie zdążyli jeszcze otworzyć flaszek z wódką".

    Teraz też.Tradycji musi stać się zadość.

    • 46 4

  • To na pewno

    szczątki Inki albo kości Mykerinosa.

    • 12 30

  • Poziom artykułu gorzej niż z gimnazjum. (1)

    • 31 70

    • zgadzam się z przedmówczynią..

      Najbardziej porwała mnie opowieść o podróży zmaltretowanego śledczego i jego wejście do domu...
      Komuś się pomylił reportaż z powieścią kryminalną oraz artykułem z Faktu...

      • 25 25

  • Bardzo ciekawy i interesujący artykuł. Szczerze muszę przyznać, że czytałem go z wypiekami na twarzy, jak dobrą książkę kryminalną. Historią mrożąca krew w żyłach i zastanawiająca. Mam nadzieję, że cykl felietonów o tej tematyce będzie kontynuowany i znowu przeczytam coś ciekawego.

    • 50 8

  • Milicjanci nie zdążyli otworzyć flaszek z wódką...

    ...Autor artykuły poświęcił tyle zdań, żeby opisać libację milicjantów, która została tak brutalnie przerwana, zanim się jeszcze na dobre rozpoczęła, że aż prosi się zadać pytanie: jaką wódkę mieli zamiar spożywać milicjanci?? Kto prócz kapitana brał w niej udział /imiona i nazwiska oraz stopnie/?? Co było na zagrychę ???? Ponadto mam pytanie do autora tekstu: czy dalej w tym miejscu rosną kurki i dlaczego ???!!:))

    • 41 9

  • Gorączka...

    W gorączce szukania grzybów... A potem panu Stanisławowi zrobiło się zimno... Wreszci trochę wielkiej literatury... ;)

    • 35 4

  • Śliczna.. ;)

    • 6 2

  • Fizionomia z portretu wcale nie wygląda na kobietę. Raczej na kierowcę PKS-u. (3)

    A może już wtedy były gendery?

    • 32 4

    • Brakuje brody

      ale poza tym Konczita Wurst jak żywa

      • 8 0

    • Nie było co prawda kórczaków z KFC, za to były NRDowskie bojlery!

      • 4 0

    • podobny do

      kierowcy PKS-u z "władców much" :)

      • 7 0

  • O rany. (2)

    Przypomniały mi się te historie jakie za dzieciaka czytałam w "Detektywie", to był magazyn... :D

    • 29 0

    • (1)

      Jest

      • 3 0

      • no tak, klasyka zawsze się obroni :D

        • 6 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

D-DAY. Okręty Polskiej Marynarki Wojennej w operacji desantowej w Normandii

wystawa

Spacer z Przewodnikiem: Gdańsk - Droga Królewska i ciekawe zakamarki Głównego Miasta

47 zł
spotkanie, spacer

Spacer z Przewodnikiem: Gdańsk - Droga Królewska i ciekawe zakamarki Głównego Miasta

47 zł
spotkanie, spacer

Sprawdź się

Sprawdź się

Na Westerplatte znajdowało się 6 wartowni. Ile z nich jest udostępnionych dla zwiedzających?

 

Najczęściej czytane