• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Kreft - szybkie przeprowadzki, ostry język

Paweł Pizuński
9 czerwca 2016 (artykuł sprzed 6 lat) 
Opinie (13)
Tak wyglądał Gdańsk w 1902 r., czyli tuż po tym, jak rozgrywały się zdarzenia opisane w tej opowieści. Pocztówka ze zbiorów Mirosława Baski. Tak wyglądał Gdańsk w 1902 r., czyli tuż po tym, jak rozgrywały się zdarzenia opisane w tej opowieści. Pocztówka ze zbiorów Mirosława Baski.

Na początku października 1901 r. pewien kupiec postanowił zmienić mieszkanie. Dotychczasowe, na Langgasse (ul. Długa), wydawało mu się zbyt małe, więc postanowił nająć większe. Znalazł takie, które mu opowiadało, przy Am Haustor 3 zobacz na mapie Gdańska (dziś to ul. U Furty). Lokal był przestronny, wygodny, ustawny, a do tego jeszcze położony w nieco spokojniejszej okolicy. Można by powiedzieć: bajka, gdyby nie jeden problem.



Na jego istnienie zwróciła uwagę żona kupca.

- Ciekawa jestem, kto ci te graty przeniesie? - powiedziała, gdy wyszła z łazienki - Ja tego wszystkiego na grzbiecie dźwigać nie zamierzam - dodała.
Z przeprowadzką zawsze są kłopoty, ale ten mężczyzna z większymi problemami już sobie w życiu radził. Usiadł w fotelu, wziął do ręki gazetę i w kwadrans znalazł to, czego szukał.

- Jest! - krzyknął. - Spójrz tutaj: "Spedytor Antoni Kreft. Przeprowadzki. Tanio, szybko, niezawodnie" - odczytał na głos i pokazał żonie anons.
- Oby rzeczywiście było szybko i niezawodnie - mruknęła kobieta zerkając do gazety. - W sobotę mama przyjeżdża z wizytą - przypomniała i zabrała się za kręcenie papilotów.
- No patrz, o kochanej mamusi zapomniałem... - powiedział cicho.

Nazajutrz rano skontaktował się z Kreftem od przeprowadzek.

- Przenieść trzeba wszystkie rzeczy z Langgasse na Am Haustor, ale żonie zależy na czasie - zaznaczył zaraz na wstępie - Teściowa przyjeżdża.
- Współczuję... - zasępił się Antonii Kreft.
- Nie trzeba. Wyjeżdżam w interesach.
- Rozsądnie - pochwalił Kreft, ale po chwili mina nieco mu zrzedła - Pragnę tylko zauważyć, że sobota jest już za dwa dni.
- Czy to jakiś problem? - kupiec zaczął już rozglądać się za gazetą.
- Najmniejszy, proszę szanownego pana - uśmiechnął się Kreft-Przeprowadzki i energicznie zabrał się do rzeczy.

Ściągnął wóz, furmana, trzech cieciów do noszenia mebli i wyłożył im, co i jak mają robić.

- Do soboty gość chce się przenieść. Musicie dać radę.
- Mało czasu - odrzekł najbardziej doświadczony z tragarzy. Chciał wymienić pułapki, jakie czyhają na tych, którzy się spieszą, ale Kreft mu przerwał.
- Macie się postarać.

Chcąc, nie chcąc - robotnicy zabrali się do roboty. Najpierw załadowali na wóz meble z jednego pokoju. Pojechali z nimi na Am Haustor 3, gdzie pojawiły się "nieoczekiwane trudności". Miały około 160 cm wzrostu, jakieś 40 lat, fartuch w kwiatki założony na długą, kremową suknię, brązowe trzewiki zapinane srebrzystą klamrą, mały nos, włosy koloru polnej myszy i zielonkawe oczy.

W sumie pani Anne Rhode była osobą dość urodziwą, ale język miała niewyparzony. Od razu też, jako gospodyni domu, zaczęła wydawać polecenia, których realizacja skutecznie utrudniała tragarzom pracę. Najpierw długo nie chciała wydać kluczy do mieszkania, później zrobiły awanturę, że robotnicy błota w sieni nanieśli, a w końcu zamknęła główne wejście i kazała wnosić meble okrężną drogą przez podwórze.

- Przez paniusię to my tych gratów do sądnego dnia nie przeniesiemy - powiedział ten najbardziej doświadczony.
- A co to mnie panie obchodzi - zaskrzeczała na odchodnym - Trza było nie śmiecić - dorzuciła i zabunkrowały się w swoim mieszkaniu na parterze.

* * *


Przy Am Haustor 3 Kreft pojawił się po południu, by skontrolować przebieg prac przy przeprowadzce. Gdy dowiedział się, że tragarze wnieśli dopiero meble z jednego pokoju, zdenerwował się niepomiernie.

- Łamagi, łajzy, nicponie - zaczął. - Mówiliście, że do soboty dacie radę, a tu robota w powijakach...
- Ale szefie... - wtrącił najbardziej doświadczony - Gospodyni nam pracować nie daje.
- To wy nie wiecie, jak z babą rozmawiać?! - wrzasnął na cały korytarz i wtedy nagle usłyszał kroki na schodach.
- Tylko nie baba, gburze! Damą jestem... - naskoczyła na niego Rhode na wstępie.
- Patrzcie ludzie! Dama się odezwała! - z nieskrywaną kpiną odparł Kreft. - Jakim prawem utrudnia paniusia moim ludziom pracę?
- Jak to jakim? Gospodyni domu jestem! - odpowiedziała wzburzona. - Pana ludzie nie dość, że meblami ścianę w korytarzu porysowali, to jeszcze błota tyle nanieśli, że mam na tydzień sprzątania.
- No i co z tego?! - przerwał jej gwałtownie Kreft. - Pada to i błoto jest...
- Wycieraczki też są. Buciory wytrzeć można - zamachała mu ręką przed nosem. - Do tego ci tam hałasowali tak w korytarzu, że aż w uszach dudniło.... - prawą ręką niemal go w nos trąciła i Kreft nie na żarty się zdenerwował.
- Co mi oślico łapą przed oczami wywijasz! - krzyknął i tak ją zdzielił w rękę rogową rączką swego parasola, że aż zapiszczała.
- Ty chamie! Ty gburze! Odpowiesz za to łotrze! Na policję cie podam. Do kryminału pójdziesz! - teraz już obiema rękoma machała - Rękę mnie złamałeś padalcu...

Złorzeczyła dalej, a Kreft nie pozostawał jej dłużny. Wyzwał ją od głupich flanc, łajdaczek, zdzir, małp i awantura wywiązała się na całego.

Hałas na klatce schodowej zrobił się taki, że sąsiedzi wyszli ze swych mieszkań, pojawiła się też matka pani Rhode. Miała siwe włosy, podkrążone oczy, gruby nos zakończony gałką, kilkanaście kilogramów nadwagi i chyba jeszcze bardziej niewyparzony język od córki. Natarła na Krefta z takim impetem, że ten na chwilę stracił pewność siebie.

- Wynoś się pan z naszego domu! - wrzasnęła.
Kreft nabrał powietrza w usta, po czym nazwał ją wywłoką, zjełczałą babą, starą raszplą. Przerwał i wyszedł z klatki dopiero, gdy sąsiedzi stanęli w obronie obu kobiet. Wybiegł na ulicę i skierował się w stronę centrum miasta, ale coś kazało mu zawrócić. Stanął przed domem, później odszedł na kilkanaście metrów, znowu zawrócił i wtedy zobaczył, jak młodsza z kobiet wychodzi z kamienicy. W jesiennym płaszczu, z parasolem w ręce szła ulicą Damm w kierunku centrum miasta. Ruszył za nią.

- I gdzie ty idziesz pokrako? - zaczął.
- Na policję! Do kryminału cie wsadzą! - odpowiedziała wzburzona i znowu się zaczęło.

Krzyczeli do siebie tak, że przechodnie przystawali zaintrygowani. Awantura rozgorzała na nowo.

* * *


Dzień później o tym, co stało się na ulicy Am Haustor mówiły wszystkie plotkarki w okolicy, nic więc dziwnego, że zdarzeniem zainteresowała się prasa. O "Skandalicznej aferze w centrum miasta" pisał "Danziger Neueste Nachrichten" i "Danziger Allgemeine Zeitung".

Gmach sądów przy Neugarten - dziś to ulica Nowe Ogrody Gmach sądów przy Neugarten - dziś to ulica Nowe Ogrody
W kwietniu 1902 r. sprawą zajęła się gdańska Izba Karna. Spedytor Kreft oskarżony został o zniesławienie i o zakłócenie porządku domowego.

- Parasolem w rękę tak mnie zdzielił, że przez osiem dni musiałam się leczyć! - skarżyła się podczas rozprawy pani Rhode.
- Najbardziej plugawymi obelgami obrzucił mnie i córkę... - poparła ją matka.
- Jakiego rodzaju były to obelgi? - dopytywał sędzia.
- Córkę oślicą, flancą, łajdaczką i zdzirą nazwał, a mnie wywłoką, raszplą i babą... - starsza kobieta aż poczerwieniała ze złości. - Były też inne obelgi, ale tych przy ludziach nie godzi się wypowiadać... - dodała.

Sąd nakazał publiczności opuścić salę, by kobieta mogła się wypowiedzieć.

- To taki z pana niegodziwiec, panie Kreft? - sędzia spojrzał na niego z naganą, gdy wysłuchał tego, co kobieta miała do powiedzenia. - Jeszcze nie słyszałem, by ktoś tak znieważył damy.
- Ale to one pierwsze zaczęły wymyślać, wysoki sądzie. Zdenerwowałem się... - próbował tłumaczyć się Kreft.

Na niewiele się to jednak zdało, skoro wiele rzeczy przemawiało na jego niekorzyść. Najważniejsze było to, że panią Rhode poparła część lokatorów kamienicy.

- Ten człowiek to straszny pieniacz - zeznała jedna z mieszkanek domu na Am Haustor 3 i trudno było się z nią nie zgodzić, skoro Kreft już wcześniej sądzony był w podobnych sprawach.
- Oskarżony aż ośmiokrotnie stawał już przed sądem. - przypomniał prokurator - kilka razy było to zniesławienie i zakłócenie porządku publicznego, a raz posunął się nawet do rękoczynów - wymienił krótko.

Wniósł o wymierzenie spedytorowi kary więzienia i taki też wyrok zapadł. Antoni Kreft skazany został na dwa miesiące i jeden tydzień więzienia, a złożone przez niego odwołanie od wyroku nic nie dało. W dniu 31 lipca 1902 r. Sąd Odwoławczy podtrzymał wyrok.

O autorze

autor

Paweł Pizuński

- historyk, autor m.in. Pocztu Wielkich Mistrzów Krzyżackich i Pierwszego Pitawala Gdańskiego. Opisywane przez niego historie kryminalne pochodzą z gdańskiej prasy z początku XX w.

Opinie (13) 1 zablokowana

  • Wyrobili się do soboty czy nie? (2)

    • 33 0

    • Autor artykułu jest gorszy od opisanej awantury. Podaje same pludry a meritum sprawy zostawia bez zakończenia (1)

      Jak to kaszubi mówią. Pludra jest podstawą życia społeczeństwa w każdym mieście.

      • 4 6

      • poniewaz nie pisał tego autor artykułu...

        tylko marny pisarzyna pamiętników, (nie)znany w trojmiescie.
        nazwisko w opowiadaniu-nieprzypadkowe.

        • 0 5

  • hm

    Zapytajcie szpilka w1902 tez tam byl.

    • 18 1

  • Bardzo fajny tekst panie Pawle, oby takich ciekawostek więcej na portalu było :)

    • 21 0

  • Widzę

    w szklanej kuli , jak tragarz szpilek / 3 wcielenia wstecz / - popyla z gratami po schodach... - a skoro tam był to lipna owa praca i gmerali do Wtorku.. A Kreft mu kasy niw wypłacił , gdyż miast pracować - polityczne bzdury miejscowym opowiadał...

    • 5 2

  • kiedys

    za zdzire, france itp. na 2 miechy do więzienia!!! A teraz mogą człowieka od k...w, h...w, nawet pała baseballowa zdzielić, i co ? i nic, wszystko uchodzi...

    • 17 0

  • Data

    na widokówce jest tylko dniem nadania .
    Faktycznie przedstawia ona widok wcześniejszy, zanim wybudowano Elektrownie na Ołowiance 1896-1899r
    Nabrzeże Motławy to jeszcze pomost Ściankę Moniera zaczęto budować od 1902r
    Pany Redachtóry szpece od usuwania 'niepoprawnych" wpisów.

    • 6 1

  • Gdansk (1)

    To byli Gdańszczanie kształtujący charakter miasta od wieków swą ciągłością przerwana w 1945r. Teraz Białorusin Budyń w łańcuchy obwieszony i cały motłoch jemu podobny zrobili z Gdańska pośmiewisko,miejsce przyjazne POpaprancom.

    • 15 9

    • Analiza przednia wrecz naukowa.

      • 6 0

  • Winda

    Lata minęły a sytuacje bywają ciekawe.2 lata temu na nowym osiedlu administracja pozamykała windy w obawie o ich całość.Firmy transportowe ręcznie wnosiły meble po schodach.Dobrze,że budynki 4 piętrowe.Windy całe ale ściany podrapane,naddłubane,kafle na schodach popękane i tak było ogólnie fajnie.

    • 8 0

  • Już bym dookoła ganiał z meblami bo jakaś

    dama z tych co "bawimy się jak damy, jak nie damy to się nie bawimy" ma z deklem. Za utrudnianie pracy ludziom oczywiście paragrafu nie ma, parobka można gnoić, a jak!.
    Kiedyś jeden przygłup ze wspólnoty zabronił mi przewozu pralki w windzie bo ta jest po remoncie. Oczywiście winda była reliktem PRL-u a remont polegał na obiciu syfiastą sklejką.Zamiast jednak krzyczeć, podszedłem i rzekłem cicho: policzę się z tobą skur....Okazało się jednak że w drodze wyjątku można przewieźć pralkę

    • 9 0

  • Ten historyczny widok zniszczył bob budowniczy i jego kumpel pedrucki tąnikomu niepotzrebną kładką

    • 1 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jesienne spacery historyczne

spacer

Jesienne spacery historyczne

spacer

Sprawdź się

Sprawdź się

Do jakiego zakonu należał Sopot od 1316 roku?

 

Najczęściej czytane