wiadomości

stat

Sen jest balsamem dla duszy. Ale przez trzy dni?

artykuł historyczny
Plażowa aura przed II Wojną Światową w Gdyni.
Plażowa aura przed II Wojną Światową w Gdyni. mat. prywatne

Drugi miesiąc letnich wakacji roku 1937 nie przyniósł w pogodzie większych zmian: nadal było słonecznie, "z częściowym zachmurzeniem", "skłonnością do burz" i "słabymi wiatrami zachodnimi."



Piękna, letnia pogoda dominowała zapewne na przeważającej części kontynentu europejskiego, a już na pewno w basenie Morza Śródziemnego, o czym świadczy m.in. opisana przez "Gazetę Gdańską" z 11 sierpnia zabawna historia pewnego Czecha, zażywającego odpoczynku w słonecznym Monte Carlo.

Niejaki Pan Hajek, tak bardzo "zmęczył się" kąpielą i... wypiciem "większej ilości alkoholu", że "po wyjściu z morza położył się na plaży i spał snem sprawiedliwego i zmęczonego turysty przez 3 dni i 3 noce"!

I chociaż polskie noce nie są z reguły aż tak ciepłe, jak te nad Morzem Śródziemnym, to i tak sporo osób lubi spędzać je każdego lata na wybrzeżu Bałtyku. Nie inaczej było i w latach 30., gdy nadmorskie kurorty tętniły życiem, a do Gdyni przybywały rzesze turystów.

Duże zgromadzenie ludzi z całej Polski stwarzało góralom, przybyłym nad morze z odległych Tatr specjalnie w tym celu, doskonałą okazję do propagowania folkloru swych rodzinnych stron.

Goście, czyli "grupy regionalne, które brały udział w Tygodniu Gór w Wiśle", przyjechali nad morze specjalnym pociągiem zorganizowanym przez Związek Ziem Górskich i w czasie "2-dniowego pobytu na Wybrzeżu" zamierzali wystąpić z "jednym przedstawieniem regionalnym, na którego program złożą się śpiewy, tańce, itp.". Spektakl zaplanowano na "stadionie miejskim", który - tu kolejna ciekawostka - cieszył się wówczas sławą "jednego z najładniej położonych stadionów w Polsce".

Gdynię licznie odwiedzali również obcokrajowcy, wśród których znalazła się wycieczka "kursów wakacyjnych dla cudzoziemców". Grupa licząca "40-tu uczestników kursu" (pochodzących z: Łotwy, Czechosłowacji, Francji, Danii, Finlandii, Węgier, Włoch, Jugosławii, Szwecji, Estonii, Stanów Zjednoczonych i Niemiec") miała w planie zwiedzanie gdyńskich urządzeń portowych, miasta i wybrzeża.

Kursy organizowane były przez "polską komisję dla międzynarodowej współpracy intelektualnej" i miały na celu "zapoznanie cudzoziemców z historią i dorobkiem kultury polskiej poprzez poznanie języka polskiego".

Gdynia była nie tylko celem, ale i punktem startowym wielu podróży, jak miało to miejsce w przypadku chociażby... polskich górników. Skąd jednak górnicy nad morzem? Niepewna sytuacja gospodarcza Polski tuż po odzyskaniu niepodległości odbiła się szczególnie boleśnie na mieszkańcach Śląska, wojna celna z Niemcami spowodowała bowiem olbrzymi wzrost bezrobocia. Górnicy w poszukiwaniu pracy emigrowali do Francji z całymi rodzinami, tworząc tam dość liczną społeczność. Wielu z nich wstąpiło do lewicowych związków zawodowych i organizacji komunistycznych, stając się tym samym - w opinii władz francuskich - w państwie francuskim elementem niebezpiecznym i niepożądanym, co powodowało ich deportację do Polski. Według niektórych źródeł do kraju mogło wrócić wtedy nawet dwieście tysięcy osób (wśród nich znalazł się również dobrze nam znany Edward Gierek). Niektórzy z nich pozostali w Polsce, ale duża grupa wciąż szukała pracy za granicą (głównie w Belgii). Jeden z obozów dla takich osób znajdował się w Gdyni: latem roku 1937 mieszkało tu ponad dwieście osób.

Ponieważ tylko osiemdziesięciu pięciu górników znalazło zatrudnienie w belgijskich kopalniach, los pozostałych był nie do pozazdroszczenia: "z braku warsztatów swej pracy zawodowej, cierpieli niedostatek, graniczący z nędzą", a wielu "chodziło po prostu w łachmanach". Zawiodły instytucje, czyli "powołane do opiekowania się emigrantami placówki polskie". Powinny one "postarać się dla nich przynajmniej o jakiś przyzwoity przyodziewek, aby zatrzeć wrażenie biedy, które górnicy z Gdyni uczyniliby w Belgii, przybywając w obecnym opłakanym stanie...".

Górnicy opuszczali Gdynię drogą morską, ale byli też i tacy, którzy z miasta po prostu... wychodzili. A jak wyszli, to szli pieszo nawet 746 kilometrów! Taką właśnie drogę przebył "per pedes apostolorum" bezrobotny legionista Nowak, który wraz ze swą żoną wybrał się do Krakowa na Zjazd Legionistów.

Ta niecodzienna wędrówka zajęła mu w sumie około 3 tygodni. Ciekawe tylko, czy dzielny legionista szedł z wyboru czy... z powodu jego braku (patrz: braku pieniędzy)?

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 183 z 11 sierpnia 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (9)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

kalendarz historyczny

1962 Przekazano do użytku maszt radiowo - telewizyjny W Chwaszczynie pod Gdańskiem do eksploatacji został przekazany 112 - metrowy maszt z nadajnikami radiowo - telewizyjnymi.