wiadomości

stat

Fakty i mity o Gdyńskich Kosynierach

artykuł historyczny
Zdjęcie pochodzi z książki Adama Bałabana pt. "Kosynierzy w świetle prawdy". Nowy Jork 1979
Zdjęcie pochodzi z książki Adama Bałabana pt. "Kosynierzy w świetle prawdy". Nowy Jork 1979

Pierwszy raz pojawili się podczas insurekcji kościuszkowskiej, potem walczyli w powstaniu Listopadowym, Styczniowym i Wielkopolskim. Mało kto jednak wie, że oddziały kosynierów brały udział w walkach nawet we wrześniu 1939 roku.



Wraz z rozbudową Gdyni, obok portu, domów i dróg zaczęły również powstawać i rozwijać się komórki różnych partii politycznych. W 1927 r. zarejestrowano tu m.in. organizację Polskiej Partii Socjalistycznej, która jednak w najbliższych wyborach odnotowała mizerny wynik, co sprawiło, że na parę lat zniknęła ze sceny politycznej.

Na poważnie wróciła na nią w roku 1935 roku, kiedy do Gdyni przybył Kazimierz Rusinek - początkowo objął stanowisko sekretarza komitetu by za dwa lata zostać szefem gdyńskiego PPS-u. Znany ze swej socjalistycznej działalności był doskonałym organizatorem, co szybko przełożyło się na znaczny wzrost dynamiki działań socjalistów. Podczas pochodów pierwszomajowych pojawiało się coraz więcej osób: w roku 1936 było ich 12 tys., a w 1939 r. już 15 tys. W wyborach z lutego 1939 roku PPS w 32 osobowej Radzie Miasta zdobył łącznie 15 mandatów. Socjaliści byli już poważną siłą polityczną.

Wraz ze wzrostem napięcia międzynarodowego coraz częściej zaczęły odzywać się głosy o potrzebie stworzenia ochotniczych oddziałów, które miały wspomagać regularne wojsko. I choć spotkało się to z licznym i pozytywnym odzewem, pojawił się jeden ważny problem: w co uzbroić ochotników? Z tym jednak postanowiono zmierzyć się później. Zaczęto od organizowania patriotycznych manifestacji i pochodów, z których jeden zakończył się niemalże marszem na Wolne Miasto Gdańsk. Wszystko przez informację, że jeden z polskich kolejarzy został wypchnięty z jadącego pociągu przez Niemców, w wyniku czego stracił obie nogi. Dopiero w ostatniej chwili udało się ostudzić emocje i do marszu nie doszło.

Gdy wybuchła wojna, przed siedzibą PPS-u zaczęli zbierać się ludzie pragnący wziąć udział w walkach. Wśród nich znaleźli się również oficerowie i żołnierze, którzy nie zdążyli na czas dotrzeć do swoich jednostek. By w jakiś sposób zagospodarować ten potencjał ludzki, początkowo zdecydowano się utworzyć Drużyny Robotnicze, które miały budować umocnienia i rowy strzeleckie.

Odezwa Kazimierza Rusinka do gdyńskich robotników i zwolenników PPS.
Odezwa Kazimierza Rusinka do gdyńskich robotników i zwolenników PPS.
To jednak było za mało dla ochotników - oni chcieli walczyć, a nie kopać. Zdecydowano więc przeformować drużyny w jednostki typowo bojowe, ale znów pojawił się wspomniany wcześniej problem z uzbrojeniem. Mówiąc wprost - brakowało pistoletów i karabinów.

By temu zaradzić, postanowiono ochotników uzbroić w kosy przekute na sztorc. I choć wydawać by się to mogło nieprawdopodobne, pomysł uzyskał akceptację władz wojskowych.

Rozpoczęto zatem formowanie jednostek Kosynierów, na czele których stanął podpułkownik w stanie spoczynku Stanisław Wężyk. Obecny w Gdyni komisarz rządu Franciszek Sokół zwrócił się do Warsztatów Żeglugi Gdańskiej o przygotowanie i dostarczenie ok. 500 kos.

Pierwszy oddział Kosynierów już wcześniej ruszył na miejsce walk. 7 września, jeszcze nie uzbrojona kompania, pod dowództwem podporucznika rezerwy Józefa Kąbolewskiego, otrzymała od pułkownika Stanisława Dąbka rozkaz przeszukania Witomina. Spodziewano się odnaleźć ukrytą tam broń i faktycznie, znaleziono tam 17 sztuk karabinów.

Kolejnym zadaniem Kosynierów była osłona Sztabu Lądowej Obrony Wybrzeża. Do dziś zachowały się zdjęcia patroli uzbrojonych w kosy.

11 września płk Stanisław Dąbek oddał sformowane jednostki Kosynierów do dyspozycji I Gdyńskiego Batalionu Obrony Narodowej pod dowództwem majora Stanisława Zauchy. Po przybyciu na miejsce, Kosynierzy przeszli swój pierwszy chrzest bojowy w starciu pod Łężycami, w którym stracili trzech zabitych i ośmiu rannych. Mimo to, nie tylko udało im się odrzucić wroga, to jeszcze zdobyli na nim karabiny maszynowe.

Od tej chwili do czasu nadejścia polskich transportów z bronią, to właśnie na Niemcach Kosynierzy zdobywali uzbrojenie. Dlatego z czasem stali się Kosynierami tylko z nazwy.

Kolejna potyczka, w okolicach rumskiej Szmelty, miała miejsce 12 września i także tym razem zakończyła się zwycięsko dla Polaków.

Po tej akcji zapadła jednak decyzja, by wycofać się na Kępę Oksywską.

Ppłk st. sp. Stanisław Wężyk, dowódca batalionu kosynierów gdyńskich. Zdjęcie pochodzi z książki Adama Bałabana.
Ppłk st. sp. Stanisław Wężyk, dowódca batalionu kosynierów gdyńskich. Zdjęcie pochodzi z książki Adama Bałabana.
I tu po raz pierwszy spotykamy się z nie do końca wyjaśnionymi faktami - w swych wspomnieniach Kazimierz Rusinek pisał, że Kosynierzy jako ostatni polski oddział opuścili Gdynię, odpierając ataki nieprzyjaciela jeszcze 14 września. Według innych relacji Kosynierzy rozpoczęli wymarsz w nocy z 12 na 13 września. Jednoznaczne ustalenie faktów wydaje się już jednak niemożliwe.

Ostatecznie oddziały znalazły się w koszarach Marynarki Wojennej na Oksywiu. I też możemy spotkać się z megalomanią Rusinka, który twierdził, że tylko dzięki jego postawie udało się stłumić chęć niektórych oficerów do poddania się. Wydaje się to mało prawdopodobne, gdyż w samych koszarach znajdowało się ok. 1000 oficerów i marynarzy, którzy, jak wynika z zachowanych dokumentów, chcieli dalej walczyć i nikt nie myślał o poddawaniu się.

Dowództwo objął wtedy ppłk Wężyk. Zdecydował się on na wysłanie części żołnierzy do walk u boku 1 Morskiego Pułku Strzelców i III Gdyńskiego Batalionu Obrony Narodowej, a sam z pozostałą częścią szykował się do obrony koszar.

Choć Kosynierzy dawali niejednokrotnie przykład odwagi i męstwa wobec coraz bardziej przeważającej siły nieprzyjaciela, wraz z innymi oddziałami musieli ostatecznie skapitulować - ostatni z nich uczynili to 19 września.

Po wojnie działania Kosynierów obrosły w liczne, nie zawsze prawdziwe legendy. Kazimierz Rusinek przedstawiał się niemalże jako dowódca obrony Wybrzeża i wszystkich oddziałów kosynierów, których odtąd nazywał "Czerwonymi Kosynierami".

Nowej ludowej władzy było to bardzo na rękę, więc w uznaniu "zasług" ulicę Morską w Gdyni zmieniono na Czerwonych Kosynierów, podobną nazwę nadano jednej z miejskich szkół, a sam Rusinek otrzymał honorowe obywatelstwo Gdyni.

Po 1989 r. zaczęto weryfikować niektóre fakty. Niestety, liczne przekłamania będące dziełem Rusinka i niektórych "historyków" spowodowały, że niektórzy zaczęli nawet wątpić czy oddziały gdyńskich kosynierów istniały naprawdę.

Po rzetelnym zbadaniu sprawy ostatecznie ulica Czerwonych Kosynierów powróciła do swej pierwotnej nazwy, ale Rusinek utracił swoje honorowe obywatelstwo.

6 września 2011 w Gdyni, u zbiegu ulic: Morskiej, Zbożowej i Kcyńskiej, odsłonięto tablicę poświęconą "Gdyńskim Kosynierom".
6 września 2011 w Gdyni, u zbiegu ulic: Morskiej, Zbożowej i Kcyńskiej, odsłonięto tablicę poświęconą "Gdyńskim Kosynierom". fot. Dorota Nelke/gdynia.pl

Odtąd zaczęto mówić o Gdyńskich Kosynierach - taką nazwę nadano kilku ulicom w polskich miastach (np. w centrum Gdańska zobacz na mapie Gdańska), a w ramach uznania zasług, tych prawdziwych, 6 września 2011 u zbiegu ulic Morskiej, Zbożowej i Kcyńskiej w Gdyni zobacz na mapie Gdyni odsłonięto tablicę poświęconą temu niezwykłemu oddziałowi.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (37)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

2000 Zmarł ks. Hilary Jastak W Gdyni umarł legendarny ksiądz Hilary Jastak. Pierwszy proboszcz parafii Serca Jezusowego w Gdyni, kapelan Solidarności.

2002 Otwarcie superkina Krewetka Pierwsze Superkino Krewetka przy ul. Podwale Grodzkie zostało otwarte o północy. Posiada osiem klimatyzowanych sal kinowo - konferencyjnych dla 1871 widzów.

Najczęściej czytane