wiadomości

stat

Barwna historia Morskiej Woli i Stalowej Woli

artykuł historyczny
Morska Wola podczas załadunku towaru podczas postoju w porcie w Gdyni. Marzec 1939 r.
Morska Wola podczas załadunku towaru podczas postoju w porcie w Gdyni. Marzec 1939 r. fot. Bronisław Lemański/Ilustrowany Kuryer Codzienny

O historii tych jednostek dotychczas niewiele pisano, a szkoda. Pływały pod polską banderą przez wiele lat, wyszły obronną ręką z wojennych przygód i były pionierskie w powojennej Polsce. Obie zostały ostatecznie pokonane przez upływający czas i samo morze.



W latach 1924 i 1925 roku jeden z niemieckich armatorów zamówił w kilońskiej stoczni Germania - Werft A.G. dwie niemal identyczne jednostki. Obie miały długość wynoszącą blisko 97 metrów, szerokość 14,5 metra oraz prędkość wynoszącą ok. 9 węzłów. Oba również były obsługiwane przez 28-osobowe załogi. Jedyna różnica była w wyporności: pierwszy miał bowiem 3133 BRT, drugi 3376 BRT.

Nowe jednostki po zwodowaniu przez kilka lat pływały pod niemiecką banderą, by następnie trafić za granicę. I zapewne nigdy byśmy o nich nie usłyszeli, gdyby nie linie żeglugowe Gdynia America Line. Dyrekcja przedsiębiorstwa postanowiła rozwinąć działalność na obsługiwanej linii południowoamerykańskiej i szukała nowych statków.

Wybór padł na opisane wcześniej jednostki. Szybko załatwiono formalności i w lutym 1939 roku podniesiono banderę na nieco większej "Morskiej Woli", a w lipcu na drugim motorowcu, który otrzymał nazwę "Stalowa Wola".

Nazwy nie były przypadkowe. Pierwsza była ściśle związana z kolonialnymi planami polskich władz. Snuły one wizje zakupu kilkunastu działek w Brazylii, które z czasem miały się przekształcić w polską kolonię - właśnie Morską Wolę. Wobec braku zainteresowania kolonizatorów i sponsorów pomysł szybko upadł, ale pozostawał żywym w niektórych decydenckich kręgach.

Osada "Morska Wola" w Brazylii miała stać się zaczątkiem polskiej kolonii w tym kraju, ale zabrakło sponsorów i kolonizatorów.
Osada "Morska Wola" w Brazylii miała stać się zaczątkiem polskiej kolonii w tym kraju, ale zabrakło sponsorów i kolonizatorów.
Z kolei Stalowa Wola była nowo zbudowanym miastem, którego centralnym miejscem była huta, wchodząca w skład Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Patrząc na daty wcielenia nowych statków w szeregi floty GAL-u, od razu widać, że nie było im dane wykonać wielu spokojnych rejsów.

Wybuch wojny zastał obie jednostki w portach zagranicznych, znajdujących się pod rządami Francji. Dopóki ta brała udział w wojnie po stronie aliantów, nie było większych problemów, statki wykonywały normalne, o ile można tak powiedzieć w takiej sytuacji, rejsy. Problemy pojawiły się wraz z kapitulacją Francuzów.

Rząd Vichy postanowił zająć wszystkie znajdujące się we francuskich portach statki obcych bander. Polacy nie przyjęli tego do wiadomości i od razu próbowali przedrzeć się do Wielkiej Brytanii. Po uśpieniu czujności Francuzów najpierw udaje się to "Stalowej Woli" pod dowództwem kapitana ż.w. Jana Strzembosza, który uciekł z Dakaru. Z kolei "Morska Wola" z kapitanem ż.w. Janem Stankiewiczem opuściła nieprzyjazny już port Tonnay - Charente. Obu statkom udaje się bezpiecznie przedostać się do Anglii, gdzie skierowano je do służby konwojowej.

O innej słynnej ucieczce przeczytasz w artykule "Kapitan wymyka się Francuzom, żona strzela"

Krążownik pomocniczy HMS "Jervis Bay" dowodzony przez komandora Fegena zatonął po nierównej walce z niemieckim pancernikiem, ale ocalił większość statków konwoju HX-84.
Krążownik pomocniczy HMS "Jervis Bay" dowodzony przez komandora Fegena zatonął po nierównej walce z niemieckim pancernikiem, ale ocalił większość statków konwoju HX-84.
Na trasach konwojowych na statki aliantów czekała masa niebezpieczeństw - od okrętów podwodnych, przez nieprzyjacielskie lotnictwo, aż po rajdy niemieckich korsarzy. Warto w tym miejscu przypomnieć historię jednego takiego konwoju, w skład którego weszła "Morska Wola".

Konwój HX-84 składał się z 37 statków i płynął z kanadyjskiego Halifaxu do Wielkiej Brytanii. Osłona nie była ani zbyt liczna, ani zbyt nowoczesna, a największą jej jednostką był dawny statek pasażerski przemianowany na krążownik pomocniczy HMS "Jervis Bay" dowodzony przez komandora Fegena.

5 listopada 1940 roku HX-84 zaatakowany został przez niemiecki pancernik kieszonkowy "Admiral Scheer".

Niemiecki pancernik kieszonkowy "Admiral Sheer" zaatakował aliancki konwój, w którym płynęła m.in. "Morska Wola".
Niemiecki pancernik kieszonkowy "Admiral Sheer" zaatakował aliancki konwój, w którym płynęła m.in. "Morska Wola".
Zestawienie siły ognia brytyjskiej jednostki w stosunku do niemieckiej może przywodzić na myśl biblijną walkę Dawida z Goliatem. "Jervis Bay" dysponował siedmioma działami kalibru 152 mm i prędkością 15 węzłów. Niemiecki pancernik na swym pokładzie miał m.in. sześć dział kalibru 280 mm, osiem dział 150 mm i sześć dział 105 mm, a rozwijał prędkość prawie dwukrotnie większą.

Nie zważając na to, komandor Fegen wydał rozkaz rozproszenia konwoju, a sam ruszył na spotkanie z przeciwnikiem. Walka trwała co prawda tylko (albo "aż") 20 minut, ale czas ten uratował większość jednostek konwoju, gdyż oprócz bohaterskiego krążownika pomocniczego Niemcom udało się zatopić zaledwie pięć statków.

"Jervis Bay" poszedł na dno wraz ze 187 członkami swej załogi oraz komandorem Fegenem (pośmiertnie otrzymał on najwyższe brytyjskie odznaczenie Victoria Cross). "Morska Wola" szczęśliwie przetrwała ten atak i bezpiecznie dotarła do portu przeznaczania.

Oba polskie statki do końca wojny wzięły udział w ok. 40 konwojach, nie raz stając oko w oko z nieprzyjacielem. Na szczęście los był dla nich łaskawy i ani razy nie odniosły większych uszkodzeń.

Po zakończeniu wojny obie jednostki powróciły do kraju. Wiek już zrobił swoje, ale w tym czasie Polska potrzebowała niemal każdego statku zdolnego do pływania i transportowania niezbędnych do odbudowy kraju materiałów. Statki wróciły zatem do obsługiwania swych przedwojennych tras.

Co ciekawe, według niektórych źródeł transportowały również, za przyzwoleniem rządu w Warszawie, broń dla walczącej komunistycznej partyzantki w Grecji.

Ze względu na wiek, stan techniczny oraz skutki pożaru, jaki wybuchł w 1949 roku na cumującej w Gdańsku "Stalowej Woli", wycofano statki z regularnej obsługi linii transportowych. Nie oddano ich jednak na złom, lecz obie jednostki przejął Dalmor.

"Morska Wola" skierowana została do stoczni, gdzie podczas remontu przystosowano ją do pełnienia funkcji pierwszej w historii polskiej floty bazy rybackiej. W tej nowej roli pływała do roku 1958, kiedy to po wejściu na mieliznę i po doholowaniu do Gdyni stwierdzono, że remont przekracza wartość statku. Wtedy dopiero jednostkę zezłomowano.

W tym czasie los bliźniaczej "Stalowej Woli" już się dopełnił. Ta jednostka pełniła rolę transportowca rybackiego: obierała z kutrów złowioną rybę i dostarczała ją do portów docelowych.

Taka służba trwała do 1956 roku, kiedy to statek będący w Zatoce Biskajskiej natrafił na niezwykle silny sztorm. W jednej z ładowni pojawiła się woda, a sam statek nabrał silnego przechyłu na lewą burtę. Załoga dowodzona przez kapitana Stanisława Bałłabana próbowała ratować statek, przepompowując wodę do prawoburtowych zbiorników. Statek co prawda odzyskał równowagę, ale niestety kolejne silne fale zniweczyły i te działania. Pojawił się nowy przechył, który nieustannie się powiększał.

Kapitan nie miał innego wyboru i nakazał opuszczenie pokładu. Polacy zostali wyratowani przez inny polski statek - "Hugo Kołłątaj" - z pokładu którego mogli oglądać ostatnie chwile swojej jednostki...

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (8)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika