wiadomości

stat

Kapitan wymyka się Francuzom, żona strzela. Historia niezwykłego statku

artykuł historyczny

Oficerowie i marynarze polskiej floty handlowej podczas II wojny światowej wielokrotnie dawali przykład swej odwagi. Jednak historia tego statku i jego nietuzinkowego kapitana nawet na tym tle jest szczególnie interesująca.



W dwudziestoleciu międzywojennym w Polsce działały liczne towarzystwa armatorskie, ale tylko dwa z nich, Bałtycka Spółka Okrętowa i Polsko-Skandynawskie Towarzystwo Transportowe, były własnością prywatną.

Pierwszemu z nich, kierowanemu przez Tadeusza Olszowskiego, do 1939 roku udało się kupić trzy statki: "Wigry", (jego tragiczną historię już kiedyś opisaliśmy), "Narocz" oraz "Kromań". Ten ostatni kupiono zaledwie na miesiąc przed wybuchem wojny od jednego z greckich armatorów. Niektóre źródła podają, że pieniądze na jego zakup miała przekazać hrabina Tyszkiewicz.

"Kromań" trudno było zaliczyć do statków młodych i wielkich. Jednostka, która została zbudowana w 1912 roku w Wielkiej Brytanii, miała 79 metrów długości, pojemność 1864 BRT, a maszyna parowa pozwalała jej na osiągnięcie 9 węzłów. Załoga liczyła 25 marynarzy.

Od razu po zakupie "Kromań" zaczął obsługiwać porty bałtyckie, do których woził węgiel oraz rudę żelaza. Przeczuwając nieuchronny wybuch wojny, właściciele statku zdecydowali, że jednostka cumująca w Gdyni, uda się do jednego z portów francuskich. W sierpniu 1939 roku jako jeden z ostatnich statków noszących biało-czerwoną banderę "Kromań" opuścił polskie wody terytorialne.

W drugiej połowie 1940 polski statek znajdował się w Dakarze. W tym czasie kapitulujący przed Niemcami Francuzi patrzyli coraz mniej przychylnym okiem na alianckie załogi.

Szczególnym nadzorem "cieszyli" się Polacy - z tego bowiem portu wcześniej, myląc francuskich żołnierzy, "uciekły" dwa statki - "Rozewie" i "Stalowa Wola". Rozwścieczeni i ośmieszeni tym faktem Francuzi nakazali demontaż istotnych elementów z maszynowni, oraz przeholowanie "Kromania" w głąb portu.

Załoga nie zamierzała jednak tak łatwo dać się internować. Podobnie również myślał kapitan jednostki Tadeusz Dybek. Tę postać śmiało można określić jako niezwykle barwną. Początkowo swoją karierę morską związał z Marynarką Wojenną, z której jednak wydalony. Oficjalnym powodem było jawne lekceważenie obowiązujących regulaminów oraz otwarte krytykowanie swych przełożonych.

Dybek przeniósł się wtedy do Szkoły Morskiej w Gdyni, gdzie również pokazał swą ułańską fantazję - podczas jednego z rejsów szkolnych wdał się w wymianę zdań dotyczącą historii polskiego oręża. Odbywająca się na lądzie dyskusja szybko zmieniła się w przepychankę. Gdy na miejsce przybyła wezwana policja Dybek ponownie odwołał się do historii, tym razem do bohaterstwa polskich szwoleżerów i dzięki temu... udało mu się uniknąć aresztowania.

Na pokładzie "Kromania" jednogłośnie zapadła decyzja o ucieczce. Powstawało tylko pytanie: jak to zrobić, skoro statek był unieruchomiony i zacumowany w głębi portu?

Pomysłowością ponownie wykazał się kapitan Dybek - poinformował władze francuskie, iż na pokładzie ma komunistycznych agitatorów, którzy prowadzą agitację wśród żołnierzy francuskiego garnizonu. Władze miały już dość swoich problemów, dlatego maszynę polskiego statku prowizorycznie naprawiono, a statkowi kazano zacumować na redzie. Na to czekała polska załoga.

Datę ucieczki wyznaczono na noc 26 lipca. Około północy kapitan Dybek wydał rozkaz podniesienia kotwicy i skierowania "Kromania" w stronę wyjścia z portu.

Na drodze do wolności znajdowały się dwie linie stalowych sieci. Przez pierwszą udało się przepłynąć dzięki temu, że statek trafił na lukę między końcem zagrody sieciowej a mielizną. Z drugą było znacznie trudniej, ale i na to znalazł się sposób - całkowicie opróżniono zbiorniki balastowe i zatrzymano maszynę, a "Kromań" siłą rozpędu, praktycznie o centymetry przepłynął nad drugą ze stalowych przeszkód. Droga na pełne morze stanęła otworem.

Odwagę i determinację docenił Pierwszy Lord Admiralicji Albert Aleksander, który wystosował pismo gratulacyjne do gen. Władysława Sikorskiego.

Po tych wydarzeniach kapitan Dybek postanowił w dość szczególny sposób zadbać o swój statek. Wraz z załogą, na własną rękę, zaczęli go uzbrajać. Do samotnego działa przeciwlotniczego na rufie dołączyły 20-milimetrowe działka Oerlikona oraz karabiny maszynowe.

W oczach Brytyjczyków "Kromań" zaczął uchodzić niemalże za krążownik pomocniczy, co w tym przypadku było jednak dość znaczną przesadą. Uzbrojenie było na tyle skuteczne, że załodze polskiego statku udało się zestrzelić kilka niemieckich samolotów.

Co ciekawe, kapitan Dybek posiadał specjalne pozwolenie, by w rejsach uczestniczyła jego żona, Irena. Warto podkreślić, że podczas alarmów pani Dybkowa nie chroniła się wcale w kajucie - stawała ramię w ramię z artylerzystami odpierającymi nieprzyjacielski atak. A że według wspomnień marynarzy dysponowała całkiem dobrym okiem, załoga za nią przepadała i nadała jej tytuł Pierwszej Damy Floty Atlantyckiej.

"Kromań" dzielnie pływał w składzie licznych konwojów, brał również udział w inwazji na Afrykę Północną. W tym czasie, w uznaniu zasług oraz doceniając postawę podczas ucieczki z Dakaru, kapitan Tadeusz Dybek otrzymał Order Imperium Brytyjskiego.

"Kromań" przetrwał całą wojnę, ale w listopadzie 1945 r. wpłynął na minę morską (niektóre źródła podają, że wpłynął na skały) i zatonął - na szczęście bez strat w załodze. Kapitan Tadeusz Dybek po wojnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, gdzie zmarł w 1963 roku.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (23)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

2000 Zmarł ks. Hilary Jastak W Gdyni umarł legendarny ksiądz Hilary Jastak. Pierwszy proboszcz parafii Serca Jezusowego w Gdyni, kapelan Solidarności.

2002 Otwarcie superkina Krewetka Pierwsze Superkino Krewetka przy ul. Podwale Grodzkie zostało otwarte o północy. Posiada osiem klimatyzowanych sal kinowo - konferencyjnych dla 1871 widzów.

Najczęściej czytane