wiadomości

stat

Kilka ciężkich dni baterii Canet

artykuł historyczny
Ocalałe działo baterii Canet.
Ocalałe działo baterii Canet. fot. CAW

Spacerując nadmorskim szlakiem między Gdynią a Gdańskiem, spotkamy wiele pozostałości po II wojnie światowej - np. starą Torpedownię, jak również fortyfikacje z późniejszego okresu - np. Baterie Artylerii Stałej. Jest także takie miejsce, które, dzięki pomysłowości i determinacji walczących tam polskich żołnierzy, zapisało piękną kartę w historii Kampanii Wrześniowej.



Działo na stanowisku, z widokiem na zatokę.
Działo na stanowisku, z widokiem na zatokę. fot. CAW
Schleswig-Holstein nie mógł sobie poradzić z gdyńskim działem.
Schleswig-Holstein nie mógł sobie poradzić z gdyńskim działem. fot. Bundesarchiv
Uszkodzone podczas nalotu 1 września działo oksywskiej baterii.
Uszkodzone podczas nalotu 1 września działo oksywskiej baterii. fot. CAW
Jednym z największych sojuszników Polski w okresie dwudziestolecia międzywojennego była Francja. Dziś oczywiście możemy dyskutować nad samą istotą tego sojuszu, gdyż rząd francuski przeważnie wykorzystywał go do przeforsowywania swoich ofert w wielu przetargach. Efekty tych działań, niestety, czasem nie należały do najlepszych - budowy okrętów znacznie się przeciągały i pełne były niedoróbek. Czasem też przekazywano Polakom sprzęt niemalże z demobilu, jak choćby zakupione w 1924 roku dwie armaty morskie typu Schneider Canet kalibru 100 mm wz. 1891. Chyba nikt wtedy nie przypuszczał, że niebawem jedno z tych dział mocno da się we znaki Niemcom.

Początkowo oba działa zamontowano na kanonierkach OORP Generał Haller i Komendant Piłsudski, ale szybko uznano, że są one po prostu za duże i grożą stateczności jednostek. Po demontażu zapadła decyzja o sformowaniu z nich baterii lądowej na Kępie Oksywskiej. Z jednej strony była to niezwykle trafna decyzja, gdyż w zasięgu dział znajdował się szeroki rejon Zatoki Gdańskiej oraz wejście do Gdyni. Była to Główna Baza Marynarki Wojennej, co utrudniałoby ewentualne próby wtargnięcia do niej sił nieprzyjaciela.

Z drugiej strony Kępa była jednak odsłoniętym płaskowyżem, pozbawionym jakiejkolwiek osłony przed obserwacją i bombardowaniami. Wokół baterii wykopano transzeje i nieliczne ziemianki - silniejszych umocnień nie zdążono przed wojną wybudować.

Początkowo bateria otrzymała numer ewidencyjny "13" i podporządkowano ją 1 morskiemu Dyonowi Artylerii Przeciwlotniczej. W późniejszym okresie zrezygnowano z numeracji i tak do historii przeszła ona pod nazwą baterii Canet. Warto tu odnotować, że latem 1939 roku w rejonie głównej bazy nie sformowano żadnej baterii artylerii stałej - obronę powierzono właśnie baterii Canet, nielicznym bateriom w rejonie Helu i baterii cyplowej, dysponującej większą siłą ognia - jej działa miały kaliber 152,4 mm. Dziś możemy je oglądać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Dowództwo nad baterią objął kpt. art. Antoni Ratajczyk, natomiast na stanowisko jego zastępcy wyznaczono chor. mar. Stanisława Brychcy.

1 września zastał załogę baterii w stanie podwyższonego pogotowia bojowego, jaki utrzymywano od pewnego czasu. Niestety, nalot, który niebawem nastąpił, mimo silnego wsparcia 1. baterii z morskiego dywizjonu artylerii przeciwlotniczej, zakończył się dla Niemców dużym sukcesem - jedno działo z baterii zostało przebite odłamkiem i nie nadawało się już do użycia.

Niedługo potem artylerzyści wpadli na pomysł zamaskowania drugiego działa, które upodobniło się do powalonego pnia drzewa, a w pewnej odległości ustawili imitacje dział. Fortel był na tyle udany, że następne naloty nieprzyjacielskie, podobnie jak i ostrzał pancernika "Schleswig - Holstein", skupiły się właśnie na makietach.

Pierwsze starcia z okrętami niemieckimi zanotowano 4 września, kiedy na Zatokę Gdańską wpłynął zespół trałowy komandora Friedricha Ruge, którego zadaniem było oczyszczenie toru wodnego z ewentualnych min. Załoga polskiej baterii poczekała na dogodny moment, po czym przywitała Niemców ogniem. Choć przewaga ognia była po stronie niemieckiej (dysponowali m.in. dwoma działami kal. 105 mm), wobec coraz częstszych wybuchów pocisków przy burcie jednostki flagowej, kmdr Ruge nakazał odwrót do bazy. Stamtąd - według niemieckich dokumentów - wysłał pełen oburzenia raport do dowódcy generała admirała Albrechta, w którym informował o silnym ogniu co najmniej kilku dział, w wyniku którego zmuszony był przerwać operację.

Kolejne dni to dla Polaków nieustanna obrona przed zmasowanymi atakami ze strony morskiej i powietrznej. Te pierwsze nasiliły się zwłaszcza po 7 września, kiedy to skapitulowało Westerplatte i "Schleswig - Holstein" mógł już w pełni poświęcić czas na niepokorną baterię. Na jej teren 9 i 10 września spadło przeszło 10 pocisków 280 mm i 200 kal. 150 mm. 10 września Niemcy, przeświadczeni o całkowitym zniszczeniu baterii, wpłynęli ponownie na wody Zatoki Gdańskiej i... ponownie zmuszeni zostali do odwrotu.

Polacy znów bowiem zastosowali sprytny fortel - wystrzelili trzy szybkie salwy do pierwszego okrętu w szyku, następne trzy kolejne szybkie salwy do drugiego okrętu, aż wreszcie podobnie ostrzelali trzeci okręt. Niemcy, przekonani że dostali się pod ostrzał trójdziałowej, świetnie wyszkolonej baterii (pociski padały w bezpośredniej bliskości jednostek), szybko postawili zasłonę dymną i wycofali się. Pod osłoną nocy próbowali użyć małych łodzi motorowych do trałowania, ale, powitani celnym ogniem, znów musieli salwować się ucieczką.

"Zmiękczenie" uporczywej baterii ponownie przekazano niemieckiemu pancernikowi i lotnictwu, ale wyniki, nie licząc dużych strat w krajobrazie, były na szczęście niewielkie. 14 września dochodzi do kolejnej potyczki z siłami kmdr Ruge, który zaokrętował się na pokładzie torpedowca T 196. Niemcy tym razem postanowili uciszyć swym ogniem baterię Canet i wtedy spokojnie przeprowadzić trałowanie. Ponownie przewaga ognia była po ich stronie, ale też ponownie górą byli Polacy. Na nic zdały się manewry za zasłoną dymną czy też maksymalne zbliżenie się do brzegu, aby wypatrzyć polskie stanowisko.

Armata z oksywskiej baterii w kilku salwach wstrzelała się i pociski zaczęły obramowywać niemieckie okręty. Kmdr Ruge zmuszony był ponownie wydać rozkaz do odwrotu, ale nie zrezygnował z zamiaru trałowania. Już po kilku godzinach ponownie pojawił się w Zatoce ze swoimi okrętami. Tym razem lekcja dana mu przez Polaków była jeszcze dotkliwsza, gdyż, oprócz baterii Canet, do walki przyłączyły się działka artylerii przeciwlotniczej oraz helska bateria. Wobec takiej siły ognia kmdr Ruge ponownie zmuszony był salwować się ucieczką.

Niemcy nadal nie byli pewni, czy wody Zatoki są wolne od polskich min, dlatego nie zdecydowali się na przesunięcie "Schleswiga - Holsteina" w bezpośrednią bliskość Kępy Oksywskiej, co niewątpliwie negatywnie odbiłoby się na sytuacji polskich obrońców. 17 września ponownie doszło do konfrontacji baterii Canet z siłami kmdra Ruge - tym razem przeciwko polskiemu działu 100 mm stanęło 6 kal. 105 mm. Bilans zwycięstw i porażek ponownie wypadł korzystnie dla strony polskiej, a kmdr Ruge jako przyczynę odwrotu tym razem podał niesprzyjające warunki atmosferyczne.

Niestety, 19 września 1939 roku nadszedł kres walk baterii Canet. Nie pokonały jej niemieckie pociski, lecz brak amunicji. Nie przeszkodziło to jednak wcześniej - po raz kolejny! - przegonić z Zatoki sił nieszczęsnego kmdr. Ruge. Południem 19 września Polacy wystrzeliwują do niemieckich trałowców ostatnie 40 pocisków, po czym własnoręcznie uszkadzają działo, a następnie przechodzą do lądowej obrony wybrzeża.

W toku działań bojowych bateria Canet wystrzeliła przeszło 100 pocisków, skutecznie walcząc z przeważającymi siłami nieprzyjaciela i uniemożliwiając im trałowanie wyznaczonego obszaru.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (31)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1817 Powstała Królewska Szkoła Nawigacyjna Królewska Szkoła Nawigacyjna powstała w Gdańsku, kształcąca do 1920 r. szyprów i nawigatorów. Od 1826 mieściła się przy ulicy Karpiej.

Najczęściej czytane