wiadomości

stat

Gdyńskich ofiar "Czarnego Czwartku" można było uniknąć

artykuł historyczny

Jeśli przyjrzymy się przebiegowi protestów robotniczych w Gdyni 15 grudnia 1970 r., widać wyraźnie, że masakry robotników, do której doszło dwa dni później, można było uniknąć.



Decyzja o podwyżkach cen 46 grup towarów przekazana Polakom na dzień przed jej wprowadzeniem była iskrą, która przyczyniła się do wybuchu demonstracji robotniczych w grudniu 1970 r.
Decyzja o podwyżkach cen 46 grup towarów przekazana Polakom na dzień przed jej wprowadzeniem była iskrą, która przyczyniła się do wybuchu demonstracji robotniczych w grudniu 1970 r.
W 1970 r., pomimo 25 lat od zakończenia wojny, ludziom w Polsce żyło się coraz trudniej. Młode społeczeństwo (średnia wieku wynosiła 27,5 roku) cierpiało przez zastój gospodarki. Pensja pracownika fizycznego praktycznie nie rosła. Rosły za to ceny podstawowych towarów, na które np. mieszkańcy województwa gdańskiego przeznaczali średnio ok. 70 proc. swoich wydatków.

W Gdyni trudności te były nad wyraz widoczne. W 190-tysięcznym mieście ponad 40 proc. ludności stanowili ludzie poniżej 25. roku życia. Znakomita większość z 95 tys. zatrudnionych pracowała w największych przedsiębiorstwach państwowych: Stoczni im. Komuny Paryskiej (9 tys. pracowników i ok. 1 tys. uczniów), Dalmorze, Morskiej Obsłudze Radiowej Statków, Przedsiębiorstwie Budowy Urządzeń Chłodniczych, Gdyńskiej Stoczni Remontowej, porcie czy PLO. Wielu z nich przybyło na Wybrzeże w poszukiwaniu lepszych warunków pracy i życia.

Ta ogromna rzesza stanowiła potencjalne zarzewie protestu lub strajku.

Niepokój społeczny można było odczuć już jesienią 1970 r. Brakowało węgla, koksu i gazu, a w sklepach - mięsa, wędlin, masła, kawy, czekolady itd. Zmniejszono przydziały mięsa do gdyńskich lokali gastronomicznych, Gdyńskiej Hali Targowej i stołówek zakładowych.

12 grudnia 1970 r. ogłoszono w prasie "zmianę cen detalicznych niektórych artykułów spożywczych i przemysłowych". Oznaczało to podwyżki, które miały wejść w życie na drugi dzień. Podniesiono ceny 46 grup towarów, w tym mięsa, mąki, przetworów mlecznych, dżemów, kaszy, czy makaronów. Równocześnie obniżono ceny 40 grup towarów, które nie były jednak towarami pierwszej potrzeby, np. pralek, lodówek czy odkurzaczy.

W poniedziałek 14 grudnia 1970 r. rozpoczęły się pierwsze manifestacje stoczniowców w Gdańsku. Robotnicy kilku wydziałów stoczni im. Lenina oraz innych przedsiębiorstw maszerowali pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. W śródmieściu Gdańska miały miejsce zamieszki, w których uczestniczyło ok. 15 tysięcy osób. Manifestacje miały niezwykle burzliwy charakter - podpalano samochody i sklepy, zdemolowano dworzec PKP, a agresja słowna przeradzała się w brutalne starcia uliczne. SB niejednokrotnie prowokowała grupy robotników.

Władze użyły milicji i wojska, by do późnych godzin nocnych z 14 na 15 grudnia spacyfikować manifestacje.

Jerzy Kowalczyk, z zawodu elektromonter, został zatrzymany w nocy z 15 na 16 grudnia jako członek Głównego Komitetu Strajkowego dla Miasta Gdyni w Zakładowym Domu Kultury Zarządu Portu Gdynia. Zdjęcie wykonane w areszcie śledczym w Wejherowie w dniu 19 grudnia 1970 r.
Jerzy Kowalczyk, z zawodu elektromonter, został zatrzymany w nocy z 15 na 16 grudnia jako członek Głównego Komitetu Strajkowego dla Miasta Gdyni w Zakładowym Domu Kultury Zarządu Portu Gdynia. Zdjęcie wykonane w areszcie śledczym w Wejherowie w dniu 19 grudnia 1970 r.
Bunt w Gdańsku stanowił inspirację do strajku dla pracowników gdyńskich przedsiębiorstw. 15 grudnia, do ok. godz. 8, przed budynkiem Rady Zakładowej Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni zebrało się ok. 3 tys. pracowników. Pikietowali, dyskutowali i wznosili okrzyki.

Nawoływania dyrekcji stoczni do powrotu do pracy nie przyniosły efektu, bo większość manifestujących pomaszerowała w kierunku śródmieścia miasta.

W tym czasie wyruszyła manifestacja z Gdyńskiej Stoczni Remontowej w liczbie ok. 450 pracowników. Oba pochody spotkały się na wysokości ul. Polskiej, po czym ulicami Chrzanowskiego, Wendy i Portową skierowały się do centrum. Co ciekawe, maszerujący robotnicy śpiewali "Międzynarodówkę" oraz "Marsz Gwardii Ludowej".

Jerzy Kowalczyk pracował wtedy w Dalmorze: - Kiedy zbliżaliśmy się do Urzędu Miejskiego, Edmund Hulsz zakomunikował, że udajemy się wszyscy pod Komitet Miejski PZPR, aby przeprowadzić rozmowę z I sekretarzem KM PZPR.
Do rozmów jednak nie doszło, bo pierwszy sekretarz partii - Hugon Malinowski - uciekł ze swojego gabinetu, znajdując schronienie w siedzibie dowództwa Marynarki Wojennej przy ul. Waszyngtona. Bał się, że może dojść do eskalacji działań strajkujących, tak, jak to miało miejsce w przypadku wydarzeń w Gdańsku.

Drugi przemarsz przez ul. Świętojańską wywołał już reakcje postronnych ludzi. Wychodzili na ulicę i klaskali z okien, śpiewając razem z protestującymi "Rotę" oraz "Boże, coś Polskę".

Kiedy protestujący wypełnili szczelnie plac przez urzędem, zaczęto wzywać przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni - Jana Mariańskiego. W tym samym czasie, od strony ul. Bema, przyjechał pluton marynarzy, by ochraniać budynek urzędu. Wywołało to oburzenie i konsternację wśród strajkujących.

Mariański wyszedł na balkon, ale jego wypowiedź była zagłuszana przez skandujących. Po chwili zaproponował, by strajkujący wydelegowali pracowników - reprezentantów swoich zakładów pracy. Prosił również, by nie niszczyć miasta, bo "to polskie miasto".

Protokół porozumienia podpisany między strajkującymi i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni.
Protokół porozumienia podpisany między strajkującymi i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni.
Do budynku urzędu weszło kilkunastu pracowników, w tym m.in. K. Muskała, W. Ilnicki, M. Walas, Krzysztof Bojko oraz przypadkowo 16-letni uczeń liceum Sławomir Grześkowiak. Po chwili do delegacji dołączyli wywoływani z tłumu Sławomir Słodkowski ("Brodacz, brodacz!") oraz Edmund Hulsz, którego milicjanci nie chcieli wpuścić do budynku urzędu ("Mundek, Mundek, idź do góry!"). Delegacja podzieliła się na dwie grupy - "negocjujących" oraz "ochronę". Jerzy Kowalczyk był jednym z "ochroniarzy".

Kiedy w Gdyni robotnicy rozmawiali z przewodniczącym Mariańskim, w Gdańsku podpalono budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Były już ofiary i kilkudziesięciu rannych. Mariański wiedział, co dzieje się w Gdańsku, dlatego był roztropny i pełen zrozumienia dla robotników.

Moment rozpoczęcia negocjacji z Mariańskim należy uznać za początek zorganizowanego strajku gdyńskich zakładów pracy. Sporządzono "Protokół porozumiewawczy między delegacją siedmioosobową zakładów pracy Stoczni Komuny Paryskiej, Stoczni Remontowej, Zarządu Portu i Dalmoru z przedstawicielami Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni spisany w dniu 15 grudnia 1970 r. w Prezydium MRN w Gdyni".

Po podpisaniu protokołu, Jan Mariański oraz Edmund Hulsz wyszli na balkon, gdzie ten drugi odczytał treść porozumienia. W tłumie wybuchła euforia. Mariański wygłosił przemówienie, które zakończył słowami: "Robotnicy, jestem z wami!" Edmund Hulsz natomiast stał się niekwestionowanym liderem strajku.

Powrotowi strajkujących przez ul. Świętojańską przewodniczył Stanisław Słodkowski. Około godz. 14:30 odbył się zaplanowany wiec na terenie portu rybackiego, gdzie Hulsz odczytał treść porozumienia. Prosił również o zachowanie spokoju, nawoływał inne zakłady pracy do podjęcia akcji strajkowej oraz tworzenia w zakładach komitetów strajkowych. Po tym wystąpieniu, pracownicy innych przedsiębiorstw opuścili teren portu.

W "Dalmorze" powołano Zakładowy Komitet Strajkowy w składzie Bogdan Palicki, Krzysztof Bojko oraz Henryk Dymek. W Gdyńskiej Stoczni Remontowej na czele komitetu stanął Jerzy Tarachowicz, a w Stoczni Komuny Paryskiej Stanisław Słodkowski ogłosił strajk okupacyjny.

W "Dalmorze" Jerzy Kowalczyk zaproponował, by w Zakładowym Domu Kultury zorganizować zebranie międzyzakładowego komitetu strajkowego. Uzgodniono, że odbędzie się ono o godz. 16.

W sali widowiskowej Zakładowego Domu Kultury zebrało się ponad 300 osób. Robotnicy w niewielkich grupach z poszczególnych zakładów zaczęli dyskutować i spisywać swoje roszczenia. Stanisław Słodkowski ogłosił propozycję utworzenia wspólnej organizacji zakładowej o nazwie Główny Komitet Strajkowy dla Miasta Gdyni. Na przewodniczącego desygnowano i wybrano w wolnym głosowaniu Słodkowskiego. Jego zastępcą zostali Włodzimierz Ilnicki i Edmund Hulsz, a sekretarzami Jerzy Kowalczyk i Marek Piasecki. Łączna liczba członków Głównego Komitetu Strajkowego wyniosła 33 osoby.

Około godz. 18 do Zakładowego Domu Kultury przyszedł dyrektor Zarządu Portu Gdynia Zygmunt Rosiak, a o godz. 19 Jan Mariański z Edmundem Hulszem. Mariański zaproponował wsparcie strajkującym, m.in. użyczając służbowego samochodu i pożyczając maszynę do pisania. Utwierdził strajkujących w przekonaniu, że ich działalność jest legalna i mogą dalej pracować.

Notatka SB-eka zawierająca relację z przebiegu wydarzeń w Gdyni 15 grudnia.
Notatka SB-eka zawierająca relację z przebiegu wydarzeń w Gdyni 15 grudnia.
Komitet rozpoczął formułowanie nowych postulatów strajkowych. Powtórzono prawie wszystkie punkty z wyłączeniem postulatu Hulsza dotyczącego wyboru nowych związków zawodowych.

Postulaty zakończono słowami: "Zwracamy się do Was o niedopuszczenie przez właściwą Waszą postawę do wystąpienia podobnych ekscesów chuligańskich, jakie miały miejsce w Gdańsku, w wyniku których została przelana krew i zniszczone Nasze dobro. Ekscesy te zdecydowanie potępiamy, jednocześnie zaś solidaryzujemy się z żądaniami ludu pracy m. Gdańska."

Główny Komitet Strajkowy stał się tym samym pierwszym, niezależnym, oddolnie zorganizowanych głosem i reprezentacją pracowników w Polsce. Powstał ośrodek decyzyjny, który miał władztwo nadane przez najważniejsze zakłady pracy w Gdyni. Stanowił tym samym władzę inną niż partyjna i nie można go było zakwalifikować jako chuligańskiej rewolty bądź kontrrewolucji.

Był to więc ewenement, na który władze partyjno-rządowe nie mogły się zgodzić. Zdecydowano o aresztowaniu Głównego Komitetu Strajkowego.

Jerzy Kowalczyk wspomina: "Zbliżała się północ, gdy usłyszeliśmy potworny huk łamiącego się drzewa i pękających szyb. Nim się zorientowaliśmy co się stało, otworzyły się w naszej sali drzwi i zobaczyliśmy wchodzących do środka wściekłych z pianą na ustach milicjantów, którzy krzyczeli, aby się nie ruszać. (...) Łapiąc nas za włosy, przewracając na podłogę, zaczęto nas bić pałkami i kopać. Ci, którzy nie stawiali oporu byli sprowadzani po schodach na dół. Widziałem jak dwóch milicjantów trzymając się za ręce skakali po Edmundzie Hulszu. Widziałem także jak w brutalny sposób bito i kopano Włodzimierza Ilnickiego, który stawiał im opór.

Jeżeli chodzi o mnie, muszę się przyznać, że broniłem się za wszelką cenę. Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, złapałem stolik i rzuciłem nim w milicjantów, którzy pastwili się nad Hulszem i Ilnickim. (...) Dopóki starczyło sił, to się broniłem, ale w końcu i mnie przewrócono."

W taki sposób, po około siedmiu godzinach działalności, Główny Komitet Strajkowy dla Miasta Gdyni przestał istnieć. Członkowie Komitetu zostali siłą przewiezieni do Aresztu Śledczego w Wejherowie.

Najsłynniejsze zdjęcie z grudniowej masakry na ulicach Gdyni, wykonane 17 grudnia 1970 r. Manifestujący robotnicy niosą drzwi z ciałem zabitego 18-letniego Zbigniewa Godlewskiego.
Najsłynniejsze zdjęcie z grudniowej masakry na ulicach Gdyni, wykonane 17 grudnia 1970 r. Manifestujący robotnicy niosą drzwi z ciałem zabitego 18-letniego Zbigniewa Godlewskiego.
SB doskonale wiedziała, co się dzieje w Gdyni. Na każdym etapie gdyńskiego strajku w dniu 15 grudnia 1970 r. funkcjonariusze, bądź ich agenci, raportowali o dynamice wydarzeń - pod domem partii, pod budynkiem Prezydium, podczas pochodów do centrum i do portu, na wiecu w "Dalmorze" oraz o ukonstytuowaniu się Głównego Komitetu Strajkowego.

W notatce służbowej oficer SB zanotował: "Komitet Strajkowy uważał siebie po podpisaniu umowy za legalnie działający".

Można postawić tezę, że informacje przekazywane do MSW i w konsekwencji do Komitetu Centralnego PZPR w Warszawie były zniekształcone. Pokazywały strajkujących z Gdyni jako bandytów, którzy chcą przejąć władzę i stanowić zarzewie ogólnopolskiego buntu. Tylko w ten sposób można wyjaśnić brutalny rozrachunek komunistycznych władz z Głównym Komitetem Strajkowym.

Warto również postawić hipotezę, której jednak nie sposób zweryfikować: działalność Głównego Komitetu Strajkowego mogła się przyczynić do zapobieżenia masakrze robotników w dniu 17 grudnia 1970 w Gdyni. Niewątpliwie jednak, warunkiem sine qua non musiałaby być koncyliacyjna postawa ówczesnych władz. Niestety, stało się inaczej...

Pierwotna, obszerniejsza wersja artykułu, została opublikowana w wydawnictwie Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej "Zeszyty Gdyńskie nr 10".
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (42)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1817 Powstała Królewska Szkoła Nawigacyjna Królewska Szkoła Nawigacyjna powstała w Gdańsku, kształcąca do 1920 r. szyprów i nawigatorów. Od 1826 mieściła się przy ulicy Karpiej.

Najczęściej czytane