• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Dzikus z Jaśkowej Doliny

Paweł Pizuński
15 listopada 2010 (artykuł sprzed 13 lat) 
Na Jaśkowej Dolinie wciąż można znaleźć zakamarki i miejsca, które pamiętają niejedną historię. Na Jaśkowej Dolinie wciąż można znaleźć zakamarki i miejsca, które pamiętają niejedną historię.

Wiosną 1912 roku w Gdańsku zapanowała psychoza strachu. Panią W. napadnięto i zgwałcono w biały dzień, gdy z dwójką małych dzieci spacerowała po Jaśkowej Dolinie. Prasa rozpisywała się o degeneracji obyczajów, a gdy okazało się, że policja nie radzi sobie z wykryciem sprawcy, pojawiły się niepochlebne komentarze.



Mieszkańcy Gdańska domagali się głowy "dzikusa z Jaśkowej Doliny" (tak nazwano sprawcę), a ponieważ nikt im jej nie mógł dostarczyć, w mieście zaczęły budzić się demony. Wieczorami kobiety bały się wyjść na ulicę, a gdy pewnej soboty jakiś podejrzanie wyglądający młodzieniec pojawił się na jednej z alei spacerowych Jaśkowej Doliny, zatrzymano go natychmiast. Na nic się zdały protesty. Doraźnie skrzyknięta straż zaprowadziła go nie na najbliższy posterunek, lecz wprost do gmachu Prezydium Policji.

Tutaj dopiero podejrzanego osobnika wysłuchano. Już przy pierwszej wymianie zdań okazało się, że Tomasz O. ze zbrodnią nie mógł mieć nic wspólnego. Był zwykłym szewcem, któremu bardzo śpieszyło się do domu. Z warsztatu wyszedł w ubraniu roboczym, a później, by nieco skrócić sobie drogę, szedł przez Jaśkową Dolinę.

Mimo że za pomoc w wykryciu sprawcy wyznaczono 2000 marek nagrody, pierwsze tygodnie od zdarzenia upłynęły na bezowocnych polowaniach. Prezydent gdańskiej policji, wyraźnie zdeprymowany pracą swych podwładnych, okazywał coraz większą niecierpliwość. W końcu, w połowie kwietnia 1912 r., zwołał zebranie wszystkich komisarzy i wezwał ich do wytężenia pracy nad sprawą, która - jak to określił - "spokojnym ludziom spać nie daje".

* * *

Był koniec kwietnia, gdy rybacy z Orłowa wyłowili z morza młodego człowieka, który właśnie dokonywał "próby samobójczej". Wskoczył do wody z tak nieporadnie podciętym gardłem, że bez trudu go odratowano i odwieziono do lazaretu. Wraz z nim dostały się tam też jego rzeczy.

Przed samobójczym skokiem do wody desperat zdjął je, związał w kłębek i wrzucił do morza, ale te jakimś cudem nie zatonęły. Kołysały się na powierzchni wody, więc rybacy również i je wyłowili. Nie wiedzieć czemu, każda część garderoby miała wycięte metki i naszywki. Dokumentów desperata nigdzie nie znaleziono, więc ustalenie jego personaliów było trudne.

W lazarecie młodzieniec zachowywał się dziwnie. Był apatyczny, jadł mało i mówił od rzeczy. Lekarze postanowili wysłać go na badania psychiatryczne, wcześniej jednak zainteresowała się nim policja. Tego wszak wymagała procedura. Desperat mógł być przecież poszukiwanym przez prawo przestępcą lub dłużnikiem, który w odmętach Bałtyku szukał ucieczki przed wierzycielami. Dlatego pewnego pięknego dnia do lazaretu pofatygował się komisarz Pokrzywnicki z Sopotu.

Już na początku przesłuchania niedoszły samobójca wydał mu się osobnikiem dość podejrzanym. Chociażby dlatego, że na większość pytań odpowiadał albo "nie pamiętam", albo "nie wiem", albo też "nie rozumiem".

- Jak się pan nazywa? - tak brzmiało pierwsze pytanie.
- Nie pamiętam - padła odpowiedź.
- Skąd się pan wziął w Orłowie? - drugie pytanie.
- Nie wiem - brzmiała odpowiedź.
- Ile ma pan lat? - kolejne pytanie.
- Nie wiem - odpowiedź taka, jak poprzednio.

Pokrzywnicki zdenerwował się trochę.
- Na waszym miejscu zmieniłbym taktykę. Doświadczenie podpowiada mi, że jeśli ktoś tak odpowiada na pytania, to znaczy, że nie jest takim wariatem, za jakiego chce uchodzić.
- Nie rozumiem...
- To proste - Pokrzywnicki wstał z krzesła. - Metki i naszywki usuwają z ubrań ci, którzy pragną zataić swe personalia. To jest działanie świadome, więc nieodpowiednie dla wariata. Tak postępują zwykle ludzie, którzy mają nieczyste sumienie...

Wyszedł z rozległej sali, w której przebywał niedoszły samobójca. Wiedział, że czeka go robota. Ustalanie personaliów różnych osób to najtrudniejsze z zadań, z jakimi zwykle spotyka się policja.

* * *

"Dzikusa z Jaśkowej Doliny" widziały cztery osoby - pani W., jej dwójka małych dzieci i pewna uboga wdowa, która w dniu napadu zbierała chrust w okolicach biegnącego tam toru saneczkowego. Szła od strony wzgórza Wintera, gdy dostrzegła niskiego, krępego mężczyznę lat około dwudziestu. Wybiegł z zarośli, z których chwilę wcześniej dobiegały krzyki pani W. Twarzy gwałciciela wdowa nie pamiętała zbyt dobrze, ale twierdziła, że jego sylwetkę w każdej chwili będzie w stanie rozpoznać.

Ofiara napadu, pani W., sylwetki "dzikusa" w ogóle nie pamiętała, ale za to jego twarz wryła się w jej pamięć bardzo dokładnie. Zapamiętała zarost na policzkach, charakterystyczny kształt nosa, dość długie czarne włosy oraz rozpalone żądzą ciemne oczy. Na podstawie zeznań obu kobiet policja ustaliła rysopis sprawcy, po czym rozesłała go do wszystkich niemal posterunków w okolicy. Każdy z policjantów znał go dobrze przez kilka pierwszych dni po napadzie, ale później co niektórzy nie pamiętali go w ogóle.

Kiedy Pokrzywnicki przypomniał sobie rysopis gwałciciela? Wówczas, gdy niedoszłego samobójcę z Orłowa umieszczono w zakładzie psychiatrycznym w Wejherowie. Znane już wtedy były jego personalia. Z akt, które przesłano mu do Sopotu, wynikało, że człowiekiem, który pod koniec kwietnia skakał w Orłowie do Bałtyku, był Paul Karow, czeladnik rzeźnicki z Oruni. W jednym z pism Pokrzywnicki znalazł nawet jego rysopis. Brzmiał niemal dokładnie tak samo, jak rysopis sprawcy napadu na panią W.

Karow był poczytalny i w pełni zdrowy psychicznie. Tak orzekli lekarze z Wejherowa i wypuścili go na wolność. Karow wrócił do Oruni i tam też go aresztowano. Był bardzo zdziwiony, gdy przedstawiono mu zarzut.

- Jestem niewinny! - krzyknął, gdy zakładano mu kajdany i powtarzał to na okrągło, gdy prowadzono go do policyjnego fiakra.
Wtedy nawet Pokrzywnicki miał wątpliwości co do jego winy, ale kiedy Karowa skonfrontowano z panią W. i z kobietą, która we wtorek 26 marca 1912 r. zbierała chrust w Jaśkowej Dolinie, wątpliwości rozwiały się.

- To on był! To on... - krzyknęła zbieraczka chrustu.
- Jestem prawie pewna, że to on mnie napadł - stwierdziła pani W. i zakryła twarz dłońmi. Rozpłakała się.

* * *

Na posiedzenie sądu przysięgłych, który zajął się sprawą "dzikusa z Jaśkowej Doliny", waliły tłumy. Już na długo przed rozpoczęciem rozprawy sala sądu krajowego w Gdańsku pełna była ciekawskich, a na korytarzu kłębił się tłum takich, którzy daliby wiele, by dostać się do środka. Wszystkich spotkał zawód. Zaraz po odczytaniu aktu oskarżenia prokurator złożył wniosek o wykluczenie jawności posiedzenia z powodu "zagrożenia moralności publicznej" i wniosek został przyjęty.

Sąd obradował kilkanaście godzin, ale żadne szczegóły posiedzenia nie przeniknęły do wiadomości publicznej. Pewno dlatego, że wszystkich przysięgłych zobowiązano do milczenia w tej sprawie. Publiczność wpuszczono dopiero, gdy ogłaszano wyrok. Paula Karowa uznano winnym napaści na panią W. i skazano na 12 lat pobytu w domu poprawy.

O autorze

autor

Paweł Pizuński

- historyk, autor m.in. Pocztu Wielkich Mistrzów Krzyżackich i Pierwszego Pitawala Gdańskiego. Opisywane przez niego historie kryminalne pochodzą z gdańskiej prasy z początku XX w.

Opinie (62) ponad 10 zablokowanych

  • mój pies to Dzikus z Jaśkowej Doliny (4)

    :)

    • 67 15

    • TO PEWNIE TY JESTEŚ TYM NIEUCZCIWYM SPRZEDAWCĄ DZIAŁEK (1)

      I SPRZEDAJESZ JE KILU KLIENTOM NA RAZ CWANIACZKU

      • 0 11

      • TEŻ SIĘ TOBĄ POWINNA ZAJĄĆ POLICJA NIEUCZCIWY SPRZEDAWCO

        ALE MELINA TA JAŚKÓWKA

        • 1 6

    • A JAK TWÓJ PIESIO SIĘ WABI...? (1)

      • 1 0

      • wabi się autor widmo

        i podszywa się pod karciarza

        • 2 1

  • Z Oruni! (1)

    Wiadomo, że jak już ktoś coś zdziała to jest pewnie z Oruni!

    • 81 21

    • No cóż, ludzie,którzy wierzą w stereotypy są troszkę ograniczeni...

      • 12 3

  • (2)

    Przecież w Gdańsku wiekszosc Helmutów to dzikusy..

    • 37 18

    • (1)

      Helmut Adamowicz?

      • 9 3

      • Helmut Jaworski?

        • 5 4

  • pamiętam (1)

    • 22 4

    • i co, fajnie było?

      • 6 1

  • Teraz pełno takich dzikusów (1)

    Można powiedzieć, że średnio to co 2-gi...

    • 34 5

    • dokładnie

      wtedy wystarczył jeden przypadek gwałtu i stawiano na nogi całą policję, a teraz ehhh zdziczenie obyczajów....

      PS. podoba mi się nazwa: "Dom Poprawy" :) to też daje do myślenia, bo obecnie nikt już nie myśli o resocjalizacji

      • 0 0

  • W magistracie można spotkać dzikusów:) (2)

    • 37 2

    • oj tak..i nie tylko tam..na drogach nie wspominajac...

      • 7 0

    • no niestety, i dzikusów musimy czasem obsługiwać

      • 3 6

  • I o to chodzi (4)

    dobry artykuł, dobrze napisany, miło się czyta, więcej takich !

    • 121 3

    • jo ! :) (2)

      • 2 2

      • jo ! :) jo ! :) jo ! :) (1)

        I o to chodzi
        dobry artykuł, dobrze napisany, miło się czyta, więcej takich !

        • 0 0

        • Wejherowoooo

          JO! jojojo jo!

          • 0 0

    • temat dobry, ale czy art napisany dobrze.. przejrzyście, zwyczajnie po prostu..

      • 0 0

  • Dzikusy

    Nasz Sejm to takie Dzikusy z Jaśkowej Doliny

    • 40 3

  • jak u Krajewskiego (5)

    Jak czytałam ten artykuł to podobnie jak w książkach Marka Krajewskiego o Breslau, może warto by także podobne książki o przedwojennym Gdańsku

    • 22 2

    • nie, nie warto

      jedno co warto to ecs
      to warto
      zadluzyc sie warto
      to jedno co warto

      • 3 0

    • :) (2)

      Przeczytaj książkę Marka Krajewskiego i Mariusza Czubaja pt. Aleja samobójców. Trójmiasto współczesne, a nie międzywojenne, ale czyta się z wypiekami na twarzy.

      • 1 0

      • czytałam :) (1)

        • 0 0

        • No to..

          "Róże cmentarne" jeszcze, świeższy wypust owych panów. Pozdrawiam :).

          • 1 0

    • teraz jeszcze jakaś kobieta wydała kryminał Teufel(diabeł) co się dzieje w Jelitkowie chyba

      • 2 0

  • czy ten pomnik na zdjęciu (3)

    ma coś wspólnego z tą historią ?

    • 29 3

    • to pomnik ktory wladze miasta (2)

      postawili dzikusowi. wtedy byly to sanacyjne wladze.

      • 8 1

      • no właśnie (1)

        pamiętaj z kim oni się wtedy kumali ;)

        • 7 2

        • no to można go przepasać

          • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

D-DAY. Okręty Polskiej Marynarki Wojennej w operacji desantowej w Normandii

wystawa

Spacer z Przewodnikiem: Gdańsk - Droga Królewska i ciekawe zakamarki Głównego Miasta

47 zł
spotkanie, spacer

Spacer z Przewodnikiem: Gdańsk - Droga Królewska i ciekawe zakamarki Głównego Miasta

47 zł
spotkanie, spacer

Sprawdź się

Sprawdź się

Który ze statków został zbudowany jako pierwszy w powojennej Polsce?

 

Najczęściej czytane