wiadomości

Z dziejów taksówek w dawnym Gdańsku

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Komisarze RP i Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku

Czytelnicy Trojmiasto.pl lubią komentować artykuły poświęcone taksówkom i taksówkarzom. Ale nie mniej ciekawa jest historia taksówek w dawnym Gdańsku.



Za pierwsze taksówki w Gdańsku można uznać zapewne taradajki. Tak nazywano w mieście w pierwszej połowie XIX w. otwarte powozy zaprzęgnięte w dwa konie, które można było wynająć, by dotrzeć do oddalonych od śródmieścia przedmieść. Każda taradajka była numerowana. Bryczki stały przy dwóch z głównych bram twierdzy, tj. Bramie Wyżynnej lub dziś już nieistniejącej Bramie Św. Jakuba.

Autor wydanego w 1843 r. opracowania "Cały Gdańsk za dwadzieścia srebrnych groszy", Wilhelm Ferdynand Zernecke (w polskim tłumaczeniu A. MasłowskiegoR. Kowalda praca ukazała się w 2010 r.) nie umiał wyjaśnić, dlaczego powozy te miały w Gdańsku tak egzotyczną nazwę. Tymczasem taradajką (też: taradeyką) już w XVIII w. określano na terenach polskich rodzaj małej bryczki czy kolaski, zazwyczaj pozbawionej resorów i dachu. Nazwa miała pochodzić z języka rosyjskiego i brać swoją etymologię... od odgłosu turkoczących po ziemi kół pojazdu.

Taradajka (niem. der Taradei) na rycinie Daniela Chodowieckiego, będącej ilustracją jego dziennika z podróży z Berlina do Gdańska (1773 r).
Taradajka (niem. der Taradei) na rycinie Daniela Chodowieckiego, będącej ilustracją jego dziennika z podróży z Berlina do Gdańska (1773 r).
Taradajki już w latach 70. XIX w. nikną jednak z ulic Gdańska. Pojazdy, które można było wynająć wraz z woźnicą, określane były po prostu jako dorożki (Droschken).

Skomplikowany system naliczania opłat

Zanim wprowadzono pierwsze taksometry (o czym dalej), sposób obliczania należności za kurs był dość złożony. Pod uwagę brano nie tylko odległość do celu (obszar gminy miejskiej podzielono na dwie strefy: A i B), ale też porę dnia, ilość bagaży i... liczbę pasażerów (tych mogło być maksymalnie czworo). Pamiętać bowiem należy, że każdy dodatkowy pakunek przekładał się na cięższą pracę koni, które powóz ciągnęły.

Strefę A wyznaczał przebieg zewnętrznego pasa miejskich fortyfikacji (z czasem rozszerzono ją o zabudowania Cesarskiej Stoczni oraz części Wielkiej Alei). Strefę B stanowiły wszystkie przedmieścia leżące poza murami twierdzy (tutaj też obowiązywały różne opłaty, w zależności od tego, do jak daleko położonej od centrum dzielnicy czy osiedla chciano się udać). Kursy realizowane między 23.00 w nocy a 7.00 rano były z zasady droższe (nawet dwukrotnie), ponadto w tych godzinach można było co najwyżej dojechać do Starych Szkotów oraz do Wielkiej Alei (dziś to al. Zwycięstwa).

W obrębie twierdzy można było zamówić wycieczkę objazdową bądź wynająć powóz z woźnicą na określony czas (tutaj zazwyczaj obowiązywały trzy-cztery zryczałtowane opłaty, w zależności od tego, czy bryczka była wynajęta na 20, 30, 45 czy 60 minut; każda kolejna rozpoczęta minuta powyżej godziny była naliczana według jeszcze innej taryfy).

Z biegiem kolejnych lat widać, że starano się taryfy uprościć (leżało to w gestii policji), dopuszczano także możliwość ustalania cen indywidualnie. Z formalnego punktu widzenia taksówkarzem w XIX-wiecznym Gdańsku, jak się wydaje, mógł być każdy, kto tylko posiadał do dyspozycji powóz z końmi i był mieszkańcem miasta.

W cieniu tramwaju konnego i elektrycznego

Najpóźniej w latach 80. XIX stulecia w Gdańsku funkcjonowało już co najmniej kilka lokalizacji, gdzie podróżni i miejscowi mogli niemal zawsze wsiąść do czekających na nich powozów. Postoje tych konnych taksówek znajdowały się m.in. na Długim Targu, na Targu Drzewnym oraz Węglowym, na ul. Chlebnickiej, Długich Ogrodach i na Podwalu Przedmiejskim.

Dorożki i tramwaj elektryczny na Długim Targu w Gdańsku, pocztówka z drugiej dekady XX wieku.
Dorożki i tramwaj elektryczny na Długim Targu w Gdańsku, pocztówka z drugiej dekady XX wieku.
Z całą pewnością konkurencją dla nich było uruchomienie w Gdańsku wpierw tramwaju konnego (1873 r.), później zaś elektrycznego (1896 r.) i rozbudowa sieci komunikacji miejskiej (w późniejszym okresie, uprzedzając nieco kolejność faktów, także autobusowej).

Pierwsze taksometry

Prawdziwą rewolucję rozpoczął jeden z przedsiębiorców, który jako pierwszy w Gdańsku w 1889 r. wprowadził do użycia taksometry. Za przebycie pierwszego kilometra obowiązywała stała opłata (innymi słowy, odpowiednik dzisiejszej opłaty początkowej), kolejne progi wyznaczał dystans nie 1 km (jak dziś), lecz 500 metrów.

Na początku XX w. pojawiły się nowe zatoczki dla taksówek, m.in. na Targu Siennym, na rogu Korzennej i Targu Kaszubskiego (ten ostatni dziś już nie istnieje), przy Wielkim Młynie, w rejonie współczesnego Huciska, na Nowych Ogrodach, a także sezonowy, przed nieistniejącym dziś już Domem Bractwa Kurkowego (też: Strzelnicą) przy ul. 3 Maja.

"Auto-dorożki" i taksówki na telefon

Drugą rewolucją było pojawienie się oczywiście pierwszych samochodów jako taksówek, które zwane były "auto-dorożkami" (Autodroschken, też: Kraftdroschken). Kiedy na ulice Gdańska wyjechała pierwsza taksówka-samochód? Miało to miejsce najpewniej w 1908 r. - była to taksówka należąca do Gdańskiej Centrali Samochodowej "Stielow&Förster" Sp. z o. o. Była to firma, która jako pierwsza "na poważnie" zajęła się kwestią motoryzacji nad Motławą: była przedstawicielem wiodących marek na całe ówczesne Prusy Zachodnie, otworzyła własne garaże, stacje benzynowe i warsztaty (o początkach motoryzacji czy o stacjach benzynowych w dawnym Gdańsku opowiemy innym razem).

W ślad za "Stielow&Förster" poszli wkrótce kolejni przedsiębiorcy oraz prywatni kierowcy. O ile w 1910 r. była dla tego typu taksówek tylko jedna zatoczka (na Targu Węglowym), o tyle rok później już cztery: poza wymienioną, także na Długim Targu, przed dworcem głównym oraz na rynku we Wrzeszczu.

Kolejna rewolucja w świecie gdańskich taksówek nastąpiła wiosną 1929 r. Uruchomiono wówczas w Gdańsku pierwszy numer telefoniczny, pod który można było zadzwonić i zamówić taksówkę pod wskazany adres ("Autoruf Groß-Danzig"). Usługa obejmowała obszar całego Gdańska i Sopotu.

Równolegle przy najważniejszych postojach taksówek pojawiły się niewielkie kolumienki z miejscem na reklamy oraz ze słuchawką. Z tych bezpłatnych automatów można było zamówić taksówkę także z ulicy, jeśli akurat w zatoczce nie było żadnego pojazdu. W ciągu kilku lat pojawiła się konkurencja - w Gdańsku funkcjonowały zazwyczaj 2-3 podobne firmy, każda prowadząca oczywiście osobny, konkurencyjny numer.

Okres Wolnego Miasta

Początek lat 20. to rozwój demograficzny i urbanistyczny miasta, na ulicach pojawia się więcej samochodów, w tym i taksówek. Trudno jednoznacznie określić, kiedy wypierają one konne powozy. Ma to jednak zapewne miejsce jeszcze w latach 20.

W 1928 r. na terytorium całego Wolnego Miasta (a więc także poza Gdańskiem) było łącznie 200 taksówek-samochodów. W kolejnych latach ich liczba zaczęła spadać, aby w 1936 r. osiągnąć poziom zaledwie 123.

Postój taksówek przed Wielką Zbrojownią, na Targu Węglowym w Gdańsku. Zdjęcie wykonane ok. 1930 r. pochodzi z Archiwum Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Postój taksówek przed Wielką Zbrojownią, na Targu Węglowym w Gdańsku. Zdjęcie wykonane ok. 1930 r. pochodzi z Archiwum Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Podmiotów (zarówno pojedynczych firm, jak i osób fizycznych), które pracowały jako szoferzy lub taksówkarze właśnie, gdańskie książki adresowe między 1929 a 1939 wymieniały zazwyczaj w granicach 70-80.

Wśród nich można wymienić pierwsze organizacje, które można przyrównać do dzisiejszych korporacji taksówkarskich: "Daklę", której nazwa była skrótem od "Danziger Kleinautoverkehrsgesellschaft m.b.H." (dosł. Gdańska Spółka Małej Komunikacji Samochodowej z o.o.), "Auto-Stop" Herberta Freymanna czy Spedycją Samochodową "Błyskawica" (Autospedition Blitz).

Lata II wojny światowej

W 1940 r. w Gdańsku funkcjonowało 14 postojów taksówek: przed dworcem głównym, na Targu Siennym, przy Katowni, na Targu Drzewnym, w rejonie Dworu Artusa zarówno na Długim Targu, jak i od jego zaplecza (na ul. Chlebnickiej), na Nowych Ogrodach oraz przy tzw. Ruinie (przy pozostałościach Bastionu św. Elżbiety), przy ul. Korzennej i na nieistniejącym już dziś pl. Hanzy (w uproszczeniu to rejon dzisiejszego skrzyżowania przy I LO, obok Placu Solidarności).

Poza śródmieściem taksówki mogły parkować w zatoczkach tylko we Wrzeszczu: przy ul. Sobótki, na rynku (okolica C.H. Manhattan) i przy ul. Jesionowej.

Samochody, a więc i taksówki, napędzane gazem drzewnym, pojawiły się na ulicach Gdańska w 1942 r.
Samochody, a więc i taksówki, napędzane gazem drzewnym, pojawiły się na ulicach Gdańska w 1942 r.
W kolejnych latach konfliktu wprowadzono ograniczenia dotyczące kupowania paliwa (na ulicach miasta około 1942 r. pojawiły się także pierwsze samochody napędzane gazem drzewnym), poruszania się po mieście (w związku z obowiązującym zaciemnieniem związanym z zagrożeniem nalotami bombowymi), systematycznie malała też liczba kierowców, powoływanych do wojska czy do pracy na rzecz przemysłu militarnego.

Choć nie dysponujemy obecnie konkretnymi danymi, to wszystko wskazuje na to, że taksówki musiały w ostatnich latach niemieckiego Gdańska praktycznie całkowicie zniknąć z ulic miasta.

Opinie (32) 1 zablokowana

  • (8)

    Tak daleko pamięcią nie sięgam,ale do lat 80 jak najbardziej. Postój taksówek na Targu węglowym a na nim sznur ludzi i zero taksówek. Czy dziś nie jest odwrotnie?
    Mój ojciec na przełomie lat 70/80 jeździł na taksówce. Jeździł uwaga!!! dwa dni w tygodniu a zarabiał tyle,że hoho. Piękne czasy nie tylko dla niego,nie tylko dla taksówkarzy,ale zarobkowo-pracowo chyba dla większości dzisiejszych 50 plus.

    • 21 3

    • a za zarobione pieniądze mógł kupić sobie ocet w Społem (2)

      • 12 12

      • Głupoty opowiadasz. Nie wszystko co piszą i opowiadają "czynniki oficjalne" to prawda.

        • 8 5

      • Jedynie słuszne media czytasz.

        Myśl samodzielnie pókiś młody.

        • 4 3

    • Piękne czasy? Żarty sobie stroisz.

      Chyba dla marynarzy, taksówkarzy, członków pop oraz pracujących w handlu na deficytowych odcinkach.

      • 17 3

    • Tez pamiętam te czasy, taksówek było jak na lekarstwo. Taksówka podjezdzała wsiadała pierwsza osoba a jak było jeszcze miejsce to taksówkarz dobierał kolejne osoby jadace w danym kierunku.

      • 6 0

    • Tego nie chce się komentować

      Zapomniałeś, że większość z kierowców była informatorami wydziału II

      • 7 6

    • Nie chwal się (1)

      Czyli był współpracownikiem SB to tez musisz wiedzieć

      • 6 6

      • Jak choć raz jadłeś szynkę w tamtych latach to oznacza,że Twój ojciec też współpracował?! Głupie to a nawet nie wie.

        • 3 1

  • Z historii trójmiejskich taksówek... (5)

    Rok 1983, późna jesień. Generalnie zimno, pada i w ogóle nieprzyjemnie.
    Ulica Elbląska w Gdańsku. Wraz z żoną w zaawansowanej ciąży wsiadamy do taksówki i zamawiamy kurs do Gdyni, na Karwiny. Pan taksówkarz się odwraca i w te słowa rzecze: ja tam po wiochach jeździł nie będę - wynocha.
    ...
    Jak ja się cieszę że jest Uber!

    • 38 25

    • trzeba było sobie wtedy ubera zamówić (2)

      jak takiś bystry

      • 11 12

      • Jak czytam takie wypowiedzi złotów - też się cieszę że jest Uber!

        • 9 8

      • Ja taki bystry jestem dopiero od niedawna. Wtedy nie byłem.
        :-|
        Co za euglena...

        • 2 0

    • tak to były czasy

      moje chore maleństwo - ok. 3 m-cy, temp. pow. 38 st. stoję na postoju przy obecnej Długie Ogrody, podjeżdża taksówka, wsiadam, podaję adres a on: jadę tylko na Stogi; nie usłyszałam wprawdzie wynocha, ale wcale nie lepiej i nie pomogły prośby czy tłumaczenia; to oni byli panami, a ty !!!!????

      • 7 0

    • Pan takswókarz był wtedy PANEM, wyższą kastą.

      PS- Czy to obecnie czy 200 late temu , złotowa zostanie zawsze złotówą....

      • 6 1

  • Ciekawy artykuł ,jak zresztą wszystkie autorstwa pana Jana

    • 23 0

  • Ciekawe jak wtedy było z kulturą kierowców, zapewne dobrze, jak to w Prusach.

    Bo po wojnie to prawie jak teraz, choć obecnie i tak jest lepiej niż za komuny (no z lokalnymi wyjątkami, jak w Warszawie, gdzie taksówkarze niszczą auta kierowców Ubera) , gdy taksówkarz nie musiał walczyć o klienta, bo nie miał konkurencji w postaci innych korporacji i prywaciarzy. W starej powojennej prasie mnóstwo jest narzekań na taksówkarzy, którzy odmawiali kursów, bo nie chcieli jechać w dane miejsce, albo zatrzymywali się powiedzmy 200 metrów przed punktem docelowym i oznajmiali, że dalej nie jadą, masz płacić i wysiadać.

    • 9 6

  • (3)

    A dziś złotówka jeździ zdezolowanym złomem, myje auto butelką wody na postoju, ma przekręcony taksometr i ma klienta gdzieś.

    • 19 26

    • tak oczywisice

      tak oczywiście znawco tylko wtedy Pan kierowca zarabiał i ludzkie-slumsy omijały auto dalekim łukiem.

      • 0 4

    • Niestety

      Jest w tym racja, dzisiejsi taksiarze to w dużej mierze chamstwo, buractwo i oszukiwanie na km a jeszcze sprawiają wrażenie jakby łaskę robili że wiozą pasażera

      • 6 5

    • Taxi

      Ja mieszkając w Gdansku w latach 70 bardzo często korzystałem z taxi a najczęście Orunia-pętla tramwajowa a dom meblow,wtedy jeździły Warszawy j Wołgi było fajnie i niedrogo,kierowca często się pytał czy moźe dobrac pasaźera (ów)gdyź często jezdzilem sam i nie było cwaniactwa jak teraz.

      • 0 0

  • Swietne sa te artykuly!

    • 7 0

  • Ile dzisiaj może zarobić na czysto taksówkarz ? (2)

    • 2 0

    • Nawet 3 tys bez podatku (1)

      • 2 0

      • Dużo więcej lub mniej, zależne od determinacji, farta i układów.

        • 10 0

  • Pocztówka nr 2 jest chyba o wiek starsza niż napisano.

    • 2 0

  • Ciekawe

    Co będzie z Gdańskiem jak będzie wojna? Poważnie pytam

    • 2 3

  • Kiedyś był węgiel drzewny....

    .... a teraz jest podtlenek ..el pi dzi ....

    • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1932 Poświęcony został kościół Chrystusa Króla opis Zbudowany z polskich składek kościół pod wezwaniem Chrystusa Króla został poświęcony. Budowniczym i pierwszym rektorem został, zaliczany dziś w poczet błogosławionych, ks. Franciszek Rogaczewski, patron przykościelnej ulicy.

Sprawdź się

Jak w krzyżackim gdańsku nazywano różańce?