wiadomości

stat

Wielki Piec jak relacja z XVI-wiecznego Gdańska

artykuł historyczny
Wielki Piec w Dworze Artusa powstał w latach 1545-1546. Jego twórcą był zdun Georg Stelzener.
Wielki Piec w Dworze Artusa powstał w latach 1545-1546. Jego twórcą był zdun Georg Stelzener. fot. Katarzyna Samotyj

Historia i zdobienia Wielkiego Pieca w gdańskim Dworze Artusa odzwierciedlają sytuację wyznaniową w XVI-wiecznym Gdańsku.



Przez lata gdański Dwór Artusa stanowił ośrodek życia towarzyskiego, pełnił także funkcję domu kupieckiego oraz giełdy. Jego świetność trwa do dziś, choć już winnym wymiarze.

Po wojennej zawierusze został częściowo zrekonstruowany, zarówno jeśli mówimy o architekturze, jak i wnętrzu, a także o poszczególnych zabytkach znajdujących się w nim. Jednym z przykładów takich odtworzonych elementów wnętrza Dworu Artusa jest Wielki Piec, któremu przywrócono świetność dopiero 50 lat po wojnie (odbudowa zakończyła się w 1995 roku).

Piec w Dworze Artusa: wielki nie tylko z nazwy



Dzieło powstało w latach 1545-1546. Jego twórcą był zdun Georg Stelzener, który nie bez przyczyny za swojego życia przyjęty został do aż dwóch patrycjuszowskich ław - malborskiej oraz św. Rajnolda.

Piec został posadowiony na kamiennym cokole, w północno-wschodnim narożniku Wielkiej Hali. Liczy pięć kondygnacji i zwęża się ku górze. Nazywany jest wielkim także z racji swych pokaźnych gabarytów: 10 m i 65 cm wysokości (sięgając tym samym aż do sklepienia), 2 m i 25 cm szerokości w podstawie części frontowej.

Utworzone z ceramicznych kafli, oddzielonych od siebie gzymsami, całe bogactwo form zostało jeszcze bardziej uwypuklone dzięki intensywnej żywej polichromii.

Przez wieki budził on podziw i uznanie. W latach 80. XIX wieku okrzyknięty został mianem "króla wszystkich pieców". Dziś uznawane za "najwspanialsze dzieło renesansowe sztuki ceramicznej w Europie".

Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, ale warto też dodać, że wyjątkowe było nie tylko zbudowanie pieca, ale także jego powojenna rekonstrukcja, w którą zaangażowanych było wielu konserwatorów, historyków sztuki, artystów-ceramików, architektów oraz konstruktorów.

Wielki piec tylko częściowo ocalony przed wojenną zawieruchą



Gdy niemieckie miasta stały się celem bombardowań aliantów, zaczęli wywozić cenne zabytki do miejsc nienarażonych na zniszczenia. Wiosną 1943 roku gdańskim konserwatorom udało się zdemontować dwie górne kondygnacje i wywieźć do Kartuz, gdzie znalazły schronienie w poklasztornym refektarzu. Podczas prac ewakuacyjnych wykonano inwentaryzację fotograficzną i rysunkowo-pomiarową zabytku, która po wojnie posłużyła badaczom przy rekonstrukcji.

Niestety w 1945 roku niezdemontowane trzy kondygnacje uległy zniszczeniu, tonąc pod gruzami zawalonego sklepienia.

Rekonstrukcja Wielkiego Pieca po wojnie



Powojenne losy pieca były o wiele szczęśliwsze. Te kafle, które ocalały, a zostało ich jedynie 235 z blisko 500, trafiły do Muzeum Pomorskiego (obecnie Muzeum Narodowego w Gdańsku). W latach 80. ubiegłego wieku przystąpiono do konserwacji wszystkich kafli, w tym też czasie przeprowadzono badania architektoniczne, które wykazały, gdzie znajdował się pierwotnie otwór paleniska - w północnej ścianie Dworu Artusa, a dostęp do niego był od dziedzińca przy ul. Chlebnickiej. Dalsze badania dowiodły, że piec nie był wolno stojący, lecz do trzech kondygnacji dowiązany do ściany tylnej.

Prace konserwatorskie nad kaflami powierzone zostały specjalistom z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Scalając ich fragmenty, udało się uzyskać dodatkowe 200 sztuk. Wykorzystano do tego masę zbliżoną w swoim składzie do oryginału z XVI wieku.

Jak to bywa w przypadku poważnych przedsięwzięć, koncepcji odbudowy Wielkiego Pieca było kilka. Wygrała ta, w której do rekonstrukcji pieca użyto wszystkich oryginalnych elementów. W ostatecznym rozrachunku użyto 520 sztuk kafli, z czego 90 proc. stanowiły oryginały.

W zdobieniach Wielkiego Pieca czytamy jak w atlasie historycznym



Kafle na Wielkim Piecu są ważne, a nawet kluczowe, z bogatego, wyszukanego i konsekwentnie przeprowadzonego programu ikonograficznego zabytku. Oddaje on bowiem ducha czasów, w których powstał, oraz nastroje polityczno-religijne panujące wówczas w Europie i w Gdańsku.

W połowie XVI-wieku Gdańsk był miastem ogarniętym ruchem luterańskim, a dekoracja pieca wyraża te tendencje, zanim jeszcze w 1557 roku król Zygmunt August nadał przywilej swobody tego wyznania. Dekoracja ujawnia również niechętny stosunek protestantów do katolików, co najlepiej zilustrowane zostało na cokole.

Wizerunki zakonników i błaznów umieszczone na cokole Wielkiego Pieca miały obrazować stosunek ówczesnych mieszkańców Gdańska do kondycji ruchu monastycznego.
Wizerunki zakonników i błaznów umieszczone na cokole Wielkiego Pieca miały obrazować stosunek ówczesnych mieszkańców Gdańska do kondycji ruchu monastycznego. fot. Katarzyna Samotyj
Oczom widza ukazują się cztery wizerunki, od prawej: zakonnika, zakonnicy, błazna i kuglarki. Postacie te zgrupowane zostały jakby w parach, a w każdej z par postacie wyraźnie zwrócone są ku sobie. Zestawienie pary błaznów z duchownymi miało ośmieszać tych drugich i niejako odzwierciedlać złe zwyczaje panujące w zakonach, jak choćby nieumiarkowanie (podkreślone poprzez kielich oraz miskę).

Dodatkowo cokół, zarówno po bokach, jak i od frontu, zdobią niewielkie medaliony z antykizującymi męskimi głowami. W ten sposób gdańszczanie chcieli zademonstrować zainteresowanie kulturą antyczną, jak również podkreślić, że Wieczne Miasto Rzym stanowiło dla nich wzór.

fot. Katarzyna Samotyj
Elementem dodanym później, bo w XVIII wieku, jest alabastrowa płasko rzeźbiona tabliczka z wizerunkiem Dyla Sowizdrzała, wędrownego błazna i figlarza, którego postać wywodzi się z folkloru niemieckiego.

Kafel z postacią Dyla Sowizdrzała z gołymi pośladkami umieszczono w takim miejscu, że każdy, próbując objąć cokół pieca, ustami trafiał w pupę tego błazna i prześmiewcy.
Kafel z postacią Dyla Sowizdrzała z gołymi pośladkami umieszczono w takim miejscu, że każdy, próbując objąć cokół pieca, ustami trafiał w pupę tego błazna i prześmiewcy. fot. Katarzyna Samotyj

Reliefowe kafle zdobią wizerunki władców protestanckich i katolickich



Na trzech dolnych kondygnacjach ukazane zostały wizerunki 11 władców europejskich, z których każdy został powtórzony aż 20-krotnie i to w różnych wersjach kolorystycznych. Każda z postaci ukazana została w bogato dekorowanej arkadzie, lecz bez herbu rodowego i insygniów władzy. Ich stroje, gesty, a nawet ruchy ciała przedstawione zostały w zróżnicowany sposób.

Katolicką elitę z wyższych sfer stanowili: Karol V Habsburg i jego żona Izabela Portugalska oraz Ferdynand I.

Piec zdobią kafle z wizerunkami władców ówczesnej Europy. Każdy z nich został zaprezentowany w różnych wersjach kolorystycznych.
Piec zdobią kafle z wizerunkami władców ówczesnej Europy. Każdy z nich został zaprezentowany w różnych wersjach kolorystycznych. fot. Katarzyna Samotyj
Obok ukazani zostali najważniejsi władcy luterańscy, a byli to: książęta sascy - Fryderyk Mądry, katolik, lecz sprzyjający Lutrowi, oraz Jan Fryderyk Wspaniałomyślny wraz z małżonką Sybillą, jak również landgraf Hesji Filip. Postacie te na pierwszy rzut oka trudno rozpoznać, ponieważ nie posiadają one ani insygniów, ani herbu, jak już zostało wspomniane. Dla ludzi w tamtym czasie było to o tyle łatwiejsze, że znali wizerunki władców z grafik, monet, medali oraz dekoracji opraw książek.

Cnoty mieszczańskie, bohaterowie antyczni i biblijni oraz herby



Kafle w czwartej kondygnacji są większe od tych w niższych partiach pieca. Są to alegorie cnót, takie jak: roztropność, umiarkowanie, cierpliwość oraz czystość wyobrażona pod postacią rzymskiej matrony Lukrecji, której samobójstwo przyczyniło się do utworzenia w Rzymie republiki (swoją drogą była ona jedną z ulubionych antycznych bohaterek gdańszczan).

Na najwyższych kondygnacjach pieca znalazły się wizerunki bohaterów antycznych i biblijnych.
Na najwyższych kondygnacjach pieca znalazły się wizerunki bohaterów antycznych i biblijnych. fot. Katarzyna Samotyj
W ostatniej kondygnacji pojawiają się personifikacje Księżyca i bogini Wenus, a poniżej ponownie Lukrecja przebijająca się sztyletem w towarzystwie biblijnej Jael.

Cechą wspólną wszystkich kafli jest to, że sceny zaaranżowane zostały w oprawie architektonicznej w postaci arkad, które w dwóch ostatnich kondygnacjach są o wiele bardziej dekoracyjne niż te, w których ukazani zostali władcy obu obozów.

Szczyt pieca wieńczą herby Rzeczypospolitej, Gdańska oraz Prus Królewskich, które powtórzone zostały w dekoracyjnym fryzie tuż nad cokołem. W ornament roślinny wplecione zostały jeszcze wizerunki centaura oraz trytona flankujące herb Prus, toczą oni ze sobą zaciekły bój.
Ozdobny fryz nad cokołem Wielkiego Pieca w Dworze Artusa.
Ozdobny fryz nad cokołem Wielkiego Pieca w Dworze Artusa. fot. Katarzyna Samotyj

Dekoracje pieca odzwierciedlają sytuację w Gdańsku



Sytuacja w XVI-wiecznym Gdańsku była równie skomplikowana i złożona, co dekoracja pieca. W początkowej fazie reformacji, która także zaczęła docierać do Rzeczypospolitej i Gdańska, duchowieństwo katolickie bardzo wystrzegało się i niechętnie było nastawione do nowych prądów religijnych. Ciosem okazał się fakt, że jednym z pierwszych reformatorów był Jakub Knade, były dominikanin. Zarówno poglądy Knadego, jak i znacznie radykalniejszego Jakuba Hegge zostały stłumione przez władze kościelne, które nie szczędziły wysiłków, aby ostudzić zapał kaznodziejów.

Działania te nie zawsze okazywały się skuteczne, gdyż ludność uwiedziona nowymi ideami demolowała wnętrza kościołów, czego dodatkowym przyzwoleniem była bierna postawa zarówno duchowieństwa, jak i społeczności katolickiej.

Od 1524 roku nastroje w mieście coraz bardziej się zaostrzały i stawały się coraz radykalniejsze. Czarne chmury zawisły nad Kościołem katolickim. Spośród mieszkańców wyłoniło się pięciu samozwańczych kaznodziejów, którym przypaść miało po jednym z kościołów parafialnych. Był to także czas stopniowej likwidacji klasztorów oraz ograniczenia władz proboszczów. Kolejny rok również nie był dla nich zbyt łaskawy, ograniczone zostały im prawa: np. duchowni nie mogli wygłaszać kazań czy słuchać spowiedzi. Ta wyraźna niechęć do katolików przejawiała się także w niszczeniu sprzętów liturgicznych oraz wyposażenia kościołów.

Sytuacja uspokoiła się w momencie, kiedy król Zygmunt Stary przywrócił w mieście dawny ład, a ostatecznie luteranizm stał się zakazany.

Syn Zygmunta Starego, Zygmunt August, okazał się bardziej tolerancyjny dla wyznania luterańskiego niż jego ojciec. Małymi krokami czynione były starania, aby wiarę protestancką w Gdańsku przywrócić i zalegalizować.

Sprawę przesądził pokój augsburski zawarty w 1556 roku oraz przywilej piotrkowski dla szlachty innowierczej - w szpitalach oficjalnie kaznodzieje mogli rozdawać komunię pod dwiema postaciami, co stanowiło podstawowy postulat wiary luterańskiej. W styczniu następnego roku król oficjalnie wydał pozwolenie na tego typu działania, a wiara luterańska uzyskała równe prawa, jak katolicka.

Koniec wieku XVI jest okresem, gdzie w Gdańsku zaczyna powstawać wielowyznaniowy ośrodek religijny, jednakże z przewagą nauk Lutra. Nabożeństwa protestanckie odbywały się już we wszystkich kościołach, za wyjątkiem jednego - Mariackiego.

Pod koniec lat 70. XVI wieku w Gdańsku pojawiać zaczęły się pierwsze większe grupy anabaptystów oraz kalwinów. Ci drudzy, w odróżnieniu od menonitów, wywarli wpływ na władze miejskie, czując się na tyle pewnie, że na przełomie wieków podjęli próbę zdominowania Kościoła ewangelickiego. Nie dają o sobie zapomnieć również katolicy, którzy niestrudzenie toczą bój o kość niezgody, jaką był kościół Mariacki. Do Gdańska zaczęli napływać także arianie i inne mniejsze grupy wyznaniowe.

Z tego powodu katolicy ostatecznie utracili w Gdańsku wszelkie wpływy. Pomimo że w teorii byli na równi z luteranami, to jednak zostali odsunięci i społecznie zdegradowani. Utracili także władzę nad kościołem Najświętszej Maryi Panny, choć udało im się utrzymać w nim stanowisko proboszcza.

Ta utracona pozycja społeczna ciągnęła za sobą też inne skutki: kościoły i budynki klasztorne narażone zostały na zawłaszczenie mimo licznych sprzeciwów duchownych, którzy procesowali się nawet z władzami miasta.

Dziś Wielki Piec nie obrazuje ani nastrojów panujących w Gdańsku, ani też podziału społeczeństwa. Oczywiście nadal należy być świadomym ducha minionej epoki i pamiętać o ideach i przesłaniu, jakie niósł ze sobą ten zabytek. Obecnie stanowi on przykład dobrze przeprowadzonych prac konserwatorskich i rekonstruktorskich, cieszy oczy swoją finezją oraz urzeka kolorystyką, fascynuje programem ikonograficznym, ale i onieśmiela wielkością.

Bibliografia


  1. Sławomir Kościelak, Wolność wyznaniowa w Gdańsku w XVI-XVIII wieku, [w:] Protestantyzm i protestanci na Pomorzu, pod red. J. Iluk, D. Mariańska, Gdańsk-Koszalin, 1997. On-line

  2. Teresa Guć-Jednaszewska, Alina Szpakiewicz, Wielki Piec w gdańskim Dworze Artusa, [w:] Ochrona Zabytków, t. 49/3 (194), 1996, s. 247-250. On-line

  3. Elżbieta Kilarska, Piec we Dworze Artusa w Gdańsku, [w:] Ochrona Zabytków, t. 47/2 (185), 1994, s. 226-228. On-line

Opinie (44)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1755 Pierwsza msza w kościele św. Ignacego W Starych Szkotach w nowo wybudowanym kościele jezuickim pod wezwaniem św. Ignacego odprawiono pierwszą mszę świętą. W 1777 powstała drewniana wolnostojąca dzwonnica.

1901 Otwarto wystawę Sień Gdańska Przy Długim Targu 43 na parterze Nowego Domu Ławy otwarto wystawę zwaną Sień Gdańska. Ekspozycja składa się z ponad dwustu eksponatów ofiarowanych przez Lessera Giełdzińskiego. Dziś wystawa jest częścią kompleksu muzealnego Dworu Artusa.

1975 Ks. Kardynał Karol Wojtyła otworzył i poświęcił Muzeum Diecezjalne W Oliwie w dawnym klasztorze pocysterskim Metropolita krakowski ks. Kardynał Karol Wojtyła otworzył i poświęcił nowo utworzone Muzeum Diecezjalne.

Sprawdź się

Jak w krzyżackim gdańsku nazywano różańce?