• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Skazani na śmierć. Zabił taksówkarza, jego ostatnim życzeniem była spowiedź

Szymon Zięba
30 lipca 2022, godz. 12:00 
Opinie (228)
W Kiezmarku Kubiak polecił Erykowi skręcić nad Wisłę. Będąc na miejscu przy samym brzegu rzeki mężczyzna uderzył taksówkarza rurką w głowę a następnie po wyciągnięciu go z pojazdu związał i po obciążeniu kamieniami - utopił w rzece. Mec. Wrocławski udokumentował widok na miejsce zbrodni z samolotu. W Kiezmarku Kubiak polecił Erykowi skręcić nad Wisłę. Będąc na miejscu przy samym brzegu rzeki mężczyzna uderzył taksówkarza rurką w głowę a następnie po wyciągnięciu go z pojazdu związał i po obciążeniu kamieniami - utopił w rzece. Mec. Wrocławski udokumentował widok na miejsce zbrodni z samolotu.

Zdzisław Kubiak do swojej zbrodni dobrze się przygotował. W torbach podróżnych miał sznur, rurkę metalową, a także odzież na przebranie oraz czyste druki umowy sprzedaży samochodu. W Olsztynie zamówił taksówkę i kazał zawieźć się do Gdańska. W Kiezmarku Kubiak polecił kierowcy skręcić nad Wisłę. Tam uderzył taksówkarza rurką w głowę, ciało utopił w rzece. W październiku 1984 r. Zdzisława Kubiaka powieszono w Areszcie Śledczym w Gdańsku. Jego ostatnim życzeniem była spowiedź.



Kara śmierci w Polsce:

Historię zbrodni sprzed ponad 30 lat opowiada dr Adrian Wrocławski, adwokat oraz adiunkt w Katedrze Prawa Karnego Materialnego i Kryminologii na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizujący się w prawie karnym, kryminalistyce oraz medycynie sądowej.

- Od dłuższego czasu badam stare sprawy, w których orzeczono wyroki śmierci, analizuję je ponownie, odwiedzam miejsca zbrodni, dokonuje ich rekonstrukcji, a także badam zgodność opinii biegłych z ówczesnym stanem wiedzy. Owocem powyższych prac jest powstająca książka, w której wiele spraw z naszego "podwórka" zostanie ponownie przeanalizowanych. Jedną z tych historii jest właśnie sprawa Zdzisława Kubiaka - mówi mec. Wrocławski.

Rozwód



Zdzisław Kubiak w chwili dokonania zbrodni miał 32 lata i mieszkał na co dzień w Szczytnie. Po ukończeniu szkoły średniej pracował nieprzerwanie w różnych tzw. uspołecznionych zakładach pracy. Był pracownikiem konfliktowym i z każdego zakładu pracy (a było ich pięć) odchodził na własną prośbę.

Kubiak utrzymywał się wyłącznie z regularnie topniejących oszczędności. Gdy pieniądze były już na wyczerpaniu, postanowił je zdobyć - na drodze przestępstwa.
Pod koniec 1981 r. Kubiak korzystając z urlopu wypoczynkowego wyjechał do RFN, aby sobie dorobić. W tym też czasie jego żona wniosła pozew o rozwód, który został przez sąd orzeczony. Wracając do kraju przywiózł ze sobą samochód VW Passat, aby rozpocząć intratną w tamtym okresie pracę taksówkarza.

- Z tego też powodu w maju 1982 r. zwolnił się z dotychczasowej pracy w PKS i zdał stosowne egzaminy, aby móc wykonywać nową pracę. Niestety sytuacja się skomplikowała, ponieważ w jego pojeździe zatarciu uległ silnik. Wobec braku części zamiennych naprawa przedłużała się i zimą pojazd dalej nie był naprawiony - opowiada mec. Wrocławski.

Zbrodnia



Kubiak przez ten czas nie pracując, utrzymywał się wyłącznie z regularnie topniejących oszczędności. Pod koniec roku, gdy pieniądze były już na wyczerpaniu, postanowił je zdobyć - na drodze przestępstwa.

- W tym celu 4 grudnia 1982 r. przyjechał do Olsztyna mając w torbach podróżnych narzędzia zbrodni - m.in. sznur, rurkę metalową a także odzież na przebranie oraz czyste druki umowy sprzedaży samochodu - słyszmy od naszego rozmówcy.
Na dworcu PKP w Olsztynie Kubiak wsiadł w taksówkę Fiat 125p o numerze 107 prowadzoną przez 48-letniego Eryka i kazał się zawieźć do Gdańska.

W Kiezmarku Kubiak polecił Erykowi skręcić nad Wisłę. Będąc na miejscu przy samym brzegu rzeki mężczyzna uderzył taksówkarza rurką w głowę a następnie - po wyciągnięciu go z pojazdu - związał i po obciążeniu kamieniami - utopił w rzece.

Łup



Po przeszukaniu samochodu i znalezieniu m.in. 2 tys. zł zdjął oznaczenie "Taxi" i pojechał do Gdańska.

Tam na ul. Prostej odkręcił podstawę taksometru, którą wyrzucił z niepotrzebnymi przedmiotami w przydrożne krzaki. Samochodem następnie podjechał pod dworzec PKP w Gdyni, w którego toalecie się umył oraz przebrał.

Po zjedzeniu śniadania udał się na gdyńską giełdę, gdzie chciał sprzedać samochód na podstawie sfałszowanej w międzyczasie umowy rzekomego kupna taksówki od zamordowanego Eryka.

- Widząc, że na terenie giełdy kręcą się milicjanci, postanowił nie ryzykować i sprzedażą pojazdu zająć się później. Po zaprowadzeniu Fiata do centrum Gdyni, zaparkował go przed blokiem przy ul. Obrońców Wybrzeża, a następnie wrócił do Szczytna - opowiada mec. Wrocławski.
Miejsce parkingowe przy ul. Obrońców Wybrzeża w Gdyni, w którym Kubiak zaparkował skradzioną taksówkę a potem zmieniał w niej tablice rejestracyjne. Miejsce parkingowe przy ul. Obrońców Wybrzeża w Gdyni, w którym Kubiak zaparkował skradzioną taksówkę a potem zmieniał w niej tablice rejestracyjne.
Kubiak wracając pociągiem, przypomniał sobie, że w samochodzie zostawił sfałszowaną umowę nabycia pojazdu. Poza tym uświadomił sobie, że nie było najlepszym pomysłem zaparkowanie w centrum miasta pojazdu, którego zapewne już poszukuje milicja.

- Z tego też powodu Kubiak już 8 grudnia wrócił do Gdyni i zrealizował sprytny plan - zgłosił kradzież tablic rejestracyjnych ze swojego Passata, którym rzekomo przyjechał niedawno do Gdyni i go zaparkował przy ul. Abrahama. Po odebraniu z urzędu tablic zastępczych przykręcił je do skradzionego Fiata i w ten sposób zmienił mu tożsamość - mówi adwokat.

Pech



Miał jednak pecha, gdyż moment montażu tablic zauważyła mieszkanka bloku z naprzeciwka i zadzwoniła na milicję. Od tego momentu los Kubiaka był przesądzony. Wiedząc, że Fiat nie może zbyt długo stać z tablicami należącymi do VW Passata, mężczyzna wrócił do Szczytna, gdzie przygotował sfałszowaną tablicę rejestracyjną.

Ulica Prosta w Gdańsku. Tutaj w zaroślach Kubiak wyrzucił m.in. odkręconą podstawę taksometru a także liście kapusty, które zamordowany taksówkarz trzymał w bagażniku dla swoich królików. Okolica obecnie jest prawie całkowicie zarośnięta i zapomniana. Ulica Prosta w Gdańsku. Tutaj w zaroślach Kubiak wyrzucił m.in. odkręconą podstawę taksometru a także liście kapusty, które zamordowany taksówkarz trzymał w bagażniku dla swoich królików. Okolica obecnie jest prawie całkowicie zarośnięta i zapomniana.
Z tablicą tą wrócił do Gdyni 9 grudnia, chcąc ponownie zamienić numery na Fiacie - numery próbne zdjąć, a w ich miejsce zamontować zupełnie inne. Okazało się jednak, że Fiata przed ul. Obrońców Wybrzeża nie było.

Odholowała go bowiem milicja, która przybyła na miejsce wkrótce po telefonie zaniepokojonej mieszkanki. W tej sytuacji Kubiak postanowił zatrzeć wszystkie ślady prowadzące do niego - dokumenty fiata schował pod dachem nieistniejących już garaży przy ul. Abrahama 86, sfałszowaną umowę kupna-sprzedaży fiata zniszczył, po czym pojechał aż pod Warszawę, skąd odebrał z warsztatu swojego Passata i spalił go w lesie.

Wpadka



Wkrótce po tym został zatrzymany przez milicję. Kubiak początkowo nie przyznawał się do czynu. Twierdził, że przyjechał Passatem do Gdyni i tam pozostawił go na parkingu przy ul. Batorego, gdyż samochód mu się zepsuł, a potem ktoś mu ukradł tablice rejestracyjne.

- Fakt zauważenia go na ul. Obrońców Wybrzeża tłumaczył, że jakiś nieznany mężczyzna poprosił go o naprawę swojego Fiata. Ostatecznie, gdy przyjechał do Gdyni po kilu dniach z częściami zamiennymi do Passata, aby go uruchomić i nim wrócić do Szczytna, okazało się, że samochód ktoś mu z pod ul. Batorego ukradł. Ostatecznie Kubiak jednak "pękł", gdyż ilość dowodów na jego niekorzyść zebrana przez milicję była przytłaczająca - mówi mec. Wrocławski.

Ciało



Przyznał się więc do zbrodni i wskazał miejsce zatopienia ciała, które wyłowiono w Wigilię Bożego Narodzenia 1982 r.

- Ciekawostką jest fakt, że półtora roku wcześniej, niemal dokładnie w tym samym miejscu, poszukiwany "Skorpion" ukradł rower, którym dostał się do Koszwał i tam dokonał napaści na kobietę - słyszymy od mec. Wrocławskiego.
Kubiak "pękł", gdyż ilość dowodów na jego niekorzyść zebrana przez milicję była przytłaczająca
Kubiak w trakcie śledztwa, a potem w trakcie procesu sądowego, twierdził, że nie miał wcześniej zaplanowanej zbrodni, a zamiar zabójstwa i rabunku powziął nagle, gdy taksówka znalazła się przed mostem na Wiśle.

Skrucha?



Do Gdańska zaś miał jechać po to, aby sprzedać zegarki i trochę zarobić. Regularnie wyrażał żal i skruchę. Przeprowadzona obserwacja psychiatryczna wykazała, że w czasie popełnienia czynu miał ograniczoną poczytalność w stopniu nieznacznym ze względu na nieprawidłowe cechy osobowości i współistniejące objawy nerwicowe.

Według biegłych Kubiak był ubogim, egoistycznym psychopatą.

Kara



19 stycznia 1983 r. Zdzisław Kubiak został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności. Sąd nie zdecydował się na orzeczenie kary śmierci, gdyż wziął pod uwagę, oprócz ograniczenia poczytalności, również dotychczasową niekaralność oskarżonego, jego pracowitość i pozytywny wywiad środowiskowy.

Sąd zauważył, że Kubiak wydatnie przyczynił się do ujawnienia przestępstwa, wyraził żal i skruchę i można przyjąć, że nie przejawia cech rażącej demoralizacji.

Poglądu tego nie podzielił jednak Sąd Najwyższy, który na skutek rewizji prokuratora 30 kwietnia 1984 r., po przeprowadzeniu rozprawy, zmienił zaskarżony wyrok i orzekł wobec oskarżonego karę śmierci.

Miejsce parkingowe na parkingu przy ul. Abrahama/ Batorego w Gdyni, z którego - rzekomo - ktoś ukradł jego passata. Miejsce parkingowe na parkingu przy ul. Abrahama/ Batorego w Gdyni, z którego - rzekomo - ktoś ukradł jego passata.
Jak tłumaczy mec. Wrocławski, zdaniem Sądu Najwyższego stwierdzone u Kubiaka psychopatyczne cechy osobowości i reagowanie na nie objawami nerwicowymi nie mogły stanowić przeszkody w orzeczeniu kary eliminacyjnej, jeśli za jej zastosowaniem przemawiały m.in. istotne względy, a zwłaszcza szczególnie wysoki stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu.

- W aspekcie charakteru zbrodni, jej uprzedniego zaplanowania i przygotowania oraz sposobu realizacji, której przyświecał cel zdobycia pieniędzy, to uznać należało, że Sąd Wojewódzki przecenił i wyolbrzymił znaczenie zaburzeń charakterologicznych i nerwicowych, które na przebieg zdarzenia nie miały wpływu i nie rzutowały na niego - mówi mec. Wrocławski.
Stwierdzone u Kubiaka psychopatyczne cechy osobowości i reagowanie na nie objawami nerwicowymi nie mogły stanowić przeszkody w orzeczeniu kary eliminacyjnej
Kubiak doskonale zdawał sobie z celu, jaki mu przyświecał, próbował zalegalizować skradziony pojazd, a po jego zabezpieczeniu przez milicję zacierał dowody nawet "puszczając z dymem" swojego ukochanego Passata.

Wszystko powyższe świadczyło o całkowitej i nieodwracalnej degradacji moralnej sprawcy, a zatem jedyną słuszną karą mogła być kara śmierci. Kubiak po orzeczeniu najwyższego wymiaru kary załamał się i z olbrzymiego stresu cierpiał na bóle brzucha i wymioty.

Śmierć



Regularnie dostawał leki uspokajające, a także był objęty opieką lekarską i wychowawczą. Wobec nieskorzystania przez Radę Państwa z prawa łaski, w dniu 20 października 1984 r. Zdzisław Kubiak został powieszony w Areszcie Śledczym w Gdańsku.

Jego ostatnim życzeniem była jedynie spowiedź. Egzekucja przebiegła spokojnie. Został pochowany na cmentarzu Gdańsk-Łostowice.

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (228)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Strajkowe wspomnienia Sierpniowe

spacer

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Ile lat ma Gdynia?

 

Najczęściej czytane