Północne Kaszuby w mrokach wojny. Część I

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat Północne Kaszuby w mrokach wojny. Część II
Polscy mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska aresztowani przez Niemców we wrześniu 1939 r. Propagandowy napis na zdjęciu określa ich jako partyzantów (Franktireure).
Polscy mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska aresztowani przez Niemców we wrześniu 1939 r. Propagandowy napis na zdjęciu określa ich jako partyzantów (Franktireure).

Brutalność niemieckiej okupacji na Pomorzu wynikała z tego, że Niemcy uważali ten rejon za swój, a mieszkających tu Polaków postrzegali jako uzurpatorów i zagrożenie.



Pomimo podpisania w 1919 r. traktatu wersalskiego Niemcy nigdy nie pogodzili się z jego rozstrzygnięciami, szczególnie dotyczącymi utraty ziem wschodnich.

Uważali, że województwo pomorskie, stanowiące "polski korytarz" oddzielający Prusy Wschodnie od reszty Niemiec, Wielkopolska i Górny Śląsk są jedynie tymczasowo administrowane przez Polskę i kwestią czasu jest ich powrót do Rzeszy Niemieckiej.

Kontestowali również status Gdańska jako Wolnego Miasta pod protektoratem Ligi Narodów, zależnym w pewnych kwestiach (sprawy zagraniczne, polityka celna) również od Polski.

Dlatego też po przyjęciu pierwszej fali przesiedleńców, którzy po I wojnie światowej postanowili wyjechać z ziem przyznanych Polsce, władze Republiki Weimarskiej zaczęły namawiać ludność niemiecką do pozostania na terenach utraconych.

O ile Niemcy w Wolnym Mieście Gdańsku stanowili zdecydowaną większość mieszkańców (ok. 90 proc.), to na Pomorzu stanowili tylko 9-10 proc. wszystkich mieszkańców.

Zgodnie ze spisem ludności z 1931 r. w województwie pomorskim językiem niemieckim posługiwało się 105 400 osób na 1,08 mln mieszkańców.

Przygotowanie do konfliktu z Polską



Po dojściu w 1933 r. Adolfa Hitlera i NSDAP do władzy w Niemczech dobrze zorganizowana mniejszość niemiecka w Polsce, podobnie jak Niemcy sudeccy w Czechosłowacji, nie tylko krzewiła tradycję i kulturę niemiecką.

Oddział Selbstschutzu działający na Pomorzu w 1939 r. Ze zbiorów IPN Gdańsk
Oddział Selbstschutzu działający na Pomorzu w 1939 r. Ze zbiorów IPN Gdańsk
Co czwarty Niemiec mieszkający w II RP należał do pronazistowskich organizacji. Była to "piąta kolumna", utrzymująca tajne kontakty ze strukturami III Rzeszy (SD - służbą bezpieczeństwa SS, Abwehrą i Gestapo) i prowadziła w oparciu o otrzymywane z Berlina instrukcje wrogą wobec Polski działalność. Zajmowali się szpiegostwem, sabotażem oraz prowokacjami, szczególnie częstymi na pograniczu polsko-niemieckim.

Pomorze w przededniu wojny



Ostatnie półtora roku przed wybuchem II wojny światowej przyniosło anszlus Austrii, rozbiór Czechosłowacji i zajęcie Kłajpedy.

Idea "Wielkich Niemiec" zaczęła się ziszczać. Do odzyskania strat terytorialnych na wschodzie, narzuconych traktatem wersalskim, brakowało Gdańska z Pomorzem, Wielkopolski i części Górnego Śląska.

Strona niemiecka liczyła na odzyskanie tych ziem, szczególnie Pomorza, w drodze arbitrażu międzynarodowego. Rząd Niemiec nieoficjalnie proponował Polsce dostęp do morza kosztem Litwy, ale były to mrzonki i nierealne pomysły.

Wysunięte pod koniec 1938 r. i ponowione na wiosnę 1939 r. żądania włączenia Gdańska do III Rzeszy, eksterytorialnej autostrady z Niemiec do Prus Wschodnich przez "polski korytarz" oraz przystąpienie do paktu antykominternowskiego zostały przez Polskę odrzucone.

Żądania te nie były przyczyną, ale pretekstem do wojny, gdyż Niemcy doskonale wiedzieli, jaka będzie odpowiedź. Pomorze Gdańskie z ziem byłego zaboru pruskiego miało dla Polski wyjątkowe znaczenie. Dawało dostęp do morza, a po wybudowaniu w Gdyni portu utrzymanie suwerenności polskiej Pomorza było sprawą narodową pod względem politycznym i gospodarczym.

Wolne Miasto zapleczem Niemiec



Wolne Miasto Gdańsk stanowiło dla Niemców mieszkających na polskim Pomorzu naturalne zaplecze. Na dowód osobisty wjeżdżali do niego bez ograniczeń, a tam - po uzyskaniu odpowiedniego zaświadczenia - mogli zostać lub wyjechać do Rzeszy.

Jeżeli młody Niemiec z Pomorza nie chciał iść do polskiego wojska, to wyjeżdżał do Gdańska i unikał poboru. W Wolnym Mieście ludność polskojęzyczna stanowiła niecałe 10 proc.

Po dojściu Hitlera do władzy w 1933 r. wśród mieszkańców Gdańska gwałtownie wzrosły żądania powrotu do Rzeszy. Wszelkiego rodzaju przejawy polskości w mieście (składnica tranzytowa na Westerplatte, poczta polska, kolej, urzędnicy polscy, w tym inspektorzy celni) były kontestowane.

Dochodziło do napadów na polskich listonoszy, niszczono skrzynki pocztowe, ludzie bali się mówić po polsku na ulicy, w sklepach, w kawiarniach i restauracjach.

Tuż przed wybuchem wojny szef gdańskiego okręgu partii narodowo-socjalistycznej (NSDAP), gauleiter Albert Forster mianował się głową państwa w Wolnym Mieście (staatsoberhaupt). Fakt ten był pogwałceniem nie tylko konstytucji Wolnego Miasta Gdańska, ale też naruszał konwencję polsko-gdańską.

Z Prus Wschodnich na obszar Wolnego Miasta przerzucano broń z pominięciem kontroli polskich inspektorów celnych. Przeznaczona była dla nowo rekrutowanych formacji nazistowskich, przyszłej SS - Heimwehr Danzig i specjalnego oddziału szturmowego - Wachsturmbann dowodzonego przez Kurta Eimanna, SS-mana przerzuconego z Niemiec do Gdańska.

Listy proskrypcyjne Polaków z Pomorza



Już w 1937 r. Niemcy zaczęli układać listy proskrypcyjne, na których umieszczali nazwiska Polaków przeznaczonych do aresztowania i zamordowania z chwilą wkroczenia wojska do Polski.

Fragment strony tytułowej "Specjalnej księgi Polaków ściganych listem gończym" i strony nr 3 spisu ściganych osób na literę "A" jako przygotowanej listy proskrypcyjnej wrogów III Rzeszy z lipca 1939 r. autorstwa Reichskriminalpolizeiamt w Berlinie.
Fragment strony tytułowej "Specjalnej księgi Polaków ściganych listem gończym" i strony nr 3 spisu ściganych osób na literę "A" jako przygotowanej listy proskrypcyjnej wrogów III Rzeszy z lipca 1939 r. autorstwa Reichskriminalpolizeiamt w Berlinie.
W ich sporządzeniu aktywny udział wzięła mieszkająca w Polsce mniejszość niemiecka. Do momentu wybuchu wojny na listach znalazło się ponad 61 tys. nazwisk działaczy politycznych, księży, powstańców śląskich i wielkopolskich, aktywistów plebiscytowych, członków Związku Polaków w Niemczech i Polskiego Związku Zachodniego, Towarzystwa "Sokół", ludzi kultury, sztuki i nauki oraz tych, którzy byli "wrogo nastawieni do niemczyzny".

Rok później spośród tych Niemców z polskim obywatelstwem, którzy odbyli służbę zasadniczą lub przeszkolenie wojskowe, zaczęto tworzyć tajne oddziały Selbstschutz ("samoobrona").

Szkolenie członków Selbstschutz na Pomorzu kilka miesięcy przed wybuchem wojny. Zdjęcie z archiwum Karla Hoeffkesa-AKH (Agentur Karl Hoeffkes).
Szkolenie członków Selbstschutz na Pomorzu kilka miesięcy przed wybuchem wojny. Zdjęcie z archiwum Karla Hoeffkesa-AKH (Agentur Karl Hoeffkes).
Na przełomie 1938/39 roku w pomorskich lasach odbywały się szkolenia ochotników przez przybyłych z Wolnego Miasta instruktorów. Grupy te już na wiosnę podjęły działalność sabotażową i wywiadowczą na rzecz Berlina.

Tragedia września 1939 roku



1 września 1939 r. północne tereny województwa pomorskiego zostały zaatakowane z dwóch stron - od zachodu na linii Żarnowiec - Strzebielino - Strzepcz - Sierakowice i od wschodu z terytorium Wolnego Miasta Gdańska.

Przewaga sił lądowych wroga była ogromna. Od zachodu parł 28-tysięczny korpus gen. Kaupischa, a od wschodu liczące 12 tysięcy żołnierzy siły dowodzone przez gen. Eberhardta.

Lądową Obronę Wybrzeża, dowodzoną przez płk. Stanisława Dąbka, stanowiły siły liczące 15 tysięcy żołnierzy.

Stanisław Dąbek, pułkownik piechoty Wojska Polskiego, dowódca Morskiej Brygady Obrony Narodowej i p.o. dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża podczas kampanii wrześniowej. Odebrał sobie życie strzałem w głowę 19 września 1939 na Kępie Oksywskiej.
Stanisław Dąbek, pułkownik piechoty Wojska Polskiego, dowódca Morskiej Brygady Obrony Narodowej i p.o. dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża podczas kampanii wrześniowej. Odebrał sobie życie strzałem w głowę 19 września 1939 na Kępie Oksywskiej.
Druzgocącą przewagę miał wróg w lotnictwie i siłach morskich. Przeciwko 23 wodnosamolotom z bazy w Pucku Niemcy wystawili 120 samolotów stacjonujących na lotniskach w strefie nadmorskiej.

Trzy nowoczesne niszczyciele ("Grom", "Błyskawica" i "Burza") zostały tuż przed wojną wycofane z Bałtyku i skierowane do Anglii. Pozostał tylko "Wicher" i stawiacz min "Gryf", sześć trałowców, dwie kanonierki oraz pięć okrętów podwodnych.

Ogółem Morska Obrona Wybrzeża liczyła 17 tys. marynarzy i żołnierzy. Jednostki te wraz z siłami lądowymi podlegały Dowództwu Obrony Wybrzeża kierowanej przez kadm. Józefa Unruga.

Oficerowie polscy w niewoli niemieckiej w Oflagu Colditz. Od prawej: płk Antoni Durski-Trzaska, płk Mieczysław Mozdyniewicz, adm. Józef Unrug, gen. Tadeusz Piskor, płk Władysław Smolarski, kmdr Marian Majewski.
Oficerowie polscy w niewoli niemieckiej w Oflagu Colditz. Od prawej: płk Antoni Durski-Trzaska, płk Mieczysław Mozdyniewicz, adm. Józef Unrug, gen. Tadeusz Piskor, płk Władysław Smolarski, kmdr Marian Majewski.
Morskie siły niemieckie w rejonie działań wojennych liczyły 29 tys. marynarzy i  dysponowały 2 pancernikami, 11 niszczycielami, 2 okrętami artyleryjskimi, 11 torpedowcami, 24 trałowcami i 10 okrętami podwodnymi.

Wejherowo i Puck zostały zajęte przez wojska niemieckie 9 września, a Gdynia - 14 września. Pięć dni dłużej broniła się Kępa Oksywska, a ostatni punkt oporu - Półwysep Helski - skapitulował dopiero 2 października 1939 r.

W kampanii wrześniowej w obronie polskiego Wybrzeża poległo ponad 3 tys. żołnierzy i marynarzy, a ok. 5 tys. odniosło rany. Ci, którzy przeżyli, w większości trafili jako jeńcy wojenni do obozów. Część została rozstrzelana przez Wehrmacht, jak na przykład jeńcy przed wejherowskim więzieniem.

W czasie trwania kampanii wrześniowej ginęła też ludność cywilna. Naloty lotnicze na Gdynię i Puck, których celem były obiekty wojskowe (port wojenny z cumującymi okrętami i dywizjon hydroplanów w Pucku), nie oszczędziły cywili. Rozstrzelano kilkunastu cywili w Wielkiej Wsi oraz w Rumi i Zagórzu.

Operacja "Tannenberg"



Straszniejsze były aresztowania uruchamiane zgodnie z listą proskrypcyjną z chwilą wkroczenia wojsk hitlerowskich do pomorskich wsi i miast.

W ramach operacji "Tannenberg" tuż za Wehrmachtem wkraczały specjalne oddziały policji bezpieczeństwa, przydzielone do każdej z pięciu armii, które zaatakowały Polskę. Nazwano je einsatzgruppe (specjalne oddziały zadaniowe). Ich zadaniem było zwalczanie wrogich elementów na zajętych terenach i zapewnienie bezpieczeństwa na tyłach wojsk niemieckich.

Na Śląsku i w Wielkopolsce utworzono specjalne grupy do pacyfikacji tych ziem, a na Pomorzu - konkretnie w Gdańsku - w połowie września samodzielną grupę, którą nazwano Einsatzkommando 16 (EK-16). Jej szefem został Rudolf Tröger, dotychczasowy kierownik policji kryminalnej Wolnego Miasta Gdańska, która de facto była ekspozyturą berlińskiego Gestapo.

Grupa składała się z około 100 osób, przede wszystkim funkcjonariuszy Gestapo i Kripo. EK-16 zorganizowało 18 obozów dla internowanych, w których więziono Polaków i Żydów aresztowanych w ramach operacji "Tannenberg" i kolejnej akcji pod nazwą Intelligenzaktion Pommern. Na północy Kaszub takie obozy utworzono w Gdyni, Pucku i Wejherowie.

Obrona Westerplatte i Poczty Polskiej w Gdańsku



Do rangi symbolu urosły heroiczne obrony polskich placówek w Wolnym Mieście Gdańsku. Składnicy tranzytowej na Westerplatte broniła przez siedem dni polska załoga licząca ponad 200 żołnierzy, a poczty polskiej 53 pocztowców i jeden kolejarz przez 14 godzin, odpierając brutalny atak formacji policyjnych i gdańskich esesmanów. W obronie Westerplatte poległo 23 żołnierzy, a rannych było ok. 50. Po kapitulacji oficerowie trafili do oflagu, a żołnierze do stalagów.

Major Henryk Sucharski tuż po złożeniu kapitulacji Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Zdjęcie wykonane 7 września 1939 r.
Major Henryk Sucharski tuż po złożeniu kapitulacji Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Zdjęcie wykonane 7 września 1939 r.
Zgoła inny los zgotowano obrońcom Poczty Polskiej w Gdańsku. W walce zginęło 6 osób, w tym dowódca obrony ppor. Konrad Guderski. Po kapitulacji atakujący zabili dyrektora poczty Jana Michonia i naczelnika Józefa Wąsika wychodzących z białą flagą. Od ran w szpitalu zmarło 6 osób, w tym dozorca budynku i jego 10-letnia wychowanica.

Aresztowano 38 pocztowców, wobec których przeprowadzono groteskowe śledztwo i oddano pod sąd polowy, który skazał ich na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano w strzelnicy na Zaspie, a ciała zakopano, maskując zbiorowy grób.

Obrońcy Poczty Polskiej wyprowadzani po południu 1 września z budynku po zakończeniu walk. 38 z nich Niemcy rozstrzelali niecały miesiąc później.
Obrońcy Poczty Polskiej wyprowadzani po południu 1 września z budynku po zakończeniu walk. 38 z nich Niemcy rozstrzelali niecały miesiąc później.
Rodziny polskich pocztowców oraz ci, którzy nie byli w chwili ataku w budynku, zostali aresztowani i zesłani do utworzonego 2 września 1939 r. obozu Stutthof bądź w najlepszym wypadku musieli opuścić Wolne Miasto jako wypędzeni.

Czterej obrońcy, którym udało się uciec, przeżyli wojnę, ukrywając się.

Skazanie i rozstrzelanie pocztowców było zbrodnią sądową, wbrew konwencji haskiej oraz kodeksowi karnemu Wolnego Miasta Gdańska, który nie przewidywał kary śmierci. Polska placówka pocztowa miała status eksterytorialny, a Niemcy nie wypowiedziały wojny Polsce, tylko ją napadły.

Członkowie gdańskiego SA demontują polską skrzynkę pocztową. Zdjęcie propagandowe, prawdopodobnie z września 1939 roku.
Członkowie gdańskiego SA demontują polską skrzynkę pocztową. Zdjęcie propagandowe, prawdopodobnie z września 1939 roku.
Dopiero w 1995 r. wyroki te były anulowane przez Sąd Krajowy w Lubece, a pocztowcy zostali pośmiertnie zrehabilitowani.

Dopiero po 52 latach podczas prac ziemnych przypadkowo odkryto mogiłę zabitych pocztowców.

Masowe aresztowania mieszkańców Pomorza



We wrześniu 1939 r. na zajętym przez Niemcy Pomorzu i w Gdańsku aresztowano ponad 40 tys. Polaków i Żydów. Dokonywały tego różne formacje: żandarmeria wojskowa, Einsatzkommando, Gestapo, Kripo i Selbstschutz.

Po pobycie w obozach internowanych wysłano ich do zivilgefangenlager Grenzdorf (Graniczna Wieś), aussenstelle Matzkau (Gdańsk - Maćkowy), zivilgefangenlager Neufahrwasser (Nowy Port) i do Stutthofu. Ponadto część aresztowanych wywieziono wraz z jeńcami do Rzeszy.

Wizyta Heinricha Himmlera w obozie Stutthof, 1941 r. Fot. z archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie.
Wizyta Heinricha Himmlera w obozie Stutthof, 1941 r. Fot. z archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie.
Tylko nieliczni aresztowani Polacy zostali zwolnieni do domu. W tym samym czasie ponad 5 tys. osób cywilnych poniosło śmierć, przeważnie przez rozstrzelanie.

Wcielenie Pomorza do III Rzeszy



Dekretem z 8 października Pomorze zostało wcielone do Trzeciej Rzeszy. Ten los podzieliły też województwa poznańskie, śląskie, łódzkie oraz Suwalszczyzna i Północne Mazowsze, włączone do Prus Wschodnich. Łącznie było to 24 proc. terytorium II RP zamieszkałe przez 10,5 mln osób.

Wcześniej, bo już 1 września 1939 r., zostało anektowane Wolne Miasto Gdańsk.

Z pozostałego terytorium Polski zajętego przez Niemców utworzono GG - Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych ziem polskich (Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete).

Zachodnie ziemie II Rzeczypospolitej określono jako eingegliedarte Ostgebiete - "zintegrowane ziemie wschodnie", utracone w 1920 r. na rzecz Polski w wyniku decyzji Entanty.

26 października 1939 r. Militärbezirk Westpreußen (Okręg Wojskowy Prusy Zachodnie) został połączony z Wolnym Miastem Gdańsk oraz z powiatami elbląskim, malborskim, sztumskim, kwidzyńskim i suskim z rejencji kwidzyńskiej Prus Wschodnich.

Nowy okręg administracyjny, podległy bezpośrednio Berlinowi, nazwano Reichsgau Danzig-Westpreussen (Okręg Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie) ze stolicą w Gdańsku. Namiestnikiem (Reichsstatthalter) został Albert Forster, który był też gdańskim gauleiterem NSDAP.

Masowe wysiedlenia z terenów anektowanych



Niemieckie władze prowadziły inną politykę wobec ludności na obszarach włączonych do Rzeszy, a odmienną w Generalnej Guberni. Na terenach włączonych do Rzeszy zamierzano zlikwidować polskość "w znaczeniu narodowym". Z kolei na terenach GG miało to być zrealizowane w okresie późniejszym.

Jeszcze na początku października podjęto decyzję o wysiedleniu ludności polskiej i żydowskiej z Gdańska i Poznania. Na Pomorzu pierwsze przesiedlenia dotknęły Gdynię, której zmieniono nazwę na Gotenhafen (Port Gotów). Tylko w dniach od 12 do 26 października 1939 r. usunięto z miasta ponad 12 tys. osób. Były to tzw. "dzikie wysiedlenia" i dotknęły mieszkańców Orłowa, Witomina, Wzgórza Focha, Kamiennej Góry, Śródmieścia i okolic portu.

Te wysiedlenia miały zabezpieczyć potrzeby biur i mieszkań dla tworzonej administracji niemieckiej.

Zatrzymani gdynianie na skwerze Kościuszki, wrzesień 1939 r., Zbiory Muzeum Miasta Gdyni.
Zatrzymani gdynianie na skwerze Kościuszki, wrzesień 1939 r., Zbiory Muzeum Miasta Gdyni.
Po pierwszej fali nastąpił proces planowego wypędzenia gdynian ze swojego miasta. Ludność została podzielona na trzy grupy:

  1. przeznaczonych do wysiedlenia do GG (Kielce, Lublin, Siedlce i Częstochowa) jako przymusowo deportowanych (aussiedlung),
  2. przeznaczonych do "wewnętrznego rugowania - (verdrängung ) poza Gdynię do ościennych powiatów, kartuskiego i kościerskiego,
  3. pozostawionych w mieście rodowitych gdynian oraz prawie 5 tys. polskich specjalistów z różnych gałęzi gospodarki, niezbędnych dla funkcjonowania miasta i portu, oraz personel medyczny i farmaceutyczny.


Replika ogłoszenia niemieckiego prezydenta policji z 15.10.1939 r. zamieszczona na placu Gdynian Wysiedlonych.
Replika ogłoszenia niemieckiego prezydenta policji z 15.10.1939 r. zamieszczona na placu Gdynian Wysiedlonych.
Pierwsza grupa obejmowała przybyłych do Gdyni po I wojnie światowej spoza Pomorza. W drugiej grupie byli Kaszubi, którzy osiedlili się w mieście za czasów II RP. Ich przesiedlano do miejsc urodzenia lub tam, gdzie mieszkali ich krewni. W ten sposób Gdynię musiało opuścić ponad 50 tys. mieszkańców, a ci, którzy pozostali, byli rugowani ze swoich mieszkań do dzielnic peryferyjnych.

Wypędzeni musieli pozostawić swoje lokale w takim stanie, żeby mogli je zająć przybyli etniczni Niemcy z Estonii i Łotwy w ramach akcji "Dom w Rzeszy" - Heim ins Reich.

Matka z dziećmi, z których jedno spogląda na pozostającego w oddali psa, to główne elementy, z których składa się pomnik upamiętniający przymusowe wysiedlenia gdynian podczas II wojny światowej. Pomnik znajduje się na placu Gdynian Wysiedlonych w Gdyni.
Matka z dziećmi, z których jedno spogląda na pozostającego w oddali psa, to główne elementy, z których składa się pomnik upamiętniający przymusowe wysiedlenia gdynian podczas II wojny światowej. Pomnik znajduje się na placu Gdynian Wysiedlonych w Gdyni. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl
Wysiedlani mogli zabrać ze sobą tylko rzeczy osobiste w podręcznym bagażu o wadze do 25 kg, a "mieszkania należy zostawić otwarte. Klucze mają pozostać w zamkach drzwi domowych, mieszkań i pokoi. Meble i wszystkie należące do mieszkania urządzenia pozostawić należy w pomieszczeniach mieszkalnych. Ponowne wejście do mieszkań i ich urządzeń uważa się za sabotaż...".

Akcja wymierzona w pomorską inteligencję - Intelligenzaktion Pommern



Oprócz akcji wysiedleń i masowych aresztowań październik 1939 r. przyniósł na Pomorzu Gdańskim najbardziej krwawą spośród wszystkich regionalnych operacji eksterminacyjnych, jaką przeprowadzili Niemcy na ziemiach polskich w pierwszym roku wojny.

W ramach planu zniszczenia polskiej warstwy przywódczej, inteligencji, elit kulturalnych i religijnych oraz posiadaczy ziemskich, kupców i kapitalistów do końca kwietnia 1940 r. Selbstschutz Westpreussen i Einsatzkommando 16 wsparte policją porządkową (Ordnungspolizei) oraz wysłani przez Alberta Forstera członkowie Wachsturmbann "Eimann" i SS Heimwehr Danzig zamordowały blisko 40 tys. Polaków i Żydów mieszkających na Pomorzu.

Piaśnica - "Kaszubska Golgota"



Symbolem pomorskiej martyrologii w czasie II wojny światowej stały się egzekucje w Lesie Piaśnickim. Zgodnie z wytycznymi Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy miejsce egzekucji miało znajdować się w oddalonym od siedlisk ludzkim zalesionym terenie, a jednocześnie blisko tymczasowych obozów internowanych. Znajdująca się w Puszczy Darżlubskiej, oddalona o 8 km od Wejherowa i 18 km od Pucka, Piaśnica spełniała te wymogi.

Ofiary zbrodni w Piaśnicy można podzielić na trzy grupy.

Pierwszą stanowiły elity intelektualne Pomorza. Duchowni katoliccy, nauczyciele, dziennikarze, literaci, artyści, lekarze, szlachta, właściciele majątków ziemskich, fabryk i sklepów, działacze kultury.

Ci, którzy byli na listach proskrypcyjnych i którzy "podpadli" miejscowym Niemcom, już w połowie października 1939 r. zostali wywiezieni do obozów przejściowych w Wejherowie i Pucku.

Następnie zostali grupami przewożeni do lasu w Piaśnicy, gdzie plutony egzekucyjne złożone z członków miejscowego Selbstschutzu rozstrzeliwały ich grupami.

11 listopada 1939 r., w dniu Święta Niepodległości, zginęło ich najwięcej, bo ponad trzystu.

Zdjęcie egzekucji dokonywanej przez członków Selbstschutzu w Piaśnicy wykonane przez Waldemara Englera z Wejherowa, który też był esesmanem. Fotografia z Archiwum Państwowego w Gdańsku.
Zdjęcie egzekucji dokonywanej przez członków Selbstschutzu w Piaśnicy wykonane przez Waldemara Englera z Wejherowa, który też był esesmanem. Fotografia z Archiwum Państwowego w Gdańsku.
Drugą grupę stanowili deportowani z terenów III Rzeszy i Protektoratu Czech i Moraw Polacy i Czesi opierający się zniemczeniu oraz niemieccy przeciwnicy ideologii nazistowskiej.

Zimą, na przełomie 1939/40 roku, przywieziono koleją do Wejherowa ponad 10 tys. osób, przeważnie całe rodziny z małymi dziećmi, pod pozorem zakwaterowania w Erholungsheim Piasnitz (dom wypoczynkowy w Piaśnicy) lub obozie przejściowym w Krokowej.

Zamiast tego zostali ciężarówkami wywożeni do lasu i ustawiani nad wykopanymi grobami, a następnie rozstrzeliwani.

Trzecią grupą były osoby psychicznie chore z zakładów leczniczych w Meklemburgii i Pomorza Zachodniego. W ramach akcji "T 4" w Lesie Piaśnickim zgładzono do wiosny 1940 r. ponad 1200 takich osób. Egzekucji dokonywali esesmani z jednostki Eimanna.

Ekshumowane ciała w Piaśnicy, 1946 r. Ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.
Ekshumowane ciała w Piaśnicy, 1946 r. Ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni.
Sprawcami tych zbrodni byli członkowie Einsatzkommando 16 pod dowództwem szefa gdyńskiej komórki Friedricha Classa i esesmani z grupy Kurta Eimanna oraz miejscowy Selbstschutz dowodzony przez Hansa Söhna, kierownika wejherowskiej placówki Gestapo.

Siedziba tej placówki zlokalizowana była przy ul. Krokowskiej, w willi doktora Franciszka Panka. Po wkroczeniu Niemców do Wejherowa willa została zajęta na siedzibę Gestapo i Selbstschutzu, a jej mieszkańcy wypędzeni. Dwie córki doktora Panka, będące nauczycielkami, zostały zamordowane w Piaśnicy 11 listopada 1939 r.

Willa stanowiła centrum koordynacji działań związanych z tą zbrodnią, zaś obecnie mieści się w niej Muzeum Piaśnickie.

Eksterminacja zakończyła się na wiosnę 1940 r. Zaraz po niej Niemcy zaczęli maskować miejsce kaźni poprzez nasadzenia sadzonek drzew i krzewów i poddanie ścisłej kontroli korzystania z terenów leśnych.

Piaśnica stanowiła największe po KL Stutthof miejsce kaźni na Pomorzu w okresie II wojny światowej. Była jedną z pierwszych zbrodni nazistowskich na dużą skalę, a doświadczenie uzyskane w jej wyniku posłużyło Niemcom w realizacji eksterminacji ludności na terenach Generalnego Gubernatorstwa.

Kolejne zbrodnie na Pomorzu w latach 1939-1940



22 marca 1940 r. (w Wielki Piątek) Niemcy wymordowali czołowych działaczy Polonii Gdańskiej i Plebiscytu na Powiślu, Warmii i Mazurach. Polscy patrioci zginęli od strzału w tył głowy (jak w Katyniu) i zostali wrzuceni do dołu w lesie nieopodal obozu KL Stutthof. Na zbiorowych grobach posadzono drzewa, by zatrzeć ślady ludobójstwa.

Wśród 67 ofiar było m.in. dwóch gdańskich księży - Bronisław KomorowskiMarian Górecki oraz polski poseł do gdańskiego Volkstagu Antoni Lendzion.

Od lewej: ks. Bronisław Komorowski, ks. Marian Górecki oraz polski poseł do gdańskiego Volkstagu Antoni Lendzion zamordowani w KL Stutthof w 1940 r.
Od lewej: ks. Bronisław Komorowski, ks. Marian Górecki oraz polski poseł do gdańskiego Volkstagu Antoni Lendzion zamordowani w KL Stutthof w 1940 r.
W roku 1947 i 1979 udało się odnaleźć (ok. 2,5 km od obozu Stutthof) groby pomordowanych. Po ekshumacji szczątki zostały uroczyście pogrzebane na cmentarzu wojennym na Zaspie.

Do kwietnia 1940 r. na Pomorzu zamordowanych zostało od 30 do 40 tys. osób. Dokładną liczbę trudno ustalić, gdyż hitlerowcy zacierali ślady dokonywanych przez siebie zbrodni. Był to wstęp do zorganizowanej akcji depolonizacji (Entpolonisierung) ziem wcielonych do Rzeszy Niemieckiej.

Szybki proces "odpolszczania", szczególnie Pomorza, które rozdzielało Prusy Wschodnie od Rzeszy, miało polegać po pierwsze na eksterminacji warstwy przywódczej, inteligencji i osób wrogo nastawionych do okupanta, po drugie na wysiedleniu ludności napływowej i osadzeniu opornych w obozie lub wysłaniu do pracy w Reichu, a po trzecie na przystąpieniu do niemczenia tych, którzy pozostali.

Przeprowadzony w dniach 3-6 grudnia 1939 r. spis ludności w Okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie (bez Wolnego Miasta Gdańska i ziem włączonych z Prus Wschodnich) wykazał 243 tys. osób przyznających się do narodowości niemieckiej, co stanowiło 17 proc.

Ze 188 tys. osób, które określiły się jako Kaszubi, ponad 100 tys. podało narodowość polską, 81 tys. kaszubską oraz 7 tys. niemiecką.

Pozostałe 1,2 mln osób (71 proc.) przebywających na Pomorzu było Polakami.

Ponowiony pod koniec 1940 r. spis pokazał wzrost o 22 tys. osób przynależnych do narodu niemieckiego (pierwsi przesiedleńcy z Europy Wschodniej) i 1,345 mln osób zaliczonych do ludności polskiej, którą miejscowe władze podzieliły na trzy kategorie.

Pierwszą stanowiła grupa 474 tys. miejscowych Polaków spokrewnionych z Niemcami, drugą stanowili pozostali miejscowi Polacy (783 tys. osób) i trzecią grupą byli Polacy napływowi, których pozostało jeszcze 86 tys.

Późniejszy czas postawił mieszkańców Pomorza przed dramatycznym dylematem moralnym, ale o tym w kolejnym artykule.

Bibliografia

  1. Wiesław Szczurek, "Liczba i rozmieszczenie ludności niemieckiej na Pomorzu w okresie II Rzeczypospolitej", Państwo i Społeczeństwo 2002 nr 2.
  2. Grzegorz Piwnicki, "Polski wrzesień 1939 w Gdyni", Zeszyty Gdyńskie nr 4 2009 Gdynia s. 171.
  3. Janusz Giera, "Znaczenie walk o Pocztę Polską w Wolnym Mieście Gdańsku 1 września 1939 roku w świetle najnowszych badań", Niepodległość i Pamięć 6/2 (15) 45-65 z 1999 r. (Muzeum Historii Polski - bazhum.muzhp.pl).
  4. Agnieszka Zakrzewska, "Zbrodnia sądowa - sprawa Obrońców Polskiej Poczty w Gdańsku", Palestra 47/1-2 (541-542) 89-94 z 2003 r. (Muzeum Historii Polski - bazhum.muzhp.pl).
  5. Monika Tomkiewicz, "Wysiedlenia z Gdyni w 1939 roku", OKŚZpNP Gdańsk Biuletyn IPN nr 12-1 2003 Komentarze Historyczne, s.33-37.
  6. Tomasz Ceran, "Zbrodnia pomorska 1939", Wiadomości Historyczne z WOS nr 4/2017.
  7. Monika Tomkiewicz, "Pomorski Katyń. Zbrodnia w Lasach Piaśnickich", na portalu Przystanek Historia 3.04.2020: przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/64932.pomorski-katyn-zbrodnia-w-lasach-piasnickich.html.
  8. Przewodnik "Piaśnica - Miejsce niemieckich zbrodni na Pomorzu w 1939 roku", Muzeum Stutthof w Sztutowie, Wejherowo 2017.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (105)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Jan Heweliusz mieszkał na Starym Mieście. Należące do niego kamienice położone były przy ulicy: