• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Dowódcy polskich okrętów: Jan Grudziński

Michał Lipka
25 kwietnia 2017 (artykuł sprzed 7 lat) 
Kmdr Jan Grudziński w mundurze kapitana (do stopnia komandora został awansowany pośmiertnie). Kmdr Jan Grudziński w mundurze kapitana (do stopnia komandora został awansowany pośmiertnie).

O polskich okrętach podczas II wojny światowej pisaliśmy wielokrotnie. Jak jednak dobrze wiadomo, okręty "same" nie pływają: wymagają zgranej załogi oraz kapitana. Dlatego w kolejnych artykułach przybliżymy postaci dowódców okrętów spod biało-czerwonej bandery. Dziś jako pierwszego przedstawimy komandora Jana Grudzińskiego.



O bałtyckiej epopei ORP "Orzeł" z września 1939 roku słyszeli nie tylko pasjonaci spraw morskich. Jego brawurowa ucieczka z estońskiego portu w Tallinie na trwałe zapisała się już w historii Polskiej Marynarki Wojennej. Tak samo jak i postać dowódcy tej jednostki.

Jan Grudziński urodził się 3 grudnia 1907 roku w Kijowie. Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, wraz z matką przybył do Lwowa, gdzie przyjęty został do Korpusu Kadetów. Młody Jan już wtedy wykazywał duże zainteresowanie sprawami morskimi, stąd też naturalną koleją rzeczy po zdaniu matury było dla niego przystąpienie do egzaminów do Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu. Jako zdolny uczeń nie miał z nimi większych problemów i 12 lipca 1925 roku zalazł się w gronie podchorążych wydziału morskiego OSMW.

Warto tu zaznaczyć, że obok Grudzińskiego na tym samym roku studiowali m.in. Bogusław Krawczyk (późniejszy dowódca ORP "Wilk"), Romuald Nałęcz-Tymiński (który w operacji pod Dieppe w 1942 roku dowodził ORP "Ślązak") czy Ludwik Lichodziejski (późniejszy dowódca m. in. OORP "Kujawiak" i "Błyskawica").

W 1928 roku Jan Grudziński otrzymał promocję na stopień podporucznika marynarki.

Kapitan Grudziński we włazie swojego okrętu. Kapitan Grudziński we włazie swojego okrętu.
Pierwszym przydziałem było stanowisko dowódcy plutonu w Kadrze Marynarki Wojennej w Świeciu. Od lutego do września 1929 roku Grudziński służył we Flotylli Pińskiej - początkowo jako dowódca Grupy Kutrów Uzbrojonych, a następnie jako dowódca statku uzbrojonego "Generał Szeptycki".

Pobyt w Pińsku nie był długi. 16 września 1929 roku podporucznik Grudziński zameldował się na pokładzie ORP "Czajka". Kolejnym okrętem, na który go przeniesiono był torpedowiec ORP "Podhalanin", gdzie Grudziński objął stanowisko I oficera. Na tym okręcie otrzymał również awans do stopnia porucznika marynarki (1 stycznia 1931 roku). Od 1 kwietnia do 30 lipca 1931 roku, również jako zastępca dowódcy, służył na kanonierce "Komendant Piłsudski". Następnie przyszedł czas na służbę na lądzie - początkowo w Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu (jako oficer kursowy), a następnie jako dowódca Kadry Artylerii Nabrzeżnej na Helu.

Grudziński nieustannie dbał o poszerzanie swojej wiedzy specjalistycznej poprzez udział w licznych kursach: od grudnia 1933 do sierpnia 1934 roku w Kursie Oficerskim Broni Podwodnej, a w 1937 r. w oficerskim kursie podwodnego pływania.

W międzyczasie, 1 stycznia 1936 roku, Jan Grudziński awansowany został do stopnia kapitana marynarki. Ukończone kursy ukształtowały dalszą drogę zawodową młodego kapitana - była nią służba na okrętach podwodnych.

Po przeniesieniu do Dywizjonu Okrętów Podwodnych był kolejno: oficerem broni podwodnej na OORP "Ryś" i "Żbik", następnie zastępcą dowódcy początkowo na ORP "Ryś", a następnie na ORP "Wilk".

Na wszystkich tych stanowiskach dał się poznać jako sumienny, ale wymagający oficer. Przełożeni go doceniali: potwierdzeniem tego mogą być chociażby pochwały do akt od Dowódcy Floty i dowódcy Obrony Wybrzeża.

Zapewne wszystkie te walory zadecydowały, że Grudziński pod koniec 1938 roku wysłany został do Holandii, gdzie trwała budowa ORP "Sęp", na którym miał objąć stanowisko zastępcy dowódcy.

21 maja 1939 roku przeszedł na identyczne stanowisko na najnowszym nabytku polskiej floty - ORP "Orzeł".

W tym czasie dowódcą "Orła" był komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski. Jego historię przedstawimy w oddzielnym materiale - teraz napiszemy tylko, że Kłoczkowski uznawany był za jednego z najlepszych polskich podwodniaków.

10 lutego 1939 roku, ORP Orzeł wpływa do portu w Gdyni. 10 lutego 1939 roku, ORP Orzeł wpływa do portu w Gdyni.
Przy ogromnej wiedzy specjalistycznej był jednak apodyktyczny i nieprzystępny. Do swego zastępcy, podobnie jak i do innych oficerów i marynarzy, miał chłodne podejście. Nie ułatwiało to pracy Grudzińskiemu, który od początku będąc skromnym i cichym (niektórzy historycy wprost nazywają go nawet nieśmiałym) szybko dał się całkowicie zdominować Kłoczkowskiemu, a od załogi dorobił się przezwiska "Panienka".

O planie Worek, czyli rozmieszeniu polskich okrętów podwodnych w przededniu wybuchu wojny, pisaliśmy już niejednokrotnie wskazując, że nie był on przemyślany. Według jego założeń oceaniczny okręt podwodny "Orzeł" zamknięty został na płytkich wodach Zatoki Gdańskiej, pozostając niejako w odwodzie.

Już wtedy dawała o sobie znać niezwykle zachowawcza postawa komandora Kłoczkowskiego, co musiało wzbudzić niepokój u I oficera. Wrześniowa epopeja "Orła" nie trwała długo - u dowódcy okrętu pojawiły się symptomy tajemniczej choroby, a w maszynowni pojawiła się usterka, której nie można było usunąć na morzu.

Czytaj także: ORP Orzeł - od tchórzostwa do bohaterstwa

Zawiadomione dowództwo poleciło wysadzić komandora Kłoczkowskiego na ląd, a jego obowiązki przejąć miał kapitan Grudziński. Dla oficerów sprawa wydawała się prosta - jako że "Orzeł" znajdował się niedaleko szwedzkiego wybrzeża, sugerowali Kłoczkowskiemu, by udał się na ląd łódką. Ten miał jednak inne plany i - mimo sprzeciwu oficerów - zdecydował o wejściu do estońskiego portu Tallin.

Jak wiemy, w Tallinie doszło do dyplomatycznej batalii, w wyniku której zapadła decyzja o internowaniu polskiego okrętu. Jasnym było, że załoga nie zgodzi się na taki obrót sprawy. Kapitan Grudziński szybko podjął decyzję o podjęciu próby ucieczki, do której przygotowywała się cała załoga. Choć wydawać by się to mogło niemożliwe, jednak akcja zakończyła się sukcesem i "Orzeł" odzyskał wolność.

Kapitan Grudziński, jako I oficer, przejął obowiązki dowódcy i to on podjął decyzję o pozostaniu jeszcze na wodach Bałtyku. Liczył, że mimo trudności, może uda się zapisać na swym koncie jakiś sukces bojowy.

Gdy sytuacja okrętu stała się naprawdę trudna, 7 października Grudziński podjął decyzję o przejściu do Wielkiej Brytanii. Z uszkodzonym i pozbawionym map okrętem, ze zmęczoną załogą, był to nie lada sukces. 14 października "Orzeł" bezpiecznie zawinął do brytyjskiego Rosyth, a jego wyczyn stał się głośny w całym marynarskim świecie.

Kapitan Grudziński swym opanowaniem i determinacją zyskał ogromny kredyt zaufania od załogi, stąd też nie może dziwić fakt, iż kierownictwo Marynarki Wojennej w rozkazie z 21 października 1939 r. oficjalnie wyznaczyło go na stanowisko dowódcy ORP "Orzeł".

Po niezbędnym remoncie i włączeniu w skład II Flotylli okrętów podwodnych, polska jednostka szybko wciągnięta została do zwykłej wojennej służby - początkowo jako ochrona konwojów, a następnie na patrole bojowe w rejon Norwegii i cieśnin duńskich. Podczas jednego z takich patroli "Orzeł" zanotował swój największy, poza słynną ucieczką, sukces - jako pierwszy polski okręt podwodny zatopił niemiecki statek - "Rio de Janeiro".

Ósmy patrol, który rozpoczął się 23 maja 1940 roku, był zarazem ostatnim w wykonaniu tego okrętu. Do dziś, mimo licznych akcji poszukiwawczych, jednoznacznie nie określono, co się stało z polskim okrętem i jego załogą. Jedna z najbardziej wiarygodnych hipotez mówi o wejściu na niemiecka minę.

15 marca 1941 roku Jan Grudziński pośmiertnie awansowany został do stopnia komandora podporucznika (ze starszeństwem od 3 maja 1940 roku). Jako jedyny oficer Polskiej Marynarki Wojennej został dwukrotnie odznaczony Orderem wojennym Virtuti Militari. We wspomnieniach tych, którzy z nim służyli lub po prostu go znali, dał się poznać jako odważny i koleżeński oficer, który wiele wymagał od siebie i podległych mu marynarzy.

Pozostaje mieć nadzieję, że kolejna akcja poszukiwawcza wraku ORP "Orzeł" zakończy się sukcesem i że odważny komandor przypłynie ostatecznie do swego lądowego portu w ojczyźnie.

Fragment wiersza "ORP Orzeł" napisany w 1942 r. przez Wiktora Budzyńskiego

Komandorze podporuczniku Grudziński,
Komendy nie dajesz?
W peryskop nie patrzysz 
Przy sterze nie stajesz?
Co się z Tobą stało młody komandorze?
Mapy w kąt rzucone, a załoga we śnie...?
Powstań! - Słyszysz, jak sztorm woła
Ciebie morze!?

Milczysz?... "ORP Orzeł legł na morza dnie". -
Gdzie. Nikt nie wie. - Maj tysiąc 
dziewięćset czterdzieści
Ostatni patrol. Tygodnie czekania,
Tyle nadziei, a tak mało wieści.
Potem komunikat - tylko dwa zdania"
"Okręt podwodny Rzeczypospolitej , walkami
wsławiony.
ORP Orzeł - należy uważać za stracony".

Pozostałe zwrotki wiersza Wiktora Budzyńskiego oraz więcej wierszy na temat "Orła" można znaleźć na forum poświęcony temu okrętowi.

Opinie (21)

  • Polskie okręty podwodne w czasie kampanii wrześniowej (6)

    Polskie okręty podwodne w czasie kampanii wrześniowej to jeden z najbardziej jaskrawych przykładów indolencji naszej kadry dowódczej. Patrząc z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że niepotrzebnie je budowano (za kredyty).
    Podobnie zresztą sprawa miała się z całą naszą flotą. Lepiej by wykorzystano te fundusze na rozwój lotnictwa bądź sił lądowych, względnie jakichś niewielkich okrętów torpedowych.

    • 16 6

    • Bzdura (2)

      totalna.

      • 6 7

      • ile statków/okrętów wroga... (1)

        ... zatopiła cała polska marynarka wojenna podczas II WŚ? No ile, proszę? Jak to się ma do nakładów finansowych jakie zostały poniesione?

        • 1 2

        • Marynarka wojenna

          była w powijakach. Sojusznicy zawiedli. Nec Hercules contra plures. Czyli i Herkules d..., kiedy wrogów kupa.

          • 3 0

    • żadna bzdura (1)

      żadna bzdura. flota w tamtych warunkach to fanaberia. co miała osłaniać albo prze czym bronić ? trzeba było inwestować w czołgi.

      • 3 5

      • Inwestycje

        w cokolwiek nie pomogły by po anszlusie, Czechosłowacji i pakcie Ribbentrop Mołotow. I po stanowisku tych, co nie chcieli umierać za Gdańsk. I współpracy z Niemcami Szwecji, Łotwy itd. I braku woli sojuszników Polski... Uruchom wyobraźnię. Ile czasu walczyła Francja?

        • 1 1

    • Indolencją to błyszczysz ty, abc... Niemcy pomimo zakazów posiadania broni szykowali się do wojny od wielu lat. Taki zorganizowany naród który w dodatku miał charyzmatycznego wodza mydlącego oczy przywódców zachodu. Polska to był biedny kraj, który nie dość że cierpiał na wszelkich konfliktach zbrojnych w całej Europie to jeszcze podnosił się po grabieżach zaborców oraz I wojnie światowej. Brakowało kadry przywódczej, to fakt. Siły zbrojne ledwie co powstawały, dowódcy uczuli się na swoich błędach bo nie mieli wzorca do naśladowania wśród swoich rodaków. Niemniej jednak zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego POLSKA nie musiała się nadmiernie zbroić. Gdyby tak się stało losy II WŚ pewnie byłyby inne. Tylko że to Niemcy okazały się agresorem...

      Co do wydatków? Poczytaj trochę, zagłęb się w historię. To nie polski rząd finansował w głównej mierze budowę okrętów podwodnych. Orzeł powstał w większości z danin zwykłych ludzi. I to nie tych z elit. Przeważnie składki wpłacali zwykli chłopi i drobni mieszczanie. To był pomnik całego narodu.

      W II WŚ brało udział tylko kilka polskich okrętów podwodnych: osławiony ORP Orzeł, a także Wilk, Dzik, Żbik, Sęp, Jastrząb czy Sokół. Tyle okrętów miesięcznie było wodowanych po wybuchu wojny przez każdą z niemieckich stoczni. A tych z kolei było kilkanaście, zarówno na Bałtyku jak i na morzu Śródziemnym.

      Tak więc biorąc pod uwagę fakt, że dorobek liczbowy polskich okrętów po wybuchu wojny już nie wzrósł a niemieckich ruszył z kopyta (w całej wojnie Niemcy stracili ponad 700 u-botów!!!) twoje wołanie o pomstę do nieba w tym temacie mija się więc z celem.

      Fajnie wieszać na kimś koty. Jednak przygotuj się następnym razem do tematu.

      Chwała polskim podwodniakom.

      • 2 2

  • Wrzesień 1939 i zmarnowane szanse wykorzystania okrętów podwodnych (7)

    Plan Worek był w istocie planem nieprzemyślanym i wręcz dyletanckim, tak samo jak naiwnością było oczekiwać, że Niemcy zechcą wysadzać jakiś desant na polskim wybrzeżu, mając je w kleszczach z obu stron lądu. Wiele osób dziś podważa sens posiadania w okresie międzywojennym przez Polskę tak dużych okrętów podwodnych, zwłaszcza oceanicznych Orła i Sępa. Działania we wrześniu 1939 roku w pewnym sensie mogą takie wątpliwości uzasadniać. Bo sukcesów jak na lekarstwo, a trzy jednostki zostały wyeliminowane z dalszych działań na skutek internowania w Szwecji. Tylko, że brak poważniejszych sukcesów wynikał z błędnych założeń dowództwa, a działania naszych podwodniaków w wojnie obronnej 1939 to jaskrawy przykład zmarnowanej szansy. Zamiast wykorzystać je do iluzorycznej obrony wybrzeża, trzeba było zwalczać żeglugę niemiecką i czatować na wrogie okręty w pobliżu baz, a także skrycie postawić tam miny. Ale sprawa ma daleko szerszy kontekst niż się wielu osobom wydaje. Przede wszystkim polska marynarka wojenna w okresie przed 1939 rokiem nie była budowana z myślą o ew. wojnie z Niemcami ! Tworzono ją z myślą o wojnie ze Związkiem Radzieckim. Zgodnie z układem z Francją, w przypadku wojny z Sowietami nasze okręty miały eskortować od wejścia na Bałtyk francuskie statki z zaopatrzeniem wojskowym. Stąd budowa stosunkowo dużych i silnych niszczycieli. Z kolei okręty podwodne, a zwłaszcza Orzeł i Sęp, miały być przeciwwagą dla dużych okrętów wroga, zwłaszcza starych, ale jednak silnych pancerników. Stąd ich duża samodzielność operacyjna i silne uzbrojenie torpedowe. Także stawiacz min Gryf był budowany z myślą o ofensywnym wykorzystaniu przeciwko marynarce radzieckiej. W przypadku wojny z Niemcami dla marynarki za bardzo nie było zastosowania, przejście francuskich statków na Bałtyk było przecież wykluczone. Plan był więc taki, by największe okręty ewakuować do Wielkiej Brytanii, a pozostałe miały bronić wybrzeża. Przykro o tym mówić, ale ta obrona wybrzeża została generalnie źle zaplanowana, choć przy tak dużej przewadze niemieckiej i tak za wiele się zrobić nie dało. Zabrakło pól minowych, operacji okrętów podwodnych na liniach komunikacyjnych itp. Dziś oczywiście łatwo nam krytykować, ale i tak dowódcy mogli być bardziej przewidujący.

    • 22 3

    • Zauważ, (4)

      że to dwadzieścia lat wolnej Polaki. Tylko dwadzieścia. A przeciwko mieliśmy potęgi o ogromnym doświadczeniu... Wieleset letnim, nieprzerwanym, dalekomorskim. I mieliśmy alianse, niewiele w 1939 roku warte. Ale rzeczywiście - z perspektywy czasu i doświadczeń można stawiać różne zarzuty. Tyle, że one są naiwne, ahistoryczne. Czy ktokolwiek zdawał sobie sprawę, że tak będzie - po doświadczeniach wcześniejszych wojen - wyglądała II wojna światowa? Zarówno ze względu na zasięg, jak i okropieństwa dla ludności cywilnej... Długo by pisać o historii alternatywnej, lepiej zostawmy to Dukajowi. W historii nie ma gdybania, są fakty.

      • 3 3

      • Komentarz zupełnie nie w temacie... (3)

        "Gdański pasjonat historii" ciekawie podsumował plany użycia polskiej floty, a ty kolego piszesz o jakichś historiach alternatywnych, okropieństwach II WŚ, etc... Co to ma do rzeczy? Spróbuj odnieść się jakoś do meritum, czyli tego jak fatalnie wyglądały plany użycia polskich okrętów wojennych i jak znikome były ich sukcesy.
        Nie wiem skąd się teraz bierze ta moda w społeczeństwie aby tak defensywnie reagować, kiedy ktoś próbuje merytorycznie wypunktować błędy popełnione przez nas w przededniu i podczas II WŚ. Przegraliśmy tę wojnę, trzeba więc (w końcu!) spojrzeć na te wydarzenia krytycznym okiem i zacząć wyciągać wnioski.

        • 1 2

        • Merytorycznie? (2)

          To zestaw sobie możliwości Polski po I wojnie światowej z możliwościami Niemiec. Z postanowieniami traktatowymi, które zakazywały Niemcom zbrojenia się. I z kontrolą mocarstw zachodnich. To nie jest reakcja defensywna. To jest realistyczna bardzo ocena. Przeczytaj moje wypowiedzi powyżej.
          Sytuacja Marynarki Wojennej wpisywała się w całokształt sytuacji. O naszych błędach można mówić - ale w odniesieniu do historii końca siedemnastego wieku i okresu późniejszego, aż do roku 1918... Cała reszta jest konsekwencją - do chwili obecnej.

          • 1 1

          • (1)

            Polacy w swej naiwności byli zbyt uczciwi i zbyt łatwowierni. Postanowili stosować się do postanowień Traktatu Wersalskiego myśląc, że inni postąpią tak samo....

            Co do taktyki to raczej samo się przez się rozumie. Jeśli posiada się tylko dwa piony na szachownicy pełnej figur to raczej nie ma o o walczyć. I chwała dowódcom, nie tylko tym z Marynarki Wojennej, że pomimo tak wielkiej różnicy sił i tak nie złożyli broni lecz grali o wszystko co tylko można było ugrać.

            • 1 0

            • Polacy

              byli honorowi, co nie znaczy, że byli naiwni. Dla Polski także położenie geograficzne ma znaczenie. I nic z tym nie można zrobić. Tak, chwała dowódcom, chwała prostym żołnierzom/marynarzom/lotnikom...

              • 1 0

    • Dokładnie.

      • 1 2

    • Zgadzam się

      Gdzieś wyczytałem, że OORP "Sęp" i "Orzeł" miały przydomek "Gangut Killer"

      • 0 2

  • Flotylla Pińska (1)

    już wiem skąd Antoni czerpał natchnienie gdy przenosił Stocznię Mar-Woj do Radomia, toż to przedwojenna, słuszna, narodowa tradycja marynarki śródlądowej

    • 11 8

    • A Tusk po co przeniósł Dowództwo Marynarki Wojennej do Warszawy? Żeby mu Wisłą z Warszawy specjalnie dla niego sprowadzane samolotem kubańskie cygara kajakami spławiać?

      • 4 3

  • Jako pierwszy Polski okręt podwodny zatopił niemiecki statek "Rio de Janeiro ". (2)

    Czy to znaczy że póżniej inne Polskie okręty podwodne go topiły ? A ta słynna ucieczka została opisana na podstawie Fińskich dokumentów w MSiO z których jasno wynika że bez ich pomocy byłaby niemożliwa . Bo jak wytłumaczyć że tak wielki cel tkwiący przez około 20 min. uwięziony na falochronie nikt nie trafił z kilkunastu dział z niewielkiej odległości ?

    • 3 1

    • Bo to tak autor już.. nic nie zrobisz.

      • 1 0

    • zz

      nie wiem czego sie doszukujesz ale estonczycy mieli ogromny klopot z naszym okretem z jednej strony sympatia do nas a z drugiej niemcy i zwiazek radziecki, ktory mial chec zasilenia swojej floty najnowoczesniejszym okretem podwodnym w ich interesie lezalo aby ow okret jak najszybciej sie ulotnil, poza tym dowodca estonskiej floty nieoficjalnie zabronil przeszkadzac w ucieczce, stad nieskuteczny 20 minutowy ostrzal nieruchomego celu

      • 0 0

  • Proszę poprawić

    nazwisko Lichodziejski na Lichodziejewski - szacunek dla bohaterów PMW!

    • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Sprawdź się

Sprawdź się

Który gdański kościół został nazwany Kościołem Solidarności?

 

Najczęściej czytane