• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Tahiti w Oliwie. Spacer z AI po Parku Oliwskim. Część I

Tomasz Larczyński
4 lutego 2024, godz. 09:00 
Opinie (78)
Najnowszy artykuł na ten temat Sztuczna inteligencja w parku Oliwskim. Cześć II
Plan Parku Oliwskiego, sporządzony osobiście przez ogrodnika i twórcę tego miejsca, Johanna Georga Saltzmanna. Na bordiurze, czyli ozdobnym obramowaniu mapy, zamieszczono ryciny przedstawiające poszczególne atrakcje parku. 
Plan Parku Oliwskiego, sporządzony osobiście przez ogrodnika i twórcę tego miejsca, Johanna Georga Saltzmanna. Na bordiurze, czyli ozdobnym obramowaniu mapy, zamieszczono ryciny przedstawiające poszczególne atrakcje parku.

Dzisiejszy Park Oliwski jest traktowany jak przyrodnicza perła Gdańska. Czy jednak na pewno oglądamy jego dopracowaną, szlachetną wersję, czy też wyłącznie szczątki fantazyjnej wizji? Spójrzmy, jak wyglądał park u szczytu świetności - i jak ta świetność wyglądałaby dziś w oczach sztucznej inteligencji.



Ze względu na liczbę historycznych i nieistniejących już dziś elementów Parku Oliwskiego tę opowieść podzieliliśmy na dwie części. Kolejną opublikujemy za tydzień.


Przewodnikiem po tej podróży będzie dla nas zachowany w Archiwum Państwowym w Gdańsku plan sporządzony osobiście przez ogrodnika i twórcy parku Johanna Georga Saltzmanna. Poza wartością historyczną jest to po prostu piękna mapa, zaś jej perłą jest bordiura z rysunkami Saltzmanna przedstawiającymi najwspanialsze miejsca "jego" parku.

  • Powiększenie poszczególnych elementów planu Parku Oliwskiego, sporządzonego przez Johanna Georga Saltzmanna.
  • Powiększenie poszczególnych elementów planu Parku Oliwskiego, sporządzonego przez Johanna Georga Saltzmanna.
  • Powiększenie poszczególnych elementów planu Parku Oliwskiego, sporządzonego przez Johanna Georga Saltzmanna.


Korzystając ze sztucznej inteligencji DALL·E 2, postanowiłem także ożywić rysunki z bordiury.

Chińska GórkaMapka (Chinesischer Berg, na bordiurze nr 11)



Saltzmann zaprojektował dwie sztuczne górki na skraju ogrodu. Pierwszym z nich była tzw. Chińska Górka. Obszar na północ od ul. Opackiej (przed 1945 r. Saltzmanstraße) był zajęty przez łąki, więc w stronę morza otwierały się piękne widoki.

Czasy Saltzmanna pamięta też przynajmniej jedno z drzew ze szczytu, na jego rysunku pierwsze z lewej. A jak mógłby się dziś przedstawiać pawilonik widokowy na szczycie? Tak widzi to sztuczna inteligencja.



Świątynia WilhelmaMapka (Wilhelms Tempel, nr 9)



Drugi z widokowych pagórków Saltzmann poświęcił nieokreślonemu Wilhelmowi, prawdopodobnie Wilhelmowi Tellowi, co zgadzałoby się z wczesnoromantycznym duchem, który wyraźnie widzę w projekcie Saltzmanna.

Jesteśmy wprawdzie jeszcze na kilka lat przed premierą przełomowej sztuki Schillera, jednak postać szwajcarskiego bohatera ciągle krążyła w ówczesnej popkulturze, kluczowy mógł być np. bardzo popularny dramat "Guillaume Tell" Antoine-Marina Lemierre'a z 1766 r., z którym Saltzmann mógł się zapoznać (choćby w wersji książkowej) w Berlinie.

Pokazuje to, że park Saltzmanna był - poza walorami estetycznymi - bardzo nowoczesnym projektem, jak na lata 90. XVIII w., czyli okres, w którym w Warszawie kwitł jeszcze w najlepsze klasycyzm, a wręcz i odważnym, bo romantyzm szedł w niemieckiej kulturze ręka w rękę z nastrojami rewolucyjnymi, które jakże łatwo sobie wyobrazić u oczytanego, 21-letniego wówczas Saltzmanna.

Kiedyś na szczycie stała smukła rotunda, dziś oczy "cieszy" kamienny mur.

Dlatego dobrze, że wizja AI tę współczesną surowość nieco ubarwia.



Pomnik Fryderyka WielkiegoMapka (Monument F II, nr 5)



U podnóża obu wzgórz Saltzmann zaprojektował 220-metrową oś widokową w poprzek całego parku, na krańcach której umieścił dwa obiekty z naszej listy i trzeci w środku. Na zdjęciach lotniczych da się dostrzec jej resztki we wschodniej części, lecz na poziomie gruntu już się nią nie nacieszymy.

Przy tak dużym projekcie, w ówczesnych późnofeudalnych realiach, musiało się znaleźć i miejsce na pomnik monarchy, którym do 1786 r. był Fryderyk II zwany Wielkim. Plan nam go wprawdzie skrywa pod skrótem F II, lecz niemal na pewno chodzi o tę postać.

Dziś miejsce to nie wygląda przesadnie królewsko.

Saltzmann nie uwiecznił go na bordiurze, więc chodziło o skromne popiersie, może takie:

Ograniczenia tego modelu AI nie pozwoliły na wygenerowanie twarzy, lecz przecież dziś nie stałby w całości pomnik upamiętniający władcę odpowiedzialnego za I rozbiór.

Gwiazda udekorowana muszlamiMapka (Stern mit Muscheln garniert, nr 10)



Na środku osi znalazła miejsce wielka gwiazda, prawdopodobnie z kwiatów i krzewów. Nie jest jasne, jaką rolę grały w niej muszle, akcent zapewne przypominający o pobliskim morzu - być może były wkomponowane w gwiazdę, choć przyglądając się uważnie planowi, podejrzewam, że chodziło raczej o cztery większe muszle rozłożone symetrycznie dookoła.

Nie mając pewności, o co chodzi z tymi muszlami, pozwoliłem DALL·E na dużą swobodę, prosząc jedynie, by gwiazda - jak na projekcie Saltzmanna - miała 16 ramion.



Gabinet ChińskiMapka (Chinesisches Cabinet, nr 12)



Król Fryderyk poprzez gwiazdę miał spoglądać na Chiny (za plecami mając cmentarz) - jeśli Saltzmann miał w tym jakiś głębszy zamysł, to ja wysiadam. Gabinet przylegał bezpośrednio do płotu okalającego park, dziś powiększony, wydaje mi się jednak, że dwa drzewa, które oznaczyłem czerwonymi kropkami, to drzewa z prawej strony rysunku Saltzmanna.




TartarMapka (Tartarus, nr 8)



Park Saltzmanna nie miał jeszcze dzisiejszych Grot Szeptów. Miał za to coś fajniejszego, mianowicie Piekło.

Dość odważny pomysł jak na park klasztorny, prawda? Saltzmann mógłby się bronić, że chodziło mu o dekoracyjnie traktowaną mitologię, a nie o realny kult Szatana, lecz tak jednoznaczne odwołanie do było nie było pogańskiej eschatologii (nie zaś popkulturowych greckich herosów) tylko by go pogrążyło. Cóż, za Rybińskiego by to nie przeszło. Saltzmann mógłby się tłumaczyć co najwyżej estetycznym kontrastem z pobliskim "Rajem", ale architektonicznie niczym się te dwa obiekty nie wiążą. Prawdopodobnie to był to zatem kolejny przykład buntowniczego romantyzmu.

Czym zaś osiągnął Saltzmann ten gotycki efekt? Otóż południkowo, na osi Świątyni Wilhelma kazał wykopać sztuczną dolinkę, ocienioną gęstymi drzewami, a po jej bokach zbudował dwie groty. Większa grota z prawej posiadała dwa wejścia zamknięte kratami - zapewne jako model wejścia do Tartaru, pewnie w środku jakoś odpowiednio sugerowany.

Dziś z trudem da się odnaleźć zagłębienie terenowe będące śladem tej dolinki. Trochę dziwi, że tak bardzo ją zniwelowano w XIX w. - być może gromadziła się tam bagnista wilgoć, podejrzewam też, że dolinka, wbrew srogiemu rysunkowi Saltzmanna (który notorycznie podbijał w pionie rysowane obiekty), była bardzo płytka, być może w granicach 1-2 m głębokości.

Dolinka Tartaru biegnie przez środek osi fotografii, w głąb. Dolinka Tartaru biegnie przez środek osi fotografii, w głąb.
W tym miejscu zmieniło się tak wiele, że sztuczna inteligencja nie dała rady wkomponować obiektu w fotografię inaczej niż przez mechaniczne wklejenie.



ElizjumMapka (Elisium, nr 7)



No właśnie, skoro jest Piekło, to obok jest i Raj, ale nadal pogański. Najwyraźniej konfesyjne zróżnicowanie w rodzinie Hohenzollernów zrodziło w niej ogólną nonszalancję względem chrześcijaństwa, choć - gwoli sprawiedliwości - ta akurat metafora (Elizjum jako chrześcijański raj) pojawiała się u jednoznacznie ortodoksyjnych autorów, np. w "Boskiej komedii" Dantego czy - jeśli już wspomnieliśmy Schillera - w jego "Odzie do radości", napisanej w trakcie powstawania parku Saltzmanna (1785).

Elizjum było architektonicznie symetryczne, lecz nie względem Tartaru, a położonych naprzeciw i zachowanych do dziś stajni. Rysunek nie pozwala się jednoznacznie wypowiedzieć co do materiału, z którego zbudowano budynek - faktura wskazuje na kamienie, choć nie jestem pewien, czy nie jest to wzór namalowany na drewnie. Na pewno widzimy napis "Elisium" nad drzwiami.



Świątynia ChińskaMapka (Chinesischer Tempel, nr 13)



O ile grecką mitologię w parku klasztornym da się jeszcze usprawiedliwić klasycystycznym kodem, którym mówiła ówczesna kultura, o tyle kawałek dalej Saltzmann z opatem Johannem Karlem wcisnęli pedał gazu i umieścili świątynię buddyjską, do kompletu z gongiem dora, akurat chyba bardziej związanym z Japonią niż Chinami, aczkolwiek proszę specjalistów o korektę. Ptak na szczycie to oczywiście nie chrześcijański Duch Święty, ale feniks Fenghuang.

Przyznam uczciwie, że moja znajomość architektury buddyjskiej to 5 minut z wujkiem Google na potrzeby tego artykułu, na szybko znalazłem wszakże, iż ten pawilon zaskakująco mocno przypomina Złoty Pawilon zen w Kioto [https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82oty_Pawilon] - zgadza się nie tylko ogólny kształt, ale też feniks na dachu i nadwodne położenie. Gdyby to była prawda, to tylko świadczyłoby o wyjątkowości perspektyw Saltzmanna. W XVIII wieku!



PustelniaMapka (Einsiedeley, nr 3)



Być w charakterze ekspiacji za postawienie w klasztorze "pogańskiej" świątyni i zbudowanie dolinki z wejściem do piekła, w parku Saltzmanna pojawiła się i chrześcijańska pustelnia. To wprawdzie także nie jest stały akcent w cysterskich opactwach, jako że nie jest to zakon eremicki, ale czasem owszem są spotykane. Drzewo, które oznaczyłem na zdjęciu czerwoną kropką, to prawdopodobnie rosnące do dziś drugie drzewo z lewej na rysunku Saltzmanna.




ObeliskMapka (Obeliscus, nr 13)



Nad stawem Potoku Oliwskiego, a naprzeciw Świątyni Chińskiej, stał obelisk, połączony ze świątynią mostkiem (także dziś nieistniejącym). Saltzmann nie podaje jakiegoś konkretnego patrona, zatem obelisk był prawdopodobnie modnym podówczas czysto dekoracyjnym motywem.

Nie ma dziś śladu po obiegającej obelisk dróżce, jak też otaczających go czterech obiektach nieznanego przeznaczenia (zapewne kamieniach lub małych rzeźbach), zatem pozwoliłem sztucznej inteligencji luźno wpasować modelowy antyczny obelisk.



Ślimaczy DołekMapka (Schnecken Vertiefung, nr 14)



Saltzmann kazał kopać górki, jak również i dołki. Nie mamy niestety rysunku tego konkretnie, lecz przyglądając się uważnie planowi widać, że nazwa nie pochodziła od stad winniczków, a od spiralnej ścieżki - w pewnym sensie lustrzanego odbicia ślimaka widokowego na Królewskiej Górze we Wrzeszczu. Dokładne zbadanie terenu pozwoliło na znalezienie śladów dołka, który był zapewne konstrukcją bardzo niewielką.



Park i Pawilon TahitańskiMapka (Ottaheijdsche Partie, Ottaheidisches Hausschen, nr 25)



Wśród wszystkich obiektów z planu Saltzmanna jeden był dla badaczy najtwardszym orzechem do zgryzienia. Mowa o części parku oznaczonej jako Ottaheijdsche Partie, w której wznosił się pawilonik uwieczniony na bordiurze jako Ottaheidisches Hauss[chen].

Karolina Porada widziała w tym "pawilon Ottomana", Michał Ślubowski w artykule Tajemnice z przeszłości parku Oliwskiego taktycznie ominął tę część parku szerokim łukiem, a ja sam biedziłem się, próbując znaleźć jakiegoś "Ottona Heidego", który miałby tu być uwieczniony.

Na rozwiązanie zagadki naprowadził mnie dopiero Christian Reimann opisujący park w Garczynie nad Szprewą (Garzin, Märkisch-Oderland), gdzie w tym samym czasie także powstał park z identycznie nazwaną ciekawostką.

Otóż Otaheite to była najstarsza niemiecka nazwa Tahiti. A więc dosłownie Część Tahitańska z Domkiem Tahitańskim, co w polskim nazewnictwie najlepiej oddać jako Park i Pawilon Tahitański.

Zaraz, zaraz. Ale skąd u licha Tahiti w XVIII-wiecznej Oliwie?

I tu dopiero historia zaczyna się robić ciekawa.

Pierwszymi Europejczykami, którzy wylądowali na Tahiti, była w 1767 r. ekspedycja z fregaty HMS Dolphin pod dowództwem kapitana Samuela Wallisa, lecz ta nie odbiła się szerokim echem. Co innego jednak o rok późniejsza ekspedycja Louisa Antoine'a de Bougainville.

Bouganville nie dość, że funkcjonował w kulturze będącej centrum ówczesnej Europy, to jeszcze swoją wyprawę postarał się dobrze sprzedać. Po powrocie, w 1771 r. opublikował bowiem relację, która stała się prawdziwym kontynentalnym bestsellerem - nie przetłumaczono jej wtedy na język polski, bo zgodnie z ówczesną kulturą czytano ją u nas w oryginale, i dopiero w 1962 r. wydano "Podróż Bougainville'a dookoła świata" po polsku.

  • "Podróż Bougainville'a dookoła świata", która we Francji ukazywała się w latach 1771-1772, opublikowano po polsku dopiero w 1962 r. Wcześniej czytano ją w Polsce w oryginale.
  • "Podróż Bougainville'a dookoła świata", która we Francji ukazywała się w latach 1771-1772, opublikowano po polsku dopiero w 1962 r. Wcześniej czytano ją w Polsce w oryginale.
Francuz wiele miejsca poświęcił właśnie Tahiti, która to wyspa w jego brawurowej wizji była zamieszkana przez szczęśliwych tubylców. Oczywiście relacja człowieka, który spędził tam 10 dni i nie miał w ogóle tłumacza (choć zabrał z sobą jednego Tahitańczyka i potem udało mu się nawiązać z nim trochę lepszy kontakt) miała tyleż wspólnego z głębokimi realiami kultury polinezyjskiej, co z własnymi poglądami politycznymi autora, lecz przecież ówcześni czytelnicy i tak nie mieli, jak tego zweryfikować, a że wydawcy nie nadążali z dodrukami, to nikt nie narzekał.



Kto jednak podsunął Saltzmannowi pomysł, by tę wizję przekuć w rzeczywistość właśnie w Oliwie?

Teoretycznie mógł być to opat Hohenzollern, lecz ja myślę, że to był własny koncept Saltzmanna, który w Berlinie przeczytał relację Bougainville'a, doskonale wpasowującą się w romantyczne nastroje ówczesnej europejskiej młodzieży - podejrzewam zresztą, że w nastoletnim umyśle Saltzmanna rezonowała tyleż utopijna wizja społeczna Bougainville'a, co opis rzekomej swobody seksualnej panującej wśród Tahitanek.

Niezależnie od źródła pomysłu, ledwie ok. 15 lat od wyprawy Bougainville'a w prowincjonalnej Oliwie powstał ogród inspirowany - nieważne, że przez grubą kalkę - odkryciem niemal dosłownie na antypodach. Trudno tego nie docenić, trudno tego nie pochwalić, i jeszcze trudniej nie żałować, że niemal niczego z tego dziś nie mamy, poza ukształtowaną na potrzeby tegoż ogrodu kotlinką.

To jest to miejsce.

W momencie wykonywania zdjęcia (20 grudnia) termometr pokazał 5,1°C. Normalnie Tahiti pełną gębą... W momencie wykonywania zdjęcia (20 grudnia) termometr pokazał 5,1°C. Normalnie Tahiti pełną gębą...
A teraz popuśćmy szerzej wodze cyfrowej fantazji.

Relacja Bougainville'a zawierała tylko jeden rysunek z Tahiti przedstawiający różne łodzie, więc Saltzmann oparł swój oliwski projekt o szczegółowy opis chaty wodza, w której nocował Bougainville. Zrozumiałym jest, że trudno w takiej sytuacji o wierność realiom.

Co by jednak było, gdyby Johann Saltzmann, mający w 1766 r. trzy lata, z jakichś przyczyn został zaokrętowany na fregatę Boudeuse, rok później ujrzał na własne oczy Tahiti i zachował z tego jakieś wspomnienia?

Pierwotnie zleciłem DALL·E tylko mechaniczne połączenie rysunku Saltzmanna z fotografią, nie wspominając nic o Tahiti. Potem jednak wymazałem z fotografii pawilon i kazałem w to miejsce wstawić budynek w tradycyjnym stylu tahitańskim, oraz wypełnić resztę sztuką polinezyjską. Efekt?



Ciąg dalszy za tydzień

O autorze

autor

Tomasz Larczyński

wrzeszczanin od trzech pokoleń, pasjonat historii, wiceprzewodniczący Nowej Lewicy w Gdańsku

Miejsca

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (78)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Czerwcowe spacery historyczne - stocznia

20 zł
spacer

D-DAY. Okręty Polskiej Marynarki Wojennej w operacji desantowej w Normandii

wystawa

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywała się karczma w której skazanemu na powieszenie dawano ostatni napitek?

 

Najczęściej czytane