wiadomości

stat

Dzielnica latających bagnetów. Orunia i Stare Szkoty w XVIII w.

artykuł historyczny
Osiemnastowieczne przedmieścia Gdańska od strony południowej. Biskupia Górka (Bischofdberg), Chełm (Stolzenberg), Stare Szkoty (Schottlandt) i fragment Oruni (Ohra) na mapie z 1736 r.
Osiemnastowieczne przedmieścia Gdańska od strony południowej. Biskupia Górka (Bischofdberg), Chełm (Stolzenberg), Stare Szkoty (Schottlandt) i fragment Oruni (Ohra) na mapie z 1736 r.

Południowe przedmieście Gdańska miało zawsze tego pecha, że jeśli ktoś zdobywał miasto, to najchętniej od zachodu i właśnie od tej strony. Szczególnie widoczne było to w XVIII wieku.



W XVII i XVIII stuleciu Orunia i Stare Szkoty to były całkiem zamożne przedmieścia. Funkcjonujący w tej okolicy klasztor jezuitów, a szczególnie prowadzona przez nich szkoła, cieszyły się bardzo dobrą opinią. Chociaż Józef Wybicki nie za dobrze wspominał lata nauki w niej spędzone, a jako niepokorny młodzian o mało nie wywołał buntu uczniów...

Mieszkali tutaj i pracowali rzemieślnicy różnych narodowości i wyznań, Szkoci, Żydzi, menonici. Obydwa osiedla leżały na prowadzącym z południa do Gdańska szlaku, co zapewniało im możliwość gospodarczego rozwoju.

Brama Nizinna widziana od strony południowo-wschodniej.
Brama Nizinna widziana od strony południowo-wschodniej.
Niestety była to też trasa, którą chętnie przemierzały w kierunku miasta obce wojska. W związku z tym zabudowania Oruni, szczególnie Szkotów, mogły zostać wykorzystane jako osłona dla oblegających. Wielokrotnie Rada Miejska decydowała więc o niszczeniu przedmieść, by oczyścić miejskie przedpole. Dodatkowo mogła w ten sposób pozbyć się warsztatów prowadzonych przez partaczy (niezrzeszonych w cechach rzemieślników), których produkcja była konkurencyjna dla cechowych miejskich rzemieślników. Jak widać, czynnik ekonomiczny zawsze był w Gdańsku niezwykle ważny...

Nie zawsze jednak od razu palono przedmieścia. Wielokrotnie próbowano ich bronić, o czym jeszcze się przekonamy. Spójrzmy więc, co w tej okolicy działo się w niespokojnym XVIII wieku.

Potyczka z Sasami pod Starymi Szkotami w 1702 r.



Początek XVIII stulecia na ziemiach polskich to ciężki okres wielkiej wojny północnej. Obydwie strony konfliktu, zarówno Szwedzi, jak i połączone siły saskie i rosyjskie, traktowały polskie terytorium jako pole bitwy i darmowy rezerwuar żywności, zwierząt i ludzi.

Jesienią 1702 roku armia saska rozłożyła się na leże zimowe na terenie Prus Królewskich. Toruń zgodził się wpuścić w swoje mury 300 saskich żołnierzy, ale Sasi złamali porozumienie i ostatecznie wprowadzili ich tam ponad 1000. Do miasta przybyło wielu dygnitarzy oraz, potajemnie, król August II.

Widok na Bramę Nizinną (Das lege Thor). Grafika Matthaeusa Deischa.
Widok na Bramę Nizinną (Das lege Thor). Grafika Matthaeusa Deischa.
Wiele oddziałów pojawiło się również w bezpośrednim sąsiedztwie Gdańska lub jego posiadłości wiejskich. Doszło wtedy do potyczki, która wzbudziła silne emocje. Różne źródła podają dwie daty tego wydarzenia: 29 lub 30 października.

Tak opisał to starcie autor Des Europaischen Tag-Registers Uber jeztlauffendes... wydanego w Lipsku w roku 1703:

"30 października 1702.

Wieczorem w okolicach Gdańska doszło do starcia między oddziałem saskim a żołnierzami miejskimi.

Gdy 500 Sasów przybyły do lasu Herrberg, chcieli rozbić tam namioty i wejść na przedmieścia. Wybrali 300 najlepszych ludzi, aby przekroczyli szlabany, otwierając tym samym drogę na Szkoty, zaś pozostałych 200 miało ich wesprzeć. Zatrzymała ich gdańska warta licząca 18 ludzi i zapytała, czego szukają. Padła odpowiedź, że chcą przejść dalej. Gdańscy żołnierze odrzekli, że nie ma takiej możliwości. Na to Sasi zwarli się, nałożyli bagnety na karabiny i uderzyli nimi na miejską wartę. Ta broniła się ostro długimi pikami, niektórzy Sasi zostali poważnie ranni. Następnie Sasi dali ognia w kierunku gdańszczan, których trzech padło na ziemię. Ale kiedy reszta gdańszczan chwyciła za karabiny, wspomina się, że pięciu saskich żołnierzy padło zabitych, a 12 rannych, w tym jeden porucznik. Właśnie dlatego postanowili się wycofać odgrażając się jednak, że jeszcze powrócą."

Stare Szkoty na rycinie Matthaeusa Deischa.
Stare Szkoty na rycinie Matthaeusa Deischa.
Zaskakujący może wydawać się fakt, że kilkunastu miejskich wojaków było w stanie rozgonić liczniejszego przeciwnika. Pamiętajmy jednak, że Sasi musieli dobrze zdawać sobie sprawę z tego, że w każdej chwili z miasta mogło przybyć wsparcie miejskiego garnizonu, kompanii mieszczańskich i artylerii. Charakter akcji saskiej wskazuje też na działania "aprowizacyjne", czyli najprościej mówiąc grabież, brak więc im było chęci do regularnej walki z przeciwnikiem.

Okropności wojny



W czasopiśmie Altpreussische Monatsschrift, volume 27, wśród wielu zamieszczonych tam artykułów, znajduje się opracowanie dziennika Salomona Mellenthinsa z XVIII stulecia. Pośród wielu notek znajdujemy także te, które wspominają o interesujących nas przedmieściach.

"1708, 15 marca, Szwedzi zajęli Szkoty, Chełm, Siedlce. Na Stogach i Krakowcu Szwedzi wykonali egzekucje. Gdańskie warty stoją na Sandberge. Na mierzei 70 ludzi i na Żuławach 20 padło ofiarą egzekucji szwedzkich. Ci postępują bezbożnie i skandalicznie.
1711, 1 marca, Sasi odeszli ze Szkarpawy. Rosjanie wybierają dużo pieniędzy z Gdańska. Wolni strzelcy (jak w 1707) na Oruni kilku z nich przejęli."
Król Szwecji Karol XII, początkowy zwycięzca, ale ostatecznie wielki przegrany wojny północnej.
Król Szwecji Karol XII, początkowy zwycięzca, ale ostatecznie wielki przegrany wojny północnej.
Te dwie krótkie notatki w dobitny sposób ukazują okrucieństwo Wielkiej Wojny Północnej. Kontrybucje wojenne, czyli tak naprawdę grabież przez obce wojska żywności, ubrań, zwierząt i pieniędzy.

Nie pisano w epoce z reguły o jeszcze jednym, ponurym aspekcie prowadzenia wojny. O przemocy seksualnej, którą - szczególnie Szwedzi - uprawiali na każdym kroku. Z urywkowych wzmianek można się dowiedzieć, że nawet zwierzętom wojacy Karola XII nie przepuszczali...

Po klęsce Szwecji i zawarciu pokoju w Nystad w roku 1721, na kilkanaście lat zapanował w Gdańsku i okolicach spokój.

Oblężenie Gdańska w 1734 r.



Późną zimą roku 1734 pod Gdańskiem, w którym przed Rosjanami i Sasami schronił się król Polski Stanisław Leszczyński, pojawiły się oddziały carskie. W mieście zmobilizowano znaczne siły, różne źródła podają od 12 do 24 tysięcy zbrojnych.

Na pograniczu Starych Szkotów i Oruni gdańszczanie wznieśli niewielkie umocnienia wzmocnione ośmioma armatami. W ciągu marca Rosjanie powoli zamykali pierścień oblężenia. Gdańszczanie zatopili podejścia od strony wschodniej, od północy miasta strzegła twierdza Wisłoujście.

Południowe przedmieścia Gdańska na fragmencie mapy z 1784 r.
Południowe przedmieścia Gdańska na fragmencie mapy z 1784 r.
Ze sztabu rosyjskiego wyszło żądanie kapitulacji. W związku z brakiem odpowiedzi ze strony gdańskiej Rosjanie postanowili uderzyć. Pierwszy duży szturm miał na celu zdobycie Oruni i Starych Szkotów. Ruch wojsk zaczął się w nocy z 19 na 20 marca. Niefrasobliwie Rosjanie podpalili wiatraki, alarmując tym żołnierzy miejskich i oświetlając swoje kolumny.

Pułkownik Hanmann z 800 ludźmi uderzył od frontu, inny oddział 1500 Rosjan, w tym Kozaków, nad ranem przekroczył Radunię, rozbił gdański posterunek w ogrodach klasztoru jezuitów i obszedł za tyłem kościoła św. Ignacego główne pozycje gdańskie, szykując się do ponownej przeprawy.

Miejsce, w którym wojska rosyjskie ominęły pozycje polsko-gdańskie, broniące miasta na Oruni. Najwyższa budowla to kościół św. Ignacego.
Miejsce, w którym wojska rosyjskie ominęły pozycje polsko-gdańskie, broniące miasta na Oruni. Najwyższa budowla to kościół św. Ignacego.
Zastąpili mu drogę królewscy i miejscy dragoni pod dowództwem podpułkownika Mazepy. Gdańszczanie stawiali twardy opór. Niestety, wspierający ich żołnierze z gwardii koronnej w panice opuścili swoje pozycje, odsłaniając flankę sojuszników. Od wystrzałów artylerii zaczęły płonąć zabudowania, żar i dym z pożarów utrudniał celowanie i walkę. Pośród gorączkowo ładujących broń gdańskich żołnierzy w niebieskich mundurach uciekali w panice mieszkańcy Oruni i Szkotów, kierując się do bramy Peterszawskiej (zwanej też bramą Oruńską lub Zaroślakiem).

Komendę tutaj trzymał podpułkownik Palmstruck. Widząc pogarszającą się sytuację pchnął gońca do Rady Miejskiej z prośbą o zezwolenie na kontratak. Miał pod sobą około 1000 ludzi, czyli siłę umożliwiającą przeważenie szali zwycięstwa na gdańską stronę. Niestety, przyszła odpowiedź odmowna, Rada obawiała się utraty bramy w razie zwycięstwa Rosjan.

Palmstruck mógł więc tylko nerwowo patrzeć na chaos walki, która toczyła się na jego oczach. Zrobił to, na co nie musiał uzyskiwać zgody Rady. Kierował ogniem gdańskich armat, które z wałów starały się wesprzeć walczących. Gdańszczanie otoczeni przez Rosjan zwarli szeregi i walczyli dalej. Gdy skończyła się im amunicja, założyli bagnety, chwycili pałasze i dosłownie wyrąbali sobie drogę w kierunku miasta, gdzie dotarli pod osłoną wałowej artylerii.

Jak były to zacięte walki najlepiej ilustruje przypadek miejskiego porucznika Gellentina, który najpierw stracił dwa palce i walczył dalej, padł martwy dopiero po otrzymaniu 14 ran.

Udało się ocalić część armat, jednak aż cztery wpadły w ręce Rosjan. Niedługo cieszyli się tym sukcesem - jeden z gdańskich kanonierów zagwoździł swoje działo i wysadził się razem ze składem amunicji, zabijając wielu żołnierzy carskich.

Rosjanie zostali panami pola bitwy, ale cena tego zwycięstwa była bardzo wysoka. Różne źródła podają od 800 do 1500 zabitych i rannych. Na początku ataku zginął zięć rosyjskiego marszałka Münnicha, pułkownik Hanmann i 11 innych wyższych oficerów.

Co ciekawe, strona gdańska odnotowała znacznie mniejsze straty. Poległo lub zostało rannych od 130 do 200 ludzi. Wysokie straty były wśród korpusu oficerskiego. Jednym z ciężej rannych był porucznik Scheffler. Jego dwóch synów w wieku 12 i 14 lat trafiło do niewoli. Podczas bitwy dzielnie stawali przeciw wrogom z bronią w ręku. Dzięki wstawiennictwu brytyjskiego dyplomaty udało się uzyskać zwolnienie dla obydwu małych wojaków, którzy powrócili do miasta, do rannego ojca.

Cywilni uciekinierzy z Oruni i Szkotów znaleźli schronienie za wałami miejskimi. Marszałek Münnich przeniósł swoją kwaterę główną ze Św. Wojciecha do Oruni, skąd dalej dowodził oblężeniem miasta, aż do jego kapitulacji w połowie roku 1734.

Gdańskie echa Konfederacji Barskiej



Spójrzmy ponownie do czasopisma Altpreussische Monatsschrift, volume 27.

"1769, 16 lipca, kiedy warta gdańska została zmieniona w Oruni i wracała do miasta, 10 polskich konfederatów napotkało ich i doszło do zamieszania, a także ostrzelano gdańszczan z pistoletów. Gdy jednak gdański dobosz zagrał na alarm, żołnierze zbiegli się razem i urządzili polowanie na konfederatów aż za kanał Raduni."
Może zaskoczyć opisana powyżej sytuacja. Warto nakreślić tło historycznej owej potyczki i szalonej gonitwy wzdłuż kanału Raduni. 29 lutego 1768 roku zawiązana została w Barze konfederacja generalna. Tak powstała konfederacja barska, skierowana przeciw carycy Katarzynie II, królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, czyli najogólniej, przeciwko rosyjskiej dominacji w Rzeczpospolitej. W walkach przeciw konfederatom brały udział oddziały królewskie i rosyjskie.

Portret Józefa Wybickiego
Portret Józefa Wybickiego fot. Biblioteka Narodowa
Również na Pomorzu powstały oddziały konfederackie, czynny udział brał w tych działaniach wspomniany już wcześniej Józef Wybicki. Starcia zbrojne miały głównie charakter potyczek. Konfederaci nie raz zdobywali zaopatrzenie w sposób, który łatwiej nazwać rabunkiem niż wojskową aprowizacją. Podobnie musiało być właśnie owego 16 lipca. Cała sytuacja dobrze pokazuje chaos, jaki panował wówczas w kraju.

Jak widać, życie mieszkańców Oruni i Starych Szkotów nie należało do najspokojniejszych. W roku 1772 w wyniku rozbiorów zostały zajęte przez Prusy. Szkoty przez jakiś czas były nawet częścią nowo utworzonego przez Prusaków "Zjednoczonego Miasta Chełm". Twór ten miał stanowić konkurencję dla Gdańska, który aż do 1793 utrzymywał swoją niezależność. Chełm posiadał własny ratusz, akcyzę, szkoły, nawet bramy. Organizowano w nim jarmark i stacjonował tu regiment pruskiej piechoty. Zagłada przyszła ponownie w czasie wojen napoleońskich, które zdewastowały te tereny.

Opinie (68)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1755 Pierwsza msza w kościele św. Ignacego W Starych Szkotach w nowo wybudowanym kościele jezuickim pod wezwaniem św. Ignacego odprawiono pierwszą mszę świętą. W 1777 powstała drewniana wolnostojąca dzwonnica.

1901 Otwarto wystawę Sień Gdańska Przy Długim Targu 43 na parterze Nowego Domu Ławy otwarto wystawę zwaną Sień Gdańska. Ekspozycja składa się z ponad dwustu eksponatów ofiarowanych przez Lessera Giełdzińskiego. Dziś wystawa jest częścią kompleksu muzealnego Dworu Artusa.

1975 Ks. Kardynał Karol Wojtyła otworzył i poświęcił Muzeum Diecezjalne W Oliwie w dawnym klasztorze pocysterskim Metropolita krakowski ks. Kardynał Karol Wojtyła otworzył i poświęcił nowo utworzone Muzeum Diecezjalne.

Sprawdź się

W którym roku uruchomiono połączenie kolejowe z Sopotem?

 

Najczęściej czytane