wiadomości

Życie jeńców wojennych z Biskupiej Górki

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat Sąd "niemieckiego Wschodu"
Pocztówka (przed 1939 r.) prezentująca północno-zachodni fragment placu, na którym w 1940 r. wzniesiono budynki gospodarcze i administracyjne obozu jenieckiego (ze zbiorów Krzysztofa Gryndera)
Pocztówka (przed 1939 r.) prezentująca północno-zachodni fragment placu, na którym w 1940 r. wzniesiono budynki gospodarcze i administracyjne obozu jenieckiego (ze zbiorów Krzysztofa Gryndera)

W latach II wojny światowej jeden z największych obozów jenieckich na Pomorzu Gdańskim znajdował się na Biskupiej Górce w Gdańsku. Formalnie było to komando robotnicze (wydzielona grupa jeńców), które tworzyło filię macierzystego obozu jenieckiego z Malborka. Historia jeńców z Biskupiej Górki wciąż jest słabo rozpoznana.



Wprawdzie nietrudno jest znaleźć informację, że podczas II wojny światowej na wzgórzu byli przetrzymywani jeńcy, ale bliższych szczegółów na ten temat próżno jest szukać w literaturze. Rąbka tajemnicy uchylają przede wszystkim zachowane raporty Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK), którego przedstawiciele wizytowali komando.

Po obozie, ewakuowanym z Gdańska na początku 1945 r., dziś praktycznie nie został żaden ślad. Obóz zajmował teren, który obecnie jest rozległym placem administrowanym przez policję zobacz na mapie Gdańska, na końcu pnącej się na szczyt wzgórza ul. Biskupiej.

Pierwsi byli obrońcy Poczty Polskiej i Westerplatte

Zanim na Biskupiej Górce utworzono obóz jeniecki z prawdziwego zdarzenia, 3 września 1939 r. osadzono w kazamatach na wzgórzu aresztowanych obrońców Poczty Polskiej z Heveliusplatz (a także dwóch innych urzędników polskich). Dopiero tam, kilkadziesiąt godzin po walce 1 września oraz po ciężkim pobycie w areszcie Prezydium Policji, pocztowcy zostali opatrzeni oraz otrzymali ubrania na zmianę.

Propagandowe ujęcie z Biskupiej Górki z końca września 1939 r. Więźniowie przetrzymywani na Biskupiej Górce pod strażą gdańskiego policjanta pomocniczego (z "Danziger Vorposten", 22.10.1939)
Propagandowe ujęcie z Biskupiej Górki z końca września 1939 r. Więźniowie przetrzymywani na Biskupiej Górce pod strażą gdańskiego policjanta pomocniczego (z "Danziger Vorposten", 22.10.1939)
Z kolei 7 września umieszczono tu również obrońców polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej z Westerplatte (poza oficerami). Dzięki zachowanym relacjom kilku z nich wiemy, jak wyglądała "rozprawa główna" sądu polowego Grupy Eberhardta, która miała miejsce 8 września na majdanie Biskupiej Górki. Członkowie sądu - całkowicie bezprawnie - skazali część obrońców Poczty Polskiej na karę śmierci. Druga rozprawa (dla pozostałych 10 obrońców, którzy ze względu na odniesione rany, byli przetrzymywani w szpitalach, a nie na Biskupiej Górce), odbyła się 29 września.

Westerplatczyków odtransportowano do obozów jenieckich, a bohaterskich obrońców Poczty Polskiej przewieziono nad ranem 5 października 1939 r. na Zaspę, gdzie za kulochwytem zespołu strzelnicy policyjnej rozstrzelano ich.

Nie wiadomo, czy w tym czasie ktokolwiek jeszcze był przetrzymywany w ceglanych murach dawnych schronów na Biskupiej Górce.

Pocztówka wysłana z Biskupiej Górki

Na chwilę obecną najwcześniejsza wzmianka o funkcjonowaniu na wzgórzu już nie przejściowego więzienia, lecz komanda robotniczego (Arbeitskommando) obozu jenieckiego, pochodzi... z pocztówki wysłanej przez jednego ze strażników w lutym 1940 r.


Komando robotnicze było wydzieloną grupą jeńców (nie wiemy jak wówczas liczną), która pracowała i była zakwaterowana poza macierzystym, stałym obozem jenieckim dla szeregowych i podoficerów (Stammlager für kriegsgefangene Mannschaften und Unteroffiziere, krócej: Stalag) XX A z Torunia. W pierwszej połowie 1940 r. jeńcy z Biskupiej Górki zostali przekazani pod administrację komendantury drugiego stalagu, który powstał w regionie: Stalagu XX B Malbork-Wielbark.

Ze względu na swoją wielkość (i rozbudowany obóz), omawiane komando robotnicze (początkowo oznaczone numerem 160, pod koniec wojny - 369) określane było obozem filialnym (Zweigstelle, Zweiglager) Stalagu XX B. Nadzorca ze strony wojskowej administracji niemieckiej (przez większą część wojny był to kpt. Köhling) był odpowiedzialny także za szereg innych komand jenieckich działających w okolicy Gdańska.

Na Biskupiej Górce liczba jeńców wahała się w latach wojny od około 800 do nawet 1200 (większość z pozostałych kilkuset komand robotniczych najczęściej liczyła zaledwie kilkudziesięciu jeńców). W obozie na Biskupiej Górce przetrzymywani byli przede wszystkim jeńcy francuscy (np. w maju 1942 r. było 1163 Francuzów, zaś Belgów - tylko 39).

Życie w baraku

Wiosną bądź latem 1940 r. zbudowano pięć nowych, drewnianych baraków. Każdy z nich miał pośrodku duży korytarz, po obu jego stronach były ustawione krzesła i ławki, a za nimi w rzędach prycze (jeden barak oferował miejsce dla około 300 jeńców).

Zdjęcie lotnicze Gdańska z listopada 1944 r. z Biskupią Górką i widocznymi barakami obozu jenieckiego (kopia w zbiorach prywatnych)
Zdjęcie lotnicze Gdańska z listopada 1944 r. z Biskupią Górką i widocznymi barakami obozu jenieckiego (kopia w zbiorach prywatnych)
Jeńcy spali pod kocami (każdy miał dwa) na trzypiętrowych pryczach wyposażonych w sienniki wypełnione trocinami. Baraki posiadały instalację elektryczną, dzięki której we wnętrzu działało oświetlenie. Było ono niezbędne, ponieważ poprzez ciasne ustawienie prycz, do wnętrza wpadało mało światła dziennego przez nieduże okna. Pod ścianami ustawiono niewielkie szafki na ubrania, a przy każdym wejściu - wiadro z wodą i skrzynkę z piaskiem (na wypadek wybuchu pożaru). Jeńcy posiadali także na wyposażeniu lampy naftowe i świece. Co ważne, pomieszczenia były dostatecznie ogrzane.

Osobno urządzona była kuchnia (zatrudnionych w niej było dziewięciu jeńców) z magazynem. Poza ciepłym posiłkiem w ciągu dnia i rodzajem kawowego napoju z rana, pięciu jeńców dostawało codziennie jeden 300-gramowy bochenek chleba do podziału. Urozmaicenie jadłospisu jenieckiego było możliwe w istocie tylko dzięki otrzymywanym dość regularnie paczkom od Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

Warunki sanitarne

Wizytujący obóz przedstawiciele Czerwonego Krzyża zgodnie podkreślali, że warunki sanitarne w obozie były idealne. W dobrym stanie były umywalnie z prysznicami, toalety, a od 1942 r. - także specjalna stacja do dezynsekcji. Początkowo każdy z jeńców mógł nawet codziennie brać ciepły prysznic - w późniejszym okresie, ze względu na wzrost liczby żołnierzy w niewoli, ograniczono ich częstotliwość do jednego na tydzień. Regularnie i bez większych problemów opróżniano śmierci i szambo.

Fragment sowieckiej mapy wojskowej z końca marca 1945 r. prezentujący Biskupią Górkę i baraki po obozie jenieckim na jej szczycie (kopia w zbiorach prywatnych)
Fragment sowieckiej mapy wojskowej z końca marca 1945 r. prezentujący Biskupią Górkę i baraki po obozie jenieckim na jej szczycie (kopia w zbiorach prywatnych)
Jeńcy na ogół byli w dobrym stanie zdrowotnym. Nie odnotowano przypadku wybuchu żadnej epidemii (miało to miejsce nierzadko w innych obozach). Istniała osobno urządzona izba chorych dysponującą miejscem dla 22 pacjentów. Personel medyczny składał się z samych jeńców: jednego francuskiego lekarza, jednego belgijskiego dentysty oraz 8 sanitariuszy (Francuzów). W wypadku ciężkiej choroby czy urazu, jeńcy mogli liczyć na hospitalizację w jednym z wojskowych (garnizonowych) szpitali w Gdańsku, a jeśli stan chorego umożliwiał transport - w głównym szpitalu jenieckim Stalagu XX B w Malborku. Wyposażenie i lekarstwa dostarczano głównie w paczkach przesyłanych przez MKCK lub YMCA.

Praca i zarobki

Jeńcy z Biskupiej Górki zatrudnieni byli w 1942 r. w 40 różnych miejscach w Gdańska i  okolicy. Pracowali średnio od 8 do 10 godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, zarówno w przemyśle, jak i na roli, w budownictwie i na kolei.

Dniówka dla jeńca wynosiła od 0,70 do 1,20 marki Rzeszy. Zarobione pieniądze mogli deponować w specjalnych funduszach (do wykorzystania po wyjściu z niewoli) lub wydawać w obozowym sklepiku, zwanym kantyną. Oferował on jednak niewiele - poza wspomnianymi już świecami, przede wszystkim piwo (jeńcy narzekali na brak tytoniu i lemoniady) i drobne artykuły papiernicze.

Pod koniec wojny, wobec rosnącego deficytu rąk do pracy, wybranym jeńcom angielskim, francuskim i belgijskim umożliwiono pracę także w pojedynkę (tj. bez straży) w niewielkich zakładach rzemieślniczych czy usługowych. O taki przydział występowali niemieccy właściciele do miejscowego Urzędu Pracy, który pośredniczył między władzami wojskowymi a przedsiębiorcami w zatrudnieniu taniej siły roboczej.

Jeńcy po mieście mogli poruszać się dość swobodnie, jedynie na noc musieli wracać do obozu. Część jeńców z Biskupiej Górki także w ten sposób pracowała, będąc wynajmowana chociażby do pomocy w prowadzeniu prywatnych sklepów. W realiach wojennych były one pozostawione zazwyczaj kobietom, których mężowie, ojcowie czy bracia zostali powołani do Wehrmachtu. Stwarzało to także okazję do bliższych kontaktów między niemieckimi kobietami a młodymi jeńcami. Znanych jest kilka przypadków takich romansów, które skończyły się dla obojga nieszczęśliwie - były one bowiem w Trzeciej Rzeszy zakazane i z surowością karane (najczęściej kilkuletnimi wyrokami więzienia dla kobiet i jeńców; ci ostatni trafiali do specjalnego oddziału w więzieniu Wehrmachtu w Grudziądzu).

Czas wolny

W niewoli jeńcy z państw zachodnich (w tym Francuzi i Belgowie) mogli prowadzić dość ożywioną działalność kulturalno-oświatową. Jeńcy z Biskupiej Górki posiadali biblioteczkę, liczącą około 400 woluminów. Utworzyli ośmioosobową orkiestrę i nawet grupę teatralną. Na coniedzielne występy przyjeżdżały na wzgórze grupy jeńców z mniejszych komand robotniczych z okolicy miasta (oczywiście pod strażą).

Obóz posiadał także własną, niewielką kapliczkę, ale msze święte co tydzień organizowane były w salce teatralnej (mogącej pomieścić do 350 osób), bowiem uczestniczyli w nich także jeńcy spoza obozu. W sąsiedztwie znajdowało się boisko sportowe, gdzie rozgrywano (pod czujnym okiem strażników niemieckich) mecze piłki nożnej. Do dyspozycji był jeden patefon z niewielką liczbą płyt. Do popularnych rozrywek należała gra w karty oraz w ping-ponga (piłeczki do niego należały do jednego z najbardziej pożądanych darów z paczek...). Poczta przychodziła w regularnych odstępach. List z Biskupiej Górki do Francji szedł w realiach wojennych średnio jeden miesiąc.

Opinie (25)

  • więcej tego typu artykułów proszę

    • 92 0

  • Bardzo interesujący artykuł. Dziękuję;)
    Czy wiadomo o coś o indywidualnych losach jeńców z tego stalagu?
    Dokąd ewakuowano jeńców w 1945 roku?

    • 62 0

  • Ludzie ! Biskupia Góra ! Co wy z tą górką? Berg = góra. (5)

    Na Biskupiej Górze jest dużo górek... Krowa, Armata...
    Nie wiem dlaczego uporczywie trzymacie się słowa Górka ?

    Na północnych krańcach Biskupiej Góry leży ulica Górka za którą jeszt szpital Kopernika i urząd miejski..

    • 12 18

    • Zapraszamy do Nas na profil Biskupia Góra (1)

      na NK
      Spora galeria zdjęć i filmów.

      • 7 4

      • Kto jeszcze korzysta z NK, nie żartów :)

        • 8 1

    • Pierwszymi byli Polscy Powstańcy.... z poprzedniego wieku, ale nie w barakach mieszkali.

      Zdjęcie pierwsze nie przedstawia miejsca, gdzie wybudowano baraki, na prawo, na skraju zdjęcia wybudowano Schronisko młodzieżowe a w miejscu, kóre przedstawia zdjęcie był lac zagospodarowny jako ogródki.

      Baraki wybudowani po zachodniej stronie koszar, tuż za nimi, w miejscu koszar dzisiaj funkcjonuje Gdańska Szkoła Wyższa.

      • 8 1

    • A dlaczego tak Ci to przeszkadza?

      Może odpuść i zacznij używać tej nazwy? Czy jesteś aż tak ważną osobą ,że Wszyscy muszą rozumieć i mówić jak TY?

      • 2 1

    • Bo tak brzmi urzędowa nazwa

      W 1277 nazywała się Gorka, w 1626 Biskopberg. Natomiast 28 marca 1949 roku ustalono urzędową nazwę na Biskupia Górka.

      Polecam lekturę Krzysztof Biskup, Jacek Dąbrowski, Biskupia Górka krótka historia, Studia Gdańskie, Wizje i rzeczywistość, Tom I, wyd. Gdańska Wyższa Szkoła Humanistyczna, 2002, ISBN 83-915410-5-3.

      • 2 1

  • co się z nimi stało gdy nadchodził front? (2)

    • 13 1

    • część została ewakuowana, część chciała bić się z Sowietami ale Niemcy nie zaufali im i nie rozdali im broni, część zginęła w wyniku ataku Sowietów lub rozstrzelana przez Niemców

      • 4 0

    • Pewnie zaokretowali sie na

      Wilhelma Gustloffa, Goye, Steubena i Cap Arcone wio spowrotem do macierzy niemieckiej. Nie wszyscy dojechali na miejsce ale to juz inna bardzo dluga historia.

      • 3 0

  • Los (4)

    Ciekawy artykuł.Można nawet pomyśleć że niewola u niemców była czymś znośnym do życia.Ale niestety to dotyczyło jeńców z Europy Zachodniej.Tych co szybko poszli na układy z najeżdzcą i bez żadnego większego oporu oddali swoje ojczyzny.A jaki był los polskich jeńców z 1939 roku?Tych co bronili Ojczyzny w osamotnieniu i zdradzeni przez tzw.sojuszników.Jaką nagrodę dostali za bohaterstwo i determinacje.Czy też dostawali paczki z czerwonego krzyża i grali w pingonga?Refleksje same się nasuwają.Trzeba myśleć tylko o sobie a sojuszników szukać za miedzą nie za oceanem ani daleko.Historia lubi się powtarzać

    • 42 1

    • ... Polacy też dostawali paczki...

      Gwoli ścisłości - część jeńców polskich (przede wszystkim oficerowie) byli po pierwszym okresie (1939-1940, co było związane m. in. z dopiero powstawaniem systemu obozów jenieckich) traktowani relatywnie dobrze. Też dostawali paczki. W oflagach w II czy VIII Okręgu Wojskowym (Pomorze, Brandenburgia, Bawaria), gdzie było dużo "polskich" oflagów, kwitło życie kulturalne i oświatowe. Proszę o tym poczytać, literatury jest mnóstwo.

      Ale zgadzam się z tym, że pod wieloma względami (nie zawsze, ale w przeważającym stopniu) sytuacja jeńców z państw zachodnich (głównie Anglosasów, w drugiej kolejności Francuzów, Belgów i Norwegów) była dobra. Niemcy wobec nich stosowali zasadniczo postanowienia konwencji genewskiej z 1929 r.

      • 7 0

    • w nagrode dostali

      Polske Ludowa.
      I tak trwa do dzisiaj...

      • 8 0

    • Nie zapominaj o darach UNRRy. (1)

      UNRRA czyli United Nations Relief and Rehabilitation Administration. Te dary szly z poza Oceanu Atlantyckiego. Ale ty z Kościerzyny za mlody i za glupi kmiotek jestes aby to pamietac albo w ogole wiedziec.

      • 1 8

      • UNRRA była po wojnie

        czyli po wywaleniu szwabów z terenów Polski.

        • 2 0

  • Lysa biskupia gorka

    Ciekawe ..wtedy wzgorze bylo lyse - bez drzew.
    Moze po wieku moznaby przyciac troche wyrosle krzaczory

    • 16 8

  • Historia zapomniana o obozie przy ulicy Worcella (2)

    Jeszcze był obóz jeniecki przy ul. Worcella kiedyś jeszcze stały budynki zaadaptowane przez straż miejską a w tym momencie już stoi rossman i biedronka.
    Na łamach forum o historii Stolzenberga o tym czytałem, też może być świetny artykuł.

    • 25 0

    • Z chęcią poczytam. Interesują się historią dzielnicy Chełm, której jestem mieszkanką.

      • 8 0

    • W latach 80-tych w jednym z baraków poobozowych mieściło się biuro projektów "Inwestprojekt".

      Pracował tam Mój Tata. Za oknami (chyba od strony południowo zachodniej?) nie było widać praktycznie zabudowy miejskiej...

      • 3 0

  • jency (1)

    prawda jest taka ,ze jeńcy z państw zachodnich mieli w porównaniu do polskich wakacje

    • 9 1

    • Tylko lemoniady brakowało...

      • 0 0

  • Takie artukuły podnoszą poziom tego portalu.

    Więcej, więcej, więcej :-)

    • 15 0

  • Czy ktoś rozpoznaje (1)

    te 3 baraki z e zdjęcia sowieckiej mapy? Baraki są na środku lewej krawędzi zdjęcia. Bardzo długo już szukam informacji na ten temat, a mieszkam w jednym z tych baraków już 33 lata. Bardzo proszę, jeśli ktoś coś wie - niech napisze. Pozdrawiam.

    • 4 0

    • Cześć Adamek :)

      Tam w tych trzech barakach gdzie mieszkasz było podobóz pracy przymusowej dla jeńców belgijskich,francuskich,brytyjskich i włoskich.To oni w latach 1941-45 budowali osiedle "Stary Chełm" zulicami kanalizacjami i cała infrastrukturą dla wykwalifikowanych robotników niemieckich którzy natomiast budowali UB-oty dla niemieckiej rzeszy na terenie dzisiejszej Stoczni Gdańskiej.Stad masz nazwy ulic na Chelmie -Dokerów,Stoczniowców...Takie baraki w liosci około 10 sztuk czyli kolejny podobóz pracy był tez za rondem po lewej stronie jadąc pod góre ulica Chałubińskiego za tą nowa"Zabką".A komendantura tego obozu istniej do dziś!To jest ten barak naprzeciwko spółdzielni mieszkaniowej "Chełm"przy drugim rondzie na ul.Worcella gdzie nie dalego powstała niedawno nowa biedronka:)Mieszkałem na zachodzie 10 lat i troche grzebałem po bibiotekach i róznych archiwach:)

      • 1 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1782 Zmarł opat Jacek Rybiński opis Opat klasztoru Cystersów w Oliwie ks. Jan Rybiński umarł w wieku 80 lat. Był m.in. założycielem ogrodu botanicznego, fundatorem organów i ołtarzy oraz budowniczym Nowego Pałacu Opatów.

1939 Hitlerowcy zamykają synagogę w Gdańsku opis Niemcy zamknęli Wielką Synagogę przy ul. Bogusławskiego. Po dwóch tygodniach zaczęła się jej rozbiórka, ale część wyposażenia udało się wywieźć za granicę.

Sprawdź się

W którym roku gdyński port przeładował najwięcej towarów spośród portów nadbałtyckich?