wiadomości

stat

Zbrodnia i kara w przedwojennej Gdyni

artykuł historyczny
Gdynia przed II wojną światową. Widok z lotu ptaka ulicy Świętojańskiej. Widoczny słup ogłoszeniowy, w tle stocznia.
Gdynia przed II wojną światową. Widok z lotu ptaka ulicy Świętojańskiej. Widoczny słup ogłoszeniowy, w tle stocznia. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

17 lutego 1938 r., tuż po godzinie 16, w centrum Gdyni dało się zauważyć kłęby gęstego, ciemnego dymu, wydobywające się z piwnicy jednego z domów przy ulicy Świętojańskiej. Jak wyjaśniła następnego dnia "Gazeta Gdańska", "w znanej gdyńskiej fabryce stempli przy ulicy Świętojańskiej 9 nastąpił wybuch płynnego kauczuku, przygotowanego do wyrobu pieczątek gumowych".



Gdy w krótkim czasie "płomienie objęły urządzenia fabryczne", powiało grozą: wszak wytwórnia stempli znajdowała się "w podziemiach 5-piętrowego gmachu", w którym mieściły się "biura 2 konsulatów oraz Rady Interesantów Portu". Na miejsce zdarzenia błyskawicznie dotarła straż pożarna, "pożar zlokalizowała po dłuższym czasie" i ugasiła, "zalewając całe podziemie wodą". Do szpitala odwieziono poparzonego 18-letniego pracownika zakładu oraz dwóch strażaków, poszkodowanych wskutek "ciężkiego zatrucia gazami".

Nie było to jedyne wydarzenie, które zepchnęło na dalszy plan zbliżający się "obchód 18-tej rocznicy odzyskania morza" (w roku 1938 obchody tego święta, przypadającego tradycyjnie na dzień 10 lutego, przeniesiono na niedzielę 13 lutego, co miało zapewnić "tłumny udział [gdynian] w manifestacji"): oto w lesie orłowskim, który "jak wiadomo, podlegał specjalnej ochronie jako tereny pod przyszły park narodowy", zaobserwowano "różnych ludzi, którzy nocą i nad ranem wycinają drzewa, zabierając je do domu na opał". Na kradzieży "przytrzymano kilka osób" i z miejsca ukarano je aresztem oraz grzywnami.


Co ciekawe, niekiedy zdyscyplinowani takimi karami dochodzili do wniosku, iż "kryminał nie zając i jako taki nie ucieknie" i - tak jak pewien mieszkaniec Obłuża - "w rezultacie swych wnikliwych rozmyślań"... udzielali sobie amnestii! Trudno było oczekiwać akceptacji ze strony wymiaru sprawiedliwości, bo przecież "nawet tak zdawało by się niewinnych kar nie można sobie indywidualnie darowywać", o czym miał okazję przekonać się wspomniany "imć pan Antoni", który został "ciupasem odstawiony przez policjanta do gdyńskiego aresztu".

Jednak czasem "niewinna kara" to stanowczo zbyt mało, zwłaszcza jeśli ma się do czynienia z takimi przypadkami, jak ten 19-letniego "zwyrodnialca", który "onegdaj" napadł na mieszkankę Gdyni Zofię K, przechodzącą ulicą Pomorską; "opryszek wyrwał kobiecie torebkę z pieniędzmi, a następnie wciągnął ją do pobliskiego lasku" i usiłował "zniewolić". Na szczęście napastowana kobieta po "zaciętej walce" "zdołała wyrwać się z rąk zwyrodnialca i zbiec", zaś on sam "w krótkim czasie" został ujęty przez policję.

Czasami kara nie jest wcale potrzebna, wystarczy bowiem, że człowiek musi ponieść konsekwencje własnych czynów, co często przytrafia się pozbawionym wyobraźni dzieciom. Tak rzecz miała się z pewnym dziewięciolatkiem ze Świętojańskiej, który "ryzykowną jazdę na stopniu auta" przypłacił "zaledwie" złamaniem ręki. Jak to mówią, "więcej szczęścia niż rozumu"...

Trudno bez wątpienia jechać na samochodowym błotniku, trudniej jeszcze... na fałszywym "wekselku". Przekonał się o tym niejaki Nowaczyk z poznańskiego, usiłujący - właśnie przy pomocy "fałszywych wekselków" - "dyskontować" w różnych firmach, "tytułem należności zakupioną tam manufakturę". Takich przypadków było zapewne znacznie więcej, nic więc dziwnego, że gdynianie byli już na punkcie fałszerstw i fałszerzy mocno przewrażliwieni, a ofiarą tej nadwrażliwości padali Bogu ducha winni, przypadkowi obywatele, tak jak np. ów kinoman, któremu to "osobnikowi" "kasjer kina "Lido" zakwestionował 2 monety 50-groszowe jako wątpliwej wartości". Okazało się jednak, że podejrzane monety były jedynie dotknięte "wadą menniczą": niestety, nim się sprawa wyjaśniła, miłośnik kina ulotnił się. Trudno orzec, czy miał coś jeszcze na sumieniu, czy też po prostu to "strach miał wielkie oczy..."




Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 31 z 8 lutego 1938 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (29)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1920 Powstał Urząd Hydrograficzny Departament Spraw Morskich powołał do życia Urząd Hydrograficzny, którego kierownikiem został kapitan Marynarki Wojennej Józef Unrug.

1814 Władze pruskie przejęły Gdańsk Władze pruskie dokonały oficjalnego przejęcia miasta. Jako symbol władzy Prus nad Gdańskiem na Ratuszu Głównego Miasta zawieszono orły pruskie. Wcześniej przez siedem lat Gdańsk był Wolnym Miastem pod kuratelą francuską.