wiadomości

stat

Zapomniany sukces podwodnego drapieżnika

artykuł historyczny

ORP "Żbik" nie miał tak dramatycznych przejść jak bliźniaczy "Ryś", ani też nie przedostał się do Anglii jak "Wilk", ale jako jedyny z polskich okrętów podwodnych prawdopodobnie zatopił niemiecki trałowiec. Prawdopodobnie.



ORP Żbik podczas wyjścia w morze. Zbiory własne autora.
ORP Żbik podczas wyjścia w morze. Zbiory własne autora.
ORP Żbik podczas jednej z wizyt zagranicznych.
ORP Żbik podczas jednej z wizyt zagranicznych. fot. uboat.net
Kiosk ORP Żbik
Kiosk ORP Żbik fot. uboat.net
ORP Żbik przy żąglowcu s/y Lwów.
ORP Żbik przy żąglowcu s/y Lwów. fot. wikipedia.org
Kmdr Michał Żebrowski
Kmdr Michał Żebrowski
Działoczyny na ORP Żbik. Zbiory własne autora.
Działoczyny na ORP Żbik. Zbiory własne autora.
W połowie lat 20. ubiegłego wieku opracowano tzw. Mały program rozbudowy floty, który początkowo przewidywał kupno dziewięciu okrętów podwodnych. Ponieważ plany okazały się zbyt ambitne, szybko je zweryfikowano i zamówienie zmniejszono do trzech jednostek. Gdy rozpoczęto poszukiwania stoczni, która miała zrealizować zamówienie, górę wzięły aspekty polityczne. Zamówienie złożono więc we Francji, co niestety nie skończyło się najlepiej. Przyszły "Żbik" oparty był na francuskim projekcie zmodyfikowanych jednostek typu Ondine i Victor Reveille, które choć uznawano za udane, charakteryzowały się głośną pracą, mało wydajnym systemem podwodnego minowania oraz - co było wyjątkowo chybionym pomysłem - umieszczeniem zbiorników paliwa na zewnątrz kadłuba. Nawet przy lekkiej nieszczelności owocowało to wyciekiem ropy, który widoczny był z daleka.

Polskie podwodne drapieżniki były prawie 78 metrowymi okrętami, zdolnymi osiągnąć prędkość przeszło 14 węzłów, uzbrojonymi m.in. w sześć wyrzutni torped, działo 100 mm (działo z ORP "Żbik" możemy dzisiaj obejrzeć w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni). Ich prawdziwą bronią była jednak możliwość podwodnego postawienia zagrody minowej składającej się z 40 min morskich.

Stępkę pod niego położono w 1927 roku. W tym momencie zaczęła się polska... udręka ze Żbikiem. Fuszerki i niedoróbki we francuskiej stoczni były na porządku dziennym. Okres wejścia do służby pod biało-czerwoną bandera był kilkukrotnie przekładany, ale ostatecznie 19 marca 1932 roku ORP "Żbik" pod dowództwem kpt. mar. Eugeniusza Pławskiego zacumował w porcie w Gdyni.

1 maja 1932 roku ze wszystkich łodzi podwodnych (wtedy tak określano okręty podwodne) stworzono Dywizjon Łodzi Podwodnych, nad którym dowództwo objął po awansie kmdr ppor Eugeniusz Pławski.

W sierpniu 1939 roku, gdy wprowadzono mobilizację alarmową dla Dywizjonu, na "Żbika" załadowano 10 torped i 22 miny morskie oraz pociski do działa 100 mm i karabinów maszynowych, a następnie przebazowano go na Hel.

1 września okręty podwodne stacjonujące na Helu ("Żbik", "Ryś", "Sęp"), po otrzymaniu informacji o nieprzyjacielskim ataku, około godz. 6 rano opuściły port i udały się w rejony swych sektorów bojowych. Założenia planu operacyjnego "Worek" zabraniały polskim marynarzom atakować jednostki mniejsze od niszczycieli, a właśnie okręty mniejszych klas operowały wtefy ich sektorach bojowych. Wobec braku większych jednostek, praktycznie aż do 7 września ORP "Żbik" nie był ani razu atakowany przez nieprzyjaciela!

Wieczorem tego samego dnia kmdr Michał Żebrowski odebrał rozkaz postawienia zagrody minowej złożonej z 20 min w rejonie Jastarni. Jako że rozkaz odebrano wieczorem, dowódca zdecydował się udać w miejsce przeznaczenia na powierzchni. Po godz. 23 usłyszano głośny huk i zauważono za rufą duży gejzer wody. Natychmiast zarządzono awaryjne zanurzenie, gdyż wydawało się, że "Żbik" został ostrzelany przez nieprzyjacielski okręt. Faktycznie, "Żbika" wypatrzył niemiecki okręt podwodny U-22 pod dowództwem kpt. Wernera Wintera, który z mniej niż 300 metrów odpalił torpedę. Na szczęście była to torpeda z zapalnikiem magnetycznym, które były dość wadliwe, stąd też niepowodzenie tego ataku. Niemcy zameldowali jednak swojemu dowództwu zatopienie polskiego okrętu, za co kapitan U-22 otrzymał wysokie odznaczenie.

Tymczasem nie niepokojony już przez nikogo "Żbik" dotarł na miejsce i spokojnie postawił zagrodę minową, po czym obrał kurs do nowego sektora bojowego. Tutaj niestety dotychczasowe szczęście opuściło jednostkę i załogę. Najpierw zaklinował się właz w kiosku, przez co do wnętrza okrętu wlała się kaskada wody. Wysoka wilgotność pomieszczeń zaowocowała zwarciami w instalacji elektrycznej, a wśród załogi zaczęła szerzyć się choroba mająca znamiona zbiorowego zatrucia. Później, podczas ładowania akumulatorów, do wnętrza okrętu dostałą się ogromna fala, która zalała baterie - w efekcie natychmiast całe pomieszczenie zostało wypełnione trującymi gazami! Potrzeba była całkowita wentylacja okrętu - gdyby wtedy pojawił się nieprzyjaciel, los "Żbika" byłby przesądzony.

Wobec z problemów ze zdrowiem załogi i nieustannie pogarszającego się stanu samego okrętu, po naradzie oficerskiej zdecydowano udać się do Szwecji, gdzie załoga i okręt zostały internowane.

Tymczasem nadszedł dzień 1 października. Na Bałtyku operował wtedy m.in. niemiecki trałowiec M-85. W pewnym momencie doszło na nim do eksplozji, w wyniku której - według różnych źródeł - miało zginąć nawet 14 niemieckich marynarzy, a sama jednostka poszła na dno. Z dużym prawdopodobieństwem ten wybuch można przypisać "Żbikowi", a dokładnie postawionej przez niego zaporze minowej. To był jedyny niemiecki okręt zatopiony przez Polaków w 1939 r.

Po zakończeniu działań wojennych i licznych zabiegach dyplomatycznych 28 października 1945 roku "Żbik" zacumował w oksywskim porcie wojennym i podjął służbę w odrodzonej polskiej flocie uzyskując w 1953 roku tytuł przodującego okrętu Marynarki Wojennej. Niestety czas i brak części zamiennych zrobiły swoje tak i też w roku 1956 okręt zezłomowano. Dziś pozostałości po nim, tj. działo i miny morskie, możemy obejrzeć w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (28)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika