wiadomości

stat

Zapomniany czarnoskóry generał z Gdańska

artykuł historyczny
Urodzony w Gdańsku generał Władysław Franciszek Jabłonowski był nazywany "polskim Murzynem".
Urodzony w Gdańsku generał Władysław Franciszek Jabłonowski był nazywany "polskim Murzynem".

Choć został uwieczniony w polskiej literaturze, to niemal nikt nie kojarzy go z Gdańskiem, a przecież generał Władysław Franciszek Jabłonowski urodził się właśnie tu 25 października 1769 roku.



Jego narodzinom towarzyszył skandal obyczajowy, gdyż chłopiec był owocem romansu angielskiej arystokratki Marii Delaire i jej czarnoskórego służącego. Wielkodusznością wykazał się mąż pani Delaire, pułkownik Konstanty Jabłonowski, który usynowił dziecko.

Ojciec wychował Władysława na polskiego patriotę. Chłopak większość życia spędził we Francji. Uczył się w szkole wojskowej w Brienne-le-Château. Jego kolegą ze szkolnej ławy był Napoleon Bonaparte, który ponoć często dokuczał naszemu rodakowi z powodu koloru skóry.

W latach 1785-94 Jabłonowski służył w armii francuskiej. W 1794 r. Władysław wyjechał z Francji i wziął udział w Powstaniu Kościuszkowskim, walcząc u boku Kościuszki. Walczył w bitwach pod Szczekocinami i Maciejowicami, w insurekcji warszawskiej i w obronie Pragi.

Jako doskonale wykształcony i utalentowany oficer, dosłużył się w polskiej armii stopnia podpułkownika. Po klęsce pozostał w kraju, stając się jednym z założycieli Centralizacji Lwowskiej - konspiracyjnej organizacji niepodległościowej obejmującej trzy zabory. Z jej upoważnienia wyjechał z misją nawiązania kontaktu z rządami francuskim i tureckim.

Po rozbiciu Centralizacji, Jabłonowski wstąpił do polskich Legionów we Włoszech, oddając się pod komendę generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Szybko awansował na generała brygady. W legionach zaczęto nazywać go "Murzynkiem". W 1799 roku odznaczył się w bitwach pod Bosco i Posturaną. W 1801 roku po pokoju w Lunéville generał Jabłonowski nie podał się do dymisji, tak jak uczyniło to wielu oficerów rozczarowanych francuskim traktowaniem.

Już jako francuski generał objął dowództwo nad 113. Półbrygadą Piechoty, utworzoną z dawnej Legii Naddunajskiej gen. Karola Kniaziewicza. Buntownicze nastroje tej formacji sprawiły, że Francuzi wysłali ją na San Domingo do tłumienia antyfrancuskiego powstania czarnych niewolników. Napoleon chwilowo nie przewidywał działań w sprawie Polski, a potrzebował mięsa armatniego na kolejną wojnę.

Polscy Legioniści podczas walki na San Domingo (dziś Haiti).
Polscy Legioniści podczas walki na San Domingo (dziś Haiti).

Na wyjazd na Haiti Jabłonowski zdecydował się z pobudek ekonomicznych - miał nadzieję, że podratuje w ten sposób swoje finanse. Na Santo Domingo zgasła jednak gwiazda polskiego generała z Gdańska. Nie zdążył wziąć udziału w walkach. Dwa tygodnie po przybyciu, 29 października 1802 r., zmarł w Jeremie na żółtą febrę, która zdziesiątkowała szeregi legionistów.

Z pięciu tysięcy polskich żołnierzy, którzy popłynęli na Santo Domingo, przeżyło około 700. Reszta zmarła na tropikalne choroby lub zginęła w krwawych walkach w dżungli. Około 300 wróciło do Europy, reszta pozostała na Haiti. Najprawdopodobniej byli to legioniści pochodzenia chłopskiego, których nie stać było na powrót. Być może nie mieli do czego wracać.

Ponoć 150 Polaków porzuciło służbę francuską i wzięło udział w walkach po stronie czarnych powstańców. Coś w tym musi być, bowiem w pierwszej konstytucji Haiti znalazł się zapis, w którym zagwarantowano Polakom pełne prawa obywatelskie w przypadku, gdy zdecydują się zostać na wyspie. Artykuł ten wykreślono ponoć z haitańskiej konstytucji po klęsce (7:0), jaką zadali drużynie z Santo Domingo polscy piłkarze, podczas mundialu w Niemczech w 1974 r.

Wracając do generała Jabłonowskiego, to w literaturze polskiej uwiecznili go Wacław Gąsiorowski w powieści "Czarny generał" i Adam Mickiewicz w "Panu Tadeuszu":

"Jak Jabłonowski zabiegł, aż kędy pieprz rośnie,
Gdzie się cukier wytapia i gdzie w wiecznej wiośnie
Pachnące kwitną lasy; z legiją Dunaju
Tam wódz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju."


Może współcześni gdańszczanie powinni jakoś upamiętnić dzielnego generała, skwerkiem, a może tramwajem własnego imienia? A może pamięć o Jabłonowskim powinna zostać jedynie na kartach dzieł literackich?

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (37)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika