wiadomości

Zabrane przez morze. Tragiczne dzieje polskich "zdrojowców"

artykuł historyczny
Lata 80. przyniosły polskiej flocie handlowej dwie tragedie. 20 stycznia 1983 roku zatonął statek "Kudowa Zdrój"...
Lata 80. przyniosły polskiej flocie handlowej dwie tragedie. 20 stycznia 1983 roku zatonął statek "Kudowa Zdrój"...

"Zabrane przez morze" Marka Perzyńskiego to nowa pozycja na marynistycznym rynku wydawniczym. Autor przypomina jedne z największych tragedii w historii polskiej floty handlowej. Wydało ją gdańskie wydawnictwo Marpress.



"Zabrane przez morze", Marek Perzyński, wydawnictwo Marpress. Książka w cenie 25 zł do kupienia m.in. w  sklepie internetowym wydawnictwa .
"Zabrane przez morze", Marek Perzyński, wydawnictwo Marpress. Książka w cenie 25 zł do kupienia m.in. w sklepie internetowym wydawnictwa.
Morze jest żywiołem, który potrafi okrutnie ukarać za każdą prowizorkę lub fuszerkę. Nawet dziś, mimo iż technologia poszła znacząco do przodu w porównaniu do czasów opisanych w książce Perzyńskiego, dochodzi do morskich tragedii. Za każdą z nich stoi oddzielny dramat ludzki, zwłaszcza gdy ktoś poniesie śmierć.

Największe tragedie morskie z udziałem polskich statków

Potem zbierają się różne komisje, trwają dochodzenia, bo przyczyn tragedii zawsze może być wiele: od zwykłego błędu ludzkiego, poprzez wady konstrukcyjne i niesprzyjające warunki atmosferyczne, na splocie wszystkich tych wydarzeń kończąc.

I zawsze poszukiwana jest odpowiedź na dwa pytania: czy danej tragedii można było uniknąć i co zrobić, by podobna nie wydarzyła się w przyszłości.

Marek Perzyński sprawami morskimi zajmuje się od lat. Dziennikarz, tłumacz, pisarz, podróżnik, żeglugowiec, przez wiele lat pisał dla redakcji miesięcznika "Morze". Napisał ponad 1,3 tys. artykułów (głównie po polsku, ale także po angielsku, rosyjsku i hiszpańsku), pięć książek (m.in. "Zawód pirat") i zrobił blisko 20 tłumaczeń.

W książce "Zabrane przez morze" przedstawione są dzieje trzech jednostek Polskich Linii Oceanicznych, których losy wzajemnie się splatają. Łączy je przede wszystkim to, że wszystkie zostały "Zabrane przez morze". Mowa tu o m/s Busko Zdrój, m/s Kudowa Zdrój, zwanych potocznie "zdrojowcami", oraz m/s Sopot.

Autor odbył szereg rozmów: z ekspertami morskimi, ocalałymi członkami załóg pechowych statków i z tymi, którzy w tych wypadkach stracili swych najbliższych. Przeanalizował materiały z posiedzeń Izby Morskiej w Gdyni, która badała wszystkie trzy wypadki, dodatkowo dokonując własnych badań i eksperymentów.

...a w nocy z 8 na 9 lutego 1985 roku na dno poszedł "Busko Zdrój".
...a w nocy z 8 na 9 lutego 1985 roku na dno poszedł "Busko Zdrój".
W efekcie tego powstała ciekawa, napisana przystępnym językiem książka, którą ze sporym zainteresowaniem przeczyta nie tylko pasjonat spraw morskich. Z kart książki dowiemy się m.in., dlaczego budowę "zdrojowców" zlecono rumuńskiej stoczni w Turnu Severin, która wcześniej budowała wyłącznie barki rzeczne i... tabor kolejowy.

Opis przebiegu budowy, jak i sam proces przejmowania nowych statków jeży włos na głowie. Cisnące się na usta słowo "fuszerka" wydaje się tu zbyt łagodne. Bo zaprojektowanie statku, który podczas sztormu ma 25 stopni stałego przechyłu na jedną burtę, to przecież przestępstwo.

Ale zawiedli nie tylko projektanci i rumuńscy stoczniowcy. Obok ewidentnych problemów konstrukcyjnych, jakie trapiły te jednostki, dowiemy się o licznych błędach popełnionych niestety także przez załogi. Z własnej czy armatora winy - to już ocenią sami czytelnicy.

Gdy zaczynał się dramat, na pokłady wkradał się chaos i niezorganizowanie. Gdy tonęła "Kudowa Zdrój", na pomoc ruszył jej "Sopot", który sam zatonął kilka lat później. Losy załogi "Buska Zdroju" najtrafniej oddają słowa, iż "umierali samotnie na jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków morskich świata". W tym przypadku naczelna zasada ratowania zagrożonego życia na morzu została złamana przez statki również pływające pod biało-czerwoną banderą.

Z kart książki wydanej przez gdańskie wydawnictwo Marpress poznamy ostatnie chwile i działania, jakie podejmowały załogi w ekstremalnie dla nich trudnej sytuacji. Marek Perzyński jednoznacznie określa, co leżało u podstaw wszystkich trzech zatonięć, w efekcie których śmierć poniosło 40 osób (w tym, o czym mało kto pamięta, jedyna kobieta radiooficer w polskiej flocie, Barbara Skokowska-Baranowicz).

Z opisanej trójki jedynie "Sopot", który nie był "zdrojowcem", nie zabrał ze sobą nikogo na dno. Jego historia opisana w wyczerpujący sposób zaskoczy zapewne niejednego czytelnika. Zwłaszcza opis pomysłu załogi na zniwelowanie różnicy w zanurzeniu jednostki jest tak kuriozalny, że aż nieprawdopodobny, a jednak prawdziwy.

Całość książki uzupełnia przydatny słownik terminów morskich, dzięki któremu czytelnik zapozna się z wybranymi zagadnieniami.

Książka Marka Perzyńskiego jest pozycją ciekawą i wartą polecenia. Pokazuje trud marynarskiej pracy, jak i przestrzega przed lekceważeniem potęgi morza. Pokazuje jednak też, że maksyma ne timeamus neve desperemus de salute, czyli "nie lękajmy się i nie traćmy nadziei na ocalenie" nie zawsze trafnie opisuje losy marynarzy na wszystkich morzach świata.

Opinie (51) 6 zablokowanych

  • Jakby (2)

    Nie pili to by zyli

    Taka marynarska prawda

    • 3 57

    • LOLEK

      ty matole kodowa zdrój widziała ląd jak sie topili

      • 8 0

    • ty to już

      jesteś skrzywdzony przez zycie...

      • 0 0

  • Wszyscy wiedzieli że tzw. "Zdrojowce" to projekt studentów rumuńskich (6)

    Zwodowane i wyposażone także w Rumuni i taki smutny los był im pisany juz od samego początku.
    Ogromne Błędy konstrukcyjne na które nałożły się błędy stoczniowe, kiepskie blachy - nawet Rumuni tego nie chcieli to nam to wepchnęli w ramach tzw. rozliczeń RWPG...
    Zmustrowałem z Kudowy na 2 rejsy do Tragedii .... :))
    Te statki Nidy nie powinny były wozić konstrukcji stalowych!!
    byle przesunięcie ładunku stanowiło bezpośrednie zagrożenie dlaich stateczności!

    Szkoda ze nie przedstawiono historii naszego ms Josepha Konrada..
    no ale wtedy tytuł powinien brzmieć: zabrany (zbombardowany) przez amerykanów..

    A to prawdziwa historia sensacyjna dotycząca nie tylko polskich cywilnych ofiar wojny wietnamskiej ale też ocierająca się w szerszym kontekście o stosunki międzynarodowe, czy nawet PRL-owski dług dolarowy i walkę rodzin o odszkodowania przed sądami amerykańskimi...

    Wszystkim na morzu Stopy pod kilem!

    • 66 2

    • Prawda była taka, że Amerykanie ostrzegali

      obce jednostki stojące w wietnamskich portach , ze jest to strefa wojenna i mają opuścić zagrozony teren. Polska jako państwo komunistyczne wraz z sowietami podpierające wietnamskich komunistów, dostarczała im broń, krew od polskich krwiodawców i wiele innych potrzebnych towarów w działaniach na polu walki , była niejako stroną konfliktu. Statki stojąc w porcie, służąc jednocześnie jako tarcze dla barek z bronią przeciwlotniczą strzelającą do samolotów , stawały się obiektem militarnym i celem ataku. Tyle w temacie.

      • 4 3

    • Mój ojciec też pływał na tych zdrojowcach. Jego przyjaciel był na Kudowie gdy statek zatonął. Pamiętam wiadomość o zatonięciu. Powietrze w domu było ciężkie można było nożem ciąć.

      • 3 1

    • stopy wody (1)

      • 0 0

      • kilo wody

        pod stopą

        • 0 0

    • Mój wujek pływał min.na Busku i Kudowie ,był kucharzem.Byłem młody i nie wiele pamiętam ale przypominam sobie jak mówił że miał się mustrować "chyba na Kudowie"w jej ostatnim rejsie.Muszę go podpytać.

      • 0 1

    • Joseph Conrad

      Joseph Konrad to faktycznie ludnosc cywilna glownie z biura PLO i to dzieki specjalnemu dodatkowi dewizowemu w strefie wojennej. PLO otrzymalo inny statek w zamian za zbombardowany. Co do rodzin walczacych o odszkodowania to juz inna para kaloszy.

      • 1 0

  • (3)

    W których księgarniach można zakupić tę książkę ?

    • 9 0

    • Podpinam się pod pytanie.

      • 1 0

    • Internetowej wydawnictwa Marpress :-) 25PLN (1)

      Na stronie wydawnictwa są też adresy gdzie można kupić - księgarnia wydawnictwa na Targu Rybnym i jeszcze kilka innych

      • 3 0

      • dzięki za odp. sprawdziłem, szkoda że w tak niewielu miejscach jest dostępna ( w Sopocie 0)

        • 2 0

  • przyznam ze nie czytalem bo troche za dlugie (2)

    ale mam pytaniejak takie cos duzego moze zatonac? ktos dziure w piwnicy w pokladzie zrobil do wody czy jak? mowi sie, ze takie wielkie rzeczy nie tonom.

    • 0 39

    • jak siem przewrucom to tonom

      • 11 1

    • no fakt, nie 'tonom'

      • 2 0

  • Ciag dalszy (3)

    Prosilbym aby pan Perzynski napisal kolejna ksiazke o tym jak dyrektorzy PLO zatopili 150 statkow oddajac je za bezcen wloskim i greckim hochsztaplerom. Odszedlem z PLO w 1991 roku nie czekajac na obiecywane akcje firmy. Niestety ten sam scenariusz zawlaszczania floty odbyl sie w Rosji, Lotwie, Estonii, Ukrainie, Bulgarii i Rumunii. Przyjezdzal mafioso z walizka dolarow i kupowal wyremontowane statki od reki lub bral w "czarter" na takich warunkach ze statek byl aresztowany za dlugi i kupowany na licytacji przez podstawiona firme. Nasi "managerowie" byli smiesznie tani wiec trudno sie dziwic ze cwaniaki zlecieli sie z calego swiata i wykupili kwitnace przedsiebiorstwo w kilka lat. Ludzie winni tej afery sa wsrod nas i pluja sobie w brode. Jedynie Karger potrafil utrzymaz PZM za co w nagrode zostal wykopany, ale firma ma sie dobrze i ludzie maja prace.

    • 73 0

    • Nie trzeba daleko szukać

      Janusz L. słynny "prywatyzator" metodą na bankructwo , do dzisiaj zbiera śmietankę w Brukseli za zasługi dla szemranych "biznesmenów " Sądzę, że większość pytań należy kierować do tego pana.

      • 21 4

    • Panowie z dyrekcji PLO

      Byli żywo zainteresowani upadkiem przedsiębiorstwa, bo potem się na nim uwłaszczali.

      • 9 0

    • Tragedia P.l.O

      Bandyctwo to lagodnie powiedzane z tym co zrobilo Panstwo i dyrekcja PLO Przechulali i,przepili, firme ktora przynosila dochody ,ktøra byla wizytøwka Polski na caly swiat .Kiedy schodzilem ze statku flota liczyla okolo 176 statkøw byl to rok 1982.Fakt ze czesc statkow byla juz przestazala ale i tak zarabiala na siebie tak jak Stefan Batory ktory do konca mial pasazerow i bilans byl +.Ofiara byly tez sluzby londowe ktore zapewnialy zycie floty .Przykre ale prawdziwe.Pozdrawiam wszystkich marynarzy

      • 1 0

  • tak .tak ! - paru tych speców menagerów z byłego PLO to dziś powinno siedzieć w pierdlu !

    a nie pławić się w chałupach zakupionych wiadomo za jaką i skąd wziętą kase ! . ciekawe czy w niedługim czasie powstanie też ksiązka o zatopieniu calego PLO ale taka z nazwiskami włącznie ! ,bez owijania w bawełne !...

    • 57 1

  • Porażający był stan wiedzy załogi (1)

    o ratowaniu życia na morzu. Dzisiaj chyba nie do pomyślenia, Wygląda na to , że poginęli ludzie, bo popełnili kardynalne błędy z niewiedzy.

    • 5 12

    • marynarze

      w większości nadal traktują robotę na statku jak ... jazdę pociągiem - "jak nawali to się wysiądzie i pójdzie piechotą".

      • 3 1

  • Polecam też

    książkę ,Ginące frachtowce'

    • 7 0

  • Wystarczy popatrzec na zdjecia i widac ze te jednostki nie mialy wystarczajacej statecznosci. (2)

    Nadbudowki wysokie jak nowe apartamenty na Swietojanskiej. Ale te nie maja klopotow z metacentrum.

    • 16 2

    • jak patrzę na równanie to znam rozwiązanie (1)

      Co to są kłopoty z metacentrum? Ocena stateczności po zdjęciu ma się tak samo jak wróżenie z fusów. Mierzenie stateczności jednostki poprzez spoglądanie na wysokość metacentryczną ma sens tylko przy małych kątach przechyłu, gdzie się zakłada, że położenie wspomnianego metacentrum to przecięcie osi symetrii i prostej poprowadzonej przez zmieniający się środek wyporu dla danych kątów przechyłu. Znam statki, które mają bardzo niski GM a są jednymi z najdzielniejszych jakie pływają. Polecam zerknąć np. na większe jednostki SAR lub holowniki oceaniczne tam GM jest wcale nieduże a statki bardzo dzielne.

      • 6 0

      • Wartosc wys. metacentrycznej (GM) to tylko statecznosc poczatkowa (czyli na spokojnej wodzie przechylamy jednostke o parek drobnych stopni). Statkek na morzu to zjawisko dynamiczne i potem wszystko zalezy od ksztaltu krzywej ramion prostujacych (krzywa Reeda). I dlatgo SARY i holowniki sa takie morsko dzielne, a 'Zdroje' przy niedbale zabezbieczonym (przesuwajacym sie poprzecznie) ladunku (MS Kudowa Zdroj ewidentnie) nie mogly tego przetrwac.

        • 2 0

  • Jeziorowce

    • 1 4

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1867 Ignacy Kraszewski przybył do Gdańska opis Z dwudniową wizytą do Gdańska przybył znany pisarz Ignacy Kraszewski. W warszawskim czasopiśmie Kłosy opublikowano reportaż z odwiedzin.

Polecane wydarzenia

Sprawdź się

Pierwszą szkołą wyższą, uruchomioną w Gdańsku po zakończeniu II wojny światowej była: