Z okopów na plaże. Historia Mariana Mokwy, mistrza morskiej fali

Najnowszy artukuł na ten temat Zakłady przemysłowe dawnego Sopotu

Kiedy po raz pierwszy zobaczył morze jako nastoletni młodzieniec, nie zrobiło na nim wielkiego wrażenia. Ale w ciągu swojego długiego życia Marian Mokwa stał się najbardziej konsekwentnym piewcą morza w historii polskiej marynistyki. I najbardziej twórczym, bo namalował ponad 8 tys. obrazów.



Przyszły malarz urodził się 9 kwietnia 1889 r. Młody Marian pobierał nauki w gimnazjum biskupim w Pelplinie, a potem w Starogardzie. Lekcji malowania udzielał mu gimnazjalny nauczyciel i malarz - Edgar Schulz.

To dzięki niemu nasz bohater zarobił swoje pierwsze duże pieniądze. Nauczyciel zorganizował aukcję jego akwarel. Ku swemu zaskoczeniu Mokwa zarobił na ich sprzedaży 500 marek, równowartość rocznej pensji nauczycielskiej.

Być może także dzięki temu młody artysta postanawia studiować malarstwo na niemieckich uczelniach. Pierwszym etapem artystycznej peregrynacji jest Akademia Sztuk Zdobniczych i Pięknych w Norymberdze. Młody malarz tworzył widoczki frankońskich zamków i pałaców, które potem chętnie od niego kupowali ich właściciele. Dzięki temu Mokwa stał się niezależny finansowo.

Czytaj także: Sopocki malarz Albert Lipczinski spacerował po mieście z zieloną papugą na ramieniu. Klęła w dwóch językach

Malowanie rodzajowych widoków zapewniło mu także utrzymanie na studiach w Monachium i Berlinie. W czasie pobytu w stolicy Cesarstwa Niemieckiego udało mu się uzyskać stałe i duże kontrakty na pocztówki dla niemieckiej firmy Tück i krakowskiego wydawnictwa Stasiak.

W 1910 r., podczas otwarcia Domu Polskiego w Kościerzynie, malarz poznał Wiktora Kulerskiego, działacza, wydawcę "Gazety Grudziądzkiej".

Kulerski zaproponował mu posadę rysownika w swoim wydawnictwie, które poza gazetą wydawało także książki dla dzieci, katechizmy, pocztówki, śpiewniki, a także polskie powieści m.in. Kraszewskiego i Sienkiewicza. Wszystko to wymagało zilustrowania, więc Mokwa rzucił się w wir pracy. Pracował po kilkanaście godzin na dobę. Był na tyle dobry, że po pewnym czasie Kulerski zaproponował mu wyjazd do Imperium Tureckiego w charakterze korespondenta - ilustratora.

"Jaka szkoda, że jest Polakiem"

W Turcji okazało się, że doskonale pamiętają pradziadka malarza ze strony matki. Franciszek Kuczkowski, oficer pruski, za zgodą przełożonych przez 30 lat służył w tureckiej armii, w stopniu generalskim jako Ferik Pascha Mouhklis. Po powrocie do Prus został otruty arszenikiem na jednym z przyjęć. To u wdowy po nim mieszkał Marian podczas studiów w Berlinie.

Podczas pobytu nad Bosforem powstały jego najbardziej kolorowe prace. Tam, nad południowymi morzami, u malarza zrodziła się fascynacja morskim żywiołem, jego zmiennością i potęgą.



Podczas jednej z jego podróży po imperium, w Czarnogórze w 1912 r. zaskakuje go wybuch I wojny bałkańskiej. Podczas działań wojennych Mokwa stał się ich kronikarzem, malując toczące się zmagania z pozycji okopów.

Gdy w Europie wybuchła wojna, potem nazwana "pierwszą", Mokwa, jako poddany pruski, otrzymał powołanie do armii niemieckiej. Walczył przez dwa lata, ale i robił to, co na Bałkanach, a więc malował wojnę z pozycji okopów.

W 1917 r. prace malarzy frontowych, w tym obrazy Mokwy, zostały pokazane na wystawie w Berlinie. Ze stolicy cesarstwa wystawa trafiła do Grudziądza. W lokalnym, polakożerczym piśmie "Der Geselliger" ukazała się recenzja: "Obrazy Mokwy są bezwarunkowo najlepsze i daleko odbijają od pozostałych (...) najwyraźniej i najwszechstronniej pokazał wojnę. Jaka szkoda, że jest on Polakiem".

Galeria Morska

Pod koniec wojny i tuż po niej, Mokwa dzielił swój czas między Sopotem, dokąd ściągnął go Aleksander Majkowski, a Berlinem, gdzie poznał miłość swego życia - Stefanię Łukowicz, utalentowaną skrzypaczkę. Stefania pochodziła z Adelajdy w Australii, gdzie osiadł jej ojciec - hrabia Marcel Karol Łukowicz.

11 lipca 1921 r. młodzi wzięli ślub w kościele pw. Gwiazdy Morza w Sopocie. Ojciec Stefanii w prezencie ślubnym zbudował im przy Kollathstrasse 8 (obecnie ul. Kasprowicza) zobacz na mapie Sopotu modernistyczną willę według projektu Johanna Suhra. Domostwo zostało nazwane Adelajda.

W latach 20. na świat przyszła czwórka dzieci Mariana i Stefanii: Edwin, Jan, Maria i Stefania. Marian Mokwa już wtedy malował przede wszystkim morze i wszystko, co się z nim wiąże.

Postanowił stworzyć apoteozę morskiej historii Polski, którą chciał opowiedzieć w cyklu monumentalnych obrazów. Dzieło to w swoim założeniu miało służyć umacnianiu łączności Polaków z morzem.

Obrazy artysty zawisły w wybudowanej przez niego za własne środki galerii w Gdyni przy ulicy 3 maja, nazwanej Galerią Morską. Rodzinne przekazy mówią, że aby galeria powstała i zaczęła funkcjonować, malarz musiał wręczyć kilka łapówek urzędnikom gdyńskiego magistratu.

Oprócz dzieł Mokwy wystawiali tam inni malarze. W galerii organizowane były odczyty, spotkania, funkcjonował teatr dla najmłodszych. Galeria Morska staje się jedną z pierwszych instytucji kulturalnych z prawdziwego zdarzenia w powstającym mieście.

W latach 1925-27 malarz wydawał pismo artystyczno-informacyjne "Fale". Było to jedyne pismo wydawane w międzywojniu w Sopocie w języku polskim. Wszystkie numery, poza pierwszym, drukowane były w piwnicy willi Adelajda, na niewielkiej maszynie drukarskiej.



W salonie i w piwnicy

Gdy wybuchła wojna, cały dorobek malarza został zniszczony i rozgrabiony. Kilka dni po zajęciu Gdyni, niemiecki oficer Karl von Tiedeman, "szatan w stopniu generała", jak o nim po latach powie Mokwa, wydał rozkaz, aby spalić obrazy polskiego malarza. Żołnierze wrzucają do rowu przy galerii płótna o patriotycznej wymowie i podpalają. Obrazy o neutralnej treści kradną.

"Apoteoza Polski Morskiej" zamienia się w popiół.

Malarz nie trafił do hitlerowskiego obozu, ale na dworcu w Kościerzynie zamordowany został jego brat.

Mokwowie otrzymali nakaz przeniesienia się do piwnicy swojej willi, na górze zamieszkali niemieccy urzędnicy. Do obowiązków artysty należało palenie w piecu centralnego ogrzewania i sprzątanie posesji. Zaprzyjaźnieni sklepikarze dokarmiali rodzinę, która została bez środków do życia. Marian malował małe obrazy sąsiedzkich domów i je sprzedawał - z tego żyli.

W marcu 1945 r. Niemców zastąpili Rosjanie. Rodzina Mokwów, która ledwie zdążyła zająć swoje pokoje po ucieczce Niemców, została z powrotem zapędzona do piwnicy. Pokoje na górze zajęło NKWD, a potem przedstawiciele polskich "służb", które mają chrapkę na willę.

Na szczęście dla Mokwy, zaczął on malować obrazy na zlecenie Marynarki Wojennej. Prawdopodobnie to spowodowało, że nie stracił domu, choć cały czas na różne sposoby był nękany przez rozmaite organy PRL. Jego gdyńska galeria zostaje mu najpierw zwrócona jako "mienie poniemieckie i porzucone", a gdy artysta ją wyremontował własnym sumptem, na podstawie tej samej ustawy została mu ona odebrana. W późniejszych latach mieściło się tam kino "Atlantic".

Malarz otrzymał jednak posadę w sopockim urzędzie miasta. Zajmował się przemianowywaniem nazw ulic z niemieckich na polskie. Wykonywał też tablice i szyldy.

"Tak się wygłupiać nie można"

W kurorcie powstała Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych. Wbrew pozorom dla Mokwy oznaczało to jedno - kłopoty. Marynista był bowiem sekowany przez środowisko artystyczne. Przez długie lata nie chciano przyjąć go do Związku Polskich Artystów Plastyków.

Tymczasem bez przynależności do związku malarz nie miał wystaw ani nie dostawał przydziału na ciągle w PRL-u brakujące materiały potrzebne do pracy. Po pierwsze malarze z PWSSP uważali, że twórczość Mokwy nie jest sztuką. Po drugie Mokwa był autochtonem, z podejrzanym epizodem współpracy z władzami sanacyjnej Polski.

Mokwa, jak zawsze, poradził sobie bez zbędnej biurokracji. Potrzebne materiały otrzymywał wraz z zamówieniami od Marynarki Wojennej i Polskich Linii Oceanicznych. Obrazy malował często na płytach pilśniowych, malował zaś farbami technicznymi ze stoczni.

Jego zaradność budziła wściekłość niektórych malarzy. Gdy Mokwa wysyła swoje obrazy na wystawę do Warszawy, sopocka delegacja artystów sprawiła, że zamiast do sal wystawowych trafiły do piwnicy.

Ta niechęć przerodziła się w prawdziwą wojnę, którą w końcu wyciszyła Józefa Wnukowa: "No koledzy, wygłupiać się można, ale nie aż tak. Wy jesteście tylko zazdrośni", miała powiedzieć artystka na jednym z zebrań. Dzięki temu nastały lepsze czasy dla Mokwy. Zaczął wystawiać, choć nie w ramach ZPAP.

Kolor znika wraz ze wzrokiem

Pod koniec lat 60. Mokwa traci powoli wzrok. Jego obrazy stają się niemal jednobarwne. Malarz poddaje się operacji zdjęcia katarakty. Obrazy znów odzyskują świeżość barw.

Rok 1975 to dla sędziwego już artysty smutna data, mimo, iż otrzymuje nagrodę Sopockiej Muzy (zwaną wówczas Srebrną Plakietą). Umiera jego żona Stefania. Opiekę nad ojcem przejmują córki.

W 1979 r., w 60. rocznicę zamieszkania w kurorcie, na wniosek Towarzystwa Przyjaciół Sopotu Marian Mokwa otrzymuje honorowe obywatelstwo miasta. Maluje do końca swojego życia, z którym żegna się 15 czerwca 1987 r. Marian Mokwa został pochowany obok swojej żony Stefanii na sopockim Cmentarzu Katolickim.

Dziś w kurorcie jego imię nosi jedna z ulic w dolnym Sopocie. Przed willą Adelajda znajduje się pamiątkowa tablica poświęcona jego pamięci.

Prace Mariana Mokwy sprzedają się dobrze na aukcjach i uzyskują wysokie ceny. Na tyle wysokie, że w roku 2010 na rynku sztuki pojawiły się fałszywe obrazy, naśladujące dzieła mistrza morskiej fali.

Opinie (6)

  • "bo był autochtonem" (1)

    Nie można napisać wprost, że był Kaszubem? Co więcej razem ze wspomnianym Majkowskim był działaczem młodokaszubskim. Willa nie nazywa się Adelajda tylko Adelaide i w tym przypadku nie określa to związku z niemczyzną tylko miasto w Australii.

    Przymykając oko na powyższe, ciekawy artykuł.

    • 19 0

    • ale się popisałeś/aś no,no...

      Adelajda to spolszczona nazwa Adelaide. To tak samo jak np. Monachium lub Nowy Jork zamiast Munchen czy New York.
      Zgadzam się, że to miasto w Australii.

      • 1 1

  • Nikt nie malował tak, jak Adam Werka! (1)

    Czemu nikt nie pisze o Adamie Werce, genialnym malarzu maryniście, który w sposób niedościgniony oddawał stany mórz, statków, okrętów... bo nie był Kaszubem???

    • 4 2

    • Polskość to nienormalność.

      Obecnym władzą i rządzącym polską kojarzy sie z czymś obcym.

      • 0 1

  • Naprawdę pięknie malował, nawet tak niewdzięczne tematy jak praca w stoczni sportretował wyśmienicie!! Cóż, ASP w Gdańsku może się schować...

    • 4 3

  • Bardzo ciekawa, syntetyczna opowieść.

    Bardzo ciekawa, syntetyczna opowieść - myślałem że to zapowiedź jakiejś wystawy. Parę lat temu widziałem dobrą ekspozycję prac Mokwy w Muzeum Sopotu, niestety nie było nawet małego katalogu czy ulotki. Powyższy tekst mógłby być świetnym uzupełnieniem tamtego wydarzenia.
    Teraz w sopockim muzeum równia pochyła, więc nie należy się spodziewać niczego, co mogłoby mieć jakikolwiek związek ze sztuką i kulturą Wybrzeża :( :( :(

    • 3 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Sprawdź się

Sprawdź się

Który klub sportowy powstał w Gdańsku jako pierwszy?