wiadomości

stat

Tranzytem przez Gdynię

artykuł historyczny
Polski kolejarz i polski pociąg jadący na trasie Gdynia - Hel. Zdjęcie wykonane w sierpniu 1934 r.
Polski kolejarz i polski pociąg jadący na trasie Gdynia - Hel. Zdjęcie wykonane w sierpniu 1934 r. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Zapraszamy na tranzytową przejażdżkę przez polskie Pomorze AD 1937, obserwowane okiem polskiego dziennikarza i niemieckich pasażerów.



Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918, na mocy postanowień traktatu wersalskiego, wchodzące do tej pory w skład niemieckiej prowincji Prusy Zachodnie (Westpreussen), Pomorze Gdańskie zostało przyznane Polsce, tym samym oddzielając niemieckie Prusy Wschodnie (Warmia, Mazury, Nizina Pruska z Królewcem) od reszty Niemiec. W podobnej sytuacji znalazło się również Wolne Miasto Gdańsk, w przeważającej mierze zamieszkane przez ludność niemiecką.

Nowe granice państwowe przecięły stare szlaki łączące wcześniej te ziemie; powstanie Gdyni i konieczność połączenia jej z resztą kraju sprawiły, że dawna oś komunikacyjna wschód-zachód straciła na znaczeniu i została zastąpiona przez oś północ-południe.

Mapa drogowa Pomorza i Polski pod koniec lat 30. XX wieku. Kliknij, by zobaczyć mapę całego kraju.
Mapa drogowa Pomorza i Polski pod koniec lat 30. XX wieku. Kliknij, by zobaczyć mapę całego kraju.
Lecz tak jak Polska nie mogła istnieć bez połączenia z Bałtykiem, podobnie i Prusy Wschodnie z Gdańskiem potrzebowały połączenia z Rzeszą. Zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego Niemcy zyskały "prawo do wolnego ruchu": osoby, towary, pojazdy mogły swobodnie przemieszczać się z Niemiec do Prus Wschodnich przez terytorium polskie.

Pierwsza umowa z roku 1920 zakładała, że pociągi pasażerskie pojadą najkrótszą linią, czyli przez Chojnice i Malbork. Zawarty przez Polskę i Niemcy tzw. układ paryski z 21 kwietnia 1921 r. wprowadził pojęcie ruchu uprzywilejowanego, w ramach którego pociągów tranzytowych nie obowiązywała kontrola paszportowo-celna, ale na obszarze Polski wagony były zamykane i - poza pewnymi wyjątkami - pasażerowie nie mogli wysiadać z nich na polskich stacjach.

Mapa sieci kolejowej w Polsce w 1938 r. Kliknij, by zobaczyć cały kraj.
Mapa sieci kolejowej w Polsce w 1938 r. Kliknij, by zobaczyć cały kraj.
W lutym roku 1936 doszło do największego kryzysu związanego z niemieckim tranzytem przez Polskę, ponieważ Niemcy przestali płacić za przewozy, do czego byli zobowiązani ustaleniami traktatu. Polska wypowiedziała wówczas umowę paryską i niemal całkowicie wstrzymała ruch niemieckich pociągów tranzytowych.

Kryzys był wynikiem niskiego poziomu rezerw dewizowych Rzeszy, bo płacić za tranzyt Niemcy musieli w walucie wymienialnej. Były to niebagatelne sumy, ponieważ aż około 15 proc. wpływów do budżetu II Rzeczypospolitej pochodziło właśnie z niemieckich opłat tranzytowych...

Jesienią roku 1937 wspomniany kryzys należał do przeszłości (choć w jego efekcie Niemcy zaczęli ograniczać ruch kolejowy na rzecz transportu morskiego), o czym przekonujemy się z lektury "Gazety Gdańskiej" z 9 października, która opublikowała relację z podróży takim właśnie niemieckim pociągiem tranzytowym.

Korespondent "Gazety" wsiadł do niego na stacji w Wejherowie - wprawdzie pociągi tranzytowe, jak już wspominaliśmy, były dla pasażerów z Polski zamknięte, ten jednak konkretny skład zawierał wyjątkowo "część wagonów, do których wolno wsiadać również podróżnym pomiędzy stacjami polskimi".

Pociąg w większości był "zapełniony Niemcami, jadącymi do Gdańska lub Prus Wschodnich", dzięki czemu nasz dziennikarz zyskał możliwość swobodnej obserwacji niemieckich współpasażerów, chociażby takich jak pewien starszy pan, dumnie noszący na swej piersi "znaczek ze swastyką".

Gdy pociąg przemierzał okolice Wejherowa, ów jegomość ze wzruszeniem zaczął wymieniać nazwy mijanych obiektów, prawdopodobnie pochodził właśnie z tej okolicy. Jednak już w pobliżu Rumi zamilkł: starszy pan nic już nie mówił, w milczeniu chłonąc "nowy dla niego obraz polskiego wybrzeża".

Tuż za Chylonią wyszedł nawet na korytarz i zdołał jedynie wydusić z siebie: Gdingen... Wtedy, jak na komendę, ze wszystkich przedziałów wylegli "podróżni ze swastykami, tłocząc się przy oknach", a ich zainteresowanie "urosło wówczas do granic napięcia, gdy wreszcie poprzez okna pociągu rozpościerać się" zaczął "widok na port i na zarysowujące się od strony południowej miasto". Gdynia musiała wywrzeć na pasażerach olbrzymie wrażenie, ponieważ tylko "patrzyli i... milczeli", a "żaden komentarz nie zrywał im się do ust" i - jak zauważył nasz korespondent - "wymowne to było milczenie".

Spoglądając na miasto "niemieckimi oczami" odczuwał wówczas prawdziwą dumę z tego, że jako "mieszkaniec Gdyni" stawał się "komórką tego wspaniałego, tak bujnie rozrastającego się młodego organizmu".

Niestety, chwilę później nasz dziennikarz dojechał do celu swojej podróży i zmuszony był przekroczyć próg "gdyńskiej rzeczywistości", trafiając do "ciemnej, ciasnej hali dworcowej", gdzie czar po prostu prysł. A przecież jeszcze chwilę wcześniej "zapomniał o wszystkich przysłowiowych już gdyńskich bolączkach i niedociągnięciach"...

Mimo tego, że "gdyńskich bolączek" było znacznie więcej (np. strajki różnych grup zawodowych, czy spowodowana brakiem dostatecznej liczby izb szkolnych, konieczność przeprowadzania w niektórych szkołach zajęć w systemie trzyzmianowym, Gdynia była dla Polaków powodem do dumy, a dla wielu polskich miast wzorem do naśladowania i... nadzieją - jak uważano np. w Bydgoszczy - na lepszą przyszłość.

Tylko czy na pewno chodziło o model współpracy na "osi Gdynia - Bydgoszcz", zaproponowany przez pewnego gdańskiego piekarza...?



Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 234 z 9 października 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (40)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Ostatni proces o czary Ostatni proces o czary odbył się w Gdańsku. Na śmierć na stosie 82 - letnią Annę Krüger, skazała Ława Starego miasta. W 1662 burmistrz Gabriel Krummhauser opublikował apel o zaprzestaniu tego typu oskarżeń.

Najczęściej czytane