Taka niepiękna katastrofa. Wybuch gazu w Gdyni w 1931 r.

artykuł historyczny
Skutki opisanego w artykule wybuchu gazu w centrum Gdyni.
Skutki opisanego w artykule wybuchu gazu w centrum Gdyni. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do października 1931 r. Tym razem przeczytamy m.in. o tragicznym w skutkach wybuchu gazu w centrum Gdyni czy proteście głodowym studentów Szkoły Morskiej. Przeczytamy również o ogromnym ziemniaku, który przypominał kształtem... niemowlę.



W październiku roku 1931, "według ostatnio dokonanego spisu zabudowania miasta Gdyni, na terenie miasta wraz z Kamienną Górą, Oksywiem, Grabówkiem i Obłużem", znajduje się już "1577 budynków mieszkalnych".

A chociaż z "zestawienia tego można wnioskować, że Gdynia powoli zmienia się w miasto o budowlach murowanych", bo "ilość nowo postawionych baraków jest stosunkowo mała", to tak naprawdę faktyczny stan i liczbę gdyńskich nieruchomości pokaże dopiero Drugi Powszechny Spis Ludności, który zaplanowano na grudzień.

Jest spora szansa, że pozwoli to nie tylko ostatecznie oszacować stan gdyńskiej zabudowy, ale umożliwi też wprowadzenie "stałej numeracji domów, której brak bardzo daje się we znaki".


Niestety, jak się okazuje w październiku roku 1931, zdarza się, że niekiedy budynków również ubywa. I to w dość dramatycznych okolicznościach. W "mroku chmurnej nocy jesiennej", "w dniu 8 bm. na dziesięć minut przed godziną 7 wieczór", w centrum miasta "rozlega się silna detonacja", zaś spóźnieni przechodnie dostrzegają "słup ognia i dymu", "poczem z hukiem i trzaskiem" zaczynają "walić się mury bloku mieszkalnego Zakładu Ubezpieczeń Pracowników Umysłowych w Gdyni przy ulicy Świętojańskiej [adres jest błędny, chodzi o skrzyżowanie ulic Piłsudskiego i Bema - dop. red.]".

Wskutek eksplozji "gazu świetlnego" - jak określano wówczas gaz ziemny - "narożnik wielkiego bloku mieszkalnego", oddanego do użytku całkiem niedawno, zostaje "dosłownie wysadzony w powietrze, grzebiąc pod gruzami całe rodziny - mężczyzn, kobiety i nieletnie dzieci".

Niestety, prowadzona z wielkim poświęceniem akcja ratunkowa nie dość, że - ze względu na panujące ciemności i padający deszcz - niezwykle trudna, nie kończy się happy endem. "Większość odkopywanych ofiar nie żyje"...

Katastrofa, "która młode nasze miasto okrywa głęboką żałobą", jest jedną z najtragiczniejszych, jakie "w Polsce się wydarzają". Miejsce wypadku prawie natychmiast "staje się miejscem pielgrzymek całej Gdyni", lecz "policja utrzymuje wszędzie jednak wzorowy porządek". Urządzone na koszt państwa uroczystości pogrzebowe, odprawiane pod przewodnictwem biskupa morskiego Stanisława Okoniewskiego, gromadzą na gdyńskich ulicach tłumy.


Nim na dobre zakończyło się odgruzowywanie feralnej posesji, zaczęto poszukiwanie winnych tragedii. W trakcie przeprowadzonego śledztwa udaje się stwierdzić, że bezpośrednią przyczyną wybuchu był ulatniający się w kamienicy gaz.

Wiadomo też, że "podobno jedna ze służących schodząc do piwnicy poczuła zapach gazu i uprzedziła o tem dozorcę". Ale "do spostrzeżenia tego jednakże, które mogło zapobiec nieszczęściu, nie przypisano niestety żadnej wagi"... W wyniku "wstępnych dochodzeń" winnymi niedopatrzenia uznano dyrektora gazowni i montera instalacji gazowych, których aresztowano i zamierzano postawić przed sądem.


Wybuch "gazu świetlnego" nie jest jedynym niepokojącym wydarzeniem tej jesieni. Do gorszących (choć na szczęście nie tak tragicznych) scen dochodzi też w Szkole Morskiej w Gdyni.

Może ten "niebywały incydent" to nic wielkiego, choćby w zestawieniu z nowymi doniesieniami z Wolnego Miasta Gdańska, "stającego się coraz wyraźniej bramą wypadową rewizjonizmu niemieckiego", wystarcza jednak, by dojść do przekonania, że w roku 1931 nad Bałtykiem zapanowała "smutna, bardzo smutna jesień".


Lecz przecież znad morza płyną też optymistyczne wieści! Gdyńska poczta działa lepiej niż kiedykolwiek, dostarczając nawet takie przesyłki, których dostarczyć się nie da. Gdyńska stocznia zaczyna wreszcie produkować statki, na razie jeszcze nie tak "romantyczne", jak ów transportowiec, który z wizytą wpływa do gdyńskiego portu, ale... to tylko kwestia czasu. A gdyńskie ziemniaki... sami spróbujcie!


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 196 z 11 października 1931 r. i nr 205 z 18 października 1931 r., "Dziennik Bydgoski" nr 232 z 8 października 1931 r., "Gazeta Bydgoska" nr 232 z 8 października 1931 r. i nr 241 z 18 października 1931 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 278 z 8 października 1931 i nr 299 z 29 października 1931 r. oraz "Ilustracja Polska" nr 53 z 4 października 1931, nr 55 z 18 października 1931 r. oraz nr 56 z 25 października 1936 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (21)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Co hodowano na sopockim hipodromie, aby uzupełnić kartkowe przydziały żywnościowe mieszkańców?

 

Najczęściej czytane