wiadomości

stat

Sztormowo na Bałtyku, niebezpiecznie na drogach

artykuł historyczny
ORP Gryf po zwodowaniu we francuskiej stoczni w Le Havre.
ORP Gryf po zwodowaniu we francuskiej stoczni w Le Havre. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Pierwsza dekada marca roku 1938 nie przyniosła mieszkańcom Wybrzeża rewolucyjnych zmian w pogodzie: zima z odejściem wcale się nie spieszyła.



Jak donosiła ówczesna "Gazeta Gdańska", niewielki mróz trzymał w nocy, w ciągu dnia natomiast "temperatura [osiągała] kilka stopni powyżej zera". Nad morzem było "na ogół chmurno i rankiem mglisto", przelotnie padał też marznący deszcz.

Był to tylko pozorny spokój, bo opisywana w zapowiedziach meteorologicznych aura niekoniecznie znajdowała odzwierciedlenie w rzeczywistości: na Pomorzu "nadal [!] panował gwałtowny wicher", zaś "morze było silnie wzburzone" i "zwłaszcza na odcinku Rozewie-Hel atakowało polskie brzegi". Nic więc dziwnego, że wszystkie "ostrzegalnie nadmorskie" wystawiły "czerwone trójkąty sztormowe i podwójne czerwone chorągiewki". Wiatr nie tylko utrudniał żeglugę, zatrzymując w porcie wiele statków i kutrów rybackich, ale powodował też znaczne szkody na lądzie, "zrywając dachy z wielu domów, łamiąc drzewa i przewracając parkany". "Gwałtowne wiatry północno-zachodnie" zakłócały również funkcjonowanie portu gdańskiego, a "ruch wychodzących i wchodzących statków doznał pewnego opóźnienia".

Jakby tego jeszcze było mało, na cumującym w Gdańsku niemieckim parowcu "Lisa", wybuchł pożar. Na szczęście ogień nie spowodował wielu zniszczeń, gdyż dość szybko został ugaszony.

Sztormowa pogoda nie przeszkodziła jednak wpłynięciu do "pięknego portu wojennego na Oksywiu, u boku Gdyni", nowego okrętu Polskiej Marynarki Wojennej, czyli stawiacza min ORP "Gryf".

Zbudowany w latach 1934−1938 we Francji, był największym okrętem bojowym II Rzeczpospolitej. Na skutek nacisków politycznych, budowę "Gryfa" powierzono stoczni Chantiers et Ateliers Augustin Normand w Hawrze, która nie miała doświadczeń w budowie takich okrętów, specjalizowała się bowiem głównie w okrętach podwodnych (niestety, żadna polska stocznia nie była w stanie zbudować tak dużej jednostki). Doszło do znacznych opóźnień w budowie: stwierdzono np. nieprawidłowości w konstrukcji części kadłuba i konieczna była jego przebudowa; lecz i strona polska nie była tu bez winy: część poprawek do projektu wniesiono już w trakcie prac stoczniowych. W końcu jednak okręt szczęśliwie zwodowano, a 27 lutego 1938 r. podniesiono na nim banderę.

W czasie swojego pierwszego rejsu do kraju, przeszedł "Gryf" - pod dowództwem komandora podporucznika Stanisława Dzienisiewicza - pierwszy poważny chrzest bojowy, zmagając się - wśród "rozszalałego żywiołu wodnego" - ze sztormem na Morzu Północnym.

Niestety, "Gryf" służył Polsce zaledwie półtora roku: w dniu 1 września 1939 roku wziął udział w próbie (nieudanej) postawienia zagrody minowej na Zatoce Gdańskiej (plan "Rurka"), ale już 3 września został zbombardowany i zatopiony przez niemieckie lotnictwo.

Z Oksywia przenosimy się do Gdyni, gdzie z początkiem marca podsumowano kolejny miesiąc funkcjonowania gdyńskiego pogotowia. A choć luty to najkrótszy miesiąc w kalendarzu, dla pogotowia okazał się "bardzo ruchliwy". Ratownicy "załatwili prawie 630 spraw, związanych z funkcją lekarską", a "wóz pogotowia" aż "230 razy mknął po ulicach". Niestety, w liczbie tej zanotowano "26 wypadków zbytecznych alarmów", co było "stałą, wielce niepokojącą pozycją w statystykach gdyńskiego pogotowia".

Na szczęście interwencja pogotowia nie przy każdym wypadku była konieczna, jak miało to miejsce na ulicy Waszyngtona w Gdyni, gdzie samochód prowadzony przez "nadobną kierowczynię", Lucynę Bojarską, "znalazł się na chodniku, wywracając wózek, w którym znajdowało się 8-miesięczne dziecko". Dziecko odniosło tylko lekkie obrażenia, natomiast "przystojną a niefortunną kierowczynią zainteresował się z urzędu przystojny policjant".

W wielu innych sytuacjach, jak pokazują relacje z Gdyni i Wrzeszcza, na interwencję lekarską było już niestety za późno.

Wspomnieliśmy o marcowej niepogodzie: wiadomo, że dobrą pogodę zwiastować powinna tęcza, na końcu której - podobno - szczęśliwcy znaleźć mogą garnek ze złotem. Garnek - wprawdzie ze srebrem - znaleźli "w Chylonii pod Gdynią" robotnicy. W trakcie prac ziemnych w pobliżu ulicy Morskiej natrafili na naczynie "zawierające około 1500 srebrnych monet" ("przeważnie talarów srebrnych Fryderyka Wilhelma i Augusta Mocnego").

Lepsza pogoda w marcu jest znakiem nadchodzącej wiosny, może więc i czas najwyższy na wiosenny przegląd garderoby. I na przygotowanie do pierwszej majówki we Władysławowie.




Źródło: "Gazeta Gdańska", numery: 55 z 8 marca 1938 r. i 56 z 9 marca 1938 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (32)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Polityka prywatności
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1792 Srebrnych Krzyż Orderu Virtuti Militari dla Ludwika Metzella Srebrnych Krzyż Orderu Virtuti Militari otrzymał Gdańszczanin Ludwik Metzell, oficer artylerii koronnej, zasłużony w bitwie pod Zielonką. W wieku 84 lat zmarł w Warszawie.

1969 Otwarcie Bulwaru Nadmorskiego W Gdyni oddano do użytku Bulwar Nadmorski o długości prawie 2 km

Najczęściej czytane