wiadomości

stat

Sztorm na morzu, niespokojnie na lądzie

artykuł historyczny

Dzisiejszy przegląd najważniejszych wiadomości drugiej połowy stycznia rozpoczynamy od roku 1914. Nie był to łatwy czas dla Pomorza - jak czytamy w "Gazecie Gdańskiej" z 15 stycznia - "na wybrzeżu bałtyckiem szalały w ubiegłym tygodniu burze, jakich nie pamiętają od 20 lat".



Wzburzone fale zniszczyły dobrobyt licznych rodzin włościańskich i rybackich". Sztorm spowodował zalanie "szerokich przestrzeni pod Gdańskiem", a woda "doszła aż do Sopotu, zalewając całą miejscowość"; również "szczególnie w okolicach Orłowa fale morskie szalały".

Jednak największe szkody żywioł poczynił "w odnodze Puckiej i na półwyspie Helu", skutkiem czego miejscowa ludność znalazła się na granicy "biedy i nędzy wielkiej", doświadczając "głodu przed drzwiami" (to cytat z - opublikowanej na łamach dziennika - prośby miejscowego proboszcza o pomoc). Apele o pomoc trafiały także na strony prasy nie tylko lokalnej, czego dowodem zamieszczona w "Tygodniku Ilustrowanym" korespondencja z Wybrzeża, nadesłana przez niejakiego Piotra Selina ("mieszkańca tamtejszego"), ilustrowana zdjęciami żywiołu.

Pięć lat później w "Gazecie" dominowała zupełnie inna tematyka: po przegranej przez Niemcy wojnie Gdańsk znalazł się bowiem na krawędzi kryzysu ekonomicznego i narodowościowego. W mieście szalała drożyzna, zaś żywność i artykuły pierwszej potrzeby podlegały ścisłej reglamentacji - nic więc dziwnego, że sięgano np. po - niezbyt popularne w "normalnych" czasach - mięso końskie. Jednak jego niewłaściwe spożycie, wynikające z pośpiechu, powodowało liczne zachorowania wśród mieszkańców. Problemem były również braki w dostawach węgla, które wywołały "wielkie ograniczenie ruchu tramwajowego" w mieście.

Odradzająca się państwowość polska zamierzała sięgnąć po tereny do tej pory będące integralną częścią pokonanego Cesarstwa Niemieckiego: Niemcy mieli świadomość, że polskie żądania terytorialne mają dużą szansę na poparcie zwycięskiej Francji i Stanów Zjednoczonych.

Na terenie Pomorza wrzało: ludność niemiecka manifestowała za pozostaniem w granicach macierzy, polska natomiast domagała się powrotu tych ziem w granice Polski: wyrażano nawet nadzieję, że "na podstawie bowiem 13 punktu programu Wilsona" "utworzona zostanie Polska w granicach z roku 1772 - przed pierwszym rozbiorem". Władze niemieckie obawiały się przede wszystkim buntu zrewoltowanych żołnierzy narodowości polskiej, którzy - podobnie jak w Wielkopolsce - w każdej chwili mogli sięgnąć po broń: stąd też wydany żołnierzom zakaz noszenia "oznaków narodowych jako to orła polskiego itp." oraz groźba karania "udziału w dążnościach oderwania części ziem od związku państwowego" karą "dożywotniego domu karnego albo fortecą".

Nie czekając na rozstrzygnięcie przynależności ziemi pomorskiej na forum międzynarodowym, Niemcy postanowili wziąć sprawy we własne ręce: w Lęborku "obostrzano służbę bezpieczeństwa" i wprowadzano godzinę policyjną, w Kwidzynie z kolei sformowano "przeciw Polakom dobrowolną straż obywatelską".

O efektach działania jednego z takich oddziałów pisała "Gazeta", relacjonując "najazd oddziału niemieckich ochotników" na jedną z wsi pod Lęborkiem: Niemcy przyjechali tutaj "na dwóch wielkich samojadach i uzbrojeni dwoma kulomiotami poszukiwali po kilku domach broni": akcja nie przyniosła żadnych rezultatów i nawet niemieccy "żołnierze sami wyrazili z tej przyczyny swoje oburzenie".

W rok 1924 wjeżdżamy dość niespodziewanie... tramwajem! Może "nie do Malborga", tak jak chciałyby tego "gdańskie sfery nacjonalistyczne", niezadowolone z tego, że wraz z utworzeniem Wolnego Miasta Gdańska w roku 1920, na mocy postanowień wersalskich gdańskie koleje trafiły pod zarząd Polskich Kolei Państwowych. Szukając kolejnych sposobów na "komunikację kolejową z pominięciem korytarza gdańskiego", zastanawiano się więc nad "budową kolei elektrycznej między Gdańskiem a Malborkiem na terytorium gdańskiem, aby w ten sposób uniknąć wszelkiej kontroli polskiej".

Na razie jednak do "Malborga" jechać trzeba było przez polski Tczew. Przez Tczew jechało się również w góry, do Raby Wyżnej pod Nowym Targiem, by złożyć wizytę generałowi Hallerowi (temu samemu, który w lutym 1920 r. Polskę z morzem zaślubił...).

Pięć lat później (i "znowu śnieg...") newsem tygodnia w "Gazecie" (z takim "entuzjazmem" reklamowanej przez Niemców) stała się katastrofa statku pasażerskiego "Baltara", "który jeszcze przed 8-miu dniami znajdował się w porcie naszym, w drodze z Rygi do Gdyni". Statek osiadł na mieliźnie pod "Schievenhorst niedaleko ujścia Wisły" (obecnie Świbno), na szczęście jednak "43 pasażerów i 40 osób załogi, którzy znajdowali się na statku zostało bez szwanku na zdrowiu wyładowanych, tak, że katastrofa (...) obyła się bez ofiar w ludziach". Niestety, wezwane na pomoc holowniki nie były już w stanie uratować samego statku i "prawdopodobnie statek uważać należało jako zgubiony" (rzeczywiście, wkrótce potem przełamał się na pół i zatonął).

W doniesieniach prasowych nie brakowało jednak i optymistycznych wiadomości: taką była niewątpliwie informacja o gdyńskiej "innowacji", czyli oświetleniu, tonącej do tej pory w egipskich ciemnościach, ulicy Portowej.

Styczeń roku 1934 powitał nas karnawałem w Sopocie, co nie zmienia faktu, że atmosfera panująca wówczas na terenie Wolnego Miasta Gdańska daleka była od karnawałowej.

Czytając "Gazetę" możemy dowiedzieć się, jak werbowano Polaków "do organizacyj hitlerowskich" oraz dlaczego hitlerowcy uważali prawo za "niesprawiedliwe". A także złożyć - również niezbyt wesołą - wizytę przed sądem doraźnym w Tczewie...

Zmiana daty na rok 1939 nie przynosi jednak specjalnej poprawy: znowu bowiem trafiamy na gdyński Grabówek.

Ponieważ chcemy dzisiejsze spotkanie z historią zakończyć w sposób optymistyczny, odpuszczamy sobie wyjaśnienie "tajemnicy celi trzech morderców" i przenosimy się na "uroczyste poświęcenie i otwarcie nowego punktu mikrofonowego Rozgłośni Pomorskiej Polskiego Radia". Tę ważną dla Gdyni chwilę uświetnił "komisarz Rządu p. mgr. Franciszek Sokół", wygłaszając radiowy "odczyt na temat "Gdynia w służbie Rzeczypospolitej"".

Może jednak lepiej było nadać inny komunikat i poinformować ludzi, że "w razie gołoledzi należy posypywać piaskiem chodniki i skrzyżowania ulic...".


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 7 z 15 stycznia 1914 r., "Gazeta Gdańska" nr 12 z 16 stycznia 1919 r., "Gazeta Gdańska" nr 12 z 15 stycznia 1924 r., "Gazeta Gdańska "Echo Gdańskie"" nr 13 z 16 stycznia 1929 r., "Gazeta Gdańska" nr 11 z 16 stycznia 1934 r., "Gazeta Gdańska" nr 13 z 16 stycznia 1939 r. oraz "Tygodnik Ilustrowany" nr 5 z 30 stycznia 1914 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Biblioteki Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego.

Opinie (15) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1351 Powstało w Gdańsku Bractwo Strzeleckie Bractwo Strzeleckie powstało w Gdańsku, za zgodą wielkiego mistrza krzyżackiego Winricha von Kniprode. Od 1813 brało czynny udział w walkach w obronie miasta oraz w ceremoniach miejskich. Istniało do 1945 roku.

Sprawdź się

Ile lat trwała budowa Kościoła Mariackiego w Gdańsku?