Spacerował po Sopocie z zieloną papugą. Ptak przeklinał po niemiecku i angielsku

Najnowszy artukuł na ten temat Zakłady przemysłowe dawnego Sopotu
Ostatnie zdjęcie Alberta Lipczinskiego wykonane przez Franka Hammarskjölda w Sopocie.
Ostatnie zdjęcie Alberta Lipczinskiego wykonane przez Franka Hammarskjölda w Sopocie.

Choć namalował tysiące obrazów, to wielka część z nich uległa zniszczeniu lub rozproszeniu. Na początku XX wieku wystawiał razem z tuzami światowego malarstwa. W Wolnym Mieście Gdańsku prowadził nieźle prosperującą pracownię portretową. Po roku 1945 żył biednie i zmarł w nędzy. W miejscu, gdzie mieszkał, stoi zupełnie nowy budynek, a grób malarza został zlikwidowany.



O Albercie Lipczinskim da się powiedzieć na pewno dwie rzeczy - kiedy się urodził i umarł. Wiemy też, że przez 55 lat mieszkał w Sopocie. Gdyby nie David Bingham i jego książka "Albert Lipczinski. Malarz Niepokorny", prawdopodobnie o życiu artysty nie wiedzielibyśmy nic więcej.

Ucieczka

Nie wiadomo do końca, jak naprawdę brzmiało jego pierwsze imię. Polski ksiądz w kościele św. Jakuba Apostoła w Lęborku wpisał imię Adalbert, ale Lipczinski całe życie używał imienia Albert. W polskich dokumentach, które ocalały, figuruje jako Wojciech.

Albert Eugen Benno Lipczinski przyszedł na świat 20 grudnia 1876 r. w Lęborku. Był dwunastym z kolei dzieckiem Józefa Lipczyńskiego i Klary Zocholl. Rodzice Alberta pochodzili z Pucka. Ojciec Józef naprawiał i sprzedawał fortepiany. W jego ślady poszedł starszy brat przyszłego malarza - Max, który w warsztacie przy ul. Piwnej 7 w Gdańsku wytwarzał pianina firmy "Lipczynsky".

Albert uczył się w szkole sztuk pięknych oraz rzemiosł i sztuk użytkowych w Gdańsku. W trakcie służby wojskowej miał uderzyć w twarz podoficera, który znęcał się nad innym rekrutem. Ten czyn wydaje się jednak mało prawdopodobny, gdyż za to trafiłby do aresztu w koszarach, a szanse ucieczki stamtąd i pomocy ze strony cywili były raczej znikome. Najbardziej prawdopodobnym wydaje się, że młody Lipczinski po prostu uciekł z Niemiec przed służbą wojskową.

Autoportret Lipczinskiego, powstały w latach 1911-14
Autoportret Lipczinskiego, powstały w latach 1911-14
Raj

Albert Lipczinski pojawił się w Anglii, w Liverpoolu. Pierwszy ślad jego pobytu w tym mieście pochodzi dopiero z 1904 r. Około roku 1898 poznał kobietę swego życia, 16-letnią Elizabeth Milne. 5 maja 1904 r. wziął z nią ślub w anglikańskim kościele św. Jana.

Już wówczas Albert sporo malował, uczęszczał też na zajęcia w The School of Architecture and Applied Arts, gdzie wykładowcą był Augustus John, ceniony i sławny malarz, jeden z najważniejszych przedstawicieli brytyjskiego symbolizmu i postimpresjonizmu. John był kochankiem Elizabeth, która była także kochanką Charlesa Reillego, profesora katedry architektury w Liverpoolu.

Bo Lipczinscy mieli dość skomplikowane życie erotyczne. Wiedli życie artystycznej bohemy, do której Elizabeth wprowadziła Alberta. Był on przez znajomych nazywany "Lippy" i uważany za Polaka (po polsku mówił jednak bardzo słabo i tak zostało do końca jego życia).

Lipczinscy mieszkali w opuszczonym i wymagającym remontu wiktoriańskim, neogotyckim budynku dawnej szkoły. Mimo biedy kariera malarska Alberta rozwijała się. W 1911 roku wziął udział w wystawie malarstwa zorganizowanej w The Sandon Studios Society, na której pokazano płótna van Gogha, Gaugina, Cezanne'a, Matisse'a, Picassa. Znalazły się tam również dwa obrazy Lipczinskiego.

W kolejnych latach coraz więcej płócien artysty było prezentowanych na wystawach w Liverpoolu, Manchesterze, Londynie. W 1915 roku "Lippy" namalował portret profesorów uniwersytetu liverpoolskiego, który do dziś wisi w Bibliotece Nauk Społecznych tej uczelni.

Portret Elizabeth Lipczinski w młodości, pędzla Alberta Lipczinskiego.
Portret Elizabeth Lipczinski w młodości, pędzla Alberta Lipczinskiego.
Wygnanie

Wybuch I Wojny Światowej położył kres dotychczasowemu życiu Lipczinskich i utrącił nabierającą rozpędu karierę Alberta. "Lippy" biwakował wówczas w namiocie na wybrzeżu Walii, której krajobrazy malował. Wzięty za szpiega został aresztowany i osadzony w obozie internowania.

Władze brytyjskie miały wiele zastrzeżeń do Lipczinskiego. Ponieważ uciekał przed niemieckim państwem, na teren Zjednoczonego Królestwa wjechał nielegalnie. Przez kilkanaście lat pobytu na ziemi angielskiej, nigdy nie starał się o obywatelstwo brytyjskie. Policja miała też na niego oko od czasu krwawych protestów związkowych w Liverpoolu w 1911 r. Podejrzane były jego kontakty z przywódcami ruchu związkowego, socjalistycznego i anarchistami. Dzięki interwencji przyjaciół zamieniono mu obóz na areszt domowy. Wkrótce jednak "Lippy" trafił do obozu jenieckiego na wyspie Man. Już po zakończeniu wojny w 1919 roku przeniesiono go do kolejnego obozu w Londynie. Ostatecznie małżonkom udało się wyjechać do Gdańska.

Portret żony Elżbiety, 1907. Obraz Alberta Lipczinskiego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku.
Portret żony Elżbiety, 1907. Obraz Alberta Lipczinskiego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku.
Sielanka

Lipczinski pojawił się w Sopocie późną jesienią 1919 roku. Jego starszy brat Max już nie żył, a wdowa po nim była właśnie w trakcie sprzedaży wytwórni pianin. Albert zamieszkał u swojej siostry Margarethy, która była właścicielką kamienicy (już nieistniejącej) przy ul. Grunwaldzkiej 10 zobacz na mapie Sopotu. Jej mąż, Leon Schulz, działacz Polonii sopockiej, był współwłaścicielem
i dyrektorem banku ludowego, który zajmował parter budynku przy Grunwaldzkiej.

W lutym 1920 roku Leon umarł, a do Alberta dołączyła Elizabeth. Cała trójka mieszkała na pierwszym piętrze od frontu kamienicy.

Angielscy przyjaciele pomagają załatwiać Albertowi zlecenia na obrazy. Maluje portrety z przysyłanych mu z Anglii zdjęć. John i Elizabeth Yates kupują dla Lipczinskich dom przy ul. Grobla 9. Dzięki temu pozyskują dodatkowe dochody z wynajmu.

W 1928 roku Albert dorobił się atelier w Gdańsku przy ul. Lektykarskiej 7/8 zobacz na mapie Gdańska, gdzie odtąd składował kilkaset swoich obrazów. W ciągu kilku lat Lipczinski stał się wziętym portrecistą i pejzażystą (malował także miejskie i podmiejskie "widoki" gdańskie).

Po raz kolejny rzeczywistość dopadła Lipczyńskiego we wrześniu 1939 r. Nie wiadomo, czy Lipczinskim powodował oportunizm, strach, a może chęć uznania. Fakt, że wziął on udział w wystawach zorganizowanych przez nazistów w latach 1939-44. Pokazywał tam swoje pejzaże.

Widok na ul. Grobla II. Obraz z 1935 r.
Widok na ul. Grobla II. Obraz z 1935 r.
Horror

W 1945 r. do kurortu wkroczyli Rosjanie. Lipczinscy nie próbowali ewakuować się z Pomorza, nie mieli zresztą dokąd. Żołnierze wyciągnęli Alberta z domu, postawili pod ścianą i odbezpieczyli broń, ale uratowała go pomoc sąsiadów, którzy zapewnili, że to "nastajszczy Poliak".

Malarz przeżył, ale stracił zarówno dom jak i atelier. W atelier na Lektykarskiej wraz z budynkiem spłonęły magazynowane tam obrazy. Lipczinscy wraz z Gretą zostali wyrzuceni z sopockiego mieszkania, które zajęli nowi lokatorzy. Przenieśli się do jednego ze skrzydeł budynku wchodzących w podwórze, od strony późniejszego szpitala reumatologicznego.

Lipczinscy znajdują się tragicznym położeniu. Zostają całkowicie bez środków do życia, wyprzedają więc srebra, naczynia, wreszcie fortepian Elizabeth. Pewnego dnia wraz z grupą sąsiadów wykrawają mięso z padłego na ulicy konia. Albert nie może malować, bo pęka mu skóra na rękach.

Elizabeth zwraca się o pomoc do żony Mariana Mokwy. Z pochodzącą z Australii Stefanią może swobodnie porozumieć się po angielsku. Organizuje też ona pomoc dla najbiedniejszych. Dzięki niej Lipczinscy dostają paczki z niezbędnymi rzeczami.

Albert nie wytrzymywał takiego życia: tłukł naczynia, niszczył swoje obrazy i meble, zachowywał się agresywnie. Na pół roku trafił do szpitala psychiatrycznego na Srebrzysku.

Wrócił jednak do malarstwa, zdarzało mu się nawet malować obrazy za pieniądze. Portrety bogatszych uczniów Elizabeth (dawała lekcje angielskiego), landszafty i martwe natury. Widoczki przedwojennego Gdańska zawijał w rulony, często z pomocą marynarzy, i wysyłał do klientów w Niemczech.

Na początku lat 50. Lipczinski próbował się zapisać do ZPAP, ale że wypełnił wniosek po niemiecku, to jego kandydatura została odrzucona. Gdy dekadę później związek sam zaproponował mu członkostwo, odmówił.

W latach 50. miał zieloną papugę, z którą od czasu do czasu przechadzał się po alejkach nadmorskich. Ptak wydawał z siebie skrzekliwe odgłosy i klął na turystów - po niemiecku i angielsku. Spacerował też w płaszczu, z którego kieszeni wystawały banknoty. Takie kontrowersje sprawiały, że mimo biedy malarz uchodził za bogatego.

W połowie lat 60. przestał w ogóle malować.

Tablica pamiątkowa umieszczona na budynku w Sopocie, który stanął w miejscu, gdzie mieszkał po wojnie Albert Lipczinski.
Tablica pamiątkowa umieszczona na budynku w Sopocie, który stanął w miejscu, gdzie mieszkał po wojnie Albert Lipczinski.
Ostatni akt

Lipczinscy żyli w coraz większym zaniedbaniu, bałaganie i brudzie. Ich mieszkanie przypominało zatęchłą rupieciarnię. W 1968 r. przeprowadzono generalny remont kamienicy, ale bez mieszkania Lipczinskich, gdyż Albert się na to nie zgodził.

19 września 1969 r. Elizabeth dostała zawału serca. Pogotowie zabiera ją do szpitala, gdzie zmarła. Albert porąbał na kawałki jeden z ozdobnych drewnianych filarów swojego balkonu.

Po śmierci żony Albert już prawie nie wychodził z domu, ani prawie nikogo do niego nie wpuszczał. Pomagała mu jedna z sąsiadek, która robiła zakupy, gotowała, pobieżnie sprzątała. Pewnego dnia kobieta zastała go zakrwawionego, okazało się, że malarz ma zapalenie żył. Lekarz zasugerował zabranie Alberta do domu starców, ale ten chciał wrócić do domu. Tak też się stało, i trzy dni później, 15 maja w wieku 98 lat, Lipczinski dokonał swoich dni pod własnym dachem.

Pochowano go obok żony, siostry i szwagra na Cmentarzu Katolickim. Spadkobierczynią została krewna z Torunia, która zatrzymuje obrazy. Książki i meble trafiły na śmietnik.

Większość śladów po Albercie Lipczinskim zniknęła. Dom przy ul. Grunwaldzkiej został rozebrany w 2000 r. Nie ma już także grobu artysty i jego żony. Nieopłacany, został zlikwidowany.

W 2011 r. Muzeum Narodowe w Gdańsku zorganizowało w Zielonej Bramie wystawę ocalałych prac artysty, przeważnie będących własnością osób prywatnych.

Korzystałem z: "Albert Lipczinski. Malarz niepokorny" Davida Binghama

Opinie (29)

  • A jednak...

    Non omnis moriar.

    • 20 2

  • Lipczynski (2)

    Tylko po "komunie" można się takiego zachowania spodziewać. Głupota, głupota, głupota.

    • 15 6

    • łapy precz od komuny

      • 4 17

    • a rodzinka gdzie była? spadek się wzięło i grobu nie opłacało? pretensje do rodzinki

      • 7 0

  • Oooo (1)

    Piękne życie, wspaniała miłość, wielki człowiek a reszta to h.. Chciałbym mieć takie życie.

    • 17 6

    • zacznij malowac, ale nie po scianach

      • 4 2

  • (1)

    Vincent Van Gogh też żył w biedzie. Dopiero po śmierci został doceniony.Zaczął tworzyć około trzydziestego roku życia, a zginął tragicznie mając lat 37. Dziś jego dzieła są jednymi z najdroższych na świecie.

    • 19 1

    • Do autora artykułu.

      Artykuł bardzo interesujący i fajnie napisany. Ale tytuł dziwny. Co papuga ma do malarstwa?
      Tytuł jak z tabloidu.
      Panie redaktorze dziękuję za artykuł. Redakcjo TRÓJMIASTA, niech tytuły choć trochę więcej mówią o zawartości artykułów!

      • 15 1

  • (4)

    "19 września 1969 r. Elizabeth dostała zawału serca. Pogotowie zabiera ją do szpitala, gdzie zmarła. Albert porąbał na kawałki jeden z ozdobnych drewnianych filarów swojego balkonu."

    To tak jakby napisać: Agnieszka w piątek wieczorem miała wypadek samochodowy. Zbigniew zjadł 3 jabłka i 2 gruszki.

    • 30 13

    • cały artykuł jest tak nędznie napisany (2)

      Mogło być ciekawie. Niestety maniera przeskakiwania z czasu teraźniejszego na przeszły w co drugim zdaniu, oraz takie "kwiatki" jak to: "Ptak wydawał z siebie skrzekliwe odgłosy i klął na turystów - po niemiecku i angielsku. Spacerował też w płaszczu, z którego kieszeni wystawały banknoty" bardzo skutecznie zniechęcają. Jakby autor w ogóle nie przeczytał przed "oddaniem do druku"

      • 10 5

      • trollo kaman (1)

        A jak powinno pisać się żeby nie było nędznie ? "o co kaman- anonim" zdaje się z tych co wszystko na każdy temat wiedzą lepiej. A może "o co kaman- anonim" jest jakimś noblistą, albo może jest głodny(a) bo co on(a) o tych gruszkach i jabłkach ? Ech to taka polska specyfika, wszyscy znają się na wszystkim i czują misje do pouczania innych. Nawet nie mając ku temu podstaw. W dodatku anonimowo w internecie to każdy odważny jak lew troll z kanalizacji.

        • 8 6

        • podpisujesz się mikrob i co?

          dzięki temu nie jesteś anonimowy? W dodatku nie wiesz nawet komu odpisujesz, bo czepiasz się postu "o co kaman" ale napisałeś to pod moim postem. Mnie wkurza, że w jednym zdaniu zastosowano dwa czasy (Pogotowie zabiera ją do szpitala, gdzie zmarła), bo wolałabym czytać artykuły po polsku a nie po polskiemu. Jak tobie nie przeszkadza język rodem z superekspresu, to twoja sprawa. Mnie przeszkadza, więc będę dalej czepiać się niedbalstwa językowego i niechlujnie napisanych artykułów.

          • 6 5

    • Ja, to tak rozumiem.

      Zmarła ukochana jego osoba, więc odrąbał część swojego domu (mieszkania), bo jego dom/świat się zawalił.

      • 3 0

  • Albert (3)

    Jak można zlikwidować mogiłę tak zacnego człowieka. Skandal!!!

    • 43 4

    • Cmentarzem zarządza proboszcz Gwiazdy morza. Tam zgłaszaj pretensje....

      • 12 1

    • pretensje do rodzinki

      • 4 0

    • nie opłacane groby likwidują....na cmentarzu katolickim , na komunalnym też

      • 0 0

  • To ten piłkarz David Bingham od Victorii jest też pisarzem?

    • 4 13

  • Dramat artysty (1)

    Ludzie wybitni, tacy jak on, nigdy nie znajdą zrozumienia. I tak miał szczęście, bo teraz to by nikt się nim nie zainteresował. Obecnie wypłacanie emerytury do 98 roku życia jest horrorem dla ZUS.

    • 22 4

    • jacy wybitni? toć to zwykły czubek, który malował obrazy

      • 1 11

  • Może ktoś wie, z jakiej racji został wyburzony dwór z 1820 roku, stojący do niedawna naprzeciw Grand Hotelu? (1)

    Chciałem komuś go pokazać niedawno i szlag mnie trafił. Zwyczajnie zniknął. Przed nim stały 2 dwustuletnie drzewa, po których również nie ma śladu. To był zabytek z czasów, gdy Sopot był w rękach polskich. Już za pierwszej komuny podlegał ochronie prawnej. To jest sprawa kryminalna i niszczenie polskiej racji stanu. Jednocześnie ekipa rządząca miastem poważyła się uczcić monstrualnym cokołem w Parku Północnym tak błahy fakt, jak postawienie altanki przez jakiegoś hitlerowca.

    • 35 4

    • Karnowski pozwolil wyburzać zabytki, mala zmiana, i od zeszłego roku możesz budowac w Sopocie co chcesz bez dozoru konserwatorskiego, hulaj duszo....

      • 2 0

  • ..został deportowany

    "Ostatecznie małżonkom udało się wyjechać do Gdańska."

    Według brytyjskich źródeł Lipczinski został deportowany z Anglii do Gdańska, mimo że Augustus John bardzo starał się temu zapobiec.

    • 6 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Sprawdź się

Sprawdź się

Jan Heweliusz mieszkał na Starym Mieście. Należące do niego kamienice położone były przy ulicy: