wiadomości

stat

Sopot w ogniu. Marzec 1945 roku w kurorcie

artykuł historyczny
Czołg T34-85 obok apteki "Pod Orłem" na sopockim Monciaku. Zdjęcie zrobione 23 marca 1945 roku. Towarzystwo Przyjaciół Sopotu otrzymało je od jednego z rosyjskich pasjonatów historii.
Czołg T34-85 obok apteki "Pod Orłem" na sopockim Monciaku. Zdjęcie zrobione 23 marca 1945 roku. Towarzystwo Przyjaciół Sopotu otrzymało je od jednego z rosyjskich pasjonatów historii. ze zbiorów Andrzeja Ditricha

W marcu 1945 r. Sopot był ledwie cieniem przedwojennego kurortu. Na terenie hipodromu posadzono ziemniaki, które miały uzupełniać kartkowe przydziały żywnościowe mieszkańców. Jedynymi kuracjuszami byli przebywający na rekonwalescencji żołnierze.



Artykuł archiwalny

Rosyjska haubica B-4 203 mm przy kościele luterańskim obok Zakładu Balneologicznego w Sopocie.
Rosyjska haubica B-4 203 mm przy kościele luterańskim obok Zakładu Balneologicznego w Sopocie. fot. Jakow Riumkin/Prawda
Gdańsk i Gdynia otoczone zostały pasem umocnień ciągnących się od Rewy do Błonia nad Martwą Wisłą. Systemy obronne obu miast łączyły się na wysokości Chwaszczyna i Koleczkowa. Tu na wzgórzu Donas, zwanym inaczej Kolonią Chwaszczyńską, zorganizowano silny punkt oporu. Stąd było najbliżej do morza. W linii prostej jedynie 8 kilometrów.

Rosjanie uznali, ze jest to najsłabsze ogniwo w niemieckim systemie obronnym. Postanowili rozerwać pierścień umocnień, dotrzeć do morza i odizolować oba miasta, aby je osobno zdobyć.

Szturm rozpoczął się 14 marca. 70. armia radziecka atakowała w kierunku Sopotu.

W Kasino Hotel mieścił się sztab nadzorującego budowę fortyfikacji generała Ericha von dem Bach Zelewskiego (dowodził także stłumieniem Powstania Warszawskiego) i lazaret. W miarę postępu walk, na szpitale polowe zamieniano kolejne budynki, m.in. budynek szkoły przy ul. Wejherowskiej, czy hotel Eden. Rankiem furmankami wywożono na cmentarz ewangelicki zwłoki zmarłych żołnierzy, których chowano w zbiorowej mogile, dziś już nieistniejącej.

Na plaży, podobnie jak sześć lat wcześniej, w 1939 roku, były zasieki z drutu kolczastego i zapory przeciwczołgowe. W lasach okalających miasto wykopano liczne okopy, transzeje i bunkry. Niedaleko, na wysokości osiedla Przylesie znajdował się potężny skład aprowizacyjny armii niemieckiej, a na całej długości ulicy - obecnie 23 Marca - rozmieszczono liczne składy pocisków artyleryjskich (ustawione w słupy łuski stały jeszcze przez pewien czas po wojnie).

Wszędzie szukano rąk do obrony, pomocy w kopaniu umocnień i innych funkcji pomocniczych. Do armii wcielano mężczyzn w wieku od lat 16 do 60. W komendzie straży pożarnej ogłoszono nawet zbiórkę roczników 1926-34. Na wodach zatoki operowały okręty Kriegsmarine, świetnie widoczne z molo i okien domów. Na okalających miasto wzgórzach rozmieszczone były stanowiska artylerii przeciwlotniczej (m.in. na Wzgórzu Augusty, przy dzisiejszej ul. Sienkiewicza).

Aby uniknąć defetyzmu i paniki Niemcy wprowadzili sądy doraźne a wraz z nimi terror. W Sopocie nie było to co prawda tak masowe zjawisko jak w Gdańsku, ale i tu zdarzały się ofiary dyscypliny czasów wojny. W połowie marca, na drzewie przy alei Niepodległości, z tabliczką na piersiach, powieszono żołnierza. Czarną farbą napisano: "Wiszę tutaj, ponieważ nie wykonałem rozkazu usunięcia się z drogi i w ten sposób naraziłem na niebezpieczeństwo walczący front".

Chaos i ucieczka

18 marca, po ciężkich i krwawych walkach, Rosjanie zdobyli wzgórze Donas. Następnego dnia władze Sopotu wydały rozkaz ewakuacji, nazywając go eufemistycznie "nakazem rozproszenia".

Większość mieszkańców zawczasu przygotowała sobie schrony w piwnicach i zeszła do nich, gdy nad miastem pojawiły się samoloty radzieckie ostrzeliwujące wszystkie pojazdy poruszające się w Sopocie.

Pociski z wyciem i świstem przelatywały nad miastem. Od strony ściany lasu, od zachodu, w stronę miasta nadlatują pociski rosyjskie, padając w morze wzbijają fontanny wody. Rosyjscy artylerzyści próbują trafić w "Prinza Eugena", "Lützowa" oraz inne okręty operujące przy brzegu.

Stojące w zatoce okręty niemieckie, podobnie jak w dniach poprzednich, ostrzeliwały pozycje radzieckie położone o kilkanaście kilometrów od kurortu. Dziennie flotylla Kriegsmarine wystrzeliwuje kilkanaście tysięcy pocisków kalibru powyżej 100 milimetrów. 19 marca okręty strzelając do wojsk radzieckich podpływają maksymalnie blisko brzegu. Wydają się niemal cumować przy molo.

Dopiero po zmierzchu rozpoczyna się ruch w mieście. Na ulice wychodzą ludzie z tobołkami, wózkami. Na piechotę i na wozach zmierzają w kierunku Gdyni lub na molo, skąd załadowane uciekającymi odpływają niewielkie statki. Miejsca jednak nie starcza dla wszystkich chętnych.

Groza przed burzą

21 marca zostaje zdobyty Wielki Kack. Rosjanom śni się morze. Głównodowodzący II Frontu Białoruskiego, generał Konstanty Rokossowski, obiecuje order Czerwonego Sztandaru tym, którzy pierwsi staną na plaży. Rozpoczyna się zmasowany ostrzał artylerii radzieckiej na umocnione pozycje niemieckie broniące Sopotu od zachodu. W każdy kilometr frontu bije kilkaset dział. Prawdopodobnie wtedy trafiona pociskiem pali się restauracja na Wielkiej Gwieździe.

Do mieszkania przy ulicy Wybickiego wkracza patrol żołnierzy niemieckich, ze stacjonującej obok jednostki artylerii polowej. Niemcy nie zauważają niczego podejrzanego. Mimo protestów matki zabierają ze sobą szesnastoletniego Alka Okońskiego. Dają mu za duży mundur i karabin. Zawożą go na stanowisko obrony przeciwlotniczej na Poziomkowym Wzgórzu, niedaleko ulicy Reja. Obsadę baterii stanowią trzej pryszczaci i przejęci rolą młodzieńcy z Hitlerjugend. Alek zna ich nawet z widzenia. Nie zamierza jednak dać się zabić. Hitlera i jego tysiącletnią Rzeszę ma w nosie. Jest miejscowym Polakiem. Jego ojciec jest w obozie koncentracyjnym. Gdy tylko nadarza się okazja Alek ucieka znanymi sobie ścieżkami do domu. Po drodze zrzuca mundur.

Zmierzch sopockich bogów

W mocno wyludnionym mieście poza nieustającą kanonadą artylerii panuje względny spokój. Samoloty pojawiają się teraz rzadziej. Kilkunastoletni Jan Gurczyński wymyka się z piwnicy domu przy alei Niepodległości, w którym mieszka. Idzie w kierunku plaży. Obserwuje niemieckie okręty wciąż strzelające w pozycje Rosjan. Widzi przycumowane do molo dwa niemieckie okręty podwodne.

Następnego dnia już ich nie ma. Prawdopodobnie wewnątrz nich uciekli z miasta ważni sopoccy urzędnicy. Część z nich odnajdzie się potem w Holandii. Tego dnia do Gdańska wycofuje się również większość jednostek niemieckich usiłujących wydostać się z zaciskającego się okrążenia.

22 marca szturmujący od strony Wielkiego Kacka Rosjanie przebijają się w kierunku Kolibek. Nocą czerwonoarmiści dochodzą do plaży przy ujściu Swelinii. Dwaj żołnierze, którzy pierwsi osiągnęli brzeg morza, wysyłają butelkę z mętną morską wodą do Rokossowskiego. Pierścień niemieckiej obrony został rozerwany a Gdańsk i Gdynia odcięte i zamienione w osobne ogniska oporu.

Rosjanie zatrzymują się i okopują. Po kilku godzinach nad frontem zapada cisza. W tym samym czasie w willi przy Bülowalle 12 (Mickiewicza), znany kolekcjoner dzieł sztuki Carl Cords i jego gospodyni Kathe Fröhlih zdążyli się już pożegnać z nauczycielem Horstem Schrödterem, przyjacielem obojga. Dwa lata wcześniej Cords przekazał do muzeum we Frankfurcie, zapakowaną do 79 skrzyń, swoją kolekcję chińskiej sztuki. W sopockiej willi pozostały jedynie zbiory sztuki indonezyjskiej. Teraz Cords żałuje, że nie wyjechał z miasta w lutym, gdy miał taką możliwość.

Kathe zażywa truciznę. 65-letni Cords robi to samo. Gospodyni umiera jeszcze w nocy. Cords, który zażył noszoną w pierścieniu chińską, wolno działającą truciznę, pozostaje w agonii, gdy do mieszkania następnego dnia wpadają krasnoarmiejcy. Rabują co się da, z Cordsa ściągają ubranie i dobijają strzałem z karabinu. Wszystkie eksponaty z indonezyjskiej kolekcji znikają.

Jewropejskij kurort

Rozpoczyna się atak na kurort od strony Kolibek. Rosjanie idą wzdłuż torów kolejowych, ulicami Wejherowską, aleją Niepodległości i nadmorskimi alejkami. Do dziś widocznymi śladami po wojnie są ślady kul na budynku kolejowym przy ulicy Wejherowskiej, opodal stacji SKM Kamienny Potok.

O godz. 6 rano na spowitą wiosenną mgłą sopocką plażę wypełzają czołgi T-34. Otwierają ogień do widocznych we mgle pancernika "Lützow" i niszczycieli Z-31 i Z-34. To nie jest dobry pomysł. Okręty odpowiadają ogniem. Wkrótce na plaży pozostają wraki kilku spalonych tanków, pozostałe wycofują się na nadmorskie alejki.

Ten incydent nie zatrzymuje Rosjan, którzy prą dalej w kierunku centrum. W wyniku wymiany strzałów płonie dom naprzeciw Kasino Hotel (przez okres PRL w miejscu spalonego budynku znajdował się parking, obecnie jest tu biurowiec firmy NDI).

Czerwonoarmiści idą dalej bez przeszkód. Uczestnik walk Wsiewołod Wiszniewski, zanotował: "Sopot! Europejskie uzdrowisko, sklepy, restauracje - chrzęst rozbitego szkła... W wystawach sklepowych lalki-manekiny, którym nasi żołnierze już podnieśli do góry ręce. Stoją tak te lalki z uśmiechami na twarzy i podniesionymi rękami. Wybito drzwi do gabinetu dyrektora kasyna - zadzwonili do Gdańska. Łączność jest - ktoś dyszał do słuchawki, ale nie odpowiadał... Wybuchy niemieckich pocisków - okręty z redy biją bardzo celnie".

Druga grupa wojsk sowieckich wkracza do miasta od strony dzisiejszej ul. 23 marca niemal nie napotykając żadnego oporu. Już wcześniej Niemcy wycofali się ze swoich leśnych umocnień, porzucając po drodze sprzęt.

Znany nam już Jan Gurczyński siedzi z rodziną w piwnicy. W pewnym momencie rodzice wysyłają go na górę żeby sprawdził, co się dzieje. Otwiera drzwi piwnicy prowadzące na podwórze. Nagle czuje silne szarpnięcie. Przed nim wyrasta żołnierz radziecki z pepeszą w ręce. Czerwonoarmista zrywa mu z ręki zegarek i z powrotem wpycha do piwnicy.

Żołnierze posuwający się wzdłuż torów kolejowych napotykają opór w rejonie dworca kolejowego. Po porannej mgle wstaje pogodny i ciepły dzień wiosenny. Słońce zaczyna przygrzewać. Śniegu już nie ma. Ziemia jest rozmiękła i trudno na niej manewrować ciężkim sprzętem. Niemcy zostają wykurzeni z dworca. Dosłownie - sopocki dworzec i jego okolice zostają spalone w trakcie walk. Spalony wówczas został także dom towarowy (dziś mieści się tu m.in.: restauracja).

Ostatnie walki

Czołgi jadą Seestrasse (dziś to ul. Bohaterów Monte Cassino) w dół. Operator sowieckiej kroniki frontowej kręci film z okna mieszkania na drugim piętrze kamienicy na rogu Monciaka i Haffnera. Kasyno jest jeszcze całe.

Rosjanie podjeżdżają pod kościół ewangelicki. Wyskakują z czołgów, pędzą do morza i nabierają wody do manierek. Obawiając się desantu z Helu okopują się na plaży i ustawiają tam działa. Sopot jest w rękach Armii Radzieckiej.

Kasino Hotel znów pełni funkcje sztabu, tym razem wojsk radzieckich. W szkole przy ul. Wejherowskiej ponownie zostaje urządzony lazaret. Tam też, na przyszkolnym boisku, Rosjanie chowają swoich zmarłych żołnierzy. Poległych tymczasowo chowają też przed urzędem miasta. W parkach, skwerach, na ulicach, w końcu na hipodromie leży mnóstwo zabitych koni. Przywiązane do drzew, nie miały szans podczas ostrzału miasta. Wobec braku pojazdów mechanicznych miały służyć jako środek transportu.

Marian Mokwa, znany malarz marynista, wraz z rodziną całą okupację spędził w piwnicy własnego domu. Wita czerwonoarmistów po rosyjsku. Zna w końcu 25 języków. Na niewiele się to zdaje, bo wraz z kilkudziesięcioma innymi mieszkańcami pobliskich ulic zostaje zamknięty na dziesięć dni w piwnicy sąsiedniego domu. W jego willi "Adelajda" kwateruje radziecki sztab (wcześniej był niemiecki).

Wieczorem w Gdańsku wychodzi ostatnie popołudniowe wydanie "Danziger Vorposten". W gazecie można przeczytać o "przełamaniu niemieckiej obrony przez silne uderzenie Rosjan i wtargnięciu Armii Czerwonej do Sopotu". Kończy się dzień. Do miasta wlewają się kolejne jednostki rosyjskie.

W nocy rozpoczynają się grabieże i gwałty. Szabrujący krasnoarmiejcy przez pomyłkę ostrzeliwują innych szabrujących Rosjan w jednej z kamienic przy ul. Chrobrego. Padają zabici i ranni.

Frau und Uhr

Jest poranek 24 marca. Wkraczające do miasta radzieckie oddziały rozlokowały się już w parku na Stawowiu. Żołnierze tłoczą się po posiłek przy kuchniach polowych. W tym czasie od strony Oliwy nadjeżdżają dwa przez nikogo nie zauważone czołgi. To tygrysy dowodzone przez Obersturmführerów KönigaBrommanna. Niemcy też są zaskoczeni, ale szybko otwierają ogień do niczego nie spodziewających się Rosjan. Zaczyna się jatka, która trwa przez 15 minut. Potem czołgi odjeżdżają.

Jednostki radzieckie wycofują się do lasu w okolice ul. Smolnej i przegrupowują. Dopiero następnego dnia pójdą na Oliwę. Rosjanie penetrują Sopot w poszukiwaniu łupów i kobiet. Na ulicach słychać ich ochrypłe wrzaski: "frau" i "uhr". Płonie piekarnia na rogu Chopina i Grunwaldzkiej. Płoną także zwłoki powieszonego przez sołdatów piekarza. Ofiarą podpalenia pada także dom przy ul. Piastów. Rosjanie zabijają w nim dozorcę.

Bojcy pojawiają się przy ulicy Grunwaldzkiej. Mieszkańców traktują różnie. Do domu przy Grunwaldzkiej 64, gdzie mieszkała rodzina późniejszego architekta Brunona Wandtke puka brudny i ubłocony żołnierz, prosząc o ciepłą wodę. Mówi, ze od kilku dni nie miał nic ciepłego w ustach. Dziwi się, ze mieszkańcy mówią po polsku. Dowódcy powiedzieli mu, że to ziemie niemieckie. Żołnierz okazuje się studentem akademii sztuk pięknych z Leningradu, który do armii trafił za nieprawomyślność.

Kilkanaście domów dalej jego koledzy w mundurach Armii Czerwonej wpadają do mieszkania pani Gertrudy, Polki, wdowie po Niemcu, który zginął na froncie wschodnim. Gwałcą ją i jej 15-letnią córkę, która nie chciała wyjechać do Niemiec z babką.

Bezpieczne są kobiety z rodzin polskich mieszkające w dawnym Domu Polskim przy ulicy Chopina. Na kwaterę zajmują go oficerowie, którzy wystawiają straże.

W kamienicy przy ulicy Lipowej 8 sołdat przykłada pistolet do głowy siedmioletniego Udo Mieraua. Od matki chłopca żąda zegarka na rękę. Kobieta nie ma takiego w mieszkaniu. Żołnierz ówi, że wróci za pół godziny i wtedy zegarek ma być. Przerażona matka Udo biegnie do sąsiadki, która daje jej pamiątkowy zegarek męża. Rosjanin jednak już nie wraca.

W kamienicy obok właściciel zabija całą swoją rodzinę i popełnia samobójstwo. Ciała zostają pośpiesznie pogrzebane w ogródku przed budynkiem. Ciała niektórych samobójców leżą w domach przez kilkanaście dni. Dopiero po przejściu Armii Czerwonej są zwożone na cmentarz i chowane w zbiorowej mogile.

Dogaszanie zgliszczy

25 marca proboszcz Paul Shuetz idzie do wojskowego komendanta miasta. Doskonale włada językiem polskim i rosyjskim, a w czasie okupacji starał się pomagać Polakom. Nie może znieść tego, co wyprawiają Rosjanie. Na plebanii kościoła pw. NMP Gwiazdy Morza zginęła dziewczyna zabita przez ścigających ją sołdatów. Wie, że może nie wrócić. Podczas męskiej rozmowy z komendantem otrzymuje obietnicę, że ekscesy zostaną ukrócone. Terror nieco lżeje.

Zresztą Rosjanie przegrupowują się do ataku na Gdańsk, gdzie spodziewają się znaleźć znacznie więcej bogactw. W stronę miasta nad Motławą ciągną kolejne jednostki wojskowe.

28 marca zdobyta zostaje Gdynia. Do miasta wkraczają pierwsi żołnierze polscy. 30 marca do kurortu przyjeżdża szesnastoosobowa grupa operacyjna, która ma objąć władzę w Sopocie. Na jej czele stoi przedwojenny działacz polonii sopockiej - Kazimierz Banaś - Burwina, jeden z niewielu, którym udało się przeżyć niemieckie represje. Tego samego dnia wydany zostaje dekret o utworzeniu województwa gdańskiego. Władze wojewódzkie urzędować będą od kwietnia do lipca 1945 r. w sopockim ratuszu. Urząd miasta będzie się mieścił w budynku przy ulicy Sobieskiego 35.

Do 21 kwietnia, kiedy to Rosjanie przekazują miasto stronie polskiej, rządzi w nim wojskowy komendant miasta. Wojska sowieckie nie opuszczają jednak Sopotu, a w pałacu na Stawowiu nadal funkcjonuje komendantura Armii Czerwonej, która pozostanie tam do 1 sierpnia 1946 r.

21 kwietnia w lokalu przy dzisiejszej al. Niepodległości 764 odbyło się pierwsze posiedzenie, na którym wybrano członków Miejskiej Rady Narodowej oraz urzędnika pełniącego obowiązki prezydenta miasta. Został nim Henryk Michniewicz. Jako datę początku jego urzędowania przyjęto wstecznie 28 marca 1945 roku.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (156)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1817 Powstała Królewska Szkoła Nawigacyjna Królewska Szkoła Nawigacyjna powstała w Gdańsku, kształcąca do 1920 r. szyprów i nawigatorów. Od 1826 mieściła się przy ulicy Karpiej.

Najczęściej czytane