Śmierć człowieka zwanego Wolfem

artykuł historyczny
W sopockim klubie Fantom pracowały prostytutki, które musiały się opłacać Wolfowi. Plotka głosi, że to one zapłaciły za zamordowanie swojego "opiekuna".
W sopockim klubie Fantom pracowały prostytutki, które musiały się opłacać Wolfowi. Plotka głosi, że to one zapłaciły za zamordowanie swojego "opiekuna". fot. Zbigniew Kosycarz/KFP

Gdy "Wolf" wszedł w półmrok klatki schodowej przy alei Niepodległości, czekał już tam człowiek, który strzelił do niego trzy razy. Użył amunicji stosowanej na dziki. "Żył jak świnia, to i zginął jak świnia" - miały komentować osoby, którym najbardziej zaszedł za skórę.



Wiesław "Wolf" Listkowski miał na pieńku ze swoimi kobietami. Pracujące dla niego panienki przesiadujące w "Nikim" (istniał przy Powstańców Warszawy 7 zobacz na mapie Sopotu) i "Fantomie" (istniał przy Skwerze Kuracyjnymzobacz na mapie Sopotu) domagały się samodzielności. Nie chciały dłużej "opieki", oddawania mu części zysku, jego chamstwa i brutalności.

Do przeciwstawienia się sutenerowi natchnęły je zmiany, jakie na początku lat 90. zachodziły w Polsce. Zachciało im się demokracji także w swoim zawodzie.

Kiedy "Wolf" usłyszał to po raz pierwszy, uśmiał się tak, że aż dostał czkawki. Blondyna Alexis, która najbardziej pyszczyła, dostała "z liścia", a Listkowski poszedł na drinka do baru, myśląc, że to kończy sprawę. Krzywe miny, wywracanie oczami, czasami jakieś złe słowo wobec "opiekuna" to nie była nowość. "Wolf" miał jednak grubą skórę i nie przejmował się byle czym. Raz dwa sprowadzał je na ziemię. Wystarczyło kilka niewybrednych bluzgów skierowanych do "buntowniczki", targanie za włosy, cios na odlew.

Ale było coraz gorzej. Prostytutki coraz oporniej oddawały mu jego działkę. Kłóciły się o wszystko. "Wolf" przeszedł więc do bardziej radykalnych środków - zaczął je regularnie bić. Nie mógł jednak sobie pofolgować i pójść na całość, bo wtedy dziewczyny nie nadawałaby się do pracy i nie byłoby z nich zysku.

Bunt i konieczność powstrzymywania się powodowały, że nieustannie chodził wściekły, choć w swoim mniemaniu trzymał nerwy na wodzy.

Początek sezonu w 1991 r. zaczął się źle. W "Nikim" postawiła mu się Samanta. Strzelił ją raz i drugi po twarzy, a gdy zaczęła się odgrażać, że zadzwoni po policję, złapał ją za włosy i trzasnął twarzą o stolik. Potem jeszcze parę razy przyłożył. Krew ze złamanego nosa zalała podłogę. Policja pojawiła się wezwana przez przerażonych gości lokalu. Samanta nie złożyła jednak doniesienia.

Król kibiców

Sutenerstwo nie było jedynym źródłem dochodów Wiesława Listkowskiego. Drugim, równie intratnym zajęciem, przynajmniej za czasów PRL-u, był handel walutami. Listkowski był cinkciarzem, a najczęściej pracował pod Pewexem w Gdyni. Zawsze miał przy sobie dolary, wśród których często zdarzały się podrobione banknoty wciskane frajerom. Cinkciarz prawie w każdym widział "nuśka", którego można było wydoić z kasy.

Panienki pracowały dla niego od połowy lat 80. Listkowski, jako mieszkaniec Sopotu, musiał mieć dobre kontakty z kontrolującym Trójmiasto "Nikosiem". Świetnie prosperował pod jego bokiem. Dziś wiadomo, że Nikoś pozwalał na funkcjonowanie różnym pomniejszym gangsterom, jeżeli ci działali na własną rękę. A tak było w przypadku "Wolfa, który sutenerstwem parał się sam.

Z Nikosiem znali się z trybun Lechii. "Wolf" rządził na trybunach, a "Nikoś" poza nimi. "Nikoś" za pomoc gdańskiemu klubowi otrzymał nawet medal "Zasłużony dla ziemi gdańskiej", natomiast Listkowskiego nazywano "Królem kibiców".

To właśnie jego stadionowe i pozastadionowe wyczyny spowodowały, że sopocianin dumnie nosił pseudonim "Wolf", czyli wilk. Kibolskie burdy były dla "Wolfa" odskocznią i rozrywką. Fanatycznym kibicem gdańskiego klubu Wiesław był już od lat 70. Udzielał się w "młynie", którym rządził na wyjazdach. Stadionowe legendy jemu przypisują jeden ze słynniejszych okrzyków młyna: "A my swojeeeeeee!".

Oczywiście organizował też zadymy. Ttłukł się z kim popadło, a szczególnie z kibicami znienawidzonej Arki Gdynia. Kręciła go przemoc i demolka. Równie sprawnie jak pięścią posługiwał się nożem i specjalnym nunczakiem na sprężynach, którym z wprawą tłukł szyby w eskaemkach, samochodach, witrynach.

"Wolf" był fanatycznym kibicem Lechii Gdańsk, który na początku lat 90. brał udział w większości starć z policją i kibicami innych drużyn.
"Wolf" był fanatycznym kibicem Lechii Gdańsk, który na początku lat 90. brał udział w większości starć z policją i kibicami innych drużyn. fot. Maciej Kosycarz/KFP


Bez przebaczenia

Sopoccy policjanci odbierali juz od pewnego czasu informacje, że "Wolf" wariuje. Tłucze panienki, bije się poza stadionem, straszy ludzi, nosi broń i staje się bardzo podejrzliwy. Nigdy nie wiadomo, dokąd jedzie nocować. Po wyjściu z "Nikiego" zazwyczaj jechał spać do swojego mieszkania w bloku przy alei Niepodległości w Sopocie, albo do odziedziczonego po matce mieszkania przy ul. Malczewskiego.

O tym, że z nerwami "Wolfa" coś jest nie tak, przekonali się wkrótce młodzi sopoccy policjanci, którzy zatrzymali go, gdy znacznie przekroczył szybkość. Wsiadł co prawda do radiowozu, ale zaraz potem zaczął się drzeć: "Co wy jesteście za psy? Policja demokratyczna? Ch... ja wam dam demokrację!"

Na oczach zdumionych policjantów wyrwał radio policyjne, odepchnął funkcjonariuszy, podbiegł do swojego wozu i odjechał z piskiem opon. Jeszcze tego samego dnia trafił na 48 godzin do aresztu. Przeprosił i naprawił szkody.

Była druga w nocy 25 sierpnia 1991 r. Gdy "Wolf" wyszedł z "Nikiego" i pojechał taksówką do bloku przy alei Niepodległości. Wszedł na klatkę schodową. Tam czekał na niego zabójca, który oddał w jego kierunku trzy strzały i, niezatrzymywany przez nikogo, odjechał ciemnym audi. "Wolf" został trafiony w klatkę piersiową, brzuch i lewą stronę głowy.

Bardzo szybko na miejscu znalazło się pogotowie, które przewiozło go do Akademii Medycznej. Ranny z rozległymi uszkodzeniami m.in. żołądka, trzustki, śledziony i jelita grubego trafił na stół operacyjny. Pacjent zmarł po 140 minutach operacji.

Okazało się, że zabójca strzelał do niego z tzw. breneki, nabojami służącymi do polowania na dziki i używanymi w niektórych państwach przez służby specjalne (do wystrzeliwania drzwi z zawiasów). Jest to broń skuteczna na małe odległości. Śmiertelnie skuteczna. Dobry strzał powala dzika na miejscu. Te ołowiane i ciężkie pociski mają spłaszczony czubek, nie odkształcają się jak zwykłe pociski. Jeśli już trafią, powodują ogromne obrażenia wewnętrzne.

Nigdy nie wykryto zabójcy "Wolfa", ani też zleceniodawcy zabójstwa. Pojawiły się pogłoski, że kilera wynajęły zdeterminowane "panienki", które dłużej nie chciały znosić jego władzy. Podobno ktoś gdzieś słyszał, jak jedna z nich powiedziała: "zachowywał się jak świnia i jak świnia zginął".

Nie wiadomo jednak, czy to prawda, ponieważ policja, mimo przesłuchań, nikogo nie zatrzymała. Część panienek "Wolfa" przeniosła się do hotelu "Bałtyk" w Gdyni. Część próbowała swoich sił w "Gogolandzie". Wiodło im się jednak raczej kiepsko.

Po śmierci "Wolfa" nie było wojny i zemsty, bo nie był on członkiem żadnego gangu - to nie był wilk z watahy, lecz wilk samotnik.

Opinie (71) 6 zablokowanych

  • Żył szybko, wszystko miał. (6)

    Pozazdrościć takiego życia.

    • 20 108

    • Czas przeszły. (4)

      Czas przeszły jest tu kluczowy. Dziś już nie żyje i g**no ma.

      • 57 4

      • Ty żyjesz i tez niewiele masz (3)

        • 7 11

        • Masz szanse pojść i wielu łbów w jego slady... (2)

          chodzi o finał

          • 0 0

          • by iść w jego ślady trzeba mieć włochate kohones (1)

            a tu wokoło same taki PiS&y

            • 0 1

            • A ja widzę w około ciebie same LGBT ... także masz przyszłość :-D

              • 0 0

    • Marcin_Gd

      Puknij się w łeb pajacu.

      • 3 0

  • Wolf (1)

    Psy 2. Pamiętam.

    • 43 6

    • wolf gdzie diengi?!

      • 6 0

  • Wolf to pierwsze litery od nazwisk 4 osób. (1)

    Czytałem w komiksie kapitan Kloss.

    • 76 4

    • Wormitz Ohlers von Lueboff und Fahrenwirst

      tak było

      • 35 0

  • Nigdy nie było wojny. (5)

    Czesława z fantomu zabili i nie było odwetu, Zachara zabili i też jego oddani żołnierze kupę w gacie zrobili i się pochowali.

    • 81 0

    • No i najlepsze jest to, że jeden tylko został skazany.

      • 28 0

    • Czesiek mimo iż "niemedialny" to chyba był ważnąfigurą w półświatku nie tylko wybrzeżowym.

      • 21 1

    • Pan Czesiek to był równy gość
      Pamiętam go z siłowni ze Stogow

      • 13 1

    • Zolnierze? (1)

      Jak zabijali Zachara to ani nie miał żołnierzy a ni sam Zachar nie był żadnym przywódca tylko zwykłym śmieciem żyjący wspomnieniami! Znałem i Zachara i jego zabójcę!

      • 10 1

      • Żołnierze?

        A to nie było tak że przesadził ,bo zaczął od swoich nawet znajomych ,,ściągać"? ziomków ze szkoły z osiedla.

        • 0 0

  • Trochę balistyki. (3)

    Breneka to pocisk ołowiany, co to znaczy, że się nie odkształca? On po trafieniu wprost staje się plackiem oddając całą swoją siłę kinetyczną w ułamku sekundy, dzięki temu obala różne świnie.

    • 70 3

    • (2)

      I breneka nie słuzy do odstrzeliwania zamków i zawiasów drzwiowych jak twierdzi autor ;) Do tego służy Loftka o oznaczeniu LFT ;)

      • 12 3

      • Loftki mogą rykoszetować. (1)

        Do zamków stosuje się specjalną amunicje ze sprasowanego proszku metalowego, która po uderzeniu się rozpada (strzela się z niej z przyłożenia lub odległości do 1 m)
        Pionki produkują to pod nazwą Pik Destruktor.

        • 13 0

        • Kolejny pseudo profesjonalista

          do odstrzeliwania drzwi stosuje sie amunicje ze sproszkowaneego zelaza - aby uszkodzic metal ale nie zabic osoby za drzwiami. np

          http://fam-pionki.pl/pl/oferta,amunicja-specjalna,14,amunicja-proszkowa-pr-pik,147,141

          nie do kupienia na pozwolenie kolekcja/sport - niestety

          • 0 0

  • Lol.

    Co za bzdury, co za gniot, same mity, mitoman to napisał.

    • 21 39

  • Kundel a nie wolf.

    • 66 18

  • Najsławniejszy kibic w całej Polsce

    • 47 55

  • Historie gangstersko/kryminalne są najlepsze.

    • 30 3

  • (2)

    Dobrze się czyta, ale gorzej jak byś miał do czynienia z nimi. Żaden najsławniejszy, zwyczajny bandyta, zły człowiek. Pewnie z SB też współpracował.

    • 84 14

    • i ch. mu na grób.

      • 25 4

    • Marcin_Gd

      Dokładnia.Żył jak śmieć i zginął jak śmieć.To żaden kibic tylko bandzior.Zawsze LG.

      • 8 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

2 stycznia 1951 roku z Gdańska odjechał pierwszy pociąg podmiejski. Dokąd?