wiadomości

stat

Sęp: taki duży, a taki pechowy

artykuł historyczny
ORP "Sęp" w latach powojennych.
ORP "Sęp" w latach powojennych. fot. AMW

W momencie wybuchu II wojny światowej polska flota posiadała pięć okrętów podwodnych. ORP "Sęp" był wśród nich najmłodszy. Polska zapłaciła za niego jęczmieniem. W kampanii wrześniowej wykonał jedyny, niestety nieudany atak na hitlerowski niszczyciel.



ORP "Sęp" po powrocie z rejsu.
ORP "Sęp" po powrocie z rejsu. fot. commons.wikimedia.com
Plan "Worek".
Plan "Worek". fot. commons.wikimedia.com
ORP "Sęp" po internowaniu w Szwecji.
ORP "Sęp" po internowaniu w Szwecji. fot. commons.wikimedia.com
Grób wojennego dowódcy ORP "Sęp" na cmentarzu w Gdyni.
Grób wojennego dowódcy ORP "Sęp" na cmentarzu w Gdyni.
Współczesny następca przedwojennego Sępa jest od niego mniejszy i krótszy.
Współczesny następca przedwojennego Sępa jest od niego mniejszy i krótszy. fot. mw.mil.pl
Działko z ORP Sęp można dziś oglądać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.
Działko z ORP Sęp można dziś oglądać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. fot. Michał Lipka/trojmiasto.pl
Decyzja o budowie ORP "Sęp" zapadła w drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku. "Sęp" podobnie jak i bliźniaczy "Orzeł" były urzeczywistnieniem oceanicznych planów kontradmirała Jerzego Świrskiego, dowódcy Kierownictwa Marynarki Wojennej.

Nawet dziś rodzą się pytania czy budowa tak dużych jednostek o długość blisko 84 metrów i wyporności przeszło 1650 ton na zamknięty akwen bałtycki była uzasadniona. Budowę zlecono stoczni holenderskiej - na decyzji zaważyła zgoda, iż większa część kosztów pokryta spłacona zostanie polskim jęczmieniem, a ponadto wykonawca zobowiązał się do wykorzystania polskich elementów wyposażenia, takich jak niektóre elementy poszycia czy aparatura radiowa.

Prace przy budowie okrętu posuwały się szybko i sprawnie, co bardzo cieszyło polskich oficerów, którzy nadal pamiętali nieustanne problemy ze stoczniami francuskimi. Umowę ze stocznią podpisano na początku 1936 roku, a okręt wodowano w październiku 1938 roku. Jedynym zgrzytem były działania niemieckiej agentury, która przekupiwszy część robotników opóźniła doposażanie okrętu. Po interwencji polskiego poselstwa wszystko wróciło co prawda do normy, ale w obawie przed dalszymi prowokacjami lub próbami przejęcia okrętu, zapadła decyzja jak najszybszego przeprowadzenia go do kraju. Holendrzy nie posiadali się ze zdumienia, gdy w połowie kwietnia 1939 roku usłyszeli od polskiego szefa komisji odbiorczej, że okręt natychmiast opuszcza stocznię a w przypadku braku ich zgody użyje siły.

"Sęp" szybko wyruszył w swój pierwszy daleki rejs, który zakończył... na holu asystującego mu ORP "Burza", gdyż koło Bornholmu skończyło mu się paliwo. Po przybyciu do Gdyni rozpoczęły się pertraktacje z Holendrami mające na celu sprowadzenie do Polski pozostałego wyposażenia. Ostatecznie po zakończeniu wszystkich prac przeprowadzanych przez specjalistów z Warsztatów Marynarki Wojennej i przeszkoleniu załogi, ORP "Sęp" na początku lipca 1939 roku wszedł w skład Dywizjonu Okrętów Podwodnych.

W tym czasie sztabowcy dopracowywali plan Worek, który zakładał użycie okrętów podwodnych w przypadku konfliktu zbrojnego. Plan niestety miał jeden mankament - zakładał, że Niemcy dokonają desantu na polskie wybrzeże, przez co w początkowym okresie okrętom podwodnym przewidziano rolę wyłącznie defensywną. W tych planach "Sępowi" wyznaczono najdalszy sektor na północ od Rozewia.

Niemcy jednak nie spełnili oczekiwań polskich planistów i nie zrobili desantu, a w rejon Zatoki Gdańskiej skierowali za to znaczą liczbą małych i średnich jednostek wyspecjalizowanych w zwalczaniu okrętów podwodnych, co odbiło się na możliwościach bojowych polskich jednostek.

Wybuch wojny zastał "Sępa" w porcie wojennym na Helu. Jako pierwsza jednostka, pod dowództwem kmdr ppor Władysława Salomona, wypłynął do swojego sektora bojowego. Podczas rejsu w okularze peryskopu nagle pojawił się nie byle jaki cel - okręt artyleryjski "Brummer" - ale wobec braku oficjalnego rozkazu o stanie wojny (!)"Sęp" puścił go wolno nawet nie podchodząc od pozycji do ataku. Dopiero po godzinie 10 rano polskie dowództwo przekazało informację o niemieckiej agresji, wobec czego okręty mogły atakować jednostki nieprzyjaciela.

"Sęp" do swojego sektora dotarł jako ostatni, już po godzinie 20 i od razy natknął się na niemieckie patrole powietrzne i nadwodne. 2 września oficer wachtowy wykrył nieprzyjacielski niszczyciel. Po otrzymaniu meldunku, kmdr Salamon postanowił przeprowadzić atak. Po blisko 4 godzinach nieustannych manewrów polskiej jednostce udało się ustawić w odległości ok. 4000 metrów od niemieckiego niszczyciela.

Sytuacja była wręcz idealna, gdyby góry nie wzięły błędne założenia taktyczne w polskich atakach torpedowych - "Sęp" wystrzelił jedynie jedną torpedę z wyrzutni rufowej i od razu zmienił swą pozycję, aby uniknąć wykrycia. Dziś możemy śmiało zaryzykować twierdzenie, że wystrzelenie wachlarza torped (czyli co najmniej 3 lub 4) zakończyłoby się pełnym sukcesem.

Tak się niestety nie stało - niemiecki niszczyciel, jak się potem okazało "Z 14", zauważył biegnącą torpedę i z łatwością ją wymanewrował. Od razu rozpoczął też polowanie na niedawnego myśliwego. Z-14 szybko odkrył miejsce gdzie próbował się skryć polski okręt i od razu zrzucił wiązkę bomb głębinowych, dodatkowo wzywając do pomocy kolejne okręty.

"Sęp" praktycznie nieustannie znajdował się w strefie wybuchów, które powodowały coraz liczniejsze uszkodzenia. Wobec braku możliwości wynurzenia się celem wentylacji okrętu załodze wydano pojemniki z pochłaniaczami dwutlenku węgla. W pewnym momencie Niemcy zaprzestali ataków - wybuchy bomb głębinowych wyrwały z obudowy kiosku koło ratunkowe, a Niemcy widząc je pływające po powierzchni uznali jednostkę za zatopioną.

Już po walce, podczas ładowania na powierzchni akumulatorów, nieopodal "Sępa" wyrósł nagle gejzer wody. Jak się okazało w powojennych opracowaniach, "Sęp" padł ofiarą ataku torpedowego przeprowadzonego przez U 14. Na szczęście magnetyczne zapalniki niemieckich torped wybuchały często przed czasem co oczywiści nie przeszkodziło Niemcom ogłosić zatopienia kolejnego polskiego okrętu.

Sytuacja "Sępa", pomimo wielkich wysiłków załogi nadal była bardzo ciężka. Sam manewr zanurzania trwał teraz ok. 20 minut! Wobec tych przeciwności kmdr Salamon podjął decyzję o przejściu na szwedzkie wody terytorialne - liczył, że na spokojniejszych wodach uda się, choć częściowo naprawić powstałe uszkodzenia. Wobec fiaska napraw, po uprzednim otrzymaniu akceptacji polskiego dowództwa, kmdr Salamon wpłynął na wody Szwecji gdzie ORP "Sęp", jako pierwszy polski okręt, został internowany.

Całą wojnę "Sęp" spędził wraz ze "Żbikiem" i "Rysiem" w Szwecji. Pojawiła się co prawda koncepcja uprowadzanie przez załogi okrętów do Anglii, a na dowódcę zespołu wyznaczono nawet kmdr Bogusława Krawczyka, ale plany te spełzły na niczym. Komandorowi Salomonowi zarzuca się czasem bierną postawę podczas internowania i brak inicjatywy do przeprowadzenia ucieczki, ale zanim postawi się osąd w tej sprawie należy rozważyć niezwykle trudną sytuację, w jakiej znalazł się ten oficer.

Po zakończeniu wojny w 1945 roku "Sęp" powrócił do kraju i rozpoczął służbę jako jednostka szkolna. Nie ominął go okres stalinowskiej czystki, z jednostki stracono jednego marynarza, a siedmiu innych dostało wyroki wieloletniego więzienia. W roku 1964 doszło do wybuchu baterii akumulatorów, w wyniku której zginęło siedmiu marynarzy. W roku 1969 identyczna eksplozja zabiła kolejnych marynarzy. Wtedy zapadła decyzja o wycofaniu i skreśleniu jednostki ze stanu floty, co ostatecznie nastąpiło w 1969 roku. Dziś niektóre elementy okrętu, jak działo pokładowe i działka przeciwlotnicze czy tez litery z kiosku okrętu, możemy zobaczyć w Muzeum Marynarki Wojennej i na stałej ekspozycji na okręcie muzeum.

Aż do 2002 roku żaden polski okręt nie nosił nazwy "Sęp". Dopiero jeden z przejętych okrętów podwodnych typu Kobben otrzymał tę nazwę. Jednostkę zwodowano co prawda jeszcze w latach 60., ale na początku lak 90. przeszła gruntowną modernizację. Co ciekawe do wymiarów pierwszego "Sępa" jest jej daleko (47,2 metry długości w porównaniu do 84 metrów, 430 ton wyporności do 1650 ton).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (32)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika