• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Sęp: taki duży, a taki pechowy

Michał Lipka
2 czerwca 2011 (artykuł sprzed 11 lat) 
Opinie (33)
ORP "Sęp" w latach powojennych. ORP "Sęp" w latach powojennych.

W momencie wybuchu II wojny światowej polska flota posiadała pięć okrętów podwodnych. ORP "Sęp" był wśród nich najmłodszy. Polska zapłaciła za niego jęczmieniem. W kampanii wrześniowej wykonał jedyny, niestety nieudany atak na hitlerowski niszczyciel.



ORP "Sęp" po powrocie z rejsu. ORP "Sęp" po powrocie z rejsu.
Plan "Worek". Plan "Worek".
ORP "Sęp" po internowaniu w Szwecji. ORP "Sęp" po internowaniu w Szwecji.
Grób wojennego dowódcy ORP "Sęp" na cmentarzu w Gdyni. Grób wojennego dowódcy ORP "Sęp" na cmentarzu w Gdyni.
Współczesny następca przedwojennego Sępa jest od niego mniejszy i krótszy. Współczesny następca przedwojennego Sępa jest od niego mniejszy i krótszy.
Działko z ORP Sęp można dziś oglądać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Działko z ORP Sęp można dziś oglądać w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.
Decyzja o budowie ORP "Sęp" zapadła w drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku. "Sęp" podobnie jak i bliźniaczy "Orzeł" były urzeczywistnieniem oceanicznych planów kontradmirała Jerzego Świrskiego, dowódcy Kierownictwa Marynarki Wojennej.

Nawet dziś rodzą się pytania czy budowa tak dużych jednostek o długość blisko 84 metrów i wyporności przeszło 1650 ton na zamknięty akwen bałtycki była uzasadniona. Budowę zlecono stoczni holenderskiej - na decyzji zaważyła zgoda, iż większa część kosztów pokryta spłacona zostanie polskim jęczmieniem, a ponadto wykonawca zobowiązał się do wykorzystania polskich elementów wyposażenia, takich jak niektóre elementy poszycia czy aparatura radiowa.

Prace przy budowie okrętu posuwały się szybko i sprawnie, co bardzo cieszyło polskich oficerów, którzy nadal pamiętali nieustanne problemy ze stoczniami francuskimi. Umowę ze stocznią podpisano na początku 1936 roku, a okręt wodowano w październiku 1938 roku. Jedynym zgrzytem były działania niemieckiej agentury, która przekupiwszy część robotników opóźniła doposażanie okrętu. Po interwencji polskiego poselstwa wszystko wróciło co prawda do normy, ale w obawie przed dalszymi prowokacjami lub próbami przejęcia okrętu, zapadła decyzja jak najszybszego przeprowadzenia go do kraju. Holendrzy nie posiadali się ze zdumienia, gdy w połowie kwietnia 1939 roku usłyszeli od polskiego szefa komisji odbiorczej, że okręt natychmiast opuszcza stocznię a w przypadku braku ich zgody użyje siły.

"Sęp" szybko wyruszył w swój pierwszy daleki rejs, który zakończył... na holu asystującego mu ORP "Burza", gdyż koło Bornholmu skończyło mu się paliwo. Po przybyciu do Gdyni rozpoczęły się pertraktacje z Holendrami mające na celu sprowadzenie do Polski pozostałego wyposażenia. Ostatecznie po zakończeniu wszystkich prac przeprowadzanych przez specjalistów z Warsztatów Marynarki Wojennej i przeszkoleniu załogi, ORP "Sęp" na początku lipca 1939 roku wszedł w skład Dywizjonu Okrętów Podwodnych.

W tym czasie sztabowcy dopracowywali plan Worek, który zakładał użycie okrętów podwodnych w przypadku konfliktu zbrojnego. Plan niestety miał jeden mankament - zakładał, że Niemcy dokonają desantu na polskie wybrzeże, przez co w początkowym okresie okrętom podwodnym przewidziano rolę wyłącznie defensywną. W tych planach "Sępowi" wyznaczono najdalszy sektor na północ od Rozewia.

Niemcy jednak nie spełnili oczekiwań polskich planistów i nie zrobili desantu, a w rejon Zatoki Gdańskiej skierowali za to znaczą liczbą małych i średnich jednostek wyspecjalizowanych w zwalczaniu okrętów podwodnych, co odbiło się na możliwościach bojowych polskich jednostek.

Wybuch wojny zastał "Sępa" w porcie wojennym na Helu. Jako pierwsza jednostka, pod dowództwem kmdr ppor Władysława Salomona, wypłynął do swojego sektora bojowego. Podczas rejsu w okularze peryskopu nagle pojawił się nie byle jaki cel - okręt artyleryjski "Brummer" - ale wobec braku oficjalnego rozkazu o stanie wojny (!)"Sęp" puścił go wolno nawet nie podchodząc od pozycji do ataku. Dopiero po godzinie 10 rano polskie dowództwo przekazało informację o niemieckiej agresji, wobec czego okręty mogły atakować jednostki nieprzyjaciela.

"Sęp" do swojego sektora dotarł jako ostatni, już po godzinie 20 i od razy natknął się na niemieckie patrole powietrzne i nadwodne. 2 września oficer wachtowy wykrył nieprzyjacielski niszczyciel. Po otrzymaniu meldunku, kmdr Salamon postanowił przeprowadzić atak. Po blisko 4 godzinach nieustannych manewrów polskiej jednostce udało się ustawić w odległości ok. 4000 metrów od niemieckiego niszczyciela.

Sytuacja była wręcz idealna, gdyby góry nie wzięły błędne założenia taktyczne w polskich atakach torpedowych - "Sęp" wystrzelił jedynie jedną torpedę z wyrzutni rufowej i od razu zmienił swą pozycję, aby uniknąć wykrycia. Dziś możemy śmiało zaryzykować twierdzenie, że wystrzelenie wachlarza torped (czyli co najmniej 3 lub 4) zakończyłoby się pełnym sukcesem.

Tak się niestety nie stało - niemiecki niszczyciel, jak się potem okazało "Z 14", zauważył biegnącą torpedę i z łatwością ją wymanewrował. Od razu rozpoczął też polowanie na niedawnego myśliwego. Z-14 szybko odkrył miejsce gdzie próbował się skryć polski okręt i od razu zrzucił wiązkę bomb głębinowych, dodatkowo wzywając do pomocy kolejne okręty.

"Sęp" praktycznie nieustannie znajdował się w strefie wybuchów, które powodowały coraz liczniejsze uszkodzenia. Wobec braku możliwości wynurzenia się celem wentylacji okrętu załodze wydano pojemniki z pochłaniaczami dwutlenku węgla. W pewnym momencie Niemcy zaprzestali ataków - wybuchy bomb głębinowych wyrwały z obudowy kiosku koło ratunkowe, a Niemcy widząc je pływające po powierzchni uznali jednostkę za zatopioną.

Już po walce, podczas ładowania na powierzchni akumulatorów, nieopodal "Sępa" wyrósł nagle gejzer wody. Jak się okazało w powojennych opracowaniach, "Sęp" padł ofiarą ataku torpedowego przeprowadzonego przez U 14. Na szczęście magnetyczne zapalniki niemieckich torped wybuchały często przed czasem co oczywiści nie przeszkodziło Niemcom ogłosić zatopienia kolejnego polskiego okrętu.

Sytuacja "Sępa", pomimo wielkich wysiłków załogi nadal była bardzo ciężka. Sam manewr zanurzania trwał teraz ok. 20 minut! Wobec tych przeciwności kmdr Salamon podjął decyzję o przejściu na szwedzkie wody terytorialne - liczył, że na spokojniejszych wodach uda się, choć częściowo naprawić powstałe uszkodzenia. Wobec fiaska napraw, po uprzednim otrzymaniu akceptacji polskiego dowództwa, kmdr Salamon wpłynął na wody Szwecji gdzie ORP "Sęp", jako pierwszy polski okręt, został internowany.

Całą wojnę "Sęp" spędził wraz ze "Żbikiem" i "Rysiem" w Szwecji. Pojawiła się co prawda koncepcja uprowadzanie przez załogi okrętów do Anglii, a na dowódcę zespołu wyznaczono nawet kmdr Bogusława Krawczyka, ale plany te spełzły na niczym. Komandorowi Salomonowi zarzuca się czasem bierną postawę podczas internowania i brak inicjatywy do przeprowadzenia ucieczki, ale zanim postawi się osąd w tej sprawie należy rozważyć niezwykle trudną sytuację, w jakiej znalazł się ten oficer.

Po zakończeniu wojny w 1945 roku "Sęp" powrócił do kraju i rozpoczął służbę jako jednostka szkolna. Nie ominął go okres stalinowskiej czystki, z jednostki stracono jednego marynarza, a siedmiu innych dostało wyroki wieloletniego więzienia. W roku 1964 doszło do wybuchu baterii akumulatorów, w wyniku której zginęło siedmiu marynarzy. W roku 1969 identyczna eksplozja zabiła kolejnych marynarzy. Wtedy zapadła decyzja o wycofaniu i skreśleniu jednostki ze stanu floty, co ostatecznie nastąpiło w 1969 roku. Dziś niektóre elementy okrętu, jak działo pokładowe i działka przeciwlotnicze czy tez litery z kiosku okrętu, możemy zobaczyć w Muzeum Marynarki Wojennej i na stałej ekspozycji na okręcie muzeum.

Aż do 2002 roku żaden polski okręt nie nosił nazwy "Sęp". Dopiero jeden z przejętych okrętów podwodnych typu Kobben otrzymał tę nazwę. Jednostkę zwodowano co prawda jeszcze w latach 60., ale na początku lak 90. przeszła gruntowną modernizację. Co ciekawe do wymiarów pierwszego "Sępa" jest jej daleko (47,2 metry długości w porównaniu do 84 metrów, 430 ton wyporności do 1650 ton).

Opinie (33) 4 zablokowane

  • Interesujace dzieje- (3)

    Polskie okrety w okresie II Wojny Swiatowej to piekne karty w naszej historii.Przeczytalem ksiazke II W.S. na morzach swiata a takze bardzo duzo miniatur morskich z lat 60-tych-

    • 14 3

    • (2)

      Niemcom udalo sie wymanewrowac Polska flote naciskami i w efekcie zmusili ja do ucieczki. To pozwolilo bezkarne bombardowanie Westerplatte przez stary szkoleniowy pancernik. Ale Niemcy wszedzie wykorzystali wszelkie slabosci polskiej gospodarki i armii aktywnie rozbrajajac ja naciskami, sila, propaganda i pozorami. Naiwni jacy jestesmy, to urzeczeni zorganizowaniem przeciwnika to uciekajac od realiow zajeci bylismy zabawa w narod, gospodarke, polityke, dyplomacje i obrone nie rozumiejac regol jakimi operowali nasi przeciwnicy i wogole nie umiejac wprowadzic efektywnych mechanizmow i metod rozwoju i obrony.

      • 3 2

      • "Niemcom udalo sie wymanewrowac Polska flote naciskami i w efekcie zmusili ja do ucieczki. To pozwolilo bezkarne bombardowanie Westerplatte przez stary szkoleniowy pancernik."

        Strzelał z kanału portowego, właśnie z obawy przed polską flotą.

        • 1 0

      • No

        Te efektywne metody obrony to Niemcy pokazywali od 43r. Jak zaczęli się wycofywac na z góry upatrzone pozycje, to im ich w końcu zabrakło.
        A gdzie i jak aktywnymi naciskami rozbroili naszą gospodarkę?
        Jak byś czytał inną literaturę, niż tylko niemiecką propagandę (choćby Davisa), to byś wiedział, że Hitler w 1938r. zapewniał Kriegsmarine i Wehrmacht, że wojna nie wybuchnie przed 1943r.
        A dlaczego się pośpieszył - bo zobaczył w jakim tempie Polska buduje COP, który miał szansę do 1943r. dorównać potencjałem produkcyjnym Zagłębiu Ruhry. Nowe polskie czołgi, działa i broń strzelecka były lepsze od niemieckich odpowiedników. Poza tym, niemiecki wywiad doniósł o planachrozpoczętej budowy polskich fortyfikacji na planowanych kierunkach niemieckiego ataku. Hitler miał alternatywę - albo czekać, aż zabezpieczymy granice i się uzbroimy, albo zaryzykować wykorzystując sowietów i zaatakować wcześniej, licząc na dotychczasowy pacyfizm Zachodu. Jak było prawie wszyscy wiemy

        • 2 1

  • piękny tytuł artykułu :-)

    dobrze, że nie taki duży - a taki stary

    • 9 1

  • (8)

    Echhh gdyby nie wojna... albo chociaż gdyby wybuchła z 2-4 lata później kiedy mielibyśmy więcej Łosiów, Sępów i Wilków w powietrzu i więcej 7TP, no i jeszcze jakby nas Francuzi i Brytole nie zdradzili... tak sobie pogdybałem... w innej Polsce żyć by nam przyszło szczęśliwie...

    • 19 2

    • więcej sumów oczywiście w powietrzu nie sępów

      Się rozpędziłem

      • 0 1

    • (3)

      wtedy Rzesza mialaby juz cale zastepy Panter i Tygrysow. No i zapewne bombe A. Tak czy siak, Polske by rozgromili z jednego powodu - odpowiednio wczesnie przestawili cala gospodarke na potrzeby wojskowe.

      • 1 1

      • W sumie racja, ale gdybam dalej, gdyby alianci zachodni w 1939r. zrobili cokolwiek więcej ofensywnego, przy fakcie, że Polska nie padła w tydzień, a na zachodzie III Rzesz Hitler zostawił mniej reprezentatywne formacje, była szansa na powstrzymanie Niemiec... choć wówczas co z ZSSR... ech ta historia;D

        • 1 0

      • A i warto wspomnieć, że III Rzesza w granicach z 39 wcale nie miała dużo własnych zasobów ropy, a Tygrysy i Pantery paliły więcej paliwa niż takie P.II czy IIIjki, więc była szansa stłamszenia III Rzeszy z obu stron zanim ta zdobyła złoża w Rumunii, Norwegii, u nas i częściowo u ruskich

        • 1 0

      • Pantery i Tygrysy powstaly jako odpowiedz na radzieckie T-34 i KW-1, z ktorymi PzkpfW III i IV, mimo wzmocnionych pancerzy i lepszych dzial, nie dawaly sobie rady. Raczej malo prawdopodobne, zeby powstaly tak same z siebie.
        Poza tym III Rzesza byla tak zadluzona, ze wojna musiala wybuchnac w 1939 r., inaczej by prawdopodobnie juz w 1942 r. zbankrutowala.

        • 2 0

    • gdyby nie wojna to dzisiaj (1)

      dalej mielisbysmy 130km wybrzeza, Gdansk bylby niemieckim "wolnym miastem" a kresy wschodnie bylyby teatrem nieustannych walk narodowowyzwolenczych dla Bialorusinow, Ukraincow i Litwinow, terytorialnie Polska zyskala po II WS, zacofane kresy wschodnie zamienilismy na zurbanizowane ziemie odzyskane i na szczescie jestesmy w miare jednolici narodowosciowo

      • 2 1

      • Zurbanizowane??? Wszystko w gruzach leżało Wrocław, Gdańsk, Kołobrzeg, czy Szczecin... no i rozkradzione przez tfu sowietów.

        • 1 0

    • Eeech

      Pomarzyć dobra rzecz. Jednak 2-4 lata byłoby za mało. Co do francuzów i brytoli to nie całkiem tak było. Oni sami dali ciała, bo nie potrafili walczyć "po nowemu" , a Niemcy byli już rozpędzeni. Francja padła, Anglia.. prawie. To nie była kwestia zdrady, tylko niemożności. Zdradą nazwałbym Jałtę, ale raczej z winy rusofila Rooswelta, nie Churchila. Ostatnio pojawia się dość karkołomna teza, że powinniśmy byli sprzymierzyć się z Niemcami dopóki było to możliwe i razem uderzyć na Sowietów. Chm...Miło wyobrazić sobie defiladę zwycięstwa w Moskwie, ale... tych "ale" jest bardzo dużo. Jedno jest pewne: gdyby tak się stało, to znaczy, gdybyśmy wspólnie z Niemcami zaatakowali ZSRR, to nie byłoby drugiej wojny światowej, bo Francja i Anglia nie wypowiedziałyby wojny Niemcom ( w obronie Polski, niby kogo miałyby bronić?) a Ameryka pozostałaby sobie w swym izolacjoniźmie. Tylko że to jest ahistorycyzm i gdybactwo. Natomiast gdyby Piłsudski żył dłużej, może WSZYSTKO potoczyłoby się inaczej. Jestem pewien że lepiej.

      • 0 0

  • hmm (3)

    "Nawet dziś rodzą się pytania czy budowa tak dużych jednostek o długość blisko 84 metrów i wyporności przeszło 1650 ton na zamknięty akwen bałtycki była uzasadniona"
    To dobre pytanie - czemu wtedy inwestowano w duże oceniczne okręty a nie np. w ścigacze torpedowe i tym podobne jednostki? Niemcy prawie od razu wydofali duże jednostki rzucając do walki mniejsze i samoloty...szkoda że poslkie dowództwo było tak krótkowzroczne...

    • 5 5

    • Yamato

      A czemu Japonia budowała Yamato?
      Fłupie pytania po fakcie

      • 1 0

    • Wasyl

      Zadaniem tych okrętów był atak na Flotę ZSRR w razie agresji z ich strony. W razie wojny z sowietami która była tak samo realna jak z Niemcami nawet w teorii nie mogliśmy liczyć na żadnych sojuszników. Bo kto miał by być tym sojusznikiem? Mongolia? Dlatego istotnym było zabezpieczenie szlaków komunikacyjnych przez Bałtyk (zaopatrzenie przez Niemcy możliwe nie było raczej a przez Morze Czarne i Rumunię mało realne). Budowa tych okrętów miała gwarantować co najmniej dwukrotne podejście do ataku na flotę ZSRR w jej drodze z zatoki fińskiej. Do tego wymagana była prędkość 20 węzłów na powierzchni. Holendrzy przodujący wtedy w budowie okrętów podwodnych wykluczyli słusznie iż możliwe jest osiągnięcie takich parametrów w mniejszych jednostkach. Do tego dochodzi jeszcze fakt iż przy przewadze przeciwnika w lotnictwie nie będzie możliwe swobodne zaopatrywanie okrętów podwodnych w czasie planowanej dla nich misji. Z tego wynika rozmiar, siła ognia i autonomiczność okrętów typu Orzeł. Historia potoczyła się inaczej jednak. To Niemcy uderzyły jako pierwsze. Co nie oznacza iż popełniono błąd. Polska musiała się tak samo zabezpieczać przed agresją Sowietów jak i Niemiec. Zabrakło nam trochę czasu. A to że Orzeł przedarł się do Anglii mimo wielkiego polowania i braku map świadczy iż zupełnie dobrze sobie na tym Bałtyku radził.

      • 2 0

    • nie było

      Dowództwo nie było krótkowzroczne. Cały wysiłek był przygotowaniem do wojny z ZSRR. Okręty Orzeł miały długą autonomię. Mogły więc spokojnie operować blisko baz radzieckich. Ale coś strzeliło w głowy naszych polityków i zdradzili Hitlera. Ten się wściekł i stąd wojna z Polską, której nie planował...

      • 1 0

  • (2)

    Jeśli chodzi o kampanię wrześniową to zawsze mnie nurtowało, czy i jak wykorzystano dwa elementy defensywy, które nie były stosunkowo kosztowne, a łatwe w transporcie i użyciu:

    1. Miny zarówno przeciwpiechotne, jak i przeciwpancerne - sądzę, że wówczas istniała taka strategia jak wciągnięcie przeciwnika na zaminowany teren itp., nawet dziś (Afganistan) jest to świetna i tania broń i co najważniejsze skuteczna w starciu z pancernymi pojazdami.

    2. Snajperzy, Niemcy nas atakowali, przy dużej ilości piechoty, a nawet kawalerii (to tfuu komunistyczna propaganda wmówiła części Polaków, że w 1939r, tylko my mieliśmy kawalerię i na dodatek atakowalismy nią czołgi), więc strzelcy wyborowi mogli siać postrach

    • 6 1

    • (1)

      a słysząłeś o próbie utworzenia z półwyspu Heskiego wyspy za pomoca wybychu głowic torped? może autor poruszy ten ciekawy temat w kolejnych artykułach?? swoją droga miny morskie też przyniosły by dużo szkody ale zaczeli je za późno stawiać...

      • 1 0

      • Słyszałeś, że dzwonili

        Miny próbowano stawiać od początku wojny, ale plan Rurka nie wypalił, bo Gryf został uszkodzony i wrócił do portu. Potem miny stawiały okręty podwodne i na jednej z nich wyleciał stary niemiecki trałowiec M-85, przez co Niemcy zarzuacli Polakom złamanie umowy kapitulacyjnej Helu.
        A poza tym, Niemcy tak się bali polskich min, że cały czas trałowali, zwłaszcza tam, gdzie min nie stawiano. Każde wyjście Schlesiena lub Szlezwiga było poprzedzone intensywnym trałowaniem. Obrona Helu wiedziała, że jak trałowce dłuższy czas "orzą" morze, to w tamtym rejonie pojawi się któryś z pancerników.
        A co do wysadzenia min, to zrobiono to paręnaście minut za wcześnie, kiedy pierwsi niemeiccy żołnierze podeszli do linii minowania. Zamiast związać ich intensywnym ogniem w celu odwrócenia uwagi od minowaniam i ściągnięcia posiłków, to od razu wysadzili głowice w powietrze i efekt był mniejszy, niż powinien (kilkunastu zabitych i rannych).

        • 1 0

  • pechowe te nasze biedne okręty!... (2)

    a może nieumiejętnie dowodzone!...

    • 6 7

    • 39 (1)

      nie dowodcy jak u anglikow do pupy lecz rzady

      • 1 0

      • Dowódcy u Anglików

        Twoim zdaniem Vian był do pupy, Cunningham, Tovey także? Że nie wspomnę o dowódcach niszczycieli pod Narvikiem, eskortowców na trasach konwojowych czy na M. Śródziemnym. Pod La Plata także dowodzili skauci prawda? Nawet Philips pod Kuantanem nie popełnił błędu, bo od razu wezwał pomoc lotnictwa, tyle, że te spóźniło się.
        Do d... dowódców to mieli Niemcy - żaden dowódca czegoś innego, niż pojedynczy okręt niczego nie pokazał. Co pokazał Lutjens - napad na neutralną Norwegię? Niemcy o takim Toveyu to mogli pomarzyć, a Vian był poza ich zasięgiem mentalnym.

        • 2 0

  • obserwator (1)

    To co mamy w MW teraz , to chyba największy zbiór muzealny " na chodzie" w Europie.
    Parodia!!!!!

    • 15 0

    • teraz to my nic nie mamy

      Polska bez floty

      • 4 0

  • no jak, mamy dwie fregaty OHP :P

    • 2 2

  • Plan "Worek" i rola "Orła"

    Patrzę na plan rozmieszczenia okrętów w ramach planu "Worek" i widzę, że oceaniczny "Orzeł" dostał najpłytszy i najbardziej ograniczony sektor z Zatoce Puckiej. Ech ci stratedzy, pewnie ci sami, co zabraniali strzelać salwą torped.

    • 10 1

  • Dziwny tytuł (2)

    A co jest pechowego w okręcie, który w trakcie wojny nie stracił żadnego członka załogi.
    A co do celowości budowy Orłów, ich wielkość wynikała tylko z założeń taktycznych, w końcu były budowane aby topić flotę Sowiecką w zatoce Ryskiej musiały mieć odpowiedni zasięg prędkość i siłę ognia na pancerniki .
    We Francji o ile pamiętam budowano następne okręty równie duże o podobnych walorach bojowych, a ścigacze torpedowe budowane były w Wlk.Brytanii tak już wtedy mieliśmy że pierwsze okręty budowano za granicą a następne w kraju .
    Tak miało być ze ścigaczami i tak było z parą następnych niszczycieli które rozpoczęto budować w 1939 roku w Gdyni.

    • 6 2

    • Tytuł iwielkość jednostki (1)

      Fakt, tytuł ma się nijak do rzeczywistości, bo niby jak ocenić Rysia, który nie strzelij ani razu? Na minie Żbika wysadziło przynajmniej niemiecki trałowiec w pażdzierniku 1939.
      Co do sensu wielkosci okrętu, to to, że inni je produkowali, to nie znaczy, że nam są potrzebne. Japończycy robili najwieksze okręty podwodne z hangarem na samolot, tylko po co nam cos takiego. Konstrukcja Orła i Sępa była przewidziana na długie operowanie na oceanie Indyjskim z dala od baz. Rosjanie na Bałtyku mieli dziesiątki oketów klasy M, a Niemcy w tym czasie mieli na Bałtyk klasę II i VII. Takiej klasy okręty w większej liczbie , byłyby bardziej przydatne. O ich skuteczności niech dowodzi fakt, że ucieczka Orła na pełne morze sparaliżowała żaglugę niemiecką, a nie wystrzelił ani jednej torpedy. Na pancerniki nie potrzeba dużego okretu podwodnego, wystarczyła by chocby jedna eskadra okrętów podwodnych, ścigaczy lub lotnictwa morskiego (przed wrzesniem dotarł tylko jeden włoski Cant bez uzbrojenia, zdolny do przenoszenia torped). Po strukturze, widac wyraznie ,ze marynarka była szykowana na Rosję. Jak zbliżał sie konflikt z Niemcami, słusznie wycofana dwa najnowsze niszczyciele produkcji brytyjskiej i jeden starszy od Francuzów. Jedyny nieszczyciel Wicher z ze stawiaczem min Gryf zostały załatwione 3.09., zresztą i tak wczesniej zamienione na nieruchome stanowiska artyleryjskie. Przetrwał najdłużej dywizjon minowców, który nawet postraszył Niemców pod Mechelinkami, co dowodzi, ze mniejsze jednostki mialy wiekszy sens budowy.

      • 1 0

      • Eskadra okrętow podwodnych na pancerniki

        Gdyby nie ta bzdura, to napisałbyś świetny post, a tak wyszło, jak wyszło. Według Ciebie Royal Oak, Barham, Kongo - one zatonęły po atakach eskadr okrętów podwodnych ?
        A co do lotnictwa morskiego - w Pucku stacjonował MDL i przestał istnieć 1-szego września. Cant Z-506 - nawet uzbrojony - nic by nie zmienił, bo był za duży, droga startu na pływakach była dłuższa niż Lublinów R-XIII. Oczywiścei miał szybkość i nośność większą, ale był jeden. Stareńkie Swordfishe były niewiele lepsze od naszych Lublinów, a odniosły jakie sukcesy. Dlaczego? Bo atakowały zespołowo.
        Poza tym w 1939r. rola lotnictwa morskiego była (poza Włochami) marginalizowana, nawet w krajach posiadających lotniskowce. Popatrz na przedwojenne plany rozbudowy największych flot - pancerniki, krążowniki i lotniskowce, ale jako osłona pancernikow. Dopiero Tarent otworzył światu oczy na moż.liwości lotnictwa morskiego, a Kuantan zakończył erę panowania pancerza i armaty.
        Pozdrawiam i życzę dalszych wpisów na forum, bo nawet ta niewielka wpadka i tak jest niczym w porównaniu do "wiedzy merytorycznej" reszty forumowiczów

        • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Strajkowe wspomnienia Sierpniowe

spacer

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Ile metrów miał pierwszy wybudowany odcinek mola w Sopocie?

 

Najczęściej czytane