wiadomości

stat

Ptaszki polskiej floty

artykuł historyczny
Trałowce w porcie.
Trałowce w porcie. fot. Centralne Archiwum Wojskowe

Były pierwszymi jednostkami od podstaw zaprojektowanymi i wybudowanymi w polskich stoczniach. Choć daleko im do wielkich krążowników, aktywnie walczyły w kampanii wrześniowej, a cześć z nich powróciła pod polską banderę po zakończeniu II wojny światowej. Mowa o trałowcach typu Jaskółka, zwanych potocznie "ptaszkami".



Poniemieckie "ptaszki" w porcie.
Poniemieckie "ptaszki" w porcie. fot. Centralne Archiwum Wojskowe
Budowa jednego z trałowców.
Budowa jednego z trałowców. arch. autora
Jeden z trałowców podczas prób morskich, jeszcze bez uzbrojenia.
Jeden z trałowców podczas prób morskich, jeszcze bez uzbrojenia. arch. autora
OORP "Czajka" i "Rybitwa" podczas wychodzenia z portu.
OORP "Czajka" i "Rybitwa" podczas wychodzenia z portu. fot. Centralne Archiwum Wojskowe
ORP "Jaskółka" podczas prac wyposażeniowych.
ORP "Jaskółka" podczas prac wyposażeniowych. fot. Centralne Archiwum Wojskowe
ORP "Rybitwa" na morzu.
ORP "Rybitwa" na morzu. arch. autora
Smutny koniec ORP "Żuraw".
Smutny koniec ORP "Żuraw". fot. Internet
ORP "Żuraw" w okresie powojennym. Widać na nim już nowe uzbrojenie.
ORP "Żuraw" w okresie powojennym. Widać na nim już nowe uzbrojenie. arch. autora
Jeden z "ptaszków" podczas służby w marynarce wojennej PRL.
Jeden z "ptaszków" podczas służby w marynarce wojennej PRL. fot. AMW
Zdjęcie wraku jednego z "ptaszkow" wyrzuconego na brzeg pomiędzy Brzeżnem a Jelitkowem, na wysokości pasa startowego dawnego lotniska. O tym wraku pisze Gunter Grass w swojej książce "Kot i mysz". Zdjęcie zostało wykonane na przełomie lat 40 tych i 50 tych. Wrak był holowany przez Niemców do stoczni w Gdańsku i zerwał się z liny holowniczej. Za zdjęcie i opis historii wraku dziękujemy naszemu czytelnikowi, panu Bogusławowi Michalczonkowi.
Zdjęcie wraku jednego z "ptaszkow" wyrzuconego na brzeg pomiędzy Brzeżnem a Jelitkowem, na wysokości pasa startowego dawnego lotniska. O tym wraku pisze Gunter Grass w swojej książce "Kot i mysz". Zdjęcie zostało wykonane na przełomie lat 40 tych i 50 tych. Wrak był holowany przez Niemców do stoczni w Gdańsku i zerwał się z liny holowniczej. Za zdjęcie i opis historii wraku dziękujemy naszemu czytelnikowi, panu Bogusławowi Michalczonkowi.
Pierwsze "ptaszki"

Gdy na mocy Traktatu Wersalskiego Polska uzyskała dostęp do morza, pojawił się problem obrony kraju od strony Bałtyku. Polska Misja Morska rozpoczęła starania o uzyskanie okrętów z floty państw pokonanych - niestety zabiegi te okazały się bezskuteczne. Ostatecznie, w roku 1920, za kwotę przeszło 7 milionów marek, kupiono cztery stare poniemieckie trałowce typu FM, które lata świetności miały już za sobą.

Po przybyciu do kraju okrętom nadano nazwy OORP "Jaskółka", "Czajka", "Rybitwa" oraz "Mewa" i skierowano do służby patrolowo - szkoleniowej. Niestety pełne ich wykorzystanie stanowiło kwestię dość problematyczną - niezwykle ubogie wyposażenie nawigacyjne pozwalało na podróże szkolne w rejonie "małego morza", czyli na trasie Gdańsk - Gdynia - Hel. Niestety szybko postępujące zużycie mechanizmów i nieopłacalność dalszych remontów spowodowały, że w roku 1931 skreślono wszystkie jednostki ze stanu floty. Rozpoczęto też prace nad rodzimymi projektami.

Polskie ptaszki

Polskie dowództwo miało już dość fuszerek i niekończącego się przeciągania budowy okrętów we francuskich stoczniach. Kontradmirał Jerzy Świrski, przy aprobacie marszałka Piłsudskiego, zadecydował, aby rozpisać przetarg na projekt i budowę trałowców w kraju. Wygrał projekt inż. Aleksandra Potyrały, a same okręty miały powstać w stoczni w Modlinie.

Przyszłe ptaszki, a miało ich być w sumie sześć, były 45-metrowymi, blisko 200-tonowymi jednostkami, uzbrojonymi w armatę 75 mm, ciężkie karabiny maszynowe i mogły dodatkowo zabrać po 20 min. Choć ich prędkość nie była może zbyt imponująca - 17,5 węzła - to rekompensowała to doskonała dzielność morska.

Sam proces budowy był dość osobliwy - okazało się, że Stocznia Modlińska nie dysponuje mocą przerobową, aby zwodować wszystkie sześć jednostek. Ostatecznie w Modlinie zbudowano 2 okręty (OORP "Rybitwa" i "Czajka"), w Warsztatach Portowych Marynarki Wojennej w Gdyni powstały trzy jednostki (OORP "Jaskółka", "Czapla" i "Żuraw" - dwie ostatnie zamówione zostały niejako w drugim rzucie i weszły do służby 31 sierpnia 1939 roku nie do końca gotowe), a w cywilnej Stoczni Gdyńskiej - ostatnia - ORP "Mewa".

Projektanci od samego początku borykali się z różnymi problemami, m.in. z formowaniem blach, rozwiązaniami wewnątrzokrętowymi oraz związanymi z budową siłowni, ale prace postępowały sprawnie. W efekcie z "ptaszków" i dwóch kanonierek utworzono Dywizjon Minowców, który w latach poprzedzających wojnę wykonywał działania szkoleniowe oraz wizyty kurtuazyjne w portach zagranicznych.

Działania wojenne

Wojna zastała "ptaszki" w porcie wojennym na Oksywiu. Niedługo potem Dywizjon otrzymał rozkaz wzięcia udziału w operacji "Rurka", której celem było postawienie dużej zagrody minowej na wodach Zatoki Gdańskiej, a w której udział miały wziąć prawie wszystkie jednostki nawodne naszej floty.

Jednak niedługo po opuszczeniu portu polski zespół zaatakowany został przez nieprzyjacielskie samoloty. Choć żaden okręt nie został bezpośrednio trafiony, uszkodzenia i straty były bardzo poważne - na stawiaczu min ORP "Gryf" poległ dowódca, kmdr Stefan Kwiatkowski i czterech marynarzy, a kilkunastu innych było ciężko rannych. Z ptaszków najbardziej ucierpiała "Mewa" - przeszło półtonowa bomba wybuchła w bezpośredniej bliskości burty jednostki, uszkodziła poszycie i zabiła oraz raniła większą cześć załogi znajdującej się na pokładzie. Ciężko uszkodzona jednostka została doholowana do portu w Helu, gdzie 3 września, podczas jednego z licznych ataków lotniczych, została zatopiona przy nabrzeżu.

Inne jednostki dywizjonu wyszły obronną ręką z ataków. Pozostałe trałowce zostały niebawem przebazowane do portu w Jastarni, gdzie polskie dowództwo, wobec ogromnej przewagi nieprzyjaciela w powietrzu, starało się chronić ostatnie pełnowartościowe jednostki morskie, jakimi dysponowało.

W tym czasie "Gryf" i "Wicher" pełniły już rolę pływających baterii, a "Żuraw" i "Czapla", wobec niepełnej gotowości i licznych usterek w mechanizmach sterów, nie odegrały już większej roli w kampanii wrześniowej.

Ciężar wykonywania zadań bojowych spoczął zatem na "Jaskółce", "Czajce" oraz "Rybitwie". Pierwszy sukces odnotowała 7 września "Jaskółka". Wraz z "Rybitwą" przeprowadzała patrol w poszukiwaniu zestrzelonych niemieckich lotników, gdy została zaatakowana przez samotny nieprzyjacielski samolot. Krótko po otwarciu ognia na "Jaskółce" zacięły się karabiny maszynowe, działo pokładowe nie zdążyło oddać ani jednego strzały, gdy, ku ogólnemu zdziwieniu załogi, Junkers nie wyszedł z lotu nurkowego i wbił się w wodę.

Niedługo po tych wydarzeniach przed trałowcami postawiono zadanie ostrzelania wojsk niemieckich rejonie Rewy. Udało się uzyskać efekt zaskoczenia - niemiecka kolumna zupełnie nie spodziewała się ataku ze strony morza i musiała się wycofać. Po powrocie do Jastarni na okręty czekał kolejny rozkaz - postawienie zagrody minowej w rejonie półwyspu Helskiego. I choć początek nie był łatwy, bo okręty weszły na mieliznę, zakończenie było w pełni udane, gdyż postawiono zagrodę liczącą 60 min.

14 września ptaszki ponownie wspierały swym ogniem polskie oddziały atakujące pozycje nieprzyjaciela od strony Mostów i Mechelinek, a czyniły to na tyle skutecznie, że przejściowo udało się nawet odbić Rewę.

Niestety były to już ostatnie działania polskich okrętów - po ich powrocie do Jastarni na port nastąpił silny nalot nieprzyjacielskiego lotnictwa. Efekty ataku były tragiczne - na "Jaskółce" nastąpił wybuch amunicji i zapłon ropy, kadłub "Czapli" został wygięty na całej długości i poszycie w niektórych miejscach zostało zerwane, "Rybitwa" była uszkodzona trafieniami dwóch bomb, które na szczęście okazały się niewypałami. Niedługo potem, decyzją dowództwa z okrętów, zdemontowano uzbrojenie, a załogi zasiliły oddziały lądowe.

W służbie niemieckiej i ponownie pod polską banderą

Po kampanii wrześniowej Niemcy wydobyli i wyremontowali "Mewę", "Rybitwę", "Czajkę" oraz "Żurawia", wcielając je do swojej floty jako poławiacze torped i patrolowce. Po zakończeniu działań wojennych, dawne polskie okręty zostały przypadkowo odkryte przez polską Misję Morską w porcie Travemunde i wróciły pod biało czerwoną banderę.

Początkowo wykonywała działania trałowe i patrolowe. "Mewę", "Rybitwę" i "Czajkę" przekształcono następnie w jednostki szkolne Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. "Żuraw" natomiast wypełniał zadania hydrograficzne. Ostatni okres z funkcjonowania jednostek był mało chwalebny - pełniły rolę barek koszarowych. Ostatecznie "Mewę" złomowano w 1981 roku, "Rybitwę" w 1972, a "Czajkę" w 1977 roku. "Żuraw" zapisał się w historii udaną ucieczką części załogi do Szwecji, a następnie procesem pokazowym dowództwa okrętu. Nazwa "Żuraw", jako plamiąca honor ludowej bandery, nie mogła już istnieć, dlatego okręt przemianowano na ORP "Kompas". Ostatecznie jednostkę złomowano w 1998 roku.

Opinie (39) 4 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1585 Przywilej Stefana Batorego dla Gdańska opis Najpierw cło palowe podniesiono o 100 proc., a potem podział dochodów z niego przeznaczono po połowie dla króla i miasta.

Sprawdź się

W którym z gdańskich kościołów znajduje się renesansowy, kamienny ołtarz Abrahama van der Blocka?