wiadomości

stat

Podwodny drapieżnik ORP Ryś

artykuł historyczny
ORP Ryś podczas rejsu.
ORP Ryś podczas rejsu. fot. CAW

Był pierwszym okrętem podwodnym, który zasilił polską flotę. Jego krótka historia w pełni oddaje pełne poświęcenie, jakim musieli wykazać się marynarze podczas kampanii wrześniowej.



Okręt podczas manewru zanurzenia...
Okręt podczas manewru zanurzenia... fot. CAW
... oraz wynurzenia.
... oraz wynurzenia. fot. CAW
Okręt był wielokrotnie atakowany, ale załoga broniła go dzielnie nawet wtedy, gdy przeciwnicy mieli gigantyczną przewagę.
Okręt był wielokrotnie atakowany, ale załoga broniła go dzielnie nawet wtedy, gdy przeciwnicy mieli gigantyczną przewagę. fot. CAW
Dzięki udzieleniu Polsce przez rząd francuski w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku dużych pożyczek, rozpoczęto modernizację naszej floty. Początkowe plany szybko jednak weryfikowały względy ekonomiczne i ostatecznie w stoczniach francuskich zamówiono zamiast planowanych dziewięciu jedynie trzy okręty podwodne, które wzorowano z jednej strony na klasycznych okrętach podwodnych typu Ondine, a z drugiej na ex-niemieckim stawiaczu min U-79, którego zdobyli Francuzi.

Projektowane i budowane dla Polaków jednostki miały prawie 78 metrów długości i przy swej prędkości podwodnej, dochodzącej do prawie 10 węzłów, były uznawane za jedne z najszybszych w tamtych czasach. Dodatkowym atutem tych jednostek była możliwość zabrania na pokład 40 min. Niestety, sam system stawiania min był mało wydajny i wymagał od załogi dużo wysiłku. Kolejnym minusem okrętów było głośne zachowanie się pod wodą oraz zewnętrzne umiejscowienie zbiorników paliwa, co powodowało, że nawet przy drobnych uszkodzeniach, za okrętami pojawiały się ślady ropy.

Francuski numer

22 kwietnia 1929 roku na okręcie uroczyście podniesiono biało-czerwoną banderę i nadano mu nazwę ORP "Ryś". Jak się niebawem okazało, francuska stocznia nie zamontowała na pokładzie wszystkich elementów wyposażenia zawartych w kontrakcie - w wyniku politycznych negocjacji uznano, że okręt wypłynie do Polski, a po części wróci za jakiś czas...

Po przybyciu do Gdyni rozpoczął się proces szkolenia załogi, przerwany 20 listopada 1931 roku, kiedy to Ryś opuścił na trzy dni port, aby powitać swojego bliźniaka - ORP "Wilk". Oba okręty, obok zadań szkoleniowych, wizytowały zagraniczne porty. Podczas jednego z takich rejsów Ryś zawinął do francuskiego portu po zaległe wyposażenie i uzyskał tym samym pełną wartość bojową. Niebawem do Polski dotarł ostatni z zamówionych okrętów - "Żbik" i ze wszystkich trzech okrętów utworzono Dywizjon Łodzi Podwodnych, nad którym dowództwo objął kmdr ppor Eugeniusz Pławski. Dywizjon wypełniał głównie zadania reprezentacyjne i szkoleniowe, m.in. na wodach Zatoki Puckiej ćwiczono ataki torpedowe, zanurzenia alarmowe, wspólne manewrowanie.

Rok 1936 nie był szczęśliwym dla "Rysia" - okręt udał się w rejon Zatoki Fińskiej, gdzie miał wykonać skryte podejście w rejon portu Kronsztad. Podczas wykonywania zadania jednostka została wykryta przez radzieckie niszczyciele i zmuszona do wynurzenia. Następnie w eskorcie "Ryś" został odprowadzony do portu, gdzie po złożeniu wyjaśnień i dyplomatycznych zabiegach zwolniono go do portu w Gdyni.

Drugie zdarzenie było o wiele bardziej tragiczne - 1 kwietnia 1936 roku o godz. 7:30 na okręcie nastąpiła eksplozja nagromadzonych od ładowania akumulatorów gazów wodorowych. Wina leżała po stronie załogi, a w wyniku tego wypadku ciężko rannych zostało 11 jej członków. Dodatkowo swe stanowiska stracili dowódca okrętu kpt. mar. Aleksander Łoś, którego zastąpił kpt. mar. Aleksander Grochowski i dowódca dywizjonu, kmdr por. Eugeniusz Pławski. W sierpniu 1939 roku na okręcie ogłoszono pogotowie alarmowe - uzupełniono prowiant i amunicję, a załodze wydano zakaz opuszczania pokładu. Następnie "Rysia" przebazowano z Gdyni do portu na Helu. Tam też zastał go wybuch wojny...

Gdy rozpętała się wojna...

Po wybuchu wojny zgodnie z planem "Worek" kmdr ppor Grochowski już we wczesnych godzinach porannych wyprowadził swój okręt w rejon operacyjny na północny wschód od Helu. W drodze do swojego sektora zaobserwowano liczne jednostki nieprzyjacielskie, ale zgodnie z planem operacyjnym wolno było atakować jedynie okręty od niszczyciela wzwyż, a te ostatnie znajdowały się zbyt daleko.

Sektor "Rysia" pokrywał się z liniami dozoru jednostek niemieckich, o czym załoga przekonała się 2 września, gdy okręt był ośmiokrotnie długotrwale atakowany bombami głębinowymi, co wystawiło załogę na niezwykle ciężką próbę. 3 września upłynął "Rysiowi" spokojnie, ale była to jedynie cisza przed burzą. 4 września polski okręt był wielokrotnie atakowany, pojawiały się liczne uszkodzenia, a wszelkie próby zgubienia nieprzyjaciela były nieudane.

Kmdr Grochowski, widząc, że nie uda się ucieczka pod wodą (tym bardziej, że zapas powietrza zaczął się wyczerpywać), zdecydował się na podjęcie walki na powierzchni. Manewr ten zupełnie zaskoczył przeciwnika, a "Ryś", ostrzeliwując się z karabinów maszynowych, zdołał ujść prześladowcom. Wtedy też ujawniły się wady okrętu - w wyniku uszkodzeń za jednostką unosił się widoczny z daleka ślad ropy, który ułatwiał pościg. Dowódca drogą radiową skontaktował się z Dowództwem, prosząc o zgodę na wejście do portu celem naprawienia choćby części uszkodzeń. Niestety, decyzja była odmowna...

Stojąc przed dużym dylematem, kmdr Grochowski podjął niezwykle trudną decyzję - mimo zakazu, postanowił udać się do portu na Helu. Podczas oczekiwania na wejście do portu na okręt przybył dowódca dywizjonu, kmdr. A. Mohuczy z kategorycznym rozkazem wyjścia w morze, ale widok, jaki zastał na "Rysiu", spowodował zmianę decyzji. Po wejściu do portu marynarzom ukazał się smutny widok dopalających się wraków OORP "Wicher" i "Gryf". Po przepłukaniu zbiorników i drobnym odpoczynku załogi, "Ryś" opuścił port i postawił zagrodę minową (niestety, jedynie z 10 min gdyż w pobliżu pojawiły się jednostki niemieckie).

Walka o życie

Oprócz zmagań z Niemcami załoga musiała walczyć ze swoim własnym okrętem - peryskopy były uszkodzone, pojawiały się liczne przecieki, a pod wodą jednostka była praktycznie ślepa i głucha, gdyż zdemontowano szumonamierniki, a nowych nie zdążono już zamontować. Kolejne dni przynosiły coraz to nowe spotkania z okrętami nieprzyjaciela oraz nowe uszkodzenia.

Wobec tych faktów oraz coraz większego zmęczenia załogi, dowódca zdecydował się 8 września wejść do szwedzkiego portu. Niestety, powstałych uszkodzeń nie udało się usunąć w czasie przewidzianym przez konwencje międzynarodowe i ostatecznie ORP "Ryś" został internowany. Niebawem dołączyły do niego OORP "Sęp" i "Żbik".

Podczas działań II wojny światowej pojawiły się plany uprowadzenia jednostek do Anglii, na dowódcę misji wyznaczono nawet kmdr. Bogusława Krawczyka, ale zapobiegliwi Szwedzi przeprowadzili polskie jednostki w głąb lądu, skąd jakakolwiek ucieczka była już niemożliwa. Po zakończeniu działań zbrojnych podjęto starania o powrót okrętu do Polski, co ostatecznie udało się w 1946 roku. Po rejsie "Rysia" poddano gruntownemu remontowi, który trwał aż do 1949 roku. Jednostka służyła, jako okręt szkolny i reprezentacyjny, a ostatecznie zezłomowano go w 1956 roku.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (20)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika