wiadomości

stat

Patroni tramwajów: Stanisława Przybyszewska

artykuł historyczny
Stanisława Przybyszewska
Stanisława Przybyszewska

W trzecim odcinku cyklu "Patroni gdańskich tramwajów" przedstawiamy sylwetkę pisarki Stanisławy Przybyszewskiej. Wcześniej opisaliśmy już Sat-OkhaAleksandra Suchtena. Za tydzień zapraszamy na opowieść o Alfie Liczmańskim.



Stanisława Przybyszewska (1901-1935) to postać wciąż mało znana, choć dość często przypominana. W ostatnich latach mieliśmy w Gdańsku okazję obejrzeć dwa nowe, osnute na biografii pisarki utwory: plenerowy "Thermidor roku 143" Teatru Miniatura i "Olimpię z Gdańska" Opery Bałtyckiej. W rzeczywistości jednak zarówno w historii Gdańska, jak i w dziejach literatury polskiej Przybyszewska funkcjonuje trochę na marginesie, jako outsiderka.

Stanisława Przybyszewska jest patronem tramwaju nr 1501
Stanisława Przybyszewska jest patronem tramwaju nr 1501 fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl
Jej życiorys był mocno nieszablonowy, na czym z pewnością zaciążyła genetyka: matką Stanisławy była lwowska artystka Aniela Pająkówna, zaś ojcem - pisarz i skandalista, ideolog Młodej Polski, nazywany nihilistą, a nawet satanistą - Stanisław Przybyszewski.

Matka osierociła przyszłą pisarkę już w 1912 r., zdążyła jednak dać jej początki wykształcenia, w tym gruntowną znajomość kilku języków.

Autoportret Anieli Pająkówny, matki pisarki, z sześcioletnią Stasią.
Autoportret Anieli Pająkówny, matki pisarki, z sześcioletnią Stasią.
Z kolei ojciec "programowo" nie interesował się swymi nieślubnymi dziećmi, dlatego spotkali się, gdy córka była już po maturze. To właśnie Przybyszewski "załatwił" mężowi Stanisławy, młodemu malarzowi Janowi Panieńskiemu, posadę w tworzącym się Gimnazjum Polskim w Wolnym Mieście Gdańsku. Niestety, także z wpływem ojca można wiązać nałóg przyjmowania morfiny.

Wspomnieć też należy o młodzieńczych wyborach politycznych: w 1922 r. w Warszawie podjęła pracę jako ekspedientka w księgarni należącej do Komunistycznej Partii Polski; po kilku miesiącach została aresztowana pod zarzutem zdrady stanu, lecz ostatecznie zwolniono ją z braku dowodów.

Później chyba już nie interesowała się współczesną polityką; w Poznaniu miała zostać żoną zamożnego przemysłowca, obracającego się w kręgach bohemy Wacława Dziabaszewskiego, jednak nic z tych planów nie wyszło; to wówczas związała się z poznanym nieco wcześniej w tych samych kręgach Janem Panieńskim. Młodzi małżonkowie przenoszą się do Gdańska i zamieszkują w domku, właściwie baraku, na posesji Gimnazjum Polskiego (w pobliżu Placu Wałowego i Bastionu św. Gertrudy). Idylla małżeńska trwała bardzo krótko: w listopadzie 1925 r. przebywający w Paryżu Jan umiera nagle na skutek przedawkowania owej nieszczęsnej morfiny.

Owdowiawszy w wieku 24 lat Stanisława zaczęła chyba odsuwać się od życia, przyjmując postawę outsiderki i poświęcając się wyłącznie literaturze. Powstały wówczas jej dzieła poświęcone Rewolucji Francuskiej, a właściwie głównie przywódcom jakobinów: Maksymilianowi Robespierre'owi i Georges'owi Dantonowi.

Przybyszewska była owładnięta myślami o przywódcach Rewolucji Francuskiej, Robespierze oraz Dantonie, którym poświęciła swoje dwa słynne utwory: "Thermidor" oraz "Sprawę Dantona".
Przybyszewska była owładnięta myślami o przywódcach Rewolucji Francuskiej, Robespierze oraz Dantonie, którym poświęciła swoje dwa słynne utwory: "Thermidor" oraz "Sprawę Dantona".
Pierwsza inspiracja pochodziła zapewne z lektury napisanego w 1835 r. dramatu niemieckiego pisarza romantycznego Büchnera "Dantons Tod". Przybyszewska napisała swój utwór "Thermidor", jako kontynuację utworu Büchnera. Napisała go zresztą po niemiecku.

Dopiero w kolejnym dramacie "Sprawa Dantona", już w języku polskim, przedstawi własną wersję wydarzeń. Utwór ten pozostaje jej najważniejszym dziełem, które jeszcze za życia autorki doczekało się dwukrotnego wystawienia na deskach teatrów. Temat rewolucji francuskiej podejmują też inne utwory Przybyszewskiej, w tym jednoaktówka "Dziewięćdziesiąty trzeci", opowiadanie "Ostatnie noce ventose'a" i kilka mniejszych utworów prozą.

Czytaj także: Nieznane opowiadania Stanisławy Przybyszewskiej

Do swojej ciotki napisała w 1929 r.:

Zdecydowałam się na wybór zawodu ... Mogę być tylko literatem, albo niczym. Kokietowałam się literaturą od siedemnastego roku począwszy, ale do dwudziestego piątego miałam poważne wątpliwości. Teraz mam pewność i postępuję, nie tylko myślę wedle niej. Tzn. zastrzegam sobie wyłączne posiadanie swego życia - czyli Wolność przez duże W - za wszelką cenę. Dość wysoką. Godności przede wszystkim. No, i komfortu. I bezpieczeństwa. Nie przyjęłabym więcej nad trzy godziny lekcji dziennie.
Młoda pisarka wybrała więc samotność i pisanie po kilkanaście godzin na dobę, głównie nocami, gdy cichły uczniowskie hałasy z boiska gimnazjalnego. Żyła ubogo, na granicy nędzy. Pieniądze otrzymywała z zasiłków Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, pomagały jej finansowo także przyrodnia siostra Iwi Benett (córka Przybyszewskiego z małżeństwa z Dagny Juel) i ciotka Helena Barlińska.

Mieszkając w Gdańsku, miastem i jego życiem zupełnie się nie interesowała. Na dobrą sprawę utrzymywała kontakt z jednym, niemieckojęzycznym obywatelem Wolnego Miasta - był nim doktor Paul Ehmke, który dostarczał jej morfiny i innych medykamentów, od których coraz bardziej się uzależniała.

Do minimum ograniczyła kontakt z ludźmi. Jedynie Stefania Augustyńska, żona dyrektora Gimnazjum, odwiedzała czasem stancję Przybyszewskiej.

Ponoć tylko trzy razy na krótko wyjechała z Gdańska: w 1927 r., by wziąć udział w pogrzebie swego ojca, a w 1928 i 1930 r. dwukrotnie do Poznania, by szukać możliwości wystawienia swoich utworów scenicznych.

Scena ze spektaklu "Sprawa Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej w Teatrze Polskim w Warszawie. Nz. Bogusław Samborski jako Danton i Nina Świerczewska jako jego żona Ludwika.
Scena ze spektaklu "Sprawa Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej w Teatrze Polskim w Warszawie. Nz. Bogusław Samborski jako Danton i Nina Świerczewska jako jego żona Ludwika. fot. Stanisław Brzozowski/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Żyła swoją twórczością, a także - jak twierdzą niektórzy biografowie - platoniczną miłością do Robespierre'a. Żyjąca współcześnie pisarka Hilary Mantel, również "fanka" Nieprzekupnego, zatytułowała swą książkę o Przybyszewskiej "Kobieta, która zmarła na Robespierre'a" (The Woman Who Died Of Robespierre).

Zmarła w zapomnieniu w wieku 34 lat i bez rozgłosu została pochowana na jednym ze starych cmentarzy na Chełmie; dziś nie ma nawet nagrobka.

Życiorys Stanisławy Przybyszewskiej przywodzi na myśl drogę, którą kroczyły także Janis Joplin i Amy Winehouse. One także walkę o prawo do osobistej wypowiedzi przypłaciły zachowaniami autodestrukcyjnymi i tak jak Przybyszewska odeszły młodo, w pełni sił twórczych.
Życiorys Stanisławy Przybyszewskiej przywodzi na myśl drogę, którą kroczyły także Janis Joplin i Amy Winehouse. One także walkę o prawo do osobistej wypowiedzi przypłaciły zachowaniami autodestrukcyjnymi i tak jak Przybyszewska odeszły młodo, w pełni sił twórczych.
Wczytując się w jej życiorys, miałem wrażenie, że życiowe wybory Przybyszewskiej, jej poszukiwanie własnego "ja" było w jakiś sposób pokrewne żyjącym nieco później, wielkim "zbuntowanym" XX stulecia: pisarzom z pokolenia beatników jak Allen Ginsberg, a może nawet jeszcze bardziej takim ikonom sceny rockowej jak Janis Joplin czy Amy Winehouse. One także znalazły się w sytuacji, gdy walka o prawo do osobistej wypowiedzi doprowadziła je do zachowań autodestrukcyjnych i tak jak Przybyszewska odeszły młodo, w pełni sił twórczych.

Czyżby więc pochowana w Gdańsku pisarka była archetypem niektórych gwiazd rocka?

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (63)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika