wiadomości

stat

Patroni tramwajów: Hugo Conwentz

artykuł historyczny
Hugo Conwentz
Hugo Conwentz

W trzynastym odcinku naszego cyklu "Patroni gdańskich tramwajów" przedstawiamy sylwetkę Hugona Conwentza. Tydzień temu zaprezentowaliśmy renesansowego dyplomatę, biskupa i humanistę Jana Dantyszka, a za tydzień opiszemy historyka sztuki Willego Drosta.



Hugo Conwentz, patron tramwaju o numerze bocznym 1035, należy obecnie do najjaśniejszych gwiazd na firmamencie nauki gdańskiej. Jeśli ktoś czuje się tym stwierdzeniem zaskoczony, to wyjaśniam: nie zamierzam odmawiać wielkości takim urodzonym w Gdańsku postaciom jak Heweliusz, Gralath czy Fahrenheit, ale - z całym szacunkiem - współcześnie ich dokonania interesują głównie historyków nauki, a nie astronomów czy fizyków pracujących nad nowymi odkryciami. Podobnie ma się chyba sprawa (choć tu mogę się mylić) z Arturem Schopenhauerem i jego systemem filozoficznym.

Tymczasem nazwisko Conwentza powraca wciąż na nowo w wypowiedziach rozmaitych przyrodników, zajmujących się rozpoznaniem i ratowaniem przyrodniczych zasobów naszej planety. Co ciekawe, wydaje się, że w Polsce Hugo Conwentz jest pamiętany i ceniony nie za to, czego dokonał w Gdańsku, tylko przede wszystkim za skuteczną ochronę Puszczy Białowieskiej w trakcie I wojny światowej.

Gdańszczanie mają więcej powodów, by ciepło wspominać tego potomka menonickiej rodziny osiadłej w Sankt Albrecht, czyli dzisiejszym Świętym Wojciechu. Hugo, urodzony 20 stycznia 1855 r., pierwsze lata życia spędził w wiejskim otoczeniu. Gdy miał kilkanaście lat, rodzina przeniosła się do Gdańska, gdzie jego ojciec prowadził firmę handlującą węglem i drewnem na opał.

Zamieszkali przy ul. Mariackiej, która dziś uchodzi za bardzo prestiżowe miejsce zamieszkania, jednak w XIX wieku miała zgoła odmienną opinię. Gęsta zabudowa, nie pozostawiająca miejsca dla zieleni, atmosfera przesycona dymem, sadzą (do czego, prócz znajdujących się w każdym domu pieców i palenisk, przyczyniały się pływające po Motławie statki parowe) i zwykłym fetorem z miejskich rynsztoków, na rodzinie przybyłej ze wiejskich okolic sprawiała wrażenie przedsionka piekła.

Hugo został uczniem Szkoły Realnej Św. Jana; gnieździła się ona wówczas w jako tako zaadaptowanych kamienicach na rogu ul. Św. Ducha i Złotników, dopiero nieco później uzyskała lepsze warunki w klasztorze pofranciszkańskim przy ul. Rzeźnickiej (gdzie urządzono także Muzeum Miejskie).

Imię Hugona Conwentza nosi tramwaj Pesa o numerze bocznym 1035.
Imię Hugona Conwentza nosi tramwaj Pesa o numerze bocznym 1035. fot. Michał Stąporek/trojmiasto.pl
Chłopiec miał kłopoty z nauką, do czego przyczyniało się nie najlepsze zdrowie, w tym mdłości i bóle głowy powodowane wspomnianymi złymi warunkami higienicznymi. Szczęśliwie zainteresował się nim szkolny profesor, Theodor Karl Bail, który - sam będąc z wykształcenia botanikiem - "zaraził" swego wychowanka zainteresowaniami przyrodniczymi. On też polecił mu po maturze studia we Wrocławiu, pod kierunkiem tamtejszej znakomitości, profesora Heinricha Göpperta. Na wrocławskiej uczelni Conwentz dał się poznać jako zdolny przyrodnik.

Po studiach i uzyskaniu doktoratu za pracę poświęconą kopalnym okazom drewna z osadów polodowcowych północnych Niemiec (czyli w ówczesnych warunkach także całej północnej Polski) pracował jako asystent we wrocławskim ogrodzie botanicznym.

I wówczas otrzymuje nieoczekiwaną propozycję: Gdańsk, który pod rządami nadburmistrza Wintera otrząsnął się z długoletniego zastoju i wszedł na drogę ku nowoczesności, stał się w 1878 r. stolicą nowo utworzonej prowincji Prusy Zachodnie. Wiązało się z tym tworzenie nowych instytucji, jak Zarząd Prowincji, Sejmik (Landtag) czy inne organy pruskiej bądź niemieckiej administracji.

Pojawił się wówczas projekt, by dla podkreślenia stołecznej rangi Gdańska, utworzyć w mieście - na bazie już istniejących kolekcji, zgromadzonych m. in. przez Towarzystwo Przyrodnicze - regionalne muzeum prezentujące eksponaty z całego terenu prowincji. Na siedzibę muzeum przeznaczono Zieloną Bramę, a stanowisko jej dyrektora, dzięki rekomendacji Theodora Baila, zaproponowano Hugonowi Conwentzowi.

Zaledwie dwudziestoczteroletni przyrodnik stanął przed nie lada dylematem - marzyła mu się habilitacja i praca naukowa na wrocławskiej uczelni, jednak Gdańsk kusił trzykrotnie wyższą pensją. Ostatecznie o dalszej drodze życiowej Conwentza przesądziły inne kwestie: we Wrocławiu nie dopuszczono go do habilitacji, gdyż... szkoła, którą ukończył w Gdańsku, miała rangę szkoły realnej, a zgodnie z obowiązującymi przepisami, kandydat do habilitacji powinien legitymować się ukończeniem gimnazjum humanistycznego.

Zielona Brama - siedziba Muzeum Prus Zachodnich, którym przez 30 lat kierował Hugo Conwentz.
Zielona Brama - siedziba Muzeum Prus Zachodnich, którym przez 30 lat kierował Hugo Conwentz.
Hugo Conwentz, rozczarowany decyzją władz uczelni, nie tracił czasu i powrócił do Gdańska, gdzie z pracowitością typową dla swych menonickich przodków wziął się do organizowania nowego muzeum. Zajmował wówczas służbowe mieszkanie w Zielonej Bramie, a muzealną ekspozycję urządził na pierwszym piętrze zabytkowego gmachu. Zbiory, jakimi dysponował, stanowiły z dzisiejszego punktu widzenia dziwaczny konglomerat eksponatów należących do trzech działów: historii naturalnej (wszelkiego rodzaju okazy przyrodnicze), archeologii (zarówno wykopaliska z okolic Gdańska, jak i przedmioty pochodzące z Italii, Grecji czy Egiptu oraz kolekcje monet, często nieznanego pochodzenia) i etnologii. Po raz pierwszy ekspozycja została zaprezentowana już 18 września 1880 r. z okazji Zjazdu Niemieckich Przyrodników i Lekarzy.

Początkowo zresztą zbiory były udostępniane tylko raz na tydzień przez kilka godzin; resztę czasu dyrektor placówki przeznaczył na pracę naukową, w tym służbowe podróże po najdalszych zakątkach prowincji zachodniopruskiej. Owocem tej działalności był szereg publikacji i rozpraw, z których wiele zachowało wartość do dziś, np. badania dotyczące pochodzenia i klasyfikacji bursztynu; z licznych sukcesów Conwentza jako archeologa wymienię choćby odkrycia osady łowców fok w Rzucewie czy drewnianych pomostów przez dolinę Dzierzgoni, uważanych za element infrastruktury "szlaku bursztynowego". Jemu też zawdzięczamy uratowanie od zabudowy i dewastacji najstarszego obiektu w Sopocie - wczesnośredniowiecznego grodziska.

Przede wszystkim skupiał się jednak na ratowaniu tego, co nazwał "pomnikami przyrody" (termin ten wprowadził do nauki Alexander von Humboldt, ale to Conwentz nadał mu nowe znaczenie). Sprawie tej poświęcił swoje dzieło Die Gefährdung der Naturdenkmäler und Vorschläge zu ihrer Erhaltung (Zagrożenia pomników przyrody i propozycje ich utrzymania), wydane w 1904 r. Inwentaryzował zarówno wielkie głazy narzutowe, jak i stare okazy drzew. Zabiegał u władz o wydanie odpowiednich przepisów w zakresie ochrony przyrody, a także o wprowadzenie tych zagadnień do programów szkolnych. Doprowadził do objęcia już w 1906 r. ochroną obszaru, na którym dziś znajduje się rezerwat "Mewia łacha".

Idee Conwentza przenikały do innych krajów Europy, np. wykłady, które wygłosił w 1904 r. w Szwecji, zaowocowały wydaniem tam ustawy o ochronie przyrody, a w 1909 r. powstaniem pierwszego w Europie parku narodowego.

Cesarz Niemiec i Król Prus Wilhelm II, w uznaniu osiągnięć Conwentza, powierzył mu w 1906 r. stanowisko państwowego opiekuna pomników przyrody (Staatliche Stelle für Naturdenkmalpflege in Preußen). Początkowo Conwentz sprawował ten urząd w Gdańsku, ale już w 1910 r. musiał się przenieść do Berlina. Stworzone przez siebie muzeum pozostawił w rękach następców, Paula KummaWolfganga La Baume'a.

Wkrótce wybuchła I wojna światowa, podczas której miała miejsce wspomniana już akcja w sprawie Puszczy Białowieskiej. Oto bowiem rodacy Conwentza, po wyparciu w 1915 r. wojsk rosyjskich poza Bug i Niemen, zabrali się do rabunkowej eksploatacji bezcennego kompleksu leśnego. By ułatwić wyrąb i wywożenie drewna, pozakładano tory dla kolejki wąskotorowej, docierającej aż do matecznika pralasu. Dopiero zabiegi Conwentza sprawiły, że z planów wycinki udało się wyłączyć najcenniejszy fragment puszczy o powierzchni ok. 5 tys. ha. w widłach rzek Hwoźnej i Narewki.

Imię Hugona Conwentza nosi od 2009 r. rosnący w Puszczy Białowieskiej kilkusetletni dąb, o wysokości ponad 36 m i obwodzie u podstawy przekraczającym 8 m.
Imię Hugona Conwentza nosi od 2009 r. rosnący w Puszczy Białowieskiej kilkusetletni dąb, o wysokości ponad 36 m i obwodzie u podstawy przekraczającym 8 m. fot. Muzeum Puszczy Białowieskiej
Po wojnie, już w odrodzonej Polsce, utworzono tam w 1921 r. rezerwat. Obecnie zaś miejsce to jest obszarem ścisłej ochrony na terenie Białowieskiego Parku Narodowego. Nie udało się Conwentzowi ocalić od zagłady ostatnich dziko żyjących żubrów, ale na szczęście ssaki te, jeszcze w okresie międzywojnia, udało się ponownie wprowadzić do Puszczy w oparciu o egzemplarze z hodowli i ogrodów zoologicznych.

Hugo Conwentz już tego nie dożył, zmarł bowiem w 1922 r., w pełni sił twórczych (przyczyną zgonu były powikłania po operacji czyraka). Jego grób na cmentarzu Südwestkirchhof Stahnsdort uzyskał w 1952 r. decyzją senatu Berlina status pomnika. Można się spodziewać, że za pięć lat, w setną rocznicę śmierci, postać Conwentza i jego dokonania zostaną przypomniane całemu światu.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (49)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika