wiadomości

stat

Patroni tramwajów: Erich Volmar

artykuł historyczny
Erich Volmar jest patronem tramwaju Pesa Jazz Duo 1052.
Erich Volmar jest patronem tramwaju Pesa Jazz Duo 1052. fot. trojmiasto.pl

W siódmym odcinku naszego cyklu "Patroni gdańskich tramwajów" przedstawiamy sylwetkę Ericha Volmara. Tydzień temu zaprezentowaliśmy postać pierwszej kobiety-astronom - Elżbiety Koopman Heweliusz, a za tydzień opiszemy biskupa warmińskiego - Maurycego Ferbera.



Trzeba przyznać, że patron tramwaju Pesa Jazz Duo o numerze bocznym 1052, konserwator zabytków Wolnego Miasta Gdańska (a od 1939 r. okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie), inż. arch. Erich Volmar (1887-1975) to postać niejednoznaczna.

Z pewnością zasłużył się w dziele konserwacji gdańskich zabytków i ratowania historycznego oblicza miasta. Choć lwia część jego dzieła przepadła w wyniku zniszczeń wojennych, Volmar jeszcze przez pewien czas po zakończeniu wojny pozostawał w Gdańsku i wspomagał swoją ekspercką wiedzą nowych gospodarzy miasta.

To m. in. dzięki jego informacjom odnajdywano ukryte i zabezpieczone elementy wyposażenia Ratusza, Dworu Artusa czy kościołów. Przekazane przez niego ocalałe dokumenty, fotografie i negatywy posłużyły polskim konserwatorom jako zalążek kartoteki, którą potem wykorzystano podczas powojennej odbudowy i rekonstrukcji starego Gdańska.

Jeśli zatem wybór Volmara na patrona tramwaju spowodowany był chęcią zaznaczenia nikłej wprawdzie, ale jednak ciągłości pomiędzy gdańszczanami sprzed 1945 r. a tymi, którzy odbudowali miasto po wojnie, to można go uznać za uzasadniony.

Nie powinniśmy jednak tracić z oczu historycznego tła, na którym działał w Gdańsku Erich Volmar. Kierowana przez niego wielka akcja konserwatorska, zmierzająca do przywrócenia oryginalnego wyglądu kamienicom (zniekształconym przez dziewiętnasto- i dwudziestowieczne modernizacje) uzyskała wsparcie Senatu Wolnego Miasta Gdańska (kontrolowanego w tym czasie przez hitlerowską NSDAP) m. in. dlatego, że, według powszechnej wtedy w Gdańsku opinii, historyczne zabytki architektury miały stanowić świadectwo niemieckiego charakteru miasta.

Prekursor i duchowy patron tej akcji, prof. Politechniki Gdańskiej Otto Kloeppel posunął się jeszcze dalej: w niektórych tekstach atakował modernistyczną architekturę lat dwudziestych XX wieku jako antynarodową, szkodliwą i skażoną wpływami "afrykańskimi i azjatyckimi", obcymi tradycji niemieckiej czy nawet szerzej: europejskiej.

Prof. PG Otto Kloeppel
Prof. PG Otto Kloeppel
Z drugiej strony, środowiska Polonii Wolnego Miasta chętnie przypominały o rozsianych po mieście pamiątkach z czasów przedrozbiorowych: polskich orłach zdobiących reprezentacyjne budowle, wizerunkach polskich królów w Dworze Artusa itp.

Volmar musiał widzieć, że autoryzowane przez niego prace konserwatorskie wiążą się czasem ze znikaniem tych niepasujących do wizji "odwiecznie niemieckiego Gdańska" elementów.

Załóżmy, że był tylko oportunistą, który w imię nadrzędnego celu - zachowania i rekonstrukcji cennych pamiątek architektury - gotów był współpracować z każdą władzą i w miarę potrzeby iść na konieczne kompromisy. Zdarza się i tak, nie każdy człowiek jest nonkonformistą. Możemy nawet współczuć konserwatorowi zabytków, który wiosną 1945 r. widział totalną zagładę tego, czemu poświęcił wiele lat swojej pracy i pasji zawodowej.

Do jego niewątpliwych zasług należy podjęta w końcowych latach wojny akcja demontażu i zabezpieczenia najcenniejszych zabytków ruchomych, które - należycie zadokumentowane i zapakowane - chowano w bezpiecznych, jak wówczas sądzono, miejscach.

Do tej akcji niemieccy konserwatorzy przystąpili pod wrażeniem alianckich nalotów na Hamburg, które spowodowały ogromne straty materialne, w tym również zagładę cennych zabytków. Licząc się z możliwością podobnych nalotów na Gdańsk, zaczęto zabezpieczać takie obiekty jak fontanna Neptuna, obrazy i rzeźby z Dworu Artusa, bezcenne malowidła z Ratusza Głównomiejskiego, liczne zabytki z gdańskich kościołów.

Wiele z nich zostało rozmieszczonych w wiejskiej okolicy Gdańska, w dworkach czy na strychach żuławskich kościołów - przypuszczano bowiem, że tam nie będą narażone na bombardowania lotnicze. Nikt jeszcze nie spodziewał się wtedy innego zagrożenia, a mianowicie zajęcia Gdańska i całego Pomorza Wschodniego przez Armię Czerwoną.

Tymczasem podczas ofensywy II Frontu Białoruskiego spłonęła część obiektów, w których znajdowały się ewakuowane z Gdańska zabytki; inne ocalały, ale zostały splądrowane przez zwycięskich żołnierzy z czerwonymi gwiazdami na hełmach, którzy nie zawsze potrafili ocenić wartość znajdujących się w znalezionych skrzyniach przedmiotów. Mimo wszystko, całkiem sporo bezcennych dóbr kultury przetrwało wojnę i dziś na powrót możemy je podziwiać w zabytkowych wnętrzach albo w muzeach.

Po wyjeździe z Gdańska w 1946 r., Erich Volmar pracował przy konserwacji zabytków w Berlinie, a ostatnie lata życia spędził w Würzburgu. Prawdopodobnie już nigdy po 1946 r. nie odwiedzał rodzinnego miasta.

Jak pisałem, większość jego dorobku uległa zniszczeniu pod koniec wojny. Pewne ślady przetrwały jednak do dziś.

Kolekcjonerzy i numizmatycy dobrze znają monety Wolnego Miasta Gdańska, wybite w 1932 r. Większa z nich, zwana "dytkiem" (niem. Dittchen), o nominale 10 fenigów, ozdobiona jest wizerunkiem "pomuchla" (bałtyckiego dorsza). Na "półdytku", czyli monecie 5-fenigowej, umieszczono bałtycką flądrę. Mało kto wie, że monety te zostały zaprojektowane właśnie przez Ericha Volmara.

Monety Wolnego Miasta Gdańska z 1932 r., zaprojektowane przez Ericha Volmara.
Monety Wolnego Miasta Gdańska z 1932 r., zaprojektowane przez Ericha Volmara. fot. Bogdan Kwapisiewicz
Kolejna ciekawostka: jedna z najbardziej efektownych kamieniczek na ul. Mariackiej, nr 12, posiada przedproże ozdobione dwiema płytami, na których odnajdziemy płaskorzeźby... flądry i pomuchla, dokładnie takie same, jak na monetach z 1932 r. Projektant przedproża - najpewniej był nim sam Volmar - uwiecznił w ten sposób charakterystyczne dla Gdańska ryby.

Ozdobne płyty na przedprożu kamienicy przy ul. Mariackiej 12.
Ozdobne płyty na przedprożu kamienicy przy ul. Mariackiej 12. fot. Marcin Stąporek/trojmiasto.pl
Na sąsiedniej ulicy Chlebnickiej warto obejrzeć portal skromnej kamieniczki nr 1. W jego nadprożu umieszczono płytę z czerwonego kamienia, na której znajduje się chronostych - rymowany niemiecki czterowiersz z "zaszyfrowaną" datą 1941, kolejny ślad po pracach konserwatorskich Volmara (szerzej pisałem o tym niegdyś w Akademii Rzygaczy).

I wreszcie ul. Garbary: zadzierając wysoko głowę, w szczycie kamienicy nr 1 możemy zobaczyć dwa okrągłe medaliony z napisem RENOV. 1940.

Szczyt kamienicy przy ul. Garbary 1 w Gdańsku z datą renowacji budynku umieszczoną w dwóch medalionach na fasadzie.
Szczyt kamienicy przy ul. Garbary 1 w Gdańsku z datą renowacji budynku umieszczoną w dwóch medalionach na fasadzie. fot. Marcin Stąporek/trojmiasto.pl
Tyle udało mi się zidentyfikować; może ktoś z czytelników wskaże jeszcze inne ślady prac z czasów Ericha Volmara?

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (60)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika