wiadomości

stat

Operacja się udała, pacjent zmarł

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Kogel-mogel po sopocku. Straszne i śmieszne lata 90. w Sopocie

Choć w połowie XIX w. chirurdzy wykonywali już sporo skomplikowanych operacji, subiekta Mischkego nie udało im się uratować. Nz. sala operacyjna szpitala Najświętszej Marii Panny, który w 1852 roku powstał przy ul.   Kieturakisa    .
Choć w połowie XIX w. chirurdzy wykonywali już sporo skomplikowanych operacji, subiekta Mischkego nie udało im się uratować. Nz. sala operacyjna szpitala Najświętszej Marii Panny, który w 1852 roku powstał przy ul. Kieturakisa zobacz na mapie Gdańska.

Nieudane operacje, które, zamiast pomóc, szkodzą poddającym się im pacjentom, towarzyszą medycynie od zawsze. O tym, że banalny zabieg może doprowadzić do śmierci, przypomina historia z połowy XIX w., której nieszczęśliwym bohaterem był gdański subiekt Julius Mischke.



Mischke miał 35 lat i bujną czuprynę koloru ciemnoblond. W zasadzie nie miał na co narzekać. Miał stałą pracę, jako taki zarobek i nieduże mieszkanie w Schlapke (część dzisiejszych Siedlec), które dzielił z matką i siostrą. Zdrowiem też cieszył się niezgorszym. Płuca jak miechy, serce jak dzwon, a w rękach taka siła, że workiem ze zbożem mógł wywijać.

Jedna tylko dręczyła go zadra. W listopadzie 1861 r., gdy wracał któregoś dnia z pracy, poczuł ból w okolicach stawu kolanowego prawej nogi. Dotknął tego miejsca palcami. Wyczuł nieznaczny obrzęk pod skórą. Machnął ręką. "Samo przejdzie" - pomyślał. Ale nie przeszło. W marcu 1862 roku obrzęk przekształcił się w narośl wielkości kurzego jaja i konsystencji zgęstniałej mazi. Tkwiła gdzieś pod skórą i dawała o sobie znać, gdy zginał nogę w kolanie.

Póki co ból nie był zbyt uciążliwy, więc Mischke nie szedł do lekarza. Kiedy jednak pewnego dnia wrócił do domu z dłuższej pieszej wędrówki do Gdańska, ból odebrał mu niemal władzę w prawej nodze. Zdołał zrobić sobie tylko ciepły okład, po czym położył się do łóżka. Zasnął niemal natychmiast, ale gdy się obudził, nic lepiej nie było. Dopiero teraz, za namową matki i siostry, zgodził się wezwać balwierza Rolanda.

Roland przyszedł 21 czerwca około południa. Obejrzał nogę, podrapał się po głowie, pomruczał coś pod nosem i nacisnął palcem narośl, Mischke niemal podskoczył z bólu.
- No, no - mruknął Roland - Tożeś panie Mischke narobił sobie ...
- Co mi jest? - zapytał Mischke z obawą.
- Nie bój się pan. To tylko wrzód ropny. Nic więcej.
- Na pewno?
- Tak. Ale przeciąć to trzeba.
- Jak przeciąć?
- Normalnie. Lancetem...
- O Boże... - Mischke pobladł. Zawsze był strachliwy.
- Bez obaw. To zwyczajny zabieg.
- Ale boleć będzie...
- Poboli, ale potem jak ręką odjął.
- No... Nie wiem...
- Jak pan Mischke sobie chce. Póki co szarą maścią niech smaruje. Zobaczymy. Może przejdzie...
- Może?
- Ano może, ale tak szczerze, to wątpię.
- Jak to?
- Jeśliby ten wrzód był mniejszy, maść może i by pomogła, ale na tak duży to chyba już nie poradzi. Trza będzie ciąć...
- Rany... - Mischke pobladł jeszcze bardziej.

* * *

Roland miał rację. Maść nie pomogła. Kiedy dwa dni później przyszedł do Mischkego, wrzód wciąż miał tę samą wielkość i konsystencję, co wcześniej.
- Trza będzie ciąć - oświadczył pacjentowi i ten momentalnie pobladł.
- Może przejdzie jeszcze... - wybełkotał przerażony.
- Nie przejdzie. Jak nie przetnę, to jeszcze gorzej będzie. Próchnicy kości pan dostanie i tym się to skończy.
- Ale ten ból... - Mische skrzywił się.
- Życie na ogół jest bolesne.
- Może dałoby mnie uśpić...?
- Panie Mischke. Bądź pan poważny. Takie rzeczy to tylko w lazarecie. W domu pana nie uśpię. Ale nie bój się pan. To naprawdę zwykły zabieg. Po nim wszystkie bóle znikną i żadnych następstw nie będzie. Po tygodniu biegać pan będziesz jak gazela - Roland uśmiechnął się, poklepał pacjenta po ramieniu i wyszedł.
Mischke został sam z matką.
- Ty nie masz co zwlekać synku, bo pogorszyć ci się może - odezwała się cicho. - Słyszał ty, co doktór powiedział.

* * *

Przez cały dzień Mischke bił się z myślami, ale w końcu uległ pod naciskiem matki i siostry. Wezwali balwierza Rolanda, a ten od razu zabrał się do pracy. Usunął opatrunek i lancetem zrobił długie na cal cięcie. Wyciekła ciemna krew ze skrzepami. By je do końca usunąć Roland nacisnął palcami na ranę tak mocno, że Mischke aż zawył z bólu. Poleciała gęsta i ciemna struga krwi. Było jej tyle, że wypełniła niemal całą miskę. Chwilę później było po wszystkim. Mischke leżał na szezlongu blady jak ściana z ciasno związanym opatrunkiem na nodze.
- I jak się pan czuje, panie Mischke? - zapytał Roland, wycierając lancet.
- A jak się mam czuć? Niedobrze mi jest... - odrzekł cichym, słabym głosem
- Nie bój się pan. Dobrze będzie. Zabieg się powiódł, chociaż ta narośl to nie był wrzód ropny, lecz skrzep krwi.
- Skrzep czy wrzód, mnie to jedno. Chciałbym w końcu móc chodzić...
- Nie ma obaw. Za kilka dni będziesz pan biegał.
- Jeśli dożyję...
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz pan... - Roland uśmiechnął się dobrodusznie - Póki co zajrzę do was jutro.
Rankiem następnego dnia Roland rzeczywiście przyszedł. Jak tylko zdjął opatrunek, z rany wyciekła struga gęstej krwi, która wypełniła połowę sporej miski. Roland znowu założył dość ciasny opatrunek.
- Co to znaczy doktorze...? - zapytała zatroskana matka Mischkego.
- Dobrze jest. Syn zdrów będzie, tylko czasu trzeba. Póki co nacierajcie nogę szarą maścią...
- Tylko co to jest, że tyle krwi wyszło?
- A co myśleliście? Żyłę otworzyłem, to i krew wyciekła. Zła krew wyjść przecie musi, bo inaczej syn zdrów nie będzie.
- No. Czy ja tam wiem... Może lekarza z lazaretu wezwać?
- Nie ufacie mi? - Roland zmarszczył brwi.
- No nie... Ale taka krew? I aż tyle jej wyciekło?
- Nie trza się tym tak martwić. Dobrze będzie. Czasu tylko trzeba. - odrzekł Roland i wyszedł z izby. Spieszył się. Miał wszak innych pacjentów, a do tego kilka głów do ostrzyżenia.

* * *

Jednak Mischke wcale nie poczuł się lepiej. Wręcz przeciwnie, dostał gorączki. Wtedy jego siostra zdecydowała zwrócić się o pomoc do fizyka okręgowego, dr Glasera. Ten zabrał Mischkego do lazaretu miejskiego. Gdy zdjęto mu opatrunek, z rany znów wyciekło sporo krwi.

Rozpoznanie tutejszych lekarzy różniło się od tego, co mówił Roland. Stwierdzili u Mischkego wrzody na tętnicy przy przegubie kolanowym prawej nogi i po uśpieniu go chloroformem dokonali podwiązania arterii. Choć operacja się udała, stan zdrowia Mischkego nie uległ poprawie. 26 czerwca jego goleń stała się tak zimna, jakby był martwy, później cała prawa noga nabrzmiała i chory stracił w niej czucie. Pod koniec czerwca pojawiły się pierwsze objawy gangreny i w końcu, 4 lipca 1862 r., pacjent zmarł.

Wtedy jeszcze nikt nikogo nie oskarżał i Mischkego pochowano tak, jak Bóg przykazał. Spoczął na cmentarzu obok swego ojca i spoczywał tam w spokoju do końca sierpnia. W tym czasie jego matka i siostra z trudem wiązały koniec z końcem. Kiedy któryś z lekarzy powiedział im, że do śmierci Mischkego mógł przyczynić się Roland, bo zamiast żyły rozciął tętnicę, natychmiast wniosły sprawę do sądu. Wtedy nakazano ekshumację zwłok, by dokonać sekcji.

Grób Mischkego rozkopano 28 sierpnia, ale wilgotne i gorące lato 1862 r. zrobiło swoje. Zwłoki były w stanie daleko posuniętego rozkładu i na ich podstawie lekarze sądowi nic nie byli w stanie stwierdzić. Po dokonanym przez Rolanda cięciu nie było śladu, a przeprowadzona przed pogrzebem preparacja prawej nogi sprawiła, że nie zachowały się żadne części miękkie. Z tego powodu rekonstrukcję przebiegu leczenia Mischkego oparto na dzienniku chorych lazaretu, a potrzebną sądowi ekspertyzę przygotował tamtejszy lekarz naczelny, dr Stich. Przedstawiona ona została sądowi kryminalnemu na posiedzeniu w dniu 8 stycznia 1863 r.

Opinia dr Sticha nie zawierała żadnych rewelacji. Z szeregu lekarskich formułek wynikało, że zabieg, którego dokonał Roland, nie miał większego wpływu na przebieg choroby Mischkego. Przyspieszył co najwyżej o parę dni to, co prędzej czy później nastąpić musiało. Dla Rolanda orzeczenie to było korzystne. Uwolniony został od zarzutu błędu w wypełnianiu swych obowiązków i sąd nie wymierzył mu kary.

Opinie (53) 9 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

1960 Próba "Mors" w Gdyni opis W Gdyni przeprowadzono próbę aparatu Mors, któy był pierwszym polskim przyrządem do pływania na głębokości do 40 m pod wodą.

1921 Budowa polskiego portu w Gdyni opis Według koncepcji inż. Tadeusza Wendy, rozpoczęto budowę polskiego portu w Gdyni. Stanie się on konkurencją dla portu gdańskiego.

Sprawdź się

Tzw. Wielki Przywilej Gdańsk otrzymał w roku: