wiadomości

stat

Od balów karnawałowych do skazania szpiega

artykuł historyczny
Uczestnicy balu podczas tańca w auli Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni.
Uczestnicy balu podczas tańca w auli Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Lutową wizytę w Gdańsku roku 1934 zaczynamy w radosnej atmosferze karnawału, który to czas zawsze starano się wykorzystać jak najbardziej efektywnie. I najwyraźniej efektownie - by się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do "Gazety Gdańskiej" z 2 lutego - bawili się wówczas chyba wszyscy: kolejarze, pracownicy gastronomiczni, robotnicy drzewni...



Szczególnie hucznie świętowała brać studencka, organizująca "reprezentacyjny bal akademicki pod wysokim protektoratem pana Komisarza Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku oraz p. Kazimierzowej Papee". Imprezę urządzono "w salach Kasino Hotelu w Sopotach".

"Wielką rewję na zakończenie karnawału", "z dużym nakładem pracy i kosztów", przygotowywała też sekcja teatralna Związku Polaków: "Rzecz" zatytułowaną "Humor to grunt" zamierzano wystawić w "Sopotach", Tczewie i Gdańsku; po przedstawieniu natomiast zaplanowano zabawy taneczne i "wielką redutę karnawałową".

Ale przecież świętowano nie tylko karnawał: doskonałym powodem do świętowania były bowiem (dla Polaków) również imieniny prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego, oficjalnie obchodzone w dniu 1 lutego, czemu zazwyczaj towarzyszyły liczne publikacje prasowe, wychwalające Pana Prezydenta, jak również wiersze, takie jak chociażby ten Janiny Królińskiej, w którym Szacowny Solenizant "patrzył na modry Bałtyk w okrętowych dymach i na Gdynię różową od porannej zorzy"*. Nic więc dziwnego, że pamiętało i Pomorze o tym, "który Ziemię Pomorską zawsze otaczał (...) najtkliwszą i najczujniejszą opieką" i "w czasie Swego każdorazowego pobytu nad polskiem morzem obcował bezpośrednio z prostym ludem pomorskim, jak najżywiej interesując się jego bolączkami i troskami".

Świętowali również gdańszczanie narodowości niemieckiej, zaś powodem ich wielkiej radości była "rocznica przejęcia władzy przez Hitlera w Niemczech". Główną "atrakcją" tych obchodów był "capstrzyk chorągwi szturmowych oddziałów narodowych socjalistów", których liczba - według "przywódcy Lindsmayera" [Max Linsmayer - do roku 1935 szef gdańskich szturmówek SA] - w przeciągu roku wzrosła "z 3.000 na 13.000 osób".

Wiele domów ("nietylko domy członków stronnictwa narodowo-socjalistycznego"), "lecz także tramwaje i autobusy udekorowane były flagami niemieckiemi, cesarskiemi i hitlerowskiemi". Nawet młodzież szkolną "po okolicznościowych uroczystościach" zwolniono z zajęć szkolnych, a nad miastem "krążyła eskadra samolotów gdańskich" (gazeta zastanawiała się tylko: "skąd i jakie?"). Z ustawionych na "placach publicznych" megafonów popłynęły, transmitowane z Berlina, słowa okolicznościowego przemówienia kanclerza Hitlera.

"Świętowali" też szeregowi działacze organizacji hitlerowskich: bijąc Polaków (tym razem padło na "robotnika Władysława Ciecholewskiego z Lisewa, zatrudnionego przy pracach kolejowych w Gdyni").
...lub uczestnicząc w codziennych spotkaniach w murach Politechniki Gdańskiej.

Zdarzało się jednak, że Niemców i Polaków świętowanie jednoczyło: w uroczystym przyjęciu zorganizowanym przez władze Wolnego Miasta na cześć Wysokiego Komisarza Ligi Narodów (w roku 1934 został nim Irlandczyk Seán Lester - do Gdańska przybyły w dniu 15 stycznia, pozostający na stanowisku do roku 1936, później - jako ostatni w historii Ligi Narodów - pełniący funkcję Sekretarza Generalnego tej organizacji), oprócz przedstawicieli władz gdańskich, uczestniczył też Komisarz Generalny RP w Gdańsku "p. minister dr [Kazimierz] Papee".

Jednak to lutowe świętowanie wszystkim wyszło na dobre: pierwszej rocznicy sprawowania władzy przez Hitlera nie wspominał najlepiej "nadburmistrz miasta Sopot", dr. Hermann Lewerentz, który wtedy właśnie "stracił zaufanie narodowo-socjalistycznego Senatu" i został "złożony z urzędu".

Ale i Polacy nie mieli zbyt wielu powodów do radości: "b. dyrektor firmy Atlantic" z Gdyni, Witold Mosiewicz, za udział w głośnej aferze węglowej stracił nie tylko intratną posadę, lecz również - na jeden rok - wolność.

Najwyższą cenę przyszło jednak zapłacić niejakiemu Józefowi Gryf-Czajkowskiemu, którego stracono w Toruniu za szpiegostwo na rzecz Niemiec. W latach 1924-1931 Gryf-Czajkowski był agentem polskiego wywiadu w Berlinie, gdzie został zwerbowany przez Abwehrę (niemiecki wywiad wojskowy) i zaczął dostarczać Oddziałowi II Sztabu Głównego informacje wywiadowcze spreparowane przez Niemców.

W 1931 roku został odwołany z placówki w Berlinie i przeniesiony w stan spoczynku, jednak po demobilizacji kontynuował działalność szpiegowską przeciwko Polsce (był szantażowany przez Abwehrę).

W grudniu roku 1933 polski wywiad przechwycił siedem filmów ze zdjęciami fotograficznymi tajnych polskich dokumentów wojskowych i obiektów strategicznych, które Czajkowski wysłał na adres konspiracyjny Prezydium Policji w Gdańsku. Za "uprawianie akcji szpiegowskiej na terenie Gdyni i całego Pomorza" został skazany na "karę śmierci przez powieszenie".

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 26 z 2 lutego 1934 r. oraz "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 33 z 2 lutego 1934 r., nr 24 z 24 stycznia 1934 r. oraz nr 25 z 25 stycznia 1934 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie (21)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

2002 Ks. Marian Górecki uhonorowany pomnikiem Ofiara hitlerowców, ks. Marian Górecki, doczekał się pomnika projektu Wawrzyńca Sampa, odsłoniętego przy ul. Wolności w gdańskim Nowym Porcie.

Czy wiesz...?

W którym wieku miał miejsce tzw. "złoty okres" Gdańska?