• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

O bizonie, wilkach i żyrafach w międzywojennym Gdańsku

Jan Daniluk
10 stycznia 2016 (artykuł sprzed 6 lat) 
Opinie (55)
  • Pocztówka z 1932 r. prezentująca zwierzyniec w Dolinie Radości (ze zbiorów Krzysztofa Gryndera)
  • Pocztówka z 1929 r. prezentująca zwierzyniec w Dolinie Radości (ze zbiorów Piotra Leżyńskiego)

Historia zwierzyńca istniejącego w okresie międzywojennym w Dolinie Radości była krótka, ale interesująca. Była to jedna z większych atrakcji miasta, można było zobaczyć tam z bliska nie tylko jelenie, dziki i wilki, ale też... prawdziwego bizona, małpy, a nawet żyrafy.



Jak to często bywa, o całości przedsięwzięcia przesądził zbieg okoliczności. W 1927 r. Gdański Związek Łowiecki (niem. Jagdschutzenverein Danzig) wszedł w posiadanie pary jeleni (samca i samicy, czyli byka i łani), przeznaczonych na ubój. Udało się je wykupić z rzeźni dosłownie w ostatnim momencie. Myśliwi zaczęli poszukiwać miejsca, gdzie można było tymczasowo zwierzęta przetrzymać. W ten sposób trafili na Otto Kamina, wynajmującego od administracji lasów działkę z dużym pensjonatem i restauracją w Dolinie Radości w Oliwie zobacz na mapie Gdańska (obiekt stoi do dziś przy ul. Bytowskiej 5 zobacz na mapie Gdańska, dziś to budynek mieszkalny, od 1945 r. do 1977 r. był siedzibą Nadleśnictwa Oliwa). Mężczyzna zgodził się przechować zwierzęta i zbudował dla nich niewielką zagrodę. Otto Kamin był miłośnikiem zwierząt, ale też pragnął ściągnąć klientów do prowadzonej przez siebie restauracji.

Fragment mapy Doliny Radości z 1929 r. z zaznaczonymi kolorem czerwonym lokalizacjami kolejnych młynów na Potoku Oliwskim, a także zwierzyńcem ("Wildgart.") i fermą zwierząt futerkowych ("Pelztierzucht"). Ze zbiorów Piotra Leżyńskiego Fragment mapy Doliny Radości z 1929 r. z zaznaczonymi kolorem czerwonym lokalizacjami kolejnych młynów na Potoku Oliwskim, a także zwierzyńcem ("Wildgart.") i fermą zwierząt futerkowych ("Pelztierzucht"). Ze zbiorów Piotra Leżyńskiego
Ponieważ ten rejon gdańskich lasów cieszył się niesłabnącą popularnością wśród spragnionych wypoczynku na łonie natury mieszczuchów, błyskawicznie rozniosła się wieść o dzikich zwierzętach, które można podpatrywać w Dolinie Radości. Kamin postanowił pójść za ciosem. Obok zagrody dla jeleni zbudował drugi, o wiele większy wybieg przeznaczony dla saren (planował je sprowadzić), a także ogrodził bagnisty teren z myślą o dzikach (wybudował też ambonę myśliwską, prawdopodobnie chcąc ściągnąć do siebie także miłośników łowiectwa). Zwierzyniec szybko doczekał się pierwszego nowego lokatora - samica jelenia urodziła młode.

Siła artykułu prasowego

Kamin starał się jak mógł, by pozyskać nowe okazy lub rozbudować tanio infrastrukturę (np. udało mu się przekonać administrację lasów gdańskich, by udostępniła za darmo drewno na budowę nowych zagród). Rosły jednak koszty utrzymania atrakcji. Pasja pasją, ale zdobycie chociażby jednego nowego okazu wiązało się z dużymi kosztami. Spacerowicze i turyści zostawiali wprawdzie drobne datki, ale aby myśleć poważnie o rozwoju zwierzyńca, należało pozyskać dodatkowe, i to niemałe, środki.

Maskotka zwierzyńca, bizon "Jack" ("Danziger Neueste Nachrichten", 15.04.1929) Maskotka zwierzyńca, bizon "Jack" ("Danziger Neueste Nachrichten", 15.04.1929)
Można dywagować, czy Kaminowi starczyłoby zapału i pieniędzy, gdyby sprawą nie zainteresowali się dziennikarze. Pomysł utworzenia namiastki ogrodu zoologicznego nie był czymś zupełnie nowym w międzywojennym Gdańsku - tym razem jednak rysowała się realna szansa, że uda się spełnić marzenie wielu gdańszczan. 15 stycznia 1928 r. "Danziger Zeitung" poświęcił całą stronę inicjatywie utworzenia zwierzyńca. Pięć dni później temat poruszył także konserwatywny "Danziger Allgemeine Zeitung". Zwierzyńcem zainteresowały się szerzej władze, środowiska naukowe, miłośnicy Oliwy i gdańscy przedsiębiorcy. Lawina ruszyła.

Towarzystwo dogaduje się z Kaminem

W ciągu zaledwie kilku tygodni udało się przekonać do wsparcia projektu nie tylko ówczesnego prezydenta Senatu Wolnego Miasta, dr. Heinricha Sahma, ale także kilku bogatych przedstawicieli gdańskiego biznesu. Wsparli oni projekt jednorazowymi, liczącymi kilkaset guldenów, darowiznami. 28 lutego 1928 r. założono Towarzystwo Zwierzyńca Dóbr Leśnych Doliny Radości (niem. Wildgarten-Gesellschaft Forstgut Freudenthal). Zostało ono powołane do życia przez cztery podmioty i jedną osobę fizyczną: Towarzystwo Przyrodnicze w Gdańsku (niem. Naturforschende Gesellschaft Danzig), Towarzystwo Botaniczno-Zoologiczne w Gdańsku (niem. Botanisch-Zoologischer Verein Danzig), Gdański Związek Łowiecki (niem. Jagdschutzverein Danzig), Towarzystwo Upiększania Oliwy (niem. Verschönerungsverein Oliva) oraz byłego senatora gdańskiego i dyrektora Gdańskiej Fabryki Wagonów, dr. Otto Pertusa.

Para jeleni w zwierzyńcu ("Danziger Neueste Nachrichten", 16.10.1933 r.) Para jeleni w zwierzyńcu ("Danziger Neueste Nachrichten", 16.10.1933 r.)
Za główny cel nowej organizacji obrano stworzenie zwierzyńca w Oliwie, który umożliwiłby prezentowanie publice okazów dzikich zwierząt (w domyśle: na bazie utworzonego już przez Kamina zalążka). Podkreślano też aspekt edukacyjny przedsięwzięcia - funkcjonowanie zwierzyńca miało być pretekstem do publikacji w gdańskiej prasie artykułów poświęconych życiu dzikich zwierząt. Towarzystwo zawarło umowę z Kaminem, dzięki czemu zgromadzone w zwierzyńcu okazy, jak i cała infrastruktura, stały się własnością Towarzystwa. W zamian wzięło ono na siebie obowiązek ponoszenia kosztów ubezpieczenia pozyskanego majątku (w tym i zwierząt), a także pozyskiwania środków (darowizn czy dotacji celowych z budżetu Gdańska) na utrzymanie atrakcji. Kaminowi powierzono prowadzenie zwierzyńca.

Bizon Jack, małpy, i żyrafy

Dzięki wsparciu finansowemu, a także i reklamie, oliwski zwierzyniec gwałtownie się rozwinął. W niewiele ponad rok od formalnego założenia Towarzystwa, w zwierzyńcu znajdowały się już trzy jelenie, para dzików, wiewiórki, czarny bocian, sarna (samiec, czyli kozioł), tchórz, okazjonalnie kupiony od królewieckiego ogrodu zoologicznego niedźwiedź brunatny oraz para żyraf (samica z małym) z hamburskiego zoo. W kwietniu 1929 r. trafił do Oliwy basior (samiec wilka) ofiarowany przez wrocławskie zoo, a nawet bizon! Ten ostatni - podarowany przez Waltera Pikuritza z Oruni - stał się szybko maskotką placówki i nadano mu imię Jack.

Para żyraf w oliwskim zwierzyńcu, sprowadzona z Hamburga ("Danziger Volksstimme", 30.03.1929 r.) Para żyraf w oliwskim zwierzyńcu, sprowadzona z Hamburga ("Danziger Volksstimme", 30.03.1929 r.)
W późniejszym okresie postarano się także o wilczycę, dzięki czemu wiosną 1931 r. w oliwskim zwierzyńcu na świat przyszła para małych wilczków.

Wśród innych gatunków, które pojawiły się już w latach 30. w przybytku Otto Kamina, należy wymienić m. in. małpy, szopy, lisy czy bobry. Dla wszystkich zbudowano odpowiednie klatki i zagrody, zaadoptowano także pobliski staw młyński. Niektóre okazy otrzymywano w darze (np. od prywatnych osób czy konsulów), inne znajdowano lub kupowano.

Atrakcja Doliny Radości

Oliwska Dolina Radości oferowała w okresie międzywojennym szereg atrakcji. Malownicze ścieżki spacerowe, dolinki i stawy były jednym z ulubionym miejsc odpoczynku mieszkańców Gdańska i Sopotu, ale też i turystów. Zimą można było spotkać tam entuzjastów białego szaleństwa (pisaliśmy już o tym w artykule Skocznia, tory saneczkowe, schronisko dla narciarzy. Sporty zimowe w dawnym Gdańsku).

Mimo to, to właśnie zwierzyniec zapisał się najmocniej we wspomnieniach ówczesnych mieszkańców. W 1954 r. w czasopiśmie "Unser Danzig" opublikowano wycinki wspomnień dawnych mieszkańców Gdańska, którzy dzielili się wspomnieniami o zwierzyńcu.

" (...) Wspaniałe było to, że kiedy jechaliśmy z rodzicami, w niedzielę, na wiosnę, lato czy jesień, linią nr 2 z Wrzeszcza do ul. Abrahama i następnie przy zakładzie wodociągowym, w rodzinnych stronach mojej matki, przechodziliśmy przez las. Potem czas upływał nam na dyskusji przy kawie czy iść do Doliny Szwabego czy Doliny Radości. I wtedy obierałam już dokładną drogę do Doliny Radości, gdyż właśnie moją największą miłością były małpy i szopy. Przed żubrem [w istocie bizonem - JD] (...) miałam respekt. Za to kaczki na stawie mogłam, z ogrodu i domku leśniczego, obserwować godzinami. Dzieliłam się nawet z nimi i łabędziami kawałkiem ciasta. Dla jeleni i dzików zbierałam zawsze kasztany i żołędzie. Przy wybiegu dla wilków przechodziłam niezbyt chętnie (...)".
Ferma zwierząt futerkowych, założona w 1928 r. w sąsiedztwie zwierzyńca ("Danziger Neueste Nachrichten", 12-13.09.1931 r.) Ferma zwierząt futerkowych, założona w 1928 r. w sąsiedztwie zwierzyńca ("Danziger Neueste Nachrichten", 12-13.09.1931 r.)
Na marginesie: w 1928 r., w bezpośrednim sąsiedztwie pensjonatu Kamina, założono fermę zwierząt futerkowych, przede wszystkim północnoamerykańskich lisów. One też stanowiły atrakcję dla turystów. Ferma trzy lata po założeniu liczyła już ponad pół tysiąca różnych gatunków lisów.

Wielka obława na wilki

Echem w Gdańsku odbiła się ucieczka ze zwierzyńca czterech wilków: pary dorosłych i dwójki młodych, która miała miejsce 26 listopada 1934 r. Winny był ponoć dozorca, który nie zamknął przy obchodzie wieczornym wybiegu. W prasie i w radiu ukazało się ostrzeżenie o drapieżnikach przebywających na wolności i zalecenie, by nie spacerować po oliwskich lasach. Poza zaalarmowanymi leśnikami i myśliwymi, do akcji odstrzelenia zbiegłych wilków przeznaczono ponad 80 funkcjonariuszy gdańskiej policji. Powiadomiono też polską stronę o możliwym zagrożeniu, wszak niedaleko przebiegała granica między Wolnym Miastem a Polską.

Para młodych wilczków, które przyszły na świat w zwierzyńcu w 1931 r. ("Danziger Neueste Nachrichten", 17.06.1931 r.) Para młodych wilczków, które przyszły na świat w zwierzyńcu w 1931 r. ("Danziger Neueste Nachrichten", 17.06.1931 r.)
W wielkiej obławie, która rozpoczęła się 27 listopada, wzięło udział łącznie kilkaset osób. Centrum dowodzenia akcją urządzono w leśniczówce w Dolinie Radości. Łączność między poszczególnymi grupami, naganiaczami oraz centrum zapewniali łącznicy na motocyklach. Do godziny 16 zastrzelono trzy drapieżniki (odnaleziono je zresztą w okolicy zwierzyńca). Ostatni wilk, zastraszony i głodny, przekroczył granicę z Polską i w rejonie Klukowa zaatakował 36-letnią kobietę i jej 7-letniego synka. Łowczy szybko go zlokalizowali i zastrzelili. Ranni zostali przewiezieni do szpitala w Gdańsku.

Koniec zwierzyńca

Nie wiemy, kiedy dokładnie przestał funkcjonować oliwski zwierzyniec. Miało to miejsce na pewno już podczas II wojny światowej. Co stało się ze zwierzętami? Jako pierwsze prawdopodobnie zniknęły żyrafy, bo nie ma wzmianek na ich temat w żadnej z relacji prasowych już w latach 30. Co z pozostałymi okazami zwierząt, przede wszystkim niedźwiedziem i bizonem? Nie wiadomo. Być może część zwierząt trafiła do okupowanego przez Niemców Poznania, gdzie przymierzano się do otwarcia nowego ogrodu zoologicznego?

Jeśli ktoś z czytelników dysponuje dodatkowymi informacjami na temat pierwszego oliwskiego zwierzyńca, funkcjonującego w Wolnym Mieście Gdańsku, proszę uprzejmie o kontakt przez redakcję.

O autorze

autor

Jan Daniluk

- doktor historii, badacz historii Gdańska w XIX i XX w., oraz ziem polskich wcielonych do Rzeszy i Prus Wschodnich w latach 1933-1945

Miejsca

  • ZOO Gdańsk, Karwieńska 3 Mapa

Opinie (55) 3 zablokowane

  • Za czasów studiów na UG, pewnego słonecznego weekednu zarzuciliśmy w grupie znajomych LSD i postawiliśmy sobie ambitne zadanie

    Mimo stanu umysłu i braku wiedzy jak tam trafić przez las, udało się. Weszliśmy przez zaplecze ogrodu zoologicznego jeszcze przed otwarciem.
    Ogród zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Uwięzione zwierzęta, późniejszy harmider związany z obecnością publiki, brak spokoju tych biednych stworzeń, to wszystko było powodem decyzji jaką wtedy podjąłem. Nigdy moja noga nie postanie już w ogrodzie zoologicznym. Nie wspieram tego typu instytucji.

    • 29 63

  • ,,Powiadomiono też polską stronę o możliwym zagrożeniu''

    Czyli jednak nie taki Niemiec Polakowi wilkiem :)

    • 28 8

  • Ciekawą historię

    ma to nasze zoo.

    Wincyj takich artykułów!

    • 24 4

  • Zwierzyniec międzywojenny a współczesne zoo

    Nasze zoo, czyli utworzony po wojnie Ogród Zoologiczny "Wybrzeże" nie ma z tym zwierzyńcem nic wspólnego. Poza podobną lokalizacją.

    Zoo, co ważne, ma na celu m. in. chronienie gatunków przed wyginięciem, rozmnażanie i mocno wyakcentowane cele edukacyjne. Zwierzyniec, o którym piszę - cóż, tak naprawdę, miał być tylko atrakcją. To dość duża różnica.

    • 16 2

  • chyba masz racje bo po LSD sa podobno takie wizje !

    niektorzy podobno mysla ze po LSD mozna latac !. Ukazywaly ci sie tez latające białe misie ?

    • 26 9

  • Czy aby na pewno?

    Jesz, kupujesz, mieszkasz, jeździsz i robisz jeszcze ze 100 czynności, które w dyskretny sposób zagarniają przestrzeń i zasoby, które należały do natury. Człowiek raczej nie zrezygnuje ze swojej egzystencji, więc sytuacja wielu gatunków jest już i tak przegrana. Przetrwają w parkach i ogrodach, gdzie staną się atrakcją za pieniądze.

    • 16 7

  • silne halucynacje miałem jedynie po moim pierwszym kwasie, potem już nie udało mi się uzyskać podobnego efektu

    nie wiem czy to z powodu słabości substancji w kolejnych moich spotkaniach z LSD, czy to z faktu że pierwszy LSD był faktycznie moja inicjacją w świecie substancji psychoaktywnych.
    Zanim zdecydowałem się na spożycie swojego pierwszego kawasa dużo czytałem i do dziś mam świadomość, że nie wszystko co się dzieje po zażyciu jest prawdą w świecie realnym, a jedynie rzutem mojej podświadomości i wyobraźni. Dlatego zawsze biorę poprawkę i nigdy nie wyrastają mi skrzydła, by odlecieć totalnie.
    A co do moich wniosków dotyczących ZOO, pozostają przy swoim stanowisku - ZOO to nie jest miejsce dla zwierząt, ani dla wrażliwych osób.

    • 9 24

  • ćpaj

    dalej. I powodzenia w realnym życiu.

    • 18 6

  • wiedzie mi się całkiem dobrze

    moje doświadczenia z lad młodości z LSD otworzyły mnie i zmieniły na lepsze. Były katalizatorem mojego rozwoju, jako człowieka. Pierwszy kwas to był kamień milowy, jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu.

    LSD od dawna nie biorę, bo nie ma na rynku.

    • 8 20

  • brak wielu pozytywnych przykładów ochrony zwierząt przez ich więzienie w ZOO

    wręcz przeciwnie, wiele gatunków wyginęło, bądź jest zagrożonych przez właśnie stworzenie rynku na żywe okazy sprzedawane potem do ogrodów zoologicznych i cyrków.

    • 7 13

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Strajkowe wspomnienia Sierpniowe

spacer

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywało się słynne piwo produkowane w Gdańsku opisane w Historia naturalis Regni Poloniae?

 

Najczęściej czytane