wiadomości

O bizonie, wilkach i żyrafach w międzywojennym Gdańsku

artykuł historyczny

Historia zwierzyńca istniejącego w okresie międzywojennym w Dolinie Radości była krótka, ale interesująca. Była to jedna z większych atrakcji miasta, można było zobaczyć tam z bliska nie tylko jelenie, dziki i wilki, ale też... prawdziwego bizona, małpy, a nawet żyrafy.



Jak to często bywa, o całości przedsięwzięcia przesądził zbieg okoliczności. W 1927 r. Gdański Związek Łowiecki (niem. Jagdschutzenverein Danzig) wszedł w posiadanie pary jeleni (samca i samicy, czyli byka i łani), przeznaczonych na ubój. Udało się je wykupić z rzeźni dosłownie w ostatnim momencie. Myśliwi zaczęli poszukiwać miejsca, gdzie można było tymczasowo zwierzęta przetrzymać. W ten sposób trafili na Otto Kamina, wynajmującego od administracji lasów działkę z dużym pensjonatem i restauracją w Dolinie Radości w Oliwie zobacz na mapie Gdańska (obiekt stoi do dziś przy ul. Bytowskiej 5 zobacz na mapie Gdańska, dziś to budynek mieszkalny, od 1945 r. do 1977 r. był siedzibą Nadleśnictwa Oliwa). Mężczyzna zgodził się przechować zwierzęta i zbudował dla nich niewielką zagrodę. Otto Kamin był miłośnikiem zwierząt, ale też pragnął ściągnąć klientów do prowadzonej przez siebie restauracji.

Fragment mapy Doliny Radości z 1929 r. z zaznaczonymi kolorem czerwonym lokalizacjami kolejnych młynów na Potoku Oliwskim, a także zwierzyńcem ("Wildgart.") i fermą zwierząt futerkowych ("Pelztierzucht"). Ze zbiorów Piotra Leżyńskiego
Fragment mapy Doliny Radości z 1929 r. z zaznaczonymi kolorem czerwonym lokalizacjami kolejnych młynów na Potoku Oliwskim, a także zwierzyńcem ("Wildgart.") i fermą zwierząt futerkowych ("Pelztierzucht"). Ze zbiorów Piotra Leżyńskiego
Ponieważ ten rejon gdańskich lasów cieszył się niesłabnącą popularnością wśród spragnionych wypoczynku na łonie natury mieszczuchów, błyskawicznie rozniosła się wieść o dzikich zwierzętach, które można podpatrywać w Dolinie Radości. Kamin postanowił pójść za ciosem. Obok zagrody dla jeleni zbudował drugi, o wiele większy wybieg przeznaczony dla saren (planował je sprowadzić), a także ogrodził bagnisty teren z myślą o dzikach (wybudował też ambonę myśliwską, prawdopodobnie chcąc ściągnąć do siebie także miłośników łowiectwa). Zwierzyniec szybko doczekał się pierwszego nowego lokatora - samica jelenia urodziła młode.

Siła artykułu prasowego

Kamin starał się jak mógł, by pozyskać nowe okazy lub rozbudować tanio infrastrukturę (np. udało mu się przekonać administrację lasów gdańskich, by udostępniła za darmo drewno na budowę nowych zagród). Rosły jednak koszty utrzymania atrakcji. Pasja pasją, ale zdobycie chociażby jednego nowego okazu wiązało się z dużymi kosztami. Spacerowicze i turyści zostawiali wprawdzie drobne datki, ale aby myśleć poważnie o rozwoju zwierzyńca, należało pozyskać dodatkowe, i to niemałe, środki.

Maskotka zwierzyńca, bizon "Jack" ("Danziger Neueste Nachrichten", 15.04.1929)
Maskotka zwierzyńca, bizon "Jack" ("Danziger Neueste Nachrichten", 15.04.1929)
Można dywagować, czy Kaminowi starczyłoby zapału i pieniędzy, gdyby sprawą nie zainteresowali się dziennikarze. Pomysł utworzenia namiastki ogrodu zoologicznego nie był czymś zupełnie nowym w międzywojennym Gdańsku - tym razem jednak rysowała się realna szansa, że uda się spełnić marzenie wielu gdańszczan. 15 stycznia 1928 r. "Danziger Zeitung" poświęcił całą stronę inicjatywie utworzenia zwierzyńca. Pięć dni później temat poruszył także konserwatywny "Danziger Allgemeine Zeitung". Zwierzyńcem zainteresowały się szerzej władze, środowiska naukowe, miłośnicy Oliwy i gdańscy przedsiębiorcy. Lawina ruszyła.

Towarzystwo dogaduje się z Kaminem

W ciągu zaledwie kilku tygodni udało się przekonać do wsparcia projektu nie tylko ówczesnego prezydenta Senatu Wolnego Miasta, dr. Heinricha Sahma, ale także kilku bogatych przedstawicieli gdańskiego biznesu. Wsparli oni projekt jednorazowymi, liczącymi kilkaset guldenów, darowiznami. 28 lutego 1928 r. założono Towarzystwo Zwierzyńca Dóbr Leśnych Doliny Radości (niem. Wildgarten-Gesellschaft Forstgut Freudenthal). Zostało ono powołane do życia przez cztery podmioty i jedną osobę fizyczną: Towarzystwo Przyrodnicze w Gdańsku (niem. Naturforschende Gesellschaft Danzig), Towarzystwo Botaniczno-Zoologiczne w Gdańsku (niem. Botanisch-Zoologischer Verein Danzig), Gdański Związek Łowiecki (niem. Jagdschutzverein Danzig), Towarzystwo Upiększania Oliwy (niem. Verschönerungsverein Oliva) oraz byłego senatora gdańskiego i dyrektora Gdańskiej Fabryki Wagonów, dr. Otto Pertusa.

Para jeleni w zwierzyńcu ("Danziger Neueste Nachrichten", 16.10.1933 r.)
Para jeleni w zwierzyńcu ("Danziger Neueste Nachrichten", 16.10.1933 r.)
Za główny cel nowej organizacji obrano stworzenie zwierzyńca w Oliwie, który umożliwiłby prezentowanie publice okazów dzikich zwierząt (w domyśle: na bazie utworzonego już przez Kamina zalążka). Podkreślano też aspekt edukacyjny przedsięwzięcia - funkcjonowanie zwierzyńca miało być pretekstem do publikacji w gdańskiej prasie artykułów poświęconych życiu dzikich zwierząt. Towarzystwo zawarło umowę z Kaminem, dzięki czemu zgromadzone w zwierzyńcu okazy, jak i cała infrastruktura, stały się własnością Towarzystwa. W zamian wzięło ono na siebie obowiązek ponoszenia kosztów ubezpieczenia pozyskanego majątku (w tym i zwierząt), a także pozyskiwania środków (darowizn czy dotacji celowych z budżetu Gdańska) na utrzymanie atrakcji. Kaminowi powierzono prowadzenie zwierzyńca.

Bizon Jack, małpy, i żyrafy

Dzięki wsparciu finansowemu, a także i reklamie, oliwski zwierzyniec gwałtownie się rozwinął. W niewiele ponad rok od formalnego założenia Towarzystwa, w zwierzyńcu znajdowały się już trzy jelenie, para dzików, wiewiórki, czarny bocian, sarna (samiec, czyli kozioł), tchórz, okazjonalnie kupiony od królewieckiego ogrodu zoologicznego niedźwiedź brunatny oraz para żyraf (samica z małym) z hamburskiego zoo. W kwietniu 1929 r. trafił do Oliwy basior (samiec wilka) ofiarowany przez wrocławskie zoo, a nawet bizon! Ten ostatni - podarowany przez Waltera Pikuritza z Oruni - stał się szybko maskotką placówki i nadano mu imię Jack.

Para żyraf w oliwskim zwierzyńcu, sprowadzona z Hamburga ("Danziger Volksstimme", 30.03.1929 r.)
Para żyraf w oliwskim zwierzyńcu, sprowadzona z Hamburga ("Danziger Volksstimme", 30.03.1929 r.)
W późniejszym okresie postarano się także o wilczycę, dzięki czemu wiosną 1931 r. w oliwskim zwierzyńcu na świat przyszła para małych wilczków.

Wśród innych gatunków, które pojawiły się już w latach 30. w przybytku Otto Kamina, należy wymienić m. in. małpy, szopy, lisy czy bobry. Dla wszystkich zbudowano odpowiednie klatki i zagrody, zaadoptowano także pobliski staw młyński. Niektóre okazy otrzymywano w darze (np. od prywatnych osób czy konsulów), inne znajdowano lub kupowano.

Atrakcja Doliny Radości

Oliwska Dolina Radości oferowała w okresie międzywojennym szereg atrakcji. Malownicze ścieżki spacerowe, dolinki i stawy były jednym z ulubionym miejsc odpoczynku mieszkańców Gdańska i Sopotu, ale też i turystów. Zimą można było spotkać tam entuzjastów białego szaleństwa (pisaliśmy już o tym w artykule Skocznia, tory saneczkowe, schronisko dla narciarzy. Sporty zimowe w dawnym Gdańsku).

Mimo to, to właśnie zwierzyniec zapisał się najmocniej we wspomnieniach ówczesnych mieszkańców. W 1954 r. w czasopiśmie "Unser Danzig" opublikowano wycinki wspomnień dawnych mieszkańców Gdańska, którzy dzielili się wspomnieniami o zwierzyńcu.

" (...) Wspaniałe było to, że kiedy jechaliśmy z rodzicami, w niedzielę, na wiosnę, lato czy jesień, linią nr 2 z Wrzeszcza do ul. Abrahama i następnie przy zakładzie wodociągowym, w rodzinnych stronach mojej matki, przechodziliśmy przez las. Potem czas upływał nam na dyskusji przy kawie czy iść do Doliny Szwabego czy Doliny Radości. I wtedy obierałam już dokładną drogę do Doliny Radości, gdyż właśnie moją największą miłością były małpy i szopy. Przed żubrem [w istocie bizonem - JD] (...) miałam respekt. Za to kaczki na stawie mogłam, z ogrodu i domku leśniczego, obserwować godzinami. Dzieliłam się nawet z nimi i łabędziami kawałkiem ciasta. Dla jeleni i dzików zbierałam zawsze kasztany i żołędzie. Przy wybiegu dla wilków przechodziłam niezbyt chętnie (...)".
Ferma zwierząt futerkowych, założona w 1928 r. w sąsiedztwie zwierzyńca ("Danziger Neueste Nachrichten", 12-13.09.1931 r.)
Ferma zwierząt futerkowych, założona w 1928 r. w sąsiedztwie zwierzyńca ("Danziger Neueste Nachrichten", 12-13.09.1931 r.)
Na marginesie: w 1928 r., w bezpośrednim sąsiedztwie pensjonatu Kamina, założono fermę zwierząt futerkowych, przede wszystkim północnoamerykańskich lisów. One też stanowiły atrakcję dla turystów. Ferma trzy lata po założeniu liczyła już ponad pół tysiąca różnych gatunków lisów.

Wielka obława na wilki

Echem w Gdańsku odbiła się ucieczka ze zwierzyńca czterech wilków: pary dorosłych i dwójki młodych, która miała miejsce 26 listopada 1934 r. Winny był ponoć dozorca, który nie zamknął przy obchodzie wieczornym wybiegu. W prasie i w radiu ukazało się ostrzeżenie o drapieżnikach przebywających na wolności i zalecenie, by nie spacerować po oliwskich lasach. Poza zaalarmowanymi leśnikami i myśliwymi, do akcji odstrzelenia zbiegłych wilków przeznaczono ponad 80 funkcjonariuszy gdańskiej policji. Powiadomiono też polską stronę o możliwym zagrożeniu, wszak niedaleko przebiegała granica między Wolnym Miastem a Polską.

Para młodych wilczków, które przyszły na świat w zwierzyńcu w 1931 r. ("Danziger Neueste Nachrichten", 17.06.1931 r.)
Para młodych wilczków, które przyszły na świat w zwierzyńcu w 1931 r. ("Danziger Neueste Nachrichten", 17.06.1931 r.)
W wielkiej obławie, która rozpoczęła się 27 listopada, wzięło udział łącznie kilkaset osób. Centrum dowodzenia akcją urządzono w leśniczówce w Dolinie Radości. Łączność między poszczególnymi grupami, naganiaczami oraz centrum zapewniali łącznicy na motocyklach. Do godziny 16 zastrzelono trzy drapieżniki (odnaleziono je zresztą w okolicy zwierzyńca). Ostatni wilk, zastraszony i głodny, przekroczył granicę z Polską i w rejonie Klukowa zaatakował 36-letnią kobietę i jej 7-letniego synka. Łowczy szybko go zlokalizowali i zastrzelili. Ranni zostali przewiezieni do szpitala w Gdańsku.

Koniec zwierzyńca

Nie wiemy, kiedy dokładnie przestał funkcjonować oliwski zwierzyniec. Miało to miejsce na pewno już podczas II wojny światowej. Co stało się ze zwierzętami? Jako pierwsze prawdopodobnie zniknęły żyrafy, bo nie ma wzmianek na ich temat w żadnej z relacji prasowych już w latach 30. Co z pozostałymi okazami zwierząt, przede wszystkim niedźwiedziem i bizonem? Nie wiadomo. Być może część zwierząt trafiła do okupowanego przez Niemców Poznania, gdzie przymierzano się do otwarcia nowego ogrodu zoologicznego?

Jeśli ktoś z czytelników dysponuje dodatkowymi informacjami na temat pierwszego oliwskiego zwierzyńca, funkcjonującego w Wolnym Mieście Gdańsku, proszę uprzejmie o kontakt przez redakcję.

Opinie (55) 3 zablokowane

  • Za czasów studiów na UG, pewnego słonecznego weekednu zarzuciliśmy w grupie znajomych LSD i postawiliśmy sobie ambitne zadanie (16)

    Mimo stanu umysłu i braku wiedzy jak tam trafić przez las, udało się. Weszliśmy przez zaplecze ogrodu zoologicznego jeszcze przed otwarciem.
    Ogród zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Uwięzione zwierzęta, późniejszy harmider związany z obecnością publiki, brak spokoju tych biednych stworzeń, to wszystko było powodem decyzji jaką wtedy podjąłem. Nigdy moja noga nie postanie już w ogrodzie zoologicznym. Nie wspieram tego typu instytucji.

    • 29 63

    • chyba masz racje bo po LSD sa podobno takie wizje ! (1)

      niektorzy podobno mysla ze po LSD mozna latac !. Ukazywaly ci sie tez latające białe misie ?

      • 26 9

      • silne halucynacje miałem jedynie po moim pierwszym kwasie, potem już nie udało mi się uzyskać podobnego efektu

        nie wiem czy to z powodu słabości substancji w kolejnych moich spotkaniach z LSD, czy to z faktu że pierwszy LSD był faktycznie moja inicjacją w świecie substancji psychoaktywnych.
        Zanim zdecydowałem się na spożycie swojego pierwszego kawasa dużo czytałem i do dziś mam świadomość, że nie wszystko co się dzieje po zażyciu jest prawdą w świecie realnym, a jedynie rzutem mojej podświadomości i wyobraźni. Dlatego zawsze biorę poprawkę i nigdy nie wyrastają mi skrzydła, by odlecieć totalnie.
        A co do moich wniosków dotyczących ZOO, pozostają przy swoim stanowisku - ZOO to nie jest miejsce dla zwierząt, ani dla wrażliwych osób.

        • 9 24

    • Czy aby na pewno? (7)

      Jesz, kupujesz, mieszkasz, jeździsz i robisz jeszcze ze 100 czynności, które w dyskretny sposób zagarniają przestrzeń i zasoby, które należały do natury. Człowiek raczej nie zrezygnuje ze swojej egzystencji, więc sytuacja wielu gatunków jest już i tak przegrana. Przetrwają w parkach i ogrodach, gdzie staną się atrakcją za pieniądze.

      • 16 7

      • brak wielu pozytywnych przykładów ochrony zwierząt przez ich więzienie w ZOO (6)

        wręcz przeciwnie, wiele gatunków wyginęło, bądź jest zagrożonych przez właśnie stworzenie rynku na żywe okazy sprzedawane potem do ogrodów zoologicznych i cyrków.

        • 7 13

        • CoCOco? (5)

          Ogrody zrzeszone w EAZA przekazują sobie zwierzęta za darmo, zwierzęta w zoo tworzą pulę genową, która w razie czego moze zasilić populacje dzikie lub rezerwatowe. Z samego tylko Gdańska w ostatnich latach na wolność trafiały - oryksy szablorogie, osły somalijskie, rysie, foki.
          To własnie ogrody w XX wieku przyczyniły się do poznania behawioryzmy wielu zwierząt.
          Zubr, milu, marmozeta lwia, gęś nene, oryksy, koń przewalskiego. Dla Ciebie to pewnie nie wiele.

          Z tym sprzedawaniem zwierząt do ogrodów to ostro poleciałeś. Nadal zdarzają się łapanki (mniejszych gatunków), ale handel zwierzętami to domena prywatnych ośrodków, nielegalnego handlu i pseudo ogrodów z chin. ZOO musi istnieć, bo ratowanie w naturalnym środowisku często zawodzi (szpak balijski, wyspy borneo i sumatra). Tylko ogrody muszą się w odpowiednim kierunku rozwijać. Więcej gatunków zagrożonych, mniej pospolitych i duże naturalne wybiegi. Trzeba popracować nad polskim prawem, które zezwala np. na wybieg dla tygrysów który ma 10m2.

          • 13 3

          • Od ilu lat istnieje ta inicjatywa? (3)

            Ile procent ogrodów na świecie do niej należy? Czy EAZA nie powizacji, jestała przypadkiem tylko po to, aby uciszyć przeciwników ogrodów zoologicznych?
            Czy z ręką na sercu przyznasz, że ogrody zoologiczne przez wieki swego istnienia nie przyczyniły się do wyginięcia gatunków?

            Skoro rolą ogrodów skupionych w tej organizacji jest m.in. ratunek ginących gatunków, to co z gatunkami trzymanymi w ogrodach, którym nie grozi wyginięcie. Co z gatunkami, które nie rozmnażają się w niewoli, albo robią to rzadko. Trzymane są dla uciechy gawiedzi, dla zysku?

            Przypominam sobie z mojej ostatniej wizyty w ZOO betonowe, ciasne, ciemne klatki bodaj dwóch gatunków niedźwiedzi, To był dół totalny jak się patrzyło na te osowiałe i zrezygnowane zwierzęta. Albo świeżo postawiona małpiarnia - akwarium w którym były ogromne goryle, reagujące agresją na przewalający się tłum naczelnych zza szyby.
            Cała reszta zwierząt, niby okazałe wybiegi, a wszędzie pod okiem ludzkim, w gwarze i krzykach, to nie jest naturalne dla żadnego gatunku, chyba że mówimy o szczurze domowym, czy psach.

            • 2 6

            • (2)

              EAZA jak sama nazwa mówi zrzesza ogrody europejskie. Każdy kontynent ma do zaoferowania co innego i działa inaczej. Australia np. nie wypuszcza swoich zwierząt poza Australię. Fauna australijska jest trzymana tylko tam i moim zdaniem jest to dobre rozwiązanie.
              Ogrody nie przyczyniły się do wyginięcia gatunków chociaż w kilku przypadkach nie zrobiły za wiele by niektóre z nich uratować. Do wyginięcia zwierząt przyczyniają się ludzie ktorzy kupują zwierzęta z nielegalnych ośrodków, przyczyniają się ludzie którzu kłusują.

              Rolą ogrodów jest nie tylko ratunek gatunków zagrożonych ale także edukacja i rekreacja. Gatunki pospolite lub nie zagrożone to np. (nasze rodzime) rekonwalescenci i zwierzęta przyniesione do zoo, a te egzotyczne są po to by ludzie na nie popatrzyli. Zresztą czasami ciężko okreslić czy coś jest zagrożone czy nie. Warto zaznajomić się np. z historią suhaka. Jest go duża aż tu nagle nagły spadek populacji.

              O jakich nie rozmnażających się gatunkach piszesz? Są takie które rozmnażają się rzadziej, bo jest ich mniej w ogrodach zoologicznych, bo ich biologia jest taka, a nie inna, bo nie zawsze odpowiadają im warunki wiwaryjne. Zadajesz bardzo ogólne pytania.

              W którym zoo byłeś? W Gdańsku? Niedźwiedź jest jeden, stary i schorowany, od dawna na większym wybiegu. Małpiarnia też jest dosyć spora, chociaż nie koniecznie nowoczesna. Goryli nie było nigdy, akwarium również.

              Należy odróżniać naturalność, a warunki wiwaryjne. Ciężko żeby zwierzę zamknięte na wybiegu było w naturze. Można jednak nawiązać do tej natury dużymi wybiegami, również zapleczowymi niedostępnymi dla zwiedzających. Gwar i krzyk... duży mankament i należy ludzi edukować i nawracać żeby się tak nie zachowywali. Był Pan na safari w Afryce? Tam też zwierzęta są pod okiem ludzkim. Również na wybiegach zamkniętych... życie to nie animal planet.

              • 6 1

              • Pisałem o stanie ogrodu zoologicznego w Oliwie około 15 lat temu (1)

                • 2 1

              • W Gdansku nie bylo nigdy akwarium i goryli. To swiadxzy o Twojej nie wiedzy, alecdo komentowania jestes pierwszy.

                • 2 2

          • Dokładnie w 100% sie zgadzam.ZOO robi dobra robote,chociaz wiekszosc milosnikow zwierzat nie potrafi tego dostrzec.Widza tylko zwierzeta zamkniete w klatkach,ale nie maja pojecia o tym,ze wiele gatunkow mozna podziwiac dzis w naturalnym srodowisku dzieki wlasnie ingerencji czlowieka i czesto ZOO.Bardziej podla organizacja,ktorej nie popieram to wszelkiego rodzaju cyrki i tam zeczywiscie dzieje sie zle.Zwierzeta sa chodowane tylko dla zarobkow wlascicieli i czesto w okrutny sposob traktowane

            • 0 1

    • ćpaj (3)

      dalej. I powodzenia w realnym życiu.

      • 18 6

      • wiedzie mi się całkiem dobrze (2)

        moje doświadczenia z lad młodości z LSD otworzyły mnie i zmieniły na lepsze. Były katalizatorem mojego rozwoju, jako człowieka. Pierwszy kwas to był kamień milowy, jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu.

        LSD od dawna nie biorę, bo nie ma na rynku.

        • 8 20

        • jak tam potencja po latach ćpania? (1)

          fujarka też dostała skrzydeł??

          • 11 8

          • z fujarką wszystko OK

            oczywiście nie mam już takiej jurności jak dwadzieścia lat temu, no ale to zrozumiałe, z wiekiem czasem się nie chce, to naturalne.
            Kwasa brałem może z 10 razy w życiu. Branie kwasa częściej niż raz na rok nie ma sensu, chyba że podchodzi się do sprawy hedonistycznie. Rok to dobry okres czasu, aby sprawy o których dowiedziałem się, czy zaobserwowałem podczas sesji poukładać sobie w głowie. LSD czy grzyby traktowałem zawszę jako autopsychoterapię, dlatego przykładałem wagę do doboru osób z którymi jem psychodelik, nie mogły to być osoby z którymi czułbym się źle, albo bym zmarnował czas martwiąc się o nie.

            Ćpanie szkodzi młodym, tym co za wcześnie próbują i za bardzo w to wchodzą. Potem fiksują się na tym punkcie tracąc z oczu całą resztę aspektów życia. No i budzą się po latach z ręką w nocniku.

            Na marginesie dodam, że jestem niemal abstynentem alkoholowym

            • 9 8

    • nie ćpaj chłopcze wiecej... (1)

      Wielkie mądrości naćpanej głowy smiechu warte

      • 1 4

      • tylko wóda i szlugi

        • 4 1

  • ,,Powiadomiono też polską stronę o możliwym zagrożeniu''

    Czyli jednak nie taki Niemiec Polakowi wilkiem :)

    • 28 8

  • Ciekawą historię (4)

    ma to nasze zoo.

    Wincyj takich artykułów!

    • 24 4

    • Zwierzyniec międzywojenny a współczesne zoo (3)

      Nasze zoo, czyli utworzony po wojnie Ogród Zoologiczny "Wybrzeże" nie ma z tym zwierzyńcem nic wspólnego. Poza podobną lokalizacją.

      Zoo, co ważne, ma na celu m. in. chronienie gatunków przed wyginięciem, rozmnażanie i mocno wyakcentowane cele edukacyjne. Zwierzyniec, o którym piszę - cóż, tak naprawdę, miał być tylko atrakcją. To dość duża różnica.

      • 16 2

      • lokaluzacja jest zupełnie inna (2)

        • 6 0

        • ale podobna (1)

          • 2 2

          • Jak może być podobna lokalizacja

            Albo to samo miejsce albo nie. To jest zupełnie inna część Oliwy.

            • 2 0

  • w zoo mieszka słoń z krzywym kłem który nie poradziłby sobie w naturze (5)

    i wiele innych zwierząt okaleczonych przez ludzi. Wejścia do kuchni zwierzecej kilka lat temu pilnował kruk, bardzo madry, może jeszcze tam jest

    • 22 0

    • Kruk przeciez ma teraz podobno firme co zadluzonym pomaga (1)

      moze kiedys w zoo robil ale juz sie przebranzowil chyba.

      • 6 1

      • i się ten kruk

        nieźle dorobił ponoć:))

        • 1 0

    • (2)

      Problemem słonicy nie jest krzywy kieł, a uszkodzone mięśnie trąby.
      Opiekunowie karmią ją z ręki, bo sama nie potrafi podnieść z ziemi pokarmu.
      Wiem o tym od zastępcy dyrektora pana Staszka Wilkańca.

      • 8 1

      • Katka- słonica afrykańska to ta która ma krzywy kieł, a Ty opisujesz Viki - słonice indyjską.

        • 2 0

      • Słonica ze zniszczonym kłem to katka, a z niedowładem trąby to słonica indyjska Viki

        .

        • 2 0

  • a to jeszcze nie koniec histori było ich o wiele więcej aż do obecnej historii wyświetlanej na stronie Zoo

    • 8 0

  • (6)

    Powinni zlikwidować wszystkie ogrody zoo. Meczenie zwierząt, bo ludzie chcą sobie zrobić z nimi zdjęcia.

    • 13 35

    • to jedz do Afryki i tam powiedz zeby nie zabijali roznych zwierzat ! bo gadac latwo ! (4)

      ciekawe co ci odpowiedza gangi z Afryki ? )

      • 9 4

      • czy ty wiesz w ogóle człowieku na czym polega funkcjonowanie ZOO ? (3)

        bo widać że nie wiesz i piszesz głupoty.

        • 9 1

        • Bank genów, edukacja, ochrona gatunkowa, ośrodki reintrodukcyjne, rekreacja.

          • 6 3

        • (1)

          Miało to trafić pewnie komentarz wyrzej co ?

          • 0 0

          • wyżej, jak już

            ilość matołów nie znających języka polskiego - przerażająca

            • 2 0

    • Piszesz zlikwidować każde ZOO

      A zwierzęta do utylizacji?
      A może wypuścić na wolność?
      Ciekawe jak długo lew urodzony w ZOO przetrwałby w Afryce lub w Indiach bo tam też są lwy azjatyckie.
      Taki lew nie potrafi polować, bo od małego, gdy tylko przestaje ssać cycek mięsko ma podane na talerzu.

      • 5 3

  • Samica jelenia to łania...

    • 10 1

  • Panie redaktorze (2)

    Dziękuję za artykuł.
    Do dziś myślałem, że pierwsze oliwskie Zoo powstało w latach pięćdziesiątych XX wieku.
    Chętnie czytam pańskie artykuły.
    Książka o Dolnym Wrzeszczu i Zaspie też jest super.
    Album Wrzeszcz na Starej Pocztówce to majstersztyk.

    • 27 1

    • ZOO w Oliwie.

      to atrakcja dla zwiedzających. Zwierzęta do takich ogrodów kiedyś łapano na wolności. To było okrutne i niehumanitarne. Teraz jest inaczej.
      Dziś ogrody zoologiczne to przede wszystkim instytucje, które zajmują się
      ochroną zagrożonych gatunków.
      Co roku w Oliwie rodzi się nowa foka i trafia do Bałtyku.
      Nie tak dawno osły somalijskie urodzone w niewoli trafiły do Afryki.
      Dwie słonice zostały uratowane z cyrku i w Oliwie mają szczęśliwą emeryturę.
      Średnia długość życia zwierzaka urodzonego w Zoo jest dłuższa niż tego dzikiego.

      • 8 1

    • Dziękuję. Dodam, że zarówno album, jak i książka, miały współautora, Jarosława Wasielewskiego.

      W opracowaniu jest druga część Albumu.
      Proszę trzymać kciuki.

      • 4 0

  • Bardzo ciekawa historia.

    W szczególności wzmianka o żyrafach. Pierwszy raz słyszę, że takie zwierzęta przebywały w tym miejscu. Naprawdę nie wiadomo co się dalej z nimi stało? Jaki los spotkał inne zwierzęta w czasie wojny? Czy gdzieś można znaleźć więcej archiwalnych zdjęć i artykułów na temat ów zwierzyńca i aktualnego zoo? Sam zbieram różnego rodzaju souveniry z ogrodów (pocztówki, zdjęcia, przewodniki). Aktualnie mam mały zastój i od dłuższego czasu moja kolekcja nie powiększyła się. Niestety pocztówki zwierzyńca to rarytasy, których nadal nie posiadam, ale znajdą się również inne ciekawe pocztówki.
    Zapraszam na moją stronę.

    • 9 0

  • Natomiast (5)

    teraz w ongis przepieknej Dolinie Radosci mamy klujace w oczy slumsy z dykty i kartongipsu (zwane potocznie ogrodkami dzialkowymi), w ktorych co poniektorzy Janusze spuszczaja szambo wprost do Potoku Radosci, a smieci (te ktorych nie da sie spalic i dogrzac oliwskich faweli) wyrzucaja do pobliskiego lasu. Czy ktorys rzad lub rada miasta (w zaleznosci od tego kto jest wlascicielem gruntu) przestanie trzasc majtami przed utrata glosow dzialkowcow i przeksztalci to i inne miejsca w ogolnodostepne tereny rekreacyjne?

    • 25 6

    • niestety nie bo te tereny należą do nadleśnictwa i częśc należy do natura 2000 (3)

      odczep się od Doliny Radości i doliny Ewy ludzie są tam pobudowani więc tak się nie stanie .
      sam mam tam działkę od 40 lat i te tereny działkowymi zostaną i nigdy nie zostaną na nic przeznaczone bo tam na działkach ludzie mieszkają i są pobudowani więc jest tam od x lat poprowadzona kanalizacja zresztą niektórzy działkowcy szambo wywalają do lasu wykopują dołek do którego wylewają i zakopują , a co do śmieci które walają się tam w lasach to powiem ci że z moich obserwacji śmieci zostawiają tam ci co mieszkają na obwodnicy lub za nią jak i okolicach parku oliwskiego bo od paru lat jak tam jestem to do większości działkowiczów przyjeżdża śmieciarka i wywozi a niektórzy wywalają tam do kontenerów . Poza tym ci z rządu i rady miasta też mają tam działki . I jeszcze coś jak by zoo miało dalej się budować to ma w górę obwodnicy i przechodzić na drugą stronę ulicy więc pod częścią zoo będzie tunel wygłuszony .

      • 1 11

      • No wlasnie to jest smutne (2)

        ze ogrodki dzialkowe zamiast spelniac swa role (rekreacji i zrodla wlasnej zywnosci) staja sie tanim mieszkalnictwem dla niektorych. Miasto/panstwo powinny wspierac niedrogie budownictwo czynszowe, a zamiast tego mamy ludzi mieszkajacych na dzialkach bez porzadnej infrastruktury. Nie jestem przeciw ogrodkom dzialkowym per se, ale nie w srodku miasta ( jak miedzy Zaspa a Przymorzem) albo na obszarach cennych ekologicznie jak Dolina Radosci czy Swiemirowo. Zamiast ulokowac ogrody na Szadolkach a mieszkania na Zaspie to w tym miescie wszystko na odwrot.

        • 8 1

        • Zdziwiłbyś się ale tak nie jest bo niektórzy co tam mieszkają mają całoroczne domy postawione więc infrastrukturę mają jak każdy dom mieszkalny

          • 2 2

        • Spełniają swoją rolę rekreacyjną, ale że ktoś tam mieszka to ich sprawa , może chcieli uciec od zgiełku i hałasu a tam mają ciszę i spokój .

          • 2 3

    • ale ty wiesz że to wszystko jest w trójmiejskim parku krajobrazowym więc nic tam nie powstanie

      i nie zostanie wybudowane

      • 2 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1645 Drukarnie zalążkiem gdańskiej biblioteki opis Wszystkie gdańskie drukarnie musiały od tego dnia przekazywać do archiwum miejskiego każdy materiał drukowany. Od 1660 roku przekazywały je również do Biblioteki Rady Miejskiej. Dzięki temu druki sprzed lat stanowią dziś najcenniejsze zbiory Gdańskiej Biblioteki PAN.

1976 Współpraca Gdańska i Bremy opis Andrzej Kaznowski, prezydent Gdańska oraz burmistrz Bremy Hans Koshnil podpisali w Ratuszu Głównego Miasta porozumienie o współpracy miast.

Sprawdź się

Jakie wojska splądrowały klasztor w Oliwie 4 września 1433 r?