Najsłynniejsza słonica XVII w. na Jarmarku św. Dominika

artykuł historyczny
Anonimowy druk przedstawiający Hansken i wykonywane przez nią sztuczki, połowa XVII wieku. Źródło: Rijksmuseum
Anonimowy druk przedstawiający Hansken i wykonywane przez nią sztuczki, połowa XVII wieku. Źródło: Rijksmuseum

8 sierpnia 1639 roku na gdańskim jarmarku św. Dominika mieszczanie i przybysze oglądali niesłychane kuriozum - żywą słonicę, która nazywała się Hansken. Dla wielu z ciekawskich była to jedyna taka okazja w życiu. Nie straszna im była nawet epidemia dżumy, która grasowała po mieście i zbierała śmiertelne żniwo...



Jednak zanim przeniesiemy się na jarmark w największym mieście dawnej Rzeczypospolitej, przyjrzyjmy się bliżej samej słonicy Hansken.

Skąd się wzięła słonica w Europie



Słonica przyszła na świat w 1630 roku na Cejlonie. Pierwsi Europejczycy pojawili się na wyspie już ponad wiek wcześniej, na początku XVI wieku, kiedy to do cejlońskich wybrzeży przybiły portugalskie statki.

Europejczycy wykorzystali sytuację polityczną do wzmocnienia swoich wpływów w regionie; w drugiej połowie XVI wieku jeden z władców cejlońskiego królestwa Kotte przyjął chrzest i w testamencie zapisał swoje ziemie Portugalczykom.

Jednak władcom buddyjskiego królestwa Kandy udało się zachować niezależność. Szukając wsparcia przeciwko portugalskiej hegemonii na wyspie, król Senarat starał się zawiązać sojusz z Holendrami.

Prezent dla władcy Niderlandów



Jednym z gestów przyjaźni syngaleskiego władcy miało być podarowanie słoniątka Fryderykowi Henrykowi Orańskiemu, stadhouderowi Niderlandów, którego życzeniem było dostarczenie z Azji przedstawicieli egzotycznych gatunków zwierząt.

Fryderyk Henryk ze swoją rodziną na obrazie Gerrita van Honthorst. Ze zbiorów Rijksmuseum
Fryderyk Henryk ze swoją rodziną na obrazie Gerrita van Honthorst. Ze zbiorów Rijksmuseum
W 1633 roku słonica została przetransportowana na Jawę, do Batavii (dzisiejszej Dżakarty), która była stolicą Holenderskich Indii Wschodnich. Tutaj zwierzę wprowadzono na pokład statku Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, który wypłynął w stronę Amsterdamu.

Słoń sprzedany za 8 tys. guldenów



Przybycie słonia oraz innych egzotycznych zwierząt wzbudziło powszechne zaciekawienie nie tylko w Niderlandach, ale również w krajach ościennych. Początkowo słonia trzymano w książęcych stajniach, a każdy, kto chciał go obejrzeć, był zobowiązany do uiszczenia drobnej opłaty przeznaczonej dla biednych.

Wśród ciekawskich obserwatorów znajdował się także słynny malarz Rembrandt van Rijn, który uwiecznił słonicę na kilku swoich rysunkach wykonanych węglem.

Szkic Rembrandta przedstawiający Hansken. Źródło: British Museum
Szkic Rembrandta przedstawiający Hansken. Źródło: British Museum
Władca Niderlandów oddał słonicę swojemu kuzynowi Mauritzowi Johanowi von Nassau-Siegen. Ten jednak został mianowany gubernatorem brazylijskich posiadłości Holendrów i przed wypłynięciem do Ameryki Południowej sprzedał słonia nieznanemu z imienia człowiekowi za 8000 guldenów.

Aurą tajemniczości owiane jest również imię słonicy. Kto, kiedy i dlaczego nazwał zwierzę Hansken? Nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na te pytania z całą pewnością. Hansken jest żeńską wersją imienia Hans, ale dlaczego wybrano takie akurat miano - nie wiadomo. Niektórzy łączą imię Hansken z malajalamskim słowem ana, oznaczającym słonia.

Wielkie europejskie tournée



Nie znamy imienia oraz nazwiska człowieka, który zakupił Hansken od Mauritza Johana. Występujący w nielicznych dokumentach Pan Słonia wykorzystywał Hansken do zarobku. W zamian za zobaczenie zwierzęcia wykonującego cyrkowe sztuczki, właściciel pobierał od chętnych sowitą opłatę.

A wachlarz trików Hansken miała całkiem pokaźny! Potrafiła pojedynkować się ze swoim opiekunem na szable i podawała mu stopę, opanowała wystrzelenie pocisku z pistoletu, z elegancją kłaniała się, powiewała sztandarem i zbierała pieniądze.

Właściciel słonia wyruszył w podróż po północnej Europie, gdzie za pieniądze prezentował egzotyczne zwierzę. Po Niderlandach Hansken ruszyła w rejon północnych Niemiec, gdzie występowała w Hamburgu.

W pewnym momencie Hansken została odsprzedana kapitanowi kawalerii Cornelisowi Jacobsowi van Groeneveltowi, który miał doświadczenie w tresowaniu koni. Van Groenvelt przez kolejne dekady kontynuował podróżowanie ze słonicą.

W 1639 roku Hansken wraz z opiekunem przekroczyła granicę Pomorza Zachodniego i wystąpiła w Trzebiatowie (dziś to miasto w północno-zachodniej Polsce, w woj. zachodniopomorskim, w powiecie gryfickim). Mieszczanom nie przeszkodziła nawet siejąca spustoszenie wojna trzydziestoletnia.

Sgraffito ze słonicą Hansken w Trzebiatowie, datowane na 1639 rok. fot. JDavid, Wikimedia Commons
Sgraffito ze słonicą Hansken w Trzebiatowie, datowane na 1639 rok. fot. JDavid, Wikimedia Commons
Wizyta słonicy zostawiła w Trzebiatowie trwałą pamiątkę: na jednej ze ścian kamienicy przy miejskim rynku wykonano sgraffito przedstawiające słonicę oraz jej opiekuna. Można je podziwiać do dzisiaj na murze kamienicy nr 26 na rogu rynku oraz ulicy Zajazdowej. Współcześni trzebiatowianie uważają słonia za symbol swojego miasta.

"Nie żałowałem, że zobaczyłem tak wielką bestię"



Do Trzebiatowa słonica trafiła jednak w drodze powrotnej, bowiem cel kapitana van Groenevelta był inny: Gdańsk, jedno z największych miast basenu Morza Bałtyckiego. Hansken trafiła nad Motławę w sierpniu 1639 roku, kiedy w mieście odbywał się coroczny Jarmark św. Dominika.

Oczywiście, termin odwiedzin nie został wybrany przypadkiem. Czas jarmarku był czasem wyjątkowym. Ulice wypełniły się zagmatwaną symfonią dźwięków i zapachów. Codzienny miejski smród był spotęgowany kilkukrotnie. W powietrzu łączyły się ze sobą pokrzykiwania kupców, szum prowadzonych rozmów i porykiwania zwierząt hodowlanych.

Przestrzeń między budynkami była wypełniona pulsującą, ludzką masą, w której znalazło się miejsce dla mieszczan, poirytowanych zgiełkiem szlachciców z podgolonymi czuprynami i obowiązkowymi wąsami, żydowskich faktorów wysyłanych przez magnatów, przerażonych chłopów i wszelkiej maści podróżników, awanturników oraz poszukiwaczy przygód.

Tak jakby w magiczny sposób melodia wybijana uroczyście 5 sierpnia w kościele Mariackim zmniejszała całą Rzeczpospolitą i wtłaczała ją do formy Gdańska.

Fragment tzw. planu sztokholmskiego z ok. 1600 roku. W centrum Targ Węglowy. Źródło: Riksarkivet
Fragment tzw. planu sztokholmskiego z ok. 1600 roku. W centrum Targ Węglowy. Źródło: Riksarkivet
Podczas trwania Jarmarku św. Dominika serce miasta znajdowało się na Targu Węglowym. Tutaj kłębiono się między budami i straganami, a ludzie targowali się w dziesiątkach języków, pochylając się nad wyrobami lokalnego i obcego rzemiosła.

Jarmark miał też swoją inną stronę. Tutaj, w miejscu, gdzie łączyła się Północ z Południem, zaś Wschód mieszał się z Zachodem, łatwiej było o ferment myśli. Ludzie mieli szansę obejrzeć, w ich mniemaniu, przedziwne kurioza, jak bliźnięta nierozdzielone (bracia Colloredo odwiedzili gdański jarmark) czy egzotyczne zwierzęta. Takie jak Hansken.

Lazarus Joannes-Baptista Colloredo, urodzony w 1617 roku, miał - jak opisał badający go lekarz - "małego brata, wystającego mu z klatki piersiowej, rosnącego - jak wszystkie takie pasożyty - z tą samą szybkością co gospodarz, choć znacznie od niego mniejszego".
Lazarus Joannes-Baptista Colloredo, urodzony w 1617 roku, miał - jak opisał badający go lekarz - "małego brata, wystającego mu z klatki piersiowej, rosnącego - jak wszystkie takie pasożyty - z tą samą szybkością co gospodarz, choć znacznie od niego mniejszego".
Gdańskiemu jarmarkowi w 1639 roku nie przeszkodziła nawet epidemia dżumy, która wybuchła w mieście.

Naocznym świadkiem tamtych wydarzeń był polski magnat Albrycht Stanisław Radziwiłł, kanclerz wielki litewski.

Ten zagorzały zwolennik kontrreformacji był mocno związany z Prusami Królewskimi; piastował tutaj też urząd starosty tucholskiego. Radziwiłł prowadził pisany łaciną dziennik, który został wydany dopiero w 1839 roku.

Był to jednak przekład bardzo swobodnie potraktowany; dużo wierniejszą wersję opublikowano dopiero w 1980 roku.

Kanclerz znalazł się w Gdańsku 18 sierpnia 1639 roku. Jak wielu innych polskich szlachciców, najpierw zaopatrzył się u kupców w różnorakie towary, niedostępne w głębi kraju. U gdańskiego kupca Ulryka Radziwiłł zakupił jedwabie; zaledwie kilka dni po wizycie magnata mieszczanin wraz z całą rodziną zmarł rażony epidemią.

Pomimo dżumy Radziwiłł okazał się człowiekiem niezwykle ciekawskim i zignorował znane również nam zalecenia trzymania dystansu społecznego:

"W czasie mego pobytu w Gdańsku za pieniądze pokazywano wszystkim żywego słonia. Ciekawość i mnie tam pociągnęła (chociaż wielu wchodziło, a obawa przed zarazą kazała strzec się tłumu) i nie żałowałem, że zobaczyłem tak wielką bestię.

Był młody, skóra jak u oskrobanego wieprza, koloru popielatego, niezbyt piękny.

Niezwykłe rzeczy wyczyniał, nakładając na głowę kapelusz, z samego siebie zdejmując kapę, walcząc "na pięści" i szermując mieczem ze swoim nauczycielem, domagając się pieniędzy i wyciągając je z mieszków, tam i sam chodząc dookoła, nosząc na swoim grzbiecie jeźdźca i podążając tam, gdzie ów, powodujący go laską, chciał.

Oczy małe i uszy płaskie, takie jak u wieprza.

W tym różni się od relacji Pliniusza, który przekazał, iż słoń jest pozbawiony kolan, że ma je w rzeczywistości, zgina je i klęka, gdy przygotowuje się do położenia.

Mówiono nam, iż ta bestia rośnie do stu lat; jeśli tak jest, to może wyróść do wysokości ponad cztery łokcie. Zgoła ogromny zwierz i bardzo zdolny i pojętny, niezwykle łagodny, bo pozwalał prowadzić się i igrać ze sobą stojącym wokół chłopcom".

Czy Hansken była szczęśliwa?



Czytając relacje o Hansken, musimy pamiętać, że mentalność ludzi w XVII wieku znacznie różniła się od współczesnej umysłowości. Śmierć i przemoc były częścią dnia codziennego, podobnie jak widma czyhających za rogiem zagrożeń: wojen, głodu i epidemii.

Inna też była wrażliwość wobec zwierząt.

Tresura słonicy odbywała się poprzez stosowanie bolesnych, awersyjnych metod. Do tresury używano długiego szpikulca; ponadto zwierzę miało ubogą dietę, która prowadziła do licznych negatywnych skutków ubocznych.

Martwa Hansken sportretowana przez Stefano della Bella, 1655.
Martwa Hansken sportretowana przez Stefano della Bella, 1655.
Nie bez znaczenia był również fakt odczuwania przez Hansken dużego stresu, związanego z licznymi podróżami, hałasem i tłumem gapiów. Opiekun doprowadzał również do jej upojenia alkoholowego.

Od małego Hansken nie miała szansy na socjalizację z innymi przedstawicielami swojego gatunku i była odizolowana od swojego naturalnego habitatu.

Biorąc pod uwagę nasze współczesne normy, Hansken nie była traktowana dobrze. Jednak na tle swojej epoki cejlońska słonica miała zapewnione lepsze warunki niż większość ludzi na kontynencie, trawionym przez wojnę trzydziestoletnią.

Opinie (10) 1 zablokowana

  • im blizej sierpnia

    im blizej sierpnia tym wiecej jarmarkowych artykulow poprosim :)

    • 4 1

  • A jaka jest mentalność współczesnych? Czy tak bardzo odbiega od tej z XVII wieku? (1)

    Mam wątpliwości...

    • 14 0

    • Współcześni lubią zoo i cyrk...

      • 1 1

  • Bardzo ciekawy artykuł...

    • 3 1

  • Dziś ludzie tak samo traktują zwierzęta jak dawniej

    Psy na krótkich łańcuchach, świnie, korowy, kurczaki upchnięte na fermach jak w obozach koncentracyjnych, zwierzęta wykorzystywane w laboratoriach, przepełnione schroniska dla zwierząt, pseudo hodowle. Proszę nie pisać że dziś ludzie lepiej traktują zwierzęta. Jesteśmy najgorszym gatunkiem na ziemi, wszystko niszczymy...

    • 10 2

  • Znęcanie się nad Sloniem ! Smutny los Zwierząt

    • 5 1

  • Bylem i widzialem ostatnie kuriozum w Gdansku. Wieloryb Goliath, 1963 rok. Bilet za 3 zlote dla petaka. (2)

    • 0 0

    • napisz coś więcej

      ja byłem na rekinach w Cricolandzie :) 93 pewnie, może wcześniej

      • 0 0

    • Ostatnio byłem w UM

      i widziałem rozczochraną mietłę. To już się nie odzobaczy niestety.

      • 0 0

  • Słonica zawitała też do Trzebiatowa na Pomorze Środkowe, gdzie ma dość ciekawe upamiętnienie w tkance miasta

    było o tym w programie Polska z góry

    • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Jaką ulicą Gdyni w 1975 r. przejeżdżał ówczesny prezydent Francji Valéry Giscard d'Estaing?