wiadomości

Możemy spełnić marzenia polskiej floty

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Pomóż odnowić legendarną armatę z II wojny światowej

Okręty typu LCS 2 w polskiej Marynarce Wojennej. To wcale nie takie niemożliwe, jak się niektórym wydaje.
Okręty typu LCS 2 w polskiej Marynarce Wojennej. To wcale nie takie niemożliwe, jak się niektórym wydaje. mat. prasowe

Istnieje szansa na odbudowę Polskiej Marynarki Wojennej. Nasza flota z nowoczesnymi okrętami w niedalekiej przyszłości może stać się jedną z wiodących sił nie tylko na Bałtyku, ale i na całym świecie. Biorąc pod uwagę mgliste obietnice rządzących, jak to jest możliwe? Odpowiedź jest prosta - w dzisiejszej dobie wszystkich internetowych challenge'ów wzorem Ligi Morskiej i Kolonialnej z okresu dwudziestolecia międzywojennego zróbmy ogólnonarodową zbiórkę na okręty dla Marynarki Wojennej.



Skoro wtedy udało się współfinansować zakup ORP Orzeł, dlaczego miałoby się nie udać i tym razem? Oczywiście to tylko głęboka ironia i niemalże śmiech przez łzy, biorąc pod uwagę obecny stan naszych sił morskich. Rządzący od wielu lat obiecują zmianę tego stanu rzeczy, ale w te obietnice chyba już nikt nie wierzy.

Każdy, nawet najdrobniejszy sukces rozdmuchiwany jest ponad wszelką miarę - tak jak w przypadku budowy nowych holowników. Oczywiście dobrze, że nowe jednostki zastąpią te pływające już od dekad, ale czy seria sześciu holowników poprawi nasze morskie możliwości obronne?

Mieszko przekazany Marynarce Wojennej.



Podobnie jak w przypadku jednostek typu Kormoran czy najsłynniejszego okrętu pod biało-czerwoną banderą ORP Ślązak, z jednej strony można się cieszyć, że pojawiły się nowe jednostki, ale - o czym już wielokrotnie pisaliśmy - ich przeznaczenie w znacznym stopniu jest defensywne, a możliwości do samodzielnej samoobrony, delikatnie mówiąc, nie są najlepsze. W plany budowy ofensywnych jednostek bojowych w polskich stoczniach nie wierzą już chyba nawet najwięksi fantaści - zresztą nie wiadomo, czy przypadkiem zaplanowana budowa fregaty, po licznych zmianach/korektach oraz cięciach kosztów, ostatecznie nie skończyłaby się na jakiejś kanonierce obrony portu.

Tonący MON brzytwy się chwyta



Programy Murena, Czapla, Miecznik czy też słynna Orka bardzo ładnie prezentowały się na slajdach i kolejnych planach modernizacji sił morskich, ale obecnie - mimo zapewnień ze strony MON - nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle doczekają się realizacji. Jak wiadomo, tonący brzytwy się chwyta, dlatego co jakiś czas pojawiają się informację, że polski rząd zainteresowany jest zakupem okrętów za granicą. Oczywiście według zapewnień decydentów ma to być rozwiązanie tymczasowe, zanim powstaną nowe okręty w polskich stoczniach. Jak to wygląda w praktyce, można zobaczyć choćby na przykładzie fregat Oliver Hazard Perry czy też wersji ekstremalnej - okrętów podwodnych Kobben (tymczasowość jest co jakiś czas przedłużana poprzez reanimację jednostek w stoczniach).

Duńska fregata Iver Huitfeldt
Duńska fregata Iver Huitfeldt mat. prasowe
Wróćmy jednak do propozycji zakupu okrętów, jakie na przestrzeni ostatnich lat pojawiły się w przestrzeni publicznej. Jedną z ciekawszych była niewątpliwie sugestia, iż polski rząd zainteresowany jest zakupem (lub budową w polskich stoczniach) duńskich fregat Iver Huitfeldt. Są to jednostki typowo ofensywne, a ich możliwości są dość imponujące.

Każdy tego typu okręt jest zdolny do śledzenia 1000 celów powietrznych i 100 morskich. Do obrony przeciwlotniczej służą pionowe wyrzutnie rakiet oraz wyrzutnie pocisków Harpoon. Do tego dodajmy jeszcze dwa działa 76 mm OTO Melara Super Rapid, 1 Oerlikon Millennium kalibru 36 mm, wyrzutnie torped i możliwość bazowania dwóch śmigłowców.

Posiadając te blisko 140-metrowe, mogące osiągną prędkość blisko 30 węzłów jednostki, nasza flota mogłaby przenieść się w zupełnie inny wymiar. No właśnie - mogłaby, bo niestety z rozmów nic nie wyszło. Gdy pojawiła się informacja o potrzebie zastąpienia nieco wysłużonego już zbiornikowca ORP Bałtyk, tworząc podstawy dla nowego okrętu logistycznego, opierano się głównie na duńskim projekcie Absalon. Pojawiły się wtedy nieliczne głosy, że może zamiast projektować i męczyć się z budową, warto by było odkupić jeden z okrętów od Duńczyków. I tu skończyło się jednak podobnie, jak i ze wspomnianymi wcześniej fregatami.

Wszystkie nowe plany zakupowe dla Polskiej Marynarki Wojennej muszą przejść nieśmiertelną i ulubioną przez wojskowych fazę analityczno-koncepcyjną. Najczęściej kończy się ona konkluzją, iż projekt jest za drogi, ewentualnie nie spełnia pokładanych w nim nadziei, ewentualnie trzeba go nieco zmodyfikować, ewentualnie w końcu nie kończy się niczym i umiera śmiercią naturalną. Dlatego też słowa ministra Obrony Narodowej wygłoszone podczas podniesienia bandery na ORP Ślązak wywołały zrozumiałe poruszenie. Mariusz Błaszczak ogłosił wtedy bowiem, że zakończona została faza analityczna dotycząca okrętów podwodnych i "najkorzystniejszym rozwiązaniem pomostowym będzie współpraca z partnerem szwedzkim".

Okręty typu Södermanland dla polskiej Marynarki Wojennej?



Mowa tu o zakupie dwóch okrętach typu Södermanland. Jak na polskie standardy są to nowe okręty, bo weszły do służby w 1989 roku. Zanim jednak podniosłyby biało-czerwoną banderę, miałyby przejść gruntowny remont i modernizację.

Choć proponowane okręty są nieco mniejsze od największego okrętu podwodnego ORP Orzeł, to są zdecydowanie bardziej nowoczesne. Stworzone z myślą o działaniach na Bałtyku, czyli na dość płytkich wodach, są niezwykle ciche i mogą przebywać pod wodą przez długi czas (niektóre źródła podają czas nawet dwóch tygodni).

Oczywiście tego typu zakup ma służyć szkoleniu załóg do czasu, aż będziemy budować okręty podwodne w rodzimych stoczniach. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem rozmowy zakończą się pozytywnie.

Warto zaznaczyć, że nieco wcześniej pojawiła się koncepcja zakupu dwóch okrętów podwodnych w... Brazylii. Służą tam bowiem okręty typu 209-1400, wyprodukowane przez niemiecką stocznię ILK. Mają dość ciekawą charakterystykę (wyporność 1,586 ton; długość 61 metrów, szerokość 6,25 metra). Maksymalna prędkość w wynurzeniu to 11 węzłów, w zanurzeniu 21,5 węzła. Uzbrojenie składa się z ośmiu wyrzutni torped (zapas to 16 torped). Co szczególnie ważne dla polskich wojskowych, na okrętach istnieje możliwość dopasowania wyrzutni do strzelania pociskami Harpoon. Koszt ich sprowadzenia do kraju był jednak jednym z głównych czynników powodujących brak finalizacji umowy.

Skoro już jesteśmy na drugim końcu świata, nie możemy nie wspomnieć tu o propozycji zakupu australijskich fregat typu Adelaide. Choć plany nabycia tych zmodernizowanych gruntownie przez Australijczyków fregat OHP miały swych gorących orędowników, to jednak nawet im zabrakło argumentów, gdy pojawiły się ostrożne szacunki finansowe całego przedsięwzięcia (2 mld złotych - i nie liczymy tu kosztów podróży do Polski) oraz faktyczna ocena przydatności tego typu okrętów w naszej flocie.

A może jednak okręty z USA?



Pojawiająca się ostatnio informacja przyprawiła pasjonatów spraw morskich o szybsze bicie serca. Otóż w niedługim czasie Stany Zjednoczone planują wycofanie ze służb okrętów LCS (Littoral Combat Ship - jednostka do działań przybrzeżnych). Jako że Polska jest niemalże zawsze chętna do zakupu wszystkiego, co tylko oferuje amerykańska armia, pojawiły się informacje, że będziemy również zainteresowani nabyciem tego typu jednostek. Niewątpliwie byłoby się czym chwalić - jednostki mogące osiągać prędkości rzędu 44-47 węzłów, jedna zbudowana na bazie trimaranu, możliwość szybkiej wymiany modułów pozwalająca na dostosowanie do aktualnych potrzeb brzmi wspaniale, prawda? No to gdzie jest przysłowiowy haczyk? Niestety jest... i to niejeden...

LCS-1, czyli USS Fredom, to jednostka o wyporności 3050 ton, długości przeszło 115 metrów. W skład uzbrojenia wchodzi działko Mk 110 57 mm Mod, trzy karabiny maszynowe oraz wyrzutnia rakiet bliskiego zasięgu RIM-116 RAM. Prędkość robi wrażenie - 47 węzłów! Pierwotny projekt zakładał, że budowa okrętu zamknie się w kwocie 220 mln dolarów, ale ostatecznie wyniosła ponad 600 mln dolarów. Skąd taka różnica? Amerykańska Marynarka podczas projektowania i już samej budowy zmieniała koncepcje i założenia (skąd my to znamy... patrz: ORP Ślązak). Trzeba było wykonać ok. 600 zmian konstrukcyjnych na niemalże całym okręcie.

Co ostatecznie otrzymano? Okręt, który ma nieopancerzoną nadbudówkę z kadłubem o minimalnej odporności. Zastosowanie modułów jest kwestią mocno dyskusyjną, a sytuacją zakrawającą na ponury żart jest to, że jednostki są niezwykle podatne na korozję podwodnej części kadłuba. Wspomniana wcześniej prędkość jest czymś imponującym, ale co z tego, gdy maszynownia nieustannie ulega awariom. Potencjał bojowy LCS-1 - delikatnie mówiąc - jest zatem niezwykle dyskusyjny.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z LCS-2. Okręt z zewnątrz - dzięki układowi trimarana - wygląda naprawdę pięknie. I na tym się kończą superlatywy. Brak opancerzenia, zerowa klasa lodowa, brak jakiejkolwiek odporności na pożar - to główne wady. LCS-2 w rok po wejściu do służby musiał udać się do stoczni, gdyż jego kadłub został mocno zaatakowany przez rdzę.

Ładne okręty niekoniecznie przydatne



Powstaje zatem pytanie, czy tego typu okręty są nam potrzebne? Z wizerunkowego punktu widzenia widzenia jak najbardziej. Z czysto technicznego i wojskowego - w ogóle. Nieustannie pojawiające się usterki skutecznie dyskwalifikują te okręty jako jednostki bojowe. Nie bez znaczenia jest tu również fakt, iż US Navy tak szybko chce się ich pozbyć ze służby.

Patrząc na wspomniane wyżej okręty, nie można nie odnieść wrażenia, że brak jest jakiejkolwiek spójności w działaniach dotyczących Polskiej Marynarki Wojennej. Nasza flota to obecnie zlepek głównie przestarzałych okrętów i brak jest pomysłu, jak to zmienić. Przeważa tu nadzieja wojskowych i politycznych decydentów, że któryś z naszych sojuszników się ulituje i odda nam za pół darmo jakiś okręt, nieważne jaki, byleby tylko pływał (lub unosił się na wodzie), prezentował się ładnie i by można było głośnio ogłosić kolejny sukces oraz wzmocnienie naszego potencjału morskiego. Przeraża w tym wszystkim brak jakiegokolwiek planu, brak determinacji, by coś w tej sprawie zmienić. W internecie można znaleźć masę memów wyśmiewających stan naszych sił morskich. Współczuję marynarzom i oficerom pływającym na polskich okrętach, bo oni wiedzą najlepiej, na jakim sprzęcie na co dzień muszą służyć. Skoro zatem nie ma lepszych planów, to może #shipforpolishnavychallenge nie będzie aż tak złym pomysłem...

Opinie (25) 1 zablokowana

  • Legendy morskie

    Tyle nam zostało...

    • 4 0

  • i bedzie zasieg nie ograniczony
    jak kto podskoczy

    • 0 0

  • Dobry artykuł.

    Super napisany! Uśmiałem się co nie miara. Brawo!

    • 12 1

  • (1)

    Czyli kasa która szła przez ostatnie lata na marynarkę... Etaty+korytka+właki i ciemne interesy?

    • 4 3

    • tak wygląda całe min

      obrony czy tam wojny czy jak tam to się nazywa

      • 4 0

  • Od zlej strony rozpoczecie, najpierw trzeba zrobic zbiorke na zorganizowanie zbiorki (1)

    Potem jeszcze dotacje z UE (albo OFE :)) i powolac 3-4 spolki do zarzadzania projektem, potem przejac albo znacjonalizowac jakas stocznie i ustawic kilku dyrektorow z rodziny. Ups... mam nadzieje, ze nie zdradzilem tajnych planow parti rzadzacej

    • 7 1

    • Stocznia już dawno jest to Stocznia Wojenna z siedzibą w Radomiu

      • 0 0

  • przestańcie już bredzić z tą zbiórką na okręty dla MW

    • 4 0

  • (1)

    Po co budować okręt patrolowiec za 1,2 mld zlotych jak w tej cenie mamy aż cztery F-35A, gdzie jeden egzemplarz wystarczy do wykrycia i strącenia takiej jednostki.

    • 5 3

    • ciii...

      nie podpowiadaj, jak tysiące ludzi ma się wyżywić przy kilku samolotach?

      • 0 0

  • marynarka wojenna (2)

    Lipko,chyba cię pogieło Rząd rozdaje pieniądze na TVP,na Rydzyka,w ramach korupcji politycznej,bezsensowny przekop mierzei wiślanej,itd itp,a Ty chcesz wyciągać łapę po pieniądze od narodu,który płaci podatki? Chyba,że jesteś pis-iorowaty Wstyd i chańba.

    • 11 8

    • Zawsze lepiej prosić się Rosjan czy nam grzecznie pozwolą (1)

      Po co CPK. Jest lotnisko w Berlinie. Najlepiej cicho siedzieć i.sie wszystkich prosić. Jak budowali autostrady we Włoszech to wszyscy pukali się w głowę i mówili że to jest niepotrzebne bo kto po tych autostradach będzie jeździł. Jak budowali port w Gdyni to ludzie też się pukali w głowę i mówili po co? Jest port w Gdańsku. Rozwój infrastruktury, generalnie cały Twój rozwój, nie jest twoją mocną stroną...

      • 1 6

      • M W nie posiada jednostek mogących operować na zalewie wiślanym ,a jeden strzał armatni uszkadza i zamyka kanał przekopu i tyle jego znaczenia ,,militarnego,,

        • 0 0

  • Po co nam Marynarka Wojenna (4)

    Skoro jest Kriegsmarine?

    • 4 6

    • tak jest

      Ambasada Polski w Berlinie powinna mieć ciągle opuszczoną flagę w ramach codziennych przeprosin dla Niemców, że żyjemy.

      • 1 1

    • Odpowiedź (2)

      Będzie PIS budować nowe okręty dla MW w Stoczni Radomskiej.Port MW też będzie w Radomiu według pierwotnej koncepcji min.Misiewicza.Robimy co chcemy.TKM.

      • 2 1

      • Ha ha ha (1)

        Misiewicza wyciągnął.... Ja bym się martwił bardziej Nowakiem....

        • 0 1

        • Zmartwienia Nowaka są zmartwieniami Nowaka i tyle w tym temacie

          • 0 0

  • Artykuł na 1 kwietnia.

    Ja wam się zrzucę . Kopa mogę zasadzić.

    • 6 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1867 Ignacy Kraszewski przybył do Gdańska opis Z dwudniową wizytą do Gdańska przybył znany pisarz Ignacy Kraszewski. W warszawskim czasopiśmie Kłosy opublikowano reportaż z odwiedzin.

Polecane wydarzenia

Sprawdź się

Do jakiego zakonu nigdy nie należała Gdynia?