Morska tragedia polskiej załogi "Athenian Venture"

Ponad 25 lat po katastrofie wciąż nie ustalono, dlaczego tankowiec "Athenian Venture" przełamał się i wybuchł na nim pożar.
Ponad 25 lat po katastrofie wciąż nie ustalono, dlaczego tankowiec "Athenian Venture" przełamał się i wybuchł na nim pożar.

Wśród komentarzy, jakie ukazały się pod artykułem dotyczącym katastrof polskich statków, kilkukrotnie wspomniano o mało znanym wypadku statku "Athenian Venture". Załogę tego statku, pływającego pod cypryjska banderą, stanowiło 24 Polaków, a w ostatnim, pechowym rejsie dodatkowo towarzyszyły im żony pięciu z nich. Ich śmierć była jedną z największych polskich tragedii morskich.



W okresie rozwoju polskiej floty handlowej, który przypadał na lata 60. i 70. ubiegłego wieku, Polska Żegluga Morska zamówiła trzy zbiornikowce w szwedzkich stoczni Oskarshamns Varv. Miały to być jednostki na wskroś nowoczesne - prawie 170-metrowe o nośności 31 tys. ton, osiągające prędkość 15,2 węzła. Statki nazwano "Pieniny II", "Karkonosze" oraz "Tatry".

Nas najbardziej będzie interesowała ta druga jednostka.

Choć konstrukcję i sam proces budowy "Karkonoszy" należy uznać za udane, to w niektórych wspomnieniach możemy natrafić na informację, że już podczas pierwszego rejsu na jednostce pojawiły się liczne pęknięcia w kadłubie i inne uszkodzenia. Ponieważ jednak brak jest jakichkolwiek oficjalnych informacji na ten temat, jednoznacznie nie możemy dziś tego potwierdzić lub temu zaprzeczyć.

"Karkonosze" pływały w barwach PŻM zaledwie przez osiem lat. W 1983 roku jednostkę sprzedano greckiemu biznesmenowi Minosowi X. Kyriakou. Ten armator był związany z Polską już od jakiegoś czasu. Z racji swych komunistycznych przekonań musiał w 1949 roku opuścić Grecję i razem z innymi emigrantami udał się do Polski. Pod koniec lat 50. powrócił do swojej ojczyzny i zaczął inwestować w biznes morski. Po kilku latach kupił od Związku Radzieckiego kilka niewielkich tankowców.

Kyriakou nie zapomniał o nawiązanych w Polsce kontaktach - w 1983 w Warszawie otworzył filię swojej firmy Athenian Tankers. Zajęła się ona głównie pozyskiwaniem polskich marynarzy do pracy na stale powiększającej się flocie tankowców. Niestety, większość tych jednostek, była w złym stanie technicznym.

Po zmianie właściciela, "Karkonosze" zmieniły także nazwę - na "Athenian Venture". Już wtedy jednostce przydałby się dokowanie i remont, ale przez oszczędności naprawy ograniczono do minimum. Częściowo wymieniono rurociągi oraz wzmocniono zbiorniki służące do transportowania paliwa.

Załogę stanowiło 24 Polaków, ale już na początku pojawiły się problemy z ich zatrudnieniem, gdyż współpracy z armatorem odmówiła Agencja Morska w Szczecinie. Powodem były mocno zaniżone stawki ubezpieczeniowe ("Athenian Venture" ubezpieczono bowiem na zaledwie 8 mln dolarów) oraz płace samych marynarzy (podstawowa pensja marynarza wynosiła 500 dolarów - w wypadku jego śmierci rodzina otrzymywała pięciokrotność jego pensji).

Po wejściu na pokład polska załoga od razu musiała zająć się pilnymi remontami. Do najczęstszych z nich należało spawanie pękającego kadłuba. Potwierdzenie tego możemy odnaleźć chociażby w listach załogi do swych rodzin, gdzie pisali o pojawiających się 10 - 20 cm pęknięciach, przez które niejednokrotnie wyciekał transportowany ładunek. W tych relacjach widać wyraźnie, że stan "Athenian Venture" był fatalny, a armator nie robił nic, aby go poprawić.

Pikanterii temu dodaje fakt, iż wszystkie przeglądy certyfikacyjne jednostka przechodziła pomyślnie! Ostatnie odnowienie klasy statek przeszedł w listopadzie 1987 roku i otrzymał komplet dokumentów potwierdzających jego zdolność do pływania. Nie znajdziemy w nich jednak ani słowa o osłabionym, pękającym i nieustannie spawanym kadłubie czy problemach z maszynownią. Można by tu zadać pytanie jak zatem udało się uzyskać niezbędne pozwolenia na dalszą żeglugę ale odpowiedź chyba zna każdy z nas.

Do końca nie wiadomo skąd wziął się pomysł by w feralnym rejsie z Amsterdamu do Nowego Jorku wzięły również udział żony marynarzy. Ostatecznie propozycję tę przyjęło pięć pań.

22 kwietnia 1988 roku, gdy "Athenian Venture" z ładunkiem 10,5 mln galonów benzyny, znajdował się niedaleko wybrzeży Nowej Szkocji, na morzu rozpętał się silny, dochodzący do 10 stopni w skali Beauforta sztorm. Nieszczęście przyszło nagle - radiooficer zdążył nadać tylko komunikat "mayday" ale bez podania nazwy statku, ani jego dokładnej pozycji.

Bardziej konkretne wiadomości nadeszły od płynącego niedaleko innego statku, który powiadomił centrum ratownicze, że zaobserwował płonący na morzu obiekt. Do akcji przystąpiła amerykańska straż przybrzeżna, oraz znajdujące się niedaleko inne jednostki, w tym dwie polskie: "Gen. Jasiński" oraz "Stefan Starzyński".

Po przybyciu na miejsce okazał się makabryczny widok - "Athenian Venture" przełamał się na pół, rufa znajdowała się już w pewnym oddaleniu od dziobu a obie części trawione były przez ogromne pożary.

Ratownikom udało się wyłowić jedno ciało, jak się potem okazało Andrzeja Szukalskiego z załogi maszynowni. Był jedynym, którego odnaleziono...

Niedługo potem ostatecznie zatonęła część dziobowa jednostki. Gdy na oderwanej rufie pożar wygasł, weszli na nią hiszpańscy rybacy. Znaleźli tam m. in. szczątki kilku marynarzy oraz brudnopis dziennika maszynowego. Zapiski w nim zawarte były przerażające - opisy licznych spawań wykonywanych w portach i na morzu, cała lista występujących uszkodzeń budziła grozę.

Niebawem podjęto decyzję o odholowaniu wraku do portu - chciano w ten sposób poznać możliwe przyczyny tragedii. Niestety podczas tej operacji, niedaleko wybrzeża Hiszpanii, rufa nagle pogrążyła się w falach i zatonęła.

Jakie były zatem przyczyny tej tragedii w której zginęło 29 osób?

Jednoznacznie nie wiemy tego do dziś. Krótko po wypadku marynarze, którzy wcześniej pływali dla greckiego armatora, twierdzili, że remonty, o ile w ogóle były, były czystą fikcją. Rdzę pokrywano nowymi warstwami farby, rurociągi nieustannie przeciekały, a pękający kadłub ciągle wymagał napraw.

Armator zasłaniał się co prawda atestem wydanym przez Polski Rejestr Statków, ale biorąc pod uwagę, że również inne certyfikaty bezpieczeństwa budziły wątpliwości, także ten najpewniej został wydany z naruszeniem prawa.

Dziś mówi się o dwóch hipotezach.

Pierwsza zakłada, że silna fala lub fale uderzyły w kadłub w miejscu dokonywania najczęściej spawów, w efekcie czego kadłub przełamał się na pół i wtedy doszło do eksplozji paliwa.

Druga wskazuje, że nie zadziałał system odpowietrzający zbiorniki, przez co doszło do zapłonu benzyny i eksplozji, która przełamała statek.

Obie z tych hipotez są tak samo prawdopodobne.

Na tragicznym pożarze i zatonięciu statku nie skończył się dramat załogi. Na lądzie pozostało bowiem 19 wdów i blisko 43 sieroty po marynarzach. Armator robił wszystko, co mógł, aby w ogóle nie wypłacić im odszkodowań lub wypłacić je w minimalnym stopniu (uznał na przykład że ubezpieczenie nie obejmowało żon marynarzy gdyż w wzięły one udział w rejsie... na własną odpowiedzialność).

Lista ofiar "Athenian Venture"

Marek Umięcki, Mieczysław Bogusz, Bogdan i Michalina Krasoń, Tadeusz Wojciechowski, Jan Szczęsny, Krzysztof Konieczny, Jan Soboń, Czesław i Jadwiga Szulkowscy, Ryszard i Edwarda Urbanowicz, Jerzy Sałamacha, Gerard Plichta, Stefan Jaskowski, Mieczysław Brękiewicz, Ryszard Stelmaszyk, Ryszard Lipowski, Henryk Olek, Jan Mączka, Włodzimierz i Maria Pasławscy, Henryk Mazurowski, Zbigniew Jurszo, Waldemar Pawłowski, Tadeusz i Hanna Jezierscy, Eugeniusz Bednarski.

Opinie (54) 6 zablokowanych

  • Interesujące (2)

    Interesujący artykuł, prosimy częściej zamieszczać podobne.

    • 108 5

    • przecież takie artykuły są co tydzień

      zobacz pod tekstem, masz pokazane wcześniejsze artykuły na ten sam temat

      • 2 8

    • Popieram w 100%

      bardzo ciekawy merytorycznie artykuł.
      Nie miałam świadomości o takiej tragedii a żyje w 3mieście od urodzenia.

      • 6 1

  • O tym armatorze można wiele (2)

    pisać dobrego - zatrudniał Polaków i nic więcej, złego bo niemal wszystkie tankowce to straszny złom. Inny statek też połamał się a wiele pływało dzięki morderczej i wycieńczającej pracy polskich marynarzy. Warunki socjalne były marne i ciągle czegoś brakowało (części zamienne, klimatyzacja zawsze w złej kondycji). W lodówce mortadela, czasem ser i dżem. Byłem chiefem na 3 tankowcach i na więcej nie miałem odwagi. Co ciekawe jak zbudował nowe tankowce w Korei to zatrudnił Filipińczyków i Greków. O Polakach zapomniał.

    • 51 4

    • Mój ojciec pływał na Athenianach (1)

      w których latach mustrowałeś?

      • 2 3

      • Mój również, w latach 85-2002

        • 0 0

  • Andrzej Szukalski (2)

    To co z tym panem, wyłowiono jego ciało ale nie ma go na liście ofiar?

    • 29 1

    • wlasnie (1)

      powinien byc na liscie ofiar.
      Tyle co pamietam Chief Mechanik Andrzej Szukalski mial wszystkie dokumenty przy sobie zawiniete w nieprzemakalna folie i przymocowane do ciala. Stad wiadomo, ze to Jego znalezli.

      • 4 0

      • To był mój stryj. To jego odnaleźli. Został pochowany w kwaterze rodzinnej, stąd na pomniku nie ma o nim informacji, a lista ofiar pochodzi zapewne stamtąd. Znaliście go, Panowie?

        • 0 0

  • Jasiu Mączka

    był moim kolegą.

    • 10 0

  • Athenian fidelity (4)

    Napiszcie o tym statku, przyjechałem na niego do Dominikany po eksplozji. Pięciu zginęło. A potem po remoncie w Bułgarii w czasie eksploatacji o mało nie było powtórki z "rozrywki" i to przez tego samego który zeznawał na korzyść armatora z ATH. VENTURE, dzięki niemu były takie problemy z odszkodowaniami dla rodzin.

    • 25 1

    • Romek - to TY...

      Pozdrawiam.
      Pamietam, jak przed wyjazdem na tego Fidelity zadzwoniles do mnie, aby sie naradzic, czy warto tam leciec. Miales chyba pol godz. na odpowiedz.
      Pisze z M. Tasmanskiego w drodze z Nowej Zelandii do Brisbane, Australia.
      Wracam za miesiac. Jestem - jak zwykle - na tankowcu:). Pozdrow Gosie.
      Sorki za brak znakow diakrytycznych - nie da sie :)

      • 8 0

    • A.F odpowiedz (1)

      pracowałem tam 15 lat jako c/o i nie narzekam. FIDELITY przez glupote wyrywnych na Dominikanie eksplodowal byłem na nim 11 miesięcy po wypadku
      u innych armatorow tez tylko martadela i podobne jedzenie. nie piszcie bzdur

      • 1 2

      • a to o lodówkę tu chodzi?

        • 0 0

    • z maszyy

      też byłem na tym statku po eksplozji i remoncie. jako kto byłeś ?

      • 0 0

  • Rodzina

    Dziekuję.

    • 17 0

  • Tragedia

    Znałem całą górę. Jak się nie mylę, żony płynęły, bo nadchodziły Święta Wielkanocne.

    • 11 0

  • Komunista okazał się dzikim kapitalistą.

    Dobre sobie.

    • 32 3

  • Najgorsze bagno

    to pracować na greckich statkach.

    • 38 0

  • Czesław pracował u Irka w brygadzie w A.O.R. w Dalmorze potem poszedł pływać,fajny chłopak

    • 6 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym wieku miał miejsce tzw. "złoty okres" Gdańska?